Przeczytałem WROŃCA i jestem pod ogromnym wrażeniem.
Dukaja znam tylko trochę, w sumie niewiele, jedna powieść przeczytana, druga w trakcie, kilka opowiadań wchłoniętych, zdecydowanie więcej publicystyki tego Pana czytałem (przez co o mały włos się nie zraziłem do autora). No i ostatnio dostałem w prezencie Wrońca. Przeczytałem od razu, a jakże

Wroniec to dłuższe opowiadanie, bo nie powieść, na pewno. Ale długość tego zdecydowanie odpowiada formie baśni dla dzieci. Faktycznie ma też nowa opowieść Dukaja wiele cech bajki, coś w stylu Alicji w Krainie Czarów czy Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Dziecko, główny bohater historii, wyrusza w pełną niebezpieczeństw i trudności drogę, aby pokonać zło i wrócić szczęśliwie do własnego domu. Nic nowego, nic odkrywczego, bo nie takie było założenie. I dzięki temu możemy czytać Wrońca własnym dzieciom i - mimo kilku krwawych scen - opowiadanie te strasznie się spodoba maluchom, gwarantuję. Tym bardziej, iż książka jest wspaniale wydana i zawiera mnóstwo rewelacyjnych ilustracji.
Z drugiej strony forma, wybór na bohatera małego chłopca ułatwiają przedstawienie świata, w którym toczy się akcja. Krok po kroku zagłębiamy się w świat, który przecież przypomina to, co wielu z zna z własnego życia, a Ci młodsi z kart historii. Dzięki językowym zabawom Dukaja zostajemy wciągnięci w grę, zgadywankę, co chwila rozpoznajemy kolejne fragmenty, urywki z życia w czasach komuny i - przede wszystkim - podczas stanu wojennego. Często zatrzymywałem się na chwilę, aby przemyśleć kilka kwestii, nazw i aluzji. Dukaj puszcza oczko do czytelnika wiele razy. Nie wszystko jest jasne od razu, nie wszystko się układa w całość, dużo jest dwuznaczności (zakończenie). No i kwestia na koniec: czy dobro zawsze wygrywa? i jeśli tak, to co jest wygraną dla małego Adasia?
Cudownie sie to czytało, szczególnie na głos (o tak!)
