Przeczytałem Kolor Magii i mogę się z Wami kilkoma zdaniami podzielić.
Sama opowieść o przygodach Rincewinda jest interesująca. Przyjemna historia pełna niezwykłych zwrotów akcji rozgrywająca się w niezwykłym świecie dysku.
Łatwo było mówić o czystej logice i o tym jak cały wszechświat podlega tej logice oraz harmonii liczb. Fakty jednak były takie, że Dysk - co każdy widział - płynął w przestrzeni na grzbiecie Wielkiego Żółwia a bogowie mieli w zwyczaju odwiedzać domy ateistów i wybijać im szyby. - Terry Pratchett - Kolor MagiiW tej pierwszej opowieści ze Świata Dysku poznajemy maga Rincewinda. Właściwie niedoszłego adepta tej szlachetnej sztuki, bowiem za pewien incydent Rincewind został wyrzucony z Niewidocznego Uniwersytetu.
Nasz mag jest bardzo tchórzliwy, ma bardzo szybkie nogi i zna tylko jedno jedyne zaklęcie, którego nie może wypowiedzieć. Ot taki typowy pratchettowski bohater.

Rincewind spotka na swej drodze turystę z Imperium Agatejskiego, Dwukwiata, którym, na rozkaz patrycjusza Vetinariego będzie musiał się zaopiekować.
Już na samym początku wywołują wielki pożar Ankh-Morpork. A potem już jakoś idzie.
Fabuła, jak to zawsze u tego autora, zaskakująca, pełna absurdów Świata Dysku, któe zresztą powszechnie w tych książkach lubimy. Ale prócz tego książka pełna jest językowego piękna, gier słownych i inteligentnych zdań.
Nie podobało mi się czasem u Pilipiuka, że pisze niektóre książki dla jaj, żeby były zabawne (często głupio zabawne) i w zasadzie nic poza tym. U Pratchetta opowieści są, powiedziałbym, mądrze zabawne.
Czytając Olivera Twista podziwiałem Dickensa, że umie napisać coś, co pozornie brzmi zwyczajnie, ot zwykłe stwierdzenie, ale w kontekście jest arcymistrzostwem humoru, ironii. Pratchett ma podobnie, zwykłymi zdaniami potrafi rozbawić czytelnika, pozornie nie wysilając się specjalnie. Świetne ma porównania.
Miecz był czarny tym rodzajem czerni, która jest nie tyle kolorem, co raczej cmentarzem wszystkich kolorów.
Pogładził się po brodzie, co zabrzmiało tak, jakby jeżozwierz torował sobie drogę przez ciernisty gąszcz.
Śmierć siedział w swoim ogrodzie i gładził kosę osełką. Wczesniej czytałem Dywan Pratchetta i przyzwyczaiłem się do języka autora i pokochałem go wręcz. Świat Dysku pisany jest w podobny sposób stąd myślę, że zaprzyjaźnię sięz autorem na dłużej.
Sam Kolor Magii polecam, choć miejscami były momenty, które chwilowo mogły znudzić, o czym wspomniała Ravena. Ale całokształt oceniłbym na 4,5/5 w sześciostopniowej skali.
Tym samym recenzja jednej z 10 wygranych książek już jest. 