Miesięcy temu parę usłyszałem o Danie Simmonsie w audycji radiowej Tam i z powrotem, w Radiu Kraków. Po raz pierwszy tamtego razu zetknąłem się z powieścią Hyperion, sztandarowym dziełem pisarza. Książka bardzo znana, nagrodzona Hugo Award w roku 1990, klasyka Science-Fiction.
Audycja zachęciła mnie do kupna, jako, że wydawnictwo Mag właśnie wypuszczało na rynek reedycję Hyperiona. Piękne wydania ze znakomitą okładką, w pięknej kolorystyce.
Zacząłem czytać. Fabuła osadzona w przyszłości. Ziemianie skolonizowali wiele planet. Sztuczne Inteligencje wyzwoliły się spod jarzma człowieka. TechnoCentrum uniezależniło się od ludzi w sposób pokojowy, nadal pomagając naszemu gatunkowi w polepszaniu swej egzystencji. Wynalezione przez TechnoCentrum transmitery umożliwiły podróżowanie ludzi pomiędzy planetami oddalonymi od siebie o dziesiątki i setki lat świetlnych w mgnieniu oka. Wielu obywateli Hegemonii pracuje poza rodzimymi planetami.
Podczas lektury Hyperiona poznajemy tę wizje przyszłości. Poznajemy ją oczami pielgrzymów wysłanych na planetę Hyperion w celu odbycia pielgrzymki do Grobowców Czasu i odnalezienia tajemniczego Chyżwara.
Obawiałem się z początku tej oryginalnej konstrukcji opowieści. Narratorem jest kolejno każdy z pielgrzymów (prócz Heta Masteema, który nie zdążył opowiedzieć swej historii). Podróżując kolejnymi środkami lokomocji w kierunku Grobowców opowiadają kolejno historie swojego życia, które związane są ze sobą praktycznie tylko Hyperionem.
Mimo tak niewielkiego powiązania lektura jest wciągająca. Ujęła mnie wizja Simmonsa. Czy jest prawdopodobna to inna bajka, ale z pewnością jest kompletna.
Hyperion porównywany jest często do Diuny. Myślę, że trochę na wyrost, ogólnie nie lubię tego typu marketingowych porównań. Pewne jest natomiast to, że książka Simmonsa jest dobra, warto ją przeczytać.
I sięgnąć po kolejne.