Dla entuzjasty polskiej fantastyki nazwisko Jarosława Grzędowicza z pewnością jest doskonale znane. Obok Dukaja jest to jeden z najlepszych polskich pisarzy gatunku. Porównajmy choćby Zajdle rozdane na przestrzeni ostatnich kilku lat.
Moja przygoda z książkami autora rozpoczęła się od Pana Lodowego Ogrodu. Przyznam jednak, że dość późno przeczytałem. Jako zwolennika raczej tolkienowskiego skrzydła fantastyki (natura, baśniowe światy, magia) okładka PLO ani opis treści nie zachęcił do kupna, nie pojawiła się owa iskierka ciekawości, która sprawia, że z wieku książek na półce księgarskiej tę kupimy a tamta nadal będzie czekała w kolejce i być może nie doczeka się nigdy.
Jak to często bywa powierzchowne wrażenia często bywają mylne. W końcu Pan Lodowego Ogrodu trafił pod mój dach. Znalazłem w antykwariacie egzemplarz po okazyjnej cenie, który ostatecznie został prezentem gwiazdkowym dla ojca. Z ciekawości jednak przeczytałem wkrótce tę książkę także. I rozpoczęła się moja fascynacja grzędowiczowska literaturą.
Wkrotce kupiłem także tom drugi PLO i Popiół i kurz (ten drugi jednak jeszcze długo czekał na przeczytanie) i na tym na długi czas stanęło.
Opowiadania z księgi jesiennych demonów uznałem za mało fantastyczne (znów to mylne pierwsze wrażenie) a Wypychacz zwierząt odpychał mnie swoją okładką.
Niemniej jednak w końcu kupiłem i owe dwie. Impulsem do tego była impreza "Rycerzy okrągłego spodka" w Białymstoku w marcu tego roku, na której Grzędowicz był jednym z gości. Opowiadania są w większości bardzo ciekawe. Szerzej napiszę o nich może w którymś dalszym poście.
Chciałbym natomiast zachęcić Was do dyskusji na temat książek Jarosława Grzędowicza. Wszak jest o czym rozmawiać, a jestem pewien, że większość z Was, która fantastykę czytuje, miała również do czynienie z Vuko Drakkainenem i innymi wytworami wyobraźni autora.

Porozmawiajmy.