Czytałam jakiś czas temu "Fiolet". Nie znałam tej autorki, to był mój pierwszy kontakt. Kiedy zaczęłam czytać poczułam lekki zawód, że to jednak nie dla mnie, ale w miarę czytania czułam rosnące napięcie, które podziałało jak magnes.
Jest w tej książce coś, co mi przeszkadza i nie potrafię tego określić, ale wydaje mi się, że chodzi o tą całą techniczną stronę spadochroniarstwa, która nie interesuje mnie w najmniejszym nawet stopniu. Tak, to chyba to. Niemniej jednak lubię adrenalinę podczas lektury i za to plus dla "Fioletu".