A ja powiem szczerze.. nie przebrnęłam :/ może to być kwestia tego, że ją odkładałam i wracałam, odkładałam i wracałam i tak kilka razy
no i jak raz tak odłożyłam to już nie wróciłam.
Porzucanie i wracanie do książki po jakimś czasie to jest bardzo ryzykowny interes. Nie tylko w przypadku Bastionu czy Stephena Kinga. Po prostu po miesiącu zapomina się nieco fabułę, a jeśli książka jest obszerna zwykle nie chce się jej kontynuować. I nie bardzo chce się też zaczynać od początku. Miałem tak, przyznam, z Lodem Dukaja. Przeczytałem 250 stron, całkiem ciekawych zresztą, później jakoś porzuciłem książkę na dłuższy czas i nadal czeka na przeczytanie.
Przedwczoraj zacząłem czytać Bastion. Przyjemność lektury nie odbiega specjalnie od tej jaką znajdujemy przy innych dobrych książkach autora. Oczywiście jak to King, pisze bardzo rozwlekle, rozpoczyna i ciągnie mnóstwo wątków, pozornie ze sobą nie związanych. Może to niektórych czytelników irytować, ale taki już autor ma styl pisania. Rzadko można spotkać jednoliniową narrację.
Ale mimo to, książka jest ciekawa. W końcowym rozrachunku okazuje się, że taka narracja była pełniejsza, bo otrzymujemy szerszy obraz świata i wydarzeń w nim się dziejących.
Póki co, jestem w trakcie lektury i nie planuję odłożyć książki na półkę nie dokończonej. Doczytam do końca i podzielę się wrażeniami z całości.