Z tego, co pamiętam, czytałam "Zmrok". Tego autora najbardziej pamiętam "Fałszywą pamięć", bo ta powieść zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Zaczyna się zwyczajnie, niepozornie, potem...
"Grom" jest niezły. Parę innych też. Koontz ma swój własny specyficzny styl.
Po długiej przerwie powróciłam do Koontza, padło na „Apokalipsę”
Po angielsku tytuł brzmi mniej dramatycznie: „The taking”, po polsku jest właśnie „Apokalipsa”. Angielska wersja bardziej mi pasuje, nie jest taka jednoznaczna. Ponadto, co dla jednych jest ową apokalipsą, dla drugich... Na początku pojawia się deszcz, gdy zaczynałam czytać, właśnie przestało padać (trochę szkoda, może byłoby bardziej klimatycznie). W zasadzie to jest o garstce wybrańców, którzy walczą o przetrwanie w złym, wrogim świecie, mając za przeciwnika coś groźnego, właściwie niesprecyzowanego. Snują różne domysły – mniej lub bardziej trafne, irytowało mnie ciągłe porównywanie, odnoszenie się do różnych filmów. Wydarzenia są widziane oczami Molly Sloan.
Sam pomysł powieści nie wydaje się zły, jednak czegoś mi zabrakło w tej historii. Po drugie, niezbyt przepadam za tego typu tematyką, nuży mnie.
Nikt więcej nie czyta tego autora?