Na początku książki akcja rozwija się troszkę wolno, gdyż autor zapragnął nas dobrze i dobitnie wprowadzić w świat miasteczka zamkniętego pod kloszem. Mamy więc opisy mnóstwa mieszkańców, którzy zdołali się zetknąć z kopułą już w momencie jej pojawienia się. Tu odcięta ręka, tam rozbite o kopułę samochody, innym razem znowu roztrzaskany samolot i tak powoli rysuje się obraz sytuacji. Razem z bohaterami powoli poznajemy czym naprawdę jest początkowo niezrozumiała dla nikogo bariera.
Ale jeśli ktoś czytał Kinga już wcześniej nie powinien być zaskoczony, bo w innych swoich 'grubych' książkach pisze on mniej więcej podobnie. Ostatnio czytałem "Bastion", ponad 1000 stronicowa rzecz, i tam też zanim rozpoczęła się właściwa akcja minęło dobre 300 stron.

Niemniej warto przez nie uważnie przebrnąć, bo mówią one wiele o świecie i bohaterach powieści. A tych ostatnich jest u Kinga zwykle dużo. Jak nie poznamy choć pokrótce ich historii nie połapiemy się później kto jest kto.

Ciesze się mariko, że jednak nie odłożyłaś i doczytałaś do końca.

Książka jest wciągająca, trudno ją odłożyć jak się już człowiek dobrze wczyta. Ja nawet zabierałem ją ze sobą do pociągu, choć jest dość nieporęczna. Ale chęć poznania dalszej części historii była wyjątkowo silna, żeby zostawiać książkę w domu.
