Nie wiem, dlaczego wielu; wiem, dlaczego ja w powyższym przypadku.
Wyjaśniam więc (bo zdaje się, że w poprzednim poście nie ujęłam sprawy dość jasno): znam twórczość Kossakowskiej. Wiem, że umie ona pisać. Potrafi zbudować świat, wie, jak grać na emocjach czytelników, budując przy tym logiczną i intrygującą fabułę. Nieźle miesza patos i humor, potrafi dawkować jedno i drugie.
Zwykle.
W przypadku "Siewcy" ta sztuka zupełnie jej się nie udała. "Zbieracz" sprawia wrażenie, jakby został napisany przez egzaltowaną szesnastolatkę. Zastanawiałam się, dlaczego - i jedyną odpowiedzią, która przyszła mi do głowy, była grafomania właśnie. Ślepe zapatrzenie we własnych bohaterów, czysta i nieco bezkrytyczna radość pisania dla samego pisania (o której notabene Kossakowska sama wspominała na jednym ze spotkań autorskich). Dla mnie to wyczerpuje znamiona grafomanii.
Oczywiście - mogę się mylić, de gustibus i tak dalej. To tylko moja opinia. Inni mogą sobie "Siewcę" wielbić, ja mam prawo nazywać go książką grafomańską - ale przecież o opiniach tu rozmawiamy, prawda? Bo ranking najgorszych książek musi być subiektywny.