Hmm... Dziwne to, przyznam. Nie jestem ani wielbicielem, ani znawcą gatunku pod tytułem horror. Mało co jest mnie w stanie przestraszyć, ale ta książka to jakaś kpina momentami.
Cytaty z okładki:
- Nagroda Brama Stokera dla najlepszego debiutu.
- ...szokuje brutalnością...
- ...makabryczne obrazy z klasycznych powieści grozy przeplatają się z jeszcze bardziej zatrważającą grozą realnego świata...
Bujda na resorach. Przez ponad trzysta stron towarzyszył mi głównie śmiech. Nie będę wchodzić w fabułę, bo szkoda miejsca na serwerze.

Mój umysł działa w dziwny sposób. Jak czytam, to mi się to przekłada na obrazki w głowie. Z tego wyszedł koszmarny pastisz gatunku. Sentymentalne i pretensjonalne. Autor tak bardzo skupia się na dokładnym przedstawieniu wszystkich bójek (a jest ich trochę), że zupełnie mu ginie w tym wszystkim główny wątek i bohaterowie. Między kolejnymi ciosami w szczękę, brzuch czy kolano mózg się wyłącza po prostu...
A najlepsze jest to, że to trylogia i książka kończy się w momencie, w którym tak naprawdę mogła się zacząć...
