O
Ziemiomorzu i nie tylko.
Czarnoksiężnika z Archipelagu czytaliśmy w gimnazjum zamiast
Hobbita. Z jednej strony - dobrze, bo poznałam tę pisarkę wcześnie, z drugiej - byłam wtedy na tego
Czarnoksiężnika za głupia. Albo przynajmniej za niedojrzała.
Resztę Ziemiomorza przeczytałam później, kiedy byłam już na to bardziej gotowa i nie będę mówić, że zakochałam się od pierwszego wejrzenia, bo na początku ani mnie ziębiło ani parzyło. Na szczęście im dalej w las, tym było lepiej i kiedy dotarłam do
Innego Wiatru, byłam już fanką tej pani.
Czytałam też
Wracać wciąż do domu, ale niestety także w czasach, kiedy byłam na to troszkę za młoda. Niemniej podobało mi się.