Na pytanie zadane w temacie "piórem, czy kamerą", odparłabym piórem I kamerą. Już tłumaczę dlaczego.
Książka jest dla mnie arcydziełem. Nic dodać, nic ująć. Arcydzieło.
Natomiast film. Zawsze uważałam, że jest świetny. Patetyczny, wzniosły. Nie mogłam się od niego oderwać. Ostatnio w moje ręce dostała się wersja reżyserska (każda część po 4 godziny). Zaczęłam oglądać popołudniu, a skończyłam dopiero nad razem kolejnego dnia. Nie mogłam sie oderwać.
Rozwinięte zostało wiele wątków pobocznych, wprowadzone kilka niesamowitych postaci (np. Wysłannik Mordoru, pertraktujący pod bramą). Po tym seansie mogę powiedzieć, że jest to najlepsza ekranizacja, jaką kiedykolwiek widziałam.
Ktoś poruszył temat wiedżmina... Aż żal sie robi, kiedy widzi się ten kicz. Chociaż muszę przyznać, że serial dużo lepszy od filmu. Najbardziej rozczarował mnie smok. Nie widziałam jeszcze nic tak badziewnego.