Trochę o Pilipiuku w tym dziale było, trochę w innych przy okazji różnych wątków, więc pomyślałem, że czas najwyższy założyć osobny wątek Jakubowi. Należy mu się jak mało komu

Tym bardziej, że jestem świeżo po lekturze najnowszego zbioru przygód bimbrownika egzorcysty i chciałem podzielić się wrażeniami...
Przeczytałem wszystkie tomy opowiadań o Wędrowyczu, wszystkie też kupiłem, aby do nich wracać raz na jakiś czas. Jakie to są opowiadania (i minipowieści) chyba każdy już wie, tłumaczyć nie trzeba. Lektura to niewymagająca, trudna raczej też nie, ale za to bardzo przyjemna, niezwykle zabawna i umilająca czas jak mało co. Każdy tom przygód składał się z tych lepszych i tych słabszych opowiadań, w tym momencie to nawet nie pamiętam który zbiór okazał się najsłabszy. Podobnie jest z
Homo bimbrownikusem.
Książka składa się zaledwie z 4 opowiadań, albo - jak kto woli - z 3 opowiadań i jednej powieści (minipowieści?). Pierwsze z nich to zaledwie przystawka, krótka forma, zabawna historyjka, ale nic poza tym. Choć postać ochroniarza św. Piotra mnie rozbawiła. A Pan Pilipiuk kiedyś powiedział że "poletko", które uprawia Jakub Ćwiek w serii Kłamca zupełnie do niego nie trafia...
Kolejne opowiadanie było dużo lepsze, zabawniejsze, znowu z diabłem w tle. A przy tym autor nawiązał poprzez bohaterów do innego swojego opowiadania - "Połoz" z
Rzeźnika drzew. Trzecia z kolei odsłona nowych przygód Jakuba zupełnie nie trafiła do mnie, czytałem i miałem wrażenie że to tzw. "powtórka z rozrywki", bo i o ekipie filmowej już było i o ściąganiu mutantów z Ukrainy też. No cóż..
Tytułowy
Homo bimbrownikus to, jak już wspomniałem - minipowieść w sumie (powieść? - zajmuje 4/5 objętości książki). Tym razem byłem w pełni zadowolony (no, prawie). Najpierw plusy... Świetna historia, bardzo dobry, przezabawny poczatek-wprowadzenie z "tajemniczym kardynałem" i znanymi już z wcześniejszych opowiadań małpoludami z Dębinki. Potem autor porywa nas - wraz z Jakubem i Semenem oczywiście - do Warszawy, a tam dzieją się już rzeczy fantastyczne. Nie tylko w przenośni

Ogólnie jest dużo wszystkiego, galopująca akcja i sporo śmiechu. Niektóre żarty zasługują na szczególną uwagę, jak choćby te typowo historyczne, nawiązujące do wydarzeń z poprzednich epok. Nie będę zdradzał jednak szczegółów. Aha, a spotkania bohaterów z dresiarzami to po przerobieniu nadawać się mogą na niezłe scenki kabaretowe...
Jedynym minusem tej minipowieści (w końcu chyba tak ją zacznę nazywać) jest to, co jest również jej plusem, czyli jej długość. Paradoks? Nie, po prostu w środku historii miałem wrażenie przez jakieś 20-30 stron, że coś dodano tam na siłę. Po prostu o jeden zwrot akcji za dużo, lekkie przeciążenie, przesyt. Ale na szczęście tylko chwilowy, bo potem akcja znowu wkracza na dobre tory i jedziemy już do końca z szerokim uśmiechem na twarzy.
Ogólnie, mimo, że to nie jest najlepszy tom przygód egzorcysty, to również nie rozczarowuje i uważam, że warto tę książkę przeczytać. A dla fanów lektura obowiązkowa! Moim zdaniem Pilipiuk mógł dodać jeszcze jedno lub dwa opowiadania, bo tak to czuję lekki niedosyt. Za długo Jakub kazał na siebie czekać...
P.S. To nie miała być recenzja (choć prawie wyszła) tylko początek do dyskusji na temat Jakuba Wędrowycza, dlatego wątek założyłem tutaj, a nie w recenzjach
