Jak z książką to tylko do łóżka, najpierw siadam, oparta o ścianę, po kolejnych stronach, schodzimy coraz niżej i niżej, aż w końcu kładę się z nią. Najpierw na jednym boku, potem na drugim, a jak już czuję, że w każdej pozycji mi nie wygodnie to znaczy, że czas kończyć i udać się w objęcia Morfeusza.
Czasem zabieram ją do ogrodu, siadamy sobie w fotelu słuchając ptasich śpiewów.
A czasem, tak już zupełnie perwersyjnie biorą ją do autobusu i czytam przy wszystkich.