Ja z kolei proponuję wielki happenning. Byłby sponsorowany przez polskie i nie tylko wydawnictwa. Niech każdy spróbuje napisać książkę, która weżmie udział w losowaniu oraz konkursie na książkę amatorską. Zwycięzca losowy dostanie wybrane zestawy książęk, zwycięzca na amatorską wyda swoją książkę i będzie miał mozliwośc podpisania kontraktu na następną. Do tego można by ogłosić Dzień Książki sponsorowany przez Ministerstwo Edukacji. Polegałby na wielu książkowych eventach: wymiana, zakpu promocyjny, polecanie książek, promowanie pośród młodzieży. Dodatkowo można by przez jeden dzień w mediach nadawać na okragło informację: czytanie nie kosztuje i zachęcać do czytania poprzez filmy o książkach, ich autorach, słuchowiska z najwybitniejszych i wiele innych. Gdyby panstwo wzięło się i zrobiło Wielki test z literatury obcojęzycznej i polskiej ( tak jak Wielki Test z Historii) byłoby również dobre. Promowanie czytelnictwa zalezy jednak przede wszystkim od tego, komu to proponujemy. Na przykład zwykły Jaś Kowalski przez jeden dzień może i pamiętałby, ale zrezygnowałby zaraz na rzecz najnowszego Warhammera. Problem stanowi także cena książęk, która jest cokolwiek wygórowana w sieciówkach, gdzie większość kupuje. Niestety dużo ludzi się zraża też złym przekładem tłumacza, czy niemożnością zrozumienia tematu. Nie ma środka doskonałego, jak nie ma ludzi o bliżniaczych skłonnościach. Zawsze ktoś będzie chciał czytać, a ktoś inny wolał siedzieć nad matematyką. Rozwiązanie jedynym prawidłowym i najskuteczniejsze to pomóc w zrozumieniu ludziom, ze jedna książka miesięcznie to miesiąc dodatkowego życia. Takie hasło powinno wylądować na bilboardach, ale i nalepkach, długopisach i pociągach. Niech wszyscy którzy fascynują się książkami pomogą. Naklejmy taką nalepkę, lub nabazgrajmy flamastrem na murze: czytanie wzbogaca, czy poprzednie propozycje. Tak naprawdę dla nas to niewiele, a dla innych przekaz podprogowy. Tak zaczynają się rewolucje.