Wydaje się, że nie można kochać człowieka, którego nienawidzi cały świat, który przepełniony jest złem, w którym tak trudno dostrzec prawdziwego człowieka. Ja jednak myślę, że taka miłość, choć trudna, niszcząca i pełna wyrzeczeń, jest możliwa. Nigdy nie wiadomo na widok kogo mocniej zabije nam serce. Miłość nie wybiera. Równie dobrze można obdarzyć uczuciem przyjaciela ze szkolnej ławki, narkomana czy przestępcę. Czasem nie mamy na to wpływu. Serce wybiera za nas, podszepty zdrowego rozsądku zostają zagłuszane. Człowiek znienawidzony przez świat także pragnie kochać, może podświadomie, może cynicznie i bez zobowiązań, ale nie zmienia to faktu, że potrzeba miłości tli się w każdym z nas. Kochać drugiego człowieka wbrew wszystkim i wszystkiemu jest prawdziwym wyzwaniem, nieustanną walką ze sobą i z innymi, dlatego ta druga osoba przeżywa prawdziwy koszmar - miłość powinna przynosić radość i ukojenie, zaś jej ofiaruje łzy, rozgoryczenie i smutek. Nie wystarczy powiedzieć sobie - nie kocham go, bo jest złym człowiekiem, niegodnym moich starań. Miłość przekracza nasze ludzkie granice, nie jesteśmy w stanie się jej przeciwstawić, ona nas porywa, wciąga, fascynuje. Potęga miłości nie zaważa na opinię publiczną, ludzkie sądy, wyroki. Taka też jest miłość matki do swego dziecka. Macierzyństwo daje ogromną siłę do walki, matka bez względu na wszystko kocha, dba i myśli o dziecku. I choć zdarzają się wyjątki, to sądzę, że matka kocha nawet dziecko, które swymi czynami na jej miłość nie zasłużyło. Bywa i tak, że w człowieku skreślonym przez świat dostrzeżemy coś wyjątkowego, coś czego inni na co dzień nie widzą. Nawet jeśli brzmi to naiwnie, kojarzy się z próbą usprawiedliwienia, to i tan nie ma to znaczenia, bo miłość nie karmi się rozsądkiem, wystarczy jej ułuda, złudzenie, fałszywe słowo, gest. Prawo do miłości ma każdy i nie możemy go komuś odbierać, choć miłość potrafi być destrukcyjna. Człowiek, którego nienawidzi świat dla kogoś przestaje być łotrem, bandytą, zabójcą, a staje się kochankiem, partnerem. Każdy człowiek może dla drugiego stać się całym światem... Moją ulubiona postacią z serii o Harry' m Potterze i jest Lord Voldemort. Pewnie niewielu zdecydowałoby się na taki wybór, ale ja... tak. Zawsze było mi tej postaci żal. Czułam smutek i przygnębienie obserwując jej losy. Tak naprawdę jest to historia człowieka, któremu nie dano szansy i który tej szansy nie próbował szukać. Nie zaznał prawdziwej miłości. Najwięksi grzesznicy świata także mieli szansę na miłość. Myślę, że nawet Voldemort – jadro zła - prawdopodobnie posiadał w sercu okruch
człowieczeństwa, potrzebę miłości. Właśnie ta iskierka sprawia, że nikt z żyjących w przeciągu tysiącleci lat na Ziemi nie staje się grzesznikiem do samego końca. Zawsze jest szansa, by postrzegano go jak człowieka, a nie mordercę. Dlatego Voldemort jednocześnie jest nim i nie. Paradoks, lecz jednak... prawdziwy.
Lubię tę postać ponieważ wnosiła tajemnicę, mrok, zło. Stanowiła znakomitą przeciwwagę dla pozostałych - idealnych i nazbyt cukierkowych - bohaterów. Voldemort ze swoją skłonnością do władzy, pragnieniem rządzenia, perfekcjonizmem i grającymi mu w duszy uczuciami był najbardziej ludzki spośród wszystkich bohaterów.