Autor Wątek: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia  (Przeczytany 2395 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« dnia: Sierpień 19, 2011, 01:48:57 pm »
Wydawnictwo Bukowy Las oraz Księgarnia Selkar zapraszają do udziału w kolejnym konkursie.
Do wygrania są aż 3 książki:



Aby zgarnąć jedną z tych nagród, należy napisać co według Was należy zmienić w naszym szkolnictwie, aby potem cieszyć się z ciągle rosnącej liczby nowych twórców słowa pisanego. Czyli jak zachęcić młodych i zdolnych do pisania?

Nagrody sponsoruje Wydawnictwo Bukowy Las.

Pamiętajcie! Każdy użytkownik może dodać do tego wątku tylko i wyłącznie jeden wpis konkursowy. Konkurs potrwa do 2 września 2011 włącznie. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni w ciągu następnych 3 dni roboczych w tym wątku na naszym forum.

Uwaga! - Osoby, które posiadają ostrzeżenie na naszym forum, nie mogą brać udziału w konkursach!!! Darmowa wysyłka wygranych książek obejmuje tylko i wyłącznie teren naszego kraju.

Po ogłoszeniu wyników zwycięzcy mają 1 miesiąc na zgłoszenie się po nagrodę. Jeżeli w tym terminie nie otrzymamy żadnej wiadomości od zwycięzcy, nagroda przepada!

Offline Larysa28

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 12
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 19, 2011, 02:30:04 pm »
Ooo to temat rzeka, a dla mnie jak woda na młyn.  ;)
A tak serio. Wiem dobrze co mówię, gdyż praca z dziećmi to mój chleb powszedni.
Powiem krótko, żeby nie popaść w wodolejstwo.
Myślę, że aby zachęcić młodzież do pisania, najpierw trzeba ich zachęcać do czytania. Przecież to czytanie poszerza horyzonty, buduje wyobraźnię, że już nie wspomnę o wyrabianiu stylistyki, ortografii i interpunkcji. Czytanie powoduje, że w nas samych budzi się chęć do przelewania własnych myśli na papier, do tworzenia własnych światów, kreowania bohaterów. Wszystko idzie schodkowo, bo skoro czytanie ma zachęcić do pisania, to jak zachęcić do czytania, skoro każda książka, każdy nawet najkrótszy tekst jest znienawidzoną pańszczyzna? Otóż metodą wychowawczą, czasem prośbą, czasem delikatnym przyparciem do muru. Często też szukam momentów lub rzeczy ciekawych, zapadających łatwo w pamięć, śmiesznych itp. Ostatnio ciekawą i dobrą myślę metodą jest też metoda projektów, zachęcająca młodzież do aktywności na dany temat, robi się plakaty, tworzy scenki, pisze dialogi, opowiadania. Wszystko wzmacniane pozytywną motywacją i dobrym słowem. Może się to komuś wydać niczym, ale jeśli choć dwie, nawet jedna osoba przyjdzie do mnie potem z samodzielnie i z własnej woli napisanym opowiadaniem, prosząc o opinię, to dla mnie naprawdę jest to sukcesem.

elemele0dudki

  • Gość
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 19, 2011, 02:57:03 pm »
Według mnie należy zlikwidować gimnazja i wrócić do ośmioklasowych szkół podstawowych. Program ośmioklasowej szkoły podstawowej umożliwiał twórcze pisanie dla uczniów, a wiem to z autopsji.

Offline ika5559

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 8
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 19, 2011, 08:17:56 pm »
Żeby się cieszyć z rosnącej liczby twórców słowa pisanego, trzeba owych twórców zachęcać do czytania.
Szkoła ma jak najlepiej pokazywać że warto czytać i warto ćwiczyc pisanie, ale dziecko czy młodzież do szkoły
idzie w wieku 5-6 lat więc najpierw to rodzice powinni zachecać dziecko do czytania, najlepszy przykład wynosi się
z domu. Jak dziecko widzi rodzica czytającego to pewnie samo też będzie chętniej czytać.Z kolei szkoła moim zdaniem
powinna dać wiecej swobody w pisaniu, nauczyciele powinni dawać uczniom wybór, np podając 3-4 tematy i każdy decyduje
o czym będzie pisał. W szkołach powinny być organizowane konkursy, nauczyciele przegladaja internet czy prase i widząc
informacje na temat konkursów literackich powinni przekazywać je uczniom i mobilizować do brania udziału w takich akcjach.
Wiadomo ze uczeń jak każdy człowiek większą ochote i zapał ma do pracy jak jest o co powalczyc. 

Offline werka777

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 19, 2011, 11:37:39 pm »
Żeby zachęcić młodych twórców do pisania, należałoby najpierw pokazać im, jak piękne może być czytanie książek. Otóż to dzięki nim rozwijamy w sobie pasję literatury, ćwiczymy ortografię i kształtujemy wyobraźnię. Szkolne lektury, szczególnie w klasach późniejszych, nie ma co ukrywać - są nudne. Toteż mało kto decyduje się tak na prawdę na ich przeczytanie. Z całym szacunkiem do polskich pisarzy, ale ja z całej gamy lektur, przeczytałam na prawdę nie wiele. A maturę jakoś zdałam...i to z bardzo satysfakcjonującym wynikiem. Sama wydałam już mały tomik wierszy i myślę, że zawdzięczam to temu, że od dawna uwielbiam czytać książki, ale tylko te, które wybieram sama lub które polecą mi znajomi. Dobrym sposobem byłaby więc likwidacja ze szkoły obowiązkowych lektur. Otóż do matury przerobiłoby się dane, potrzebne fragmenty, natomiast książki, które trzeba byłoby przeczytać - oferowaliby uczniowie. Przykładowo można by podzielić klasę na grupy i każda grupa zaproponowałaby jedną książkę do przeczytania i uzasadniła swój wybór. Lub też każdy uczeń zrobiłby to osobno, a najlepsze propozycje z najbardziej przekonującymi argumentami - zwyciężyłyby. Szczerze wierzę, że wtedy większa ilość osób przeczytałaby książkę. Wiem to, bo nieraz wymienialiśmy się sugestiami na temat książek i chętnie sięgaliśmy po te polecone. Wiele ludzi myśli, że czytanie jest nudne, ponieważ takie wrażenia wynieśli ze szkoły, gdzie nieraz lektury pisane trudnym do rozumienia językiem - zniechęcają, bo zniechęcały i mnie - zagorzałego mola książkowego. Nie każdy wie, jak cudowną przygodą, może być podróż do krainy marzeń z książką. Uważam, że dzięki czytaniu, rozwinęła się także moja pasja do pisania, tworzenia własnych tekstów. Myślę, że w systemie oświaty powinny więc zaistnieć zmiany... Natomiast po "ciężkie", licealne, typowo maturalne pozycje, typu chociażby "Lalka" czy "Pan Tadeusz" - ludzie wyciągnęliby po czasie rękę sami. Do takich książek trzeba dojrzeć. A żeby móc je prawdziwie zrozumieć, należy dobrowolnie skłonić się do ich przeczytania. W dalszej kolejności można by organizować szkolne konkursy na najlepsze prace literackie z zachęcającymi nagrodami.

Offline e_milusiaczek

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 10
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 23, 2011, 12:14:25 am »
Według mnie powinno się przede wszystkim między młodzieżą szerzyć lektury nieobowiązkowe, które nawet więcej dają, niż te programowe. Jest ich cała paleta, tyczą różnych problemów. Książki, to wspaniały sposób na rozwijanie słownictwa, naukę ortografii czy interpunkcji ( jeśli czytamy w wersji tradycyjnej ), mądre spożytkowanie wolnego czasu, samodzielność i myślenie. Zdaję sobie sprawę, że na świecie wydano wiele maszynopisów z bardzo wartościową treścią, i nie da rady, nie przeczyta się ich wszystkich, nawet, jeślibyśmy połykali po kilkadziesiąt dziennie, co jest acz niemożliwe :). Mimo wszystko, warto po pracowitym dniu, usiąść na chwilkę i zatonąć w stworzonym przez autorów świecie, i pozbyć się tego napięcia, odepchnąć problemy.
Niektórzy ostatnimi czasy preferują e-booki lub audiobooki. Ja jestem do tych obu sceptycznie nastawiona, bo - według mnie - nic nie zastąpi tradycyjnej książki, z tym jej materialnym urokiem, możnością pogłaskania po grzbiecie, czy poczucia zapachu świeżego druku, szelestu papieru pod palcami. Oczywiście, multimedialne lektury także mają swój urok, bo można je zabrać ze sobą praktycznie wszędzie, i np. podczas jazdy odtworzyć ulubioną powieść, lub na plaży opalając się.
Wszystko idzie do przodu, więc nie zdołamy tego zatrzymać, ale przynajmniej możemy wrócić do starych przyzwyczajeń, tradycji :).

Po drugie, prócz właśnie literatury, można zorganizować jakieś warsztaty literackie, dla nowicjuszy i tych bardziej obytych z tematem. To wspaniały pomysł na szerzenie horyzontów, złapanie świeżego powietrza w żagle, które potem można bardzo dobrze wykorzystać w swoich utworach. Za radą autorów, osiągających wiele w rynku literackim, poprawić swój styl, uważać na pułapki czyhające na młodych pisarzy. Po prostu cenne wskazówki, każdemu potrzebne. Zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć, dostrzec to, czego się przedtem nie widziało, a co psuło jakość tekstu. Ja bym podzieliła takie warsztaty właśnie na dwie części, dla początkujących i zaawansowanych, jak już wspominałam. Tak, by ci pierwsi dążyli powolutku do umiejętności wykorzystania pióra, a drudzy, doskonalenia kunsztu i wydobywania z pozornego niczego, czegoś więcej. Zabawa słowem jest przydatna, bo autor sam, nawet nieświadomie, unika popełnianych niegdyś błędów, wynajduje ciekawe porównania i opisy codzienności.

Następnym moim pomysłem są kółka poetyckie, gdzie można by roztrząsać, co autor miał na myśli, pisząc dany twór. W jakim celu nam go przedstawił i jak. A także, jak czytelnicy mogą wyrazić się o utworze, co czuli podczas lektury, co się podobało, a co nie. Dobrze by było, gdyby rozwijał się również zmysł porównywania przeczytanej już poezji, szukania pośród realnego świata i literatury. Na podstawie przeczytanych, młodzież może tworzyć własną poezję i czytać na zajęciach, w komentarzach kolegów i koleżanek znajdywać lekarstwo na drobne fałdki na tekście, np. wybite z rytmu zdania. Jak to się mówi, krytyka karmi Wena, a jak jest on najedzony, to lepiej się pisze :). Takie lekcje, to po prostu sposób na polubienie poezji i zrozumienia, bo wielu młodych ludzi nie rozumie jej, nie wie, czego szukać, i dlatego nie sięga po nią często. Zaś takie zaznajomienie przełamałoby zaporę i sprawiło, że młodzież odnalazłaby kolejną cząstkę siebie.
Oczywiście sprawa ma się tak, że jedni są przyszłymi literatami, inni poetami. Jednak oba łączą się za sobą i czerpią wzajemnie od siebie.

Co do prac domowych, to często czuję się lekko pod presją, zmuszona do napisania czegoś, czego absolutnie nie czuję, w wyniku powstaje nie za dobra praca. Według mnie humanista powinien poprowadzić wychowanka w właściwą stronę i pomóc mu się rozwijać, co za tym idzie, każdego traktować inaczej, bez zbiorowych porównań, bo każdy jest inny. Przewodnik, jeśli mogę tak powiedzieć, ma za zadanie wskazać drogę, ale pozostawić turyście jakiś wybór, zostawić rozwiązanie zagadki, a nie robić wszystko za niego. Uczeń, widząc, że komuś na nim zależy, od razu ma skrzydła u ramion i patrzy na wszystko inaczej, stara się bardziej, czerpie inspiracje z całkiem obcych mu dotąd miejsc. Nauczyciel powinienem zachęcić także do konkursów, które przecież także swoje robią :). Ale nie zostawać przy tych szkolnych, szukać także w tych poza szkołą, w obrzeżach miasta, wojewódzkich, ogólnopolskich.
 Ewentualnie, przy tych trudniejszych wesprzeć, znaleźć wspólny język, urozmaicić jakoś lekcje o pracę grupową (tak by w każdej było paru lepszych uczniów, jak i tych słabszych, uważając jednak na to, by ci dobrzy nie odwalali całej roboty, ale także zaangażować słabszych), pokazy multimedialne, wycieczki w plener (z celem popatrzenia na to, jak zmienia się świat - na co wielu ludzi nie zwraca uwagi, ze względu na czas), do muzeów (takich, o których teraz mało kto pamięta, by przenieść się w czasie, do starożytnego Egiptu, średniowiecznej Polski itd), galerii sztuki. Po prostu nie wpadać w rutynę, wykładając uporczywie po staremu materiał.



Offline myfflon

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • Let it rip!
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 26, 2011, 11:30:52 am »
   Według mnie talentu tworzenia słowa pisanego nie posiada każdy. Po prostu nie da się tego nauczyć jak formułek czy wzorów na pamięć. Jest to pewien rodzaj sztuki, tak jak na przykład malarstwo. Oczywiście kto chce, może próbować swych sił, ale jak mawiał słynny eseista francuski Jean de La Bruyere: „Chwałą jednych jest, że piszą dobrze, a innych, że się do tego nie zabierają” :D. W szkolnym wieku jednak, kiedy dzieci zaczynają poznawać swoje umiejętności i odkrywać swoje pasje, ważnym elementem w wychowaniu staje się pomoc ze strony  nauczycieli, a także rodziców. Gdy dostrzeżemy u dziecka jakąś nieprzeciętną zdolność, naszym zadaniem staje się zachęcanie go do rozwijania predyspozycji, aby jej nie zmarnować. Zastanówmy się ile ciekawych talentów obojętnie przeszło przez świat bez dania możliwości do zachwycenia miłośników sztuki przez brak wiary w możliwości wybicia nowego pokolenia i zainteresowania grona pedagogicznego, które idzie na łatwiznę, wykładając tylko szare treści z podręczników. Właśnie dlatego, aby wzrosła liczba młodych pisarzy, przede wszystkim nauczyciele powinni zmienić nastawienie do pracy z uczniami. W szkołach można by było utworzyć koła literackie, które werbowałyby wszystkie utalentowane dzieci. Jeszcze jedna uwaga: aby cieszyć się większą liczbą pisarzy wśród dzieci, należy w pierwszym rzędzie mobilizować je do czytania. Czytanie kształtuje osobowość, styl,  pomaga doskonalić ortografię i poprawność języka. Dzięki niemu wybieramy sobie rodzaj literatury, w jakim chcemy się poruszać, na przykład może to być fantastyka, powieści historyczne, wiersze, kryminały, nowele czy wiele, wiele innych. Aby sprawić, żeby więcej czytano, nie należy nikomu narzucać książek. Nie ukrywajmy, że większość szkolnych lektur jest nudna. Oczywiście te najważniejsze jak „Trylogia” Sienkiewicza czy „Pan Tadeusz” jak najbardziej wypada przerobić, gdyż są one skarbcem historii i obyczajów naszej ojczyzny. Dzieci powinny sobie same wybierać książki, a po przeczytaniu przedstawić je przed króciutko przed klasą, napisać wypracowanie i uzasadnić swój wybór. Tu rolą nauczycieli jest także ofiarować swą pomoc w kwestiach doradztwa i  interpretacji. Najlepsze prace, oprócz dobrymi ocenami, można nagradzać na przykład książkami, długopisami, vlepkami, czy innymi gadżetami promującymi czytanie, bowiem każdy jest łasy na nagrody:D, a one posiadają magiczną moc mobilizacji. Wracając do kół literackich – szkoły mogłyby organizować spotkania i lekcje pisania ze znanymi autorami, zaproponowanymi przez same dzieci. Świetnym przykładem dla młodych, zdolnych pisarzy byłby na przykład Czesław Miłosz lub Wisłwa Szymborska - laureaci Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Nie ma to jak uczyć się od samych mistrzów. Aktualnie można by było również postarać się o dofinansowania z Unii Europejskiej do tego typu przedsięwzięć, bowiem człowiek to najlepsza inwestycja. Kolejnym moim pomysłem, jest zakładanie kół teatralnych, które inscenizowałyby treści książek. Przedstawiane scenki mogłyby stanowić inspirację dla uczniów do pisania własnych scenariuszy. Wycieczki na różnego rodzaju przedstawienia aktorskie byłyby również świetną odmianą do wydłużających się lekcji i dobrze oddziaływałyby na wyobraźnie uczniów, ponieważ kto chce zacząć pisać musi mieć najpierw jakiś koncept fabuły i bohaterów.
   Na zakończenie pragnę również powiedzieć, że najpiękniejsze dzieła mistrzów pióra wywodziły się głównie z ich sytuacji życiowych i uczuć z nimi związanych. Przykładem może tu być choćby Jan Kochanowski, którego „Treny” powstały po śmierci córeczki Urszulki lub Adam Mickiewicz - „Pan Tadeusz” powstał w Paryżu i był wyrazem tęsknoty za ukochaną ojczyzną. Tak więc żaden utwór nie jest napisany w sposób, że siadamy przy biurku z myślą, że napiszemy teraz bestsellerową książkę. Każdy tekst powstaje spontanicznie i ma swoją historię oraz źródło, jest wyrazem przygnębiającego smutku lub niezmiernej radości, stanu emocjonalnego lub szerokiej fantazji autora, opisem ważnego wydarzenia (np. Miron Białoszewski - „Pamiętniki powstania warszawskiego”) lub wyrażeniem własnego zdania.

Offline amabel

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 9
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 26, 2011, 12:38:35 pm »
Zmiany w systemie edukacji to jedno, poszerzanie świadomości dorosłych – rodziców przyszłych zdolnych twórców to drugie. Oba elementy bez siebie istnieć nie mogą.
Napotykane problemy typu wypalenie zawodowe nauczycieli , brak inicjatywy i chęci angażowania dzieci w coś więcej poza wytyczony z góry Program nauczania; czy brak sił do aktywnego spędzenia czasu z dzieckiem przez zmęczonych rodziców wracających z pracy powinny być rozwiązywane w tempie natychmiastowym, a wręcz chronione profilaktyką przed wystąpieniem.
Trudno jest znaleźć uniwersalny i złoty środek zachęcający wszystkich najmłodszych po pierwsze do czytania, po drugie do pisania; jednak na pewno warto próbować. O tym, czym dla umysłu jest czytanie rozwijające wyobraźnię, poszerzające słownictwo itp. chyba nie trzeba nikogo (przynajmniej długo) przekonywać. O tym, że nie każdy musi być stworzony do pisania – chyba też nie. Jednak nie dając dziecku możliwości sprawdzenia tego, wglądu w swoje zdolności i odnalezienia drzemiących być może talentów – możemy stracić diamenty, które mogłyby zabłysnąć w świecie słowa pisanego.
Wracając do potrzeby współpracy między dwoma obszarami, w których rozwija się dziecko – to, że przedstawiciele edukacji nie powinni obarczać potrzebą rozwoju zainteresowań dziecka jedynie rodziców, a rodzice jedynie owych przedstawicieli - jest sprawą oczywistą. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której dziecko zafascynowane na przykład rysowaniem chcąc stworzyć kolejny rysunek w domu usłyszy od rodziców, że powinno to robić w szkole/przedszkolu O ile takie zdarzenie może się wydawać  nierealne – ze względu na Święty spokój rodzica jaki dzięki temu zyska – o tyle w przypadku prośby poczytaj mi mamo/tato odpowiedź Pani w przedszkolu ci czyta, ja nie mam czasu wygląda już całkiem realnie  Chciałoby się rzec: przedszkolak, któremu nie czytano nie zostanie uczniem, który z chęcią czyta… Więc tym bardziej - jak tu liczyć na własną twórczość?
Pisać na ten temat można mnóstwo, stworzyć scenariusze zajęć, akcje promujące czytanie i pisanie... Wymienię jednak w skrócie listę proponowanych rozwiązań umożliwiających rozwijanie chęci dzieci do czytania (to element podstawowy) i  umiejętności tych zdolnych do pisania. Jeśli nie każde z dzieci okaże się tym „młodym zdolnym” do pisania, a chociaż zachęcimy je do czytania – możemy mówić o tym, że odnieśliśmy sukces – sukces nie tylko osobisty, ale rozwijający niezwykle drugiego, wspaniałego człowieka będącego pod naszą opieką (tu zachęta dla pozostałych dorosłych pełniących w życiu dziecka ważne role poza szkolnictwem i rodzicielstwem)  .
- od najmłodszych lat czytać dziecku, w domu, na spacerze, w świetlicy szkolnej – znaleźć na to czas
- organizować zabawy opierające się na słowach, rymach itd.
- poszerzać świadomość rodziców w zakresie korzyści jakie przynosi czytanie dziecku
- zachęcać do układania rymowanek , wierszyków, piosenek, opowiadań
- organizować konkursy na teksty literackie i chwalić dzieci za chęć udziału
- organizować spotkania literackie, na których czytają nauczyciele, rodzice, sławne osoby, a z czasem i dzieci
Na szczęście (tak na zakończenie) jest wielu nauczycieli wykazujących inicjatywę, korzystających ze swej kreatywności w pracy z dziećmi i wielu rodziców, którzy czytają swoim dzieciom choćby raz dziennie „na dobranoc”. Czekajmy zatem, aż młodzi zdolni (Ci odkryci i wspierani przez dorosłych jak i Ci, którzy swój talent odkryją całkiem przypadkiem) podrosną i zaskoczą nas swoimi umiejętnościami wśród nowych twórców słowa pisanego.
Ja osobiście mogę podziękować swemu tacie, który czytał mi w dzieciństwie (choć w dzisiejszych czasach pewnie wybrałby bardziej odpowiednią literaturę niż Baśnie braci Grimm…) i wychowawczyni z klas 1-3, dzięki której napisałam opowiadanie fantastyczne zgłaszając je na zorganizowany przez nią konkurs (chciałabym je teraz – po latach przeczytać…).

Offline Purple-eyed Dreamer

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Gaia Online
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 28, 2011, 06:39:03 pm »
Myślę, że najważniejsze są dwie kwestie. Pierwsza z nich to narzucony z góry czas na przeczytanie lektur, jak i ich dobór, druga to narzucona z góry interpretacja.

Osobiście, nie znam nikogo, kto stwierdziłby, że lubił w szkole czytać lektury. Wszystkie książki są przede wszystkim dobrane pod program, by za ich pomocą nauczyć młodzież czegoś odnośnie danej epoki. Teksty nie dla każdego są interesujące a dodatkowym minusem jest ich objętość. Dla przykładu, książki takie jak "Potop" czy "Chłopi", gdy nie ma się ochoty na ich czytanie, są istną mordęgą. Czytanie na przymus nie spowoduje wybuchu miłości do książek, wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że na przeczytanie lektury jest z góry wyznaczony termin, który jest nieprzekraczalny. Wszystko to sprawia, że do czytania podchodzi się jak do przykrego obowiązku a do samych książek jako do wrogów publicznych numer jeden. Można to łatwo zmienić, wybierając do nauki tego, co konieczne, krótkie teksty zawierające charakterystyczne elementy. Wystarczy jeden opis natury z "Chłopów", by zrozumieć, na czym polega impresjonizm. Nie oszukujmy się - tak właściwie to wygląda w szkołach, gdy w streszczeniach podane są właśnie te opisy a reszta wiedzy o lekturze to przeczytane streszczenie, a i ono z wielkim poświęceniem i z musu. Odnośniki przy takich próbkach, dające wybór uczniowi, wzbudziłyby jego ciekawość, poczucie autonomii i w ten prosty sposób przymus zmienia się w przyjemność z własnego wyboru. Dodatkowo, raz na jakiś czas można zrobić lekcję taką, jaką eksperymentalnie wprowadziła moja polonistka z liceum. Każdy z uczniów przyniósł książkę, którą obecnie czyta lub przeczytał i recenzował ją klasie. Nie było osoby, która czegoś nie czytała, mimo, że lektur nie czytał z nas prawie nikt.

Druga ważna kwestia to interpretacje. Nie dość, ze z góry narzucone ograniczają twórcze myślenie i wyobraźnię, to jeszcze momentami są do przesady absurdalne. Uczniom nakazuje się zwracać uwagę na tak nieistotne szczegóły jak kolor zasłon, który ma ponoć drugie dno i arcyważne znaczenie. Zastąpmy to dyskusją na temat odmiennych interpretacji uczniów, wzbogacana przez istotne elementy przez nauczyciela, jeśli uczniowie nie dostrzegą ich sami.

W skrócie - kluczem do sukcesu jest autonomia ucznia. Dzięki niej młodzież zrozumie, że książki nie gryzą. Niechęć do nich zamieni się w chęć tworzenia własnych dzieł, czerpiących z pomysłów podsuniętych przez nauczyciela (chociażby we wspomnianych wcześniej opisach) a bazujących na własnych, nienarzuconych spostrzeżeniach i wyobraźni.

Bo w sumie w naszych szkołach wszystko, co dobrze robimy w tym kierunku, to to, ze w ogóle uczymy posługiwać się długopisem.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 28, 2011, 06:42:38 pm wysłana przez Purple-eyed Dreamer »

Offline Bersi

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 22
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 28, 2011, 06:45:51 pm »
Sądzę, że jest to zadanie praktycznie niewykonalne. Przede wszystkim jest to kwestia talentu, lecz oczywiście nie oznacza to, iż nie można się starać coś z tym zrobić. Sądzę, iż przede wszystkim usunięcie lektur sensu nie ma - one są obowiązkowe. Kanon literatury jest zdecydowanie zbyt ważny, aby go diametralnie pozmieniać. Jednakże nie oznacza to, iż nie można go zmienić w ogóle. Moim zdaniem jest wiele książek, zwłaszcza w podstawówce czy gimnazjum, które można by z tego kanonu wyrzucić, a w zamian wrzucić tam książki fantastyczne, które rozbudowałyby imaginację dzieciaków. Z pewnością gimnazjum jest odpowiednim wiekiem na zapoznanie się z "Władcą Pierścieni - Drużyną Pierścienia", a podstawówka z "Harry'm Potter'em". Mniemam, iż poprzez rozbudowanie dziecięcej, czy młodzieżowej wyobraźni w ten sposób, mogłoby zaowocować większą populacją pisarzy.

Offline krak_nawia

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 24
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 31, 2011, 08:51:02 am »
Należy wychowywać młodego człowieka z poszanowaniem dla słowa pisanego i zwracać uwagę na to, by książka nie była rozumiana jako coś złego. Odrabianie lekcji - przymus, którego dziecko nie lubi, a kojarzy mu się z książkami. Podobnie czytanie lektur obowiązkowych. Noszenie do szkoły podręczników, które dużo ważą, a na lekcji odczytuje się z nich raptem kilka zdań.   
Może należałoby podejść do słowa pisanego od strony relaksu, a nie przymusu. Zaproponować dla uczniów pracę roczną na powiedzmy 5 stron, która będzie dotyczyć ich hobby, a jeśli ktoś takowego nie ma, to niech opisze takie, które chciałby mieć. No i prosta sprawa, temat nie jest trudny, a będzie można poprawić ocenę końcową.
Lub przeglądy prasy lokalnej, gdzie dzieci wybierają kilka informacji, a później starają się je zrelacjonować własnymi słowami. Mogą dotyczyć kultury, techniki, sportu, czy czego tam sobie dusza zapragnie.

Z poglądem jakoby zdolności pisarskie były kwestią talentu, nie mogę się zgodzić. Przecież nowo narodzone dziecko nie jest od razu pisarzem i nawet w wieku przedszkolnym, czy na etapie szkoły podstawowej nie musi wykazywać zdolności w tym kierunku. "Talent pisarski" to często kwestia pracy nad sobą, samodyscypliny i determinacji. Zauważyłem, że ludzie nie przejawiający specjalnej chęci brylowania w towarzystwie i zazwyczaj cichsi od reszty, potrafią sprawnie żonglować słowem. Ale nic nie przychodzi samo, trzeba nad tym pracować latami.

Młody Jaś czy Kasia powinni być wychowywani w atmosferze, w której książka nie jest reliktem przeszłości. Rodzic nie powinien mówić dziecku, że gdy sam uczęszczał do podstawówki, to przeczytał raptem tylko ze 3 książki, bo reszta była gruba i nudna. Należałoby zacząć pracę u samych podstaw. Nie chcemy przecież, aby nasze dzieci, a później wnuki oglądały książki tylko na wystawach muzealnych.

Co najgorsze, odbiegając nieco od tematu pisania tekstów, rodzice powinni zrozumieć, że dziecko samo się nie wychowa. Można pozostawić je pod opieką dziadków, kupić wypasiony komputer i nawet książki, które będzie czytało. Pułapka tkwi jednak gdzie indziej. Jeśli zapracowani rodzice nie pokażą dziecku jak wygląda świat i nie wprowadzą go do społeczeństwa (począwszy od osiedlowej piaskownicy poprzez rozmowy o sprawach damsko-męskich), to taki mały człowiek utknie w książkach właśnie. W swoim małym pokoiku i słowie pisanym. Niestety gdy przyjdzie mu wyjść do ludzi, a to jest nieuniknione, zderzy się z czymś bardzo bolesnym. Oczytany, ale nieumiejący żyć wśród ludzi. Życia się z książek nie nauczy...

Dlatego nie ma sensu wychowywanie maszyn tworzących wiele tekstów, pozbawionych ducha. Niech każdy zaczerpnie i spróbuje czym jest pisanie tekstów, ale nie zmuszajmy nikogo przypinając go łańcuchem za karę. Niech pije ze źródła tylko jeśli ma pragnienie.

Nie bierzmy przykładu z kultury konsumenckiej, nie produkujmy wiele wyrobów o marnej jakości. Niech to będzie kilku pisarzy, ale niech to będą perły :)
"... i daj nam siłę, abyśmy nie przebaczali naszym winowajcom"

Offline qbard

  • Jakub Wędrowycz
  • **
  • Wiadomości: 53
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Lista Stron dla Pisarzy
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 01, 2011, 10:11:04 pm »
Aby cieszyć się z ciągle rosnącej liczby nowych twórców słowa pisanego należałoby wyrzucić wszystkie przestarzałe lektury. Dzieciaki są teraz inne, jeżeli chcą czytać, to np. o swoich idolach. Jeżeli ktoś lubi chodzić po górach, niech czyta książki o górach - np. Simone Moro "Kometa nad Annapurną", jeżeli gra na gitarze - proszę bardzo np. R. Doyle "The Commitments",niech dzieciaki czytają biografie swoich idoli itd. Szkolnictwo powinno iść z duchem czasu, niech dzieci piszą swoje teksty piosenek do podkładów muzycznych, ale również niech dopasowują wiersze wieszczy do znanych piosenek. Niech piszą śmieszne scenki po to, aby je odgrywać na lekcjach. Niech piszą parodie znanych im filmów czy opowiadań. Niech nauczyciele poloniści zaczną być luzakami i przestaną się bać wieszczy.

Offline monikaa86

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 25
  • Płeć: Kobieta
  • Książki - miłość życia.
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 02, 2011, 07:12:35 am »
Wiadomo, że nie ma miłości do pisania, jeśli nie ma miłości do książek. Dla mnie to tak oczywiste jak to, że 2 i 2 daje 4. Kiedyś gdzieś usłyszałam i to jest jedno z najmądrzejszych stwierdzeń, iż nie nie pokocha się książek, dopóki nie trafi się na tę jedną wyjątkową. Moim zdaniem podstawowym błędem szkolnictwa jest sztywny kanon lektur. Bo kto powiedział, że wszystkim musi się podobać np. "Ania z Zielonego Wzgórza" albo "Dzieci z Bullerbyn"? Moim zdaniem każdy gatunek powinien znaleźć się w spisie lektur - nawet horrory, bo są dzieci, które wprost kochają ten dreszczyk emocji:) Kolejną zmorą uczniów są epoki. Na co komu wbijać na blachę, że w romantyzmie to się pisało tak i tak, a w baroku to tak... Przecież teraz zupełnie inne słowo pisane panuje, do staroci już raczej nie powrócimy. Takie nudne wbijanie, aby później zaliczyć materiał na klasówce skutecznie zniechęca do czytania, do pisania również. Wiem coś o tym:) Moim zdaniem każde dziecko powinno eksperymentować z książkami, poznawać ich jak najwięcej, a kiedy wreszcie trafi na tę jedną wyjątkową z całą pewnością miłość do czytania niemal spali trzymany w rękach egzemplarz:D Ze mną było identycznie. Do dziś pamiętam komedię czytaną ukradkiem na lekcji. Połknęłam ją w tempie odrzutowca:D Od tej pory czytam i czytam... Pewnego dnia po prostu narodziła się we mnie myśl: "Też chciałabym tak pisać". I zaczęłam. Jasne, że pierwsze lata były nieudolne, kiedy dziś spoglądam wstecz, sama z siebie się śmieję, ale każdy z nas kiedyś tak zaczynał w jakiejś dziedzinie swojego życia , nie tylko w pisaniu. Uważam również, że w polskich szkołach zbyt mało pisze się na tematy, które naprawdę dziecko interesują. Jasne, że warto pisać rozprawki o kodeksie rycerskim - to też uczy, ale z drugiej strony powinno być więcej tematów wybieranych przez dzieci. Dobrym pomysłem byłoby np. przedstawienie trzech różnych tematów, z czego dziecko wybiera sobie jeden (ten najbardziej dlań ciekawy) i ten właśnie opisuje. To chyba tyle o szkolnictwie.
Drugim problemem są rodzice - to oni mają jako pierwsi kontakt z dzieckiem i to oni są odpowiedzialni za jego wychowanie. Jeśli rodzic nie zasieje w dziecku miłości do książek, szkoła również może niewiele pomóc. Warto już od najmłodszych lat czytać bajki na dobranoc pociechom, które nie tylko będą je uczyły życia oraz manier, ale również wprowadzą w świat fantazji i słowa pisanego. Warto, by pociecha sama wybierała w księgarniach książki - wtedy będziemy mieli pewność, że książka będzie interesująca. W kwestii książek nie można być skąpym - żałując 50zł na książkę, można stracić o wiele więcej niż połowę portfela. Dlatego rodzice powinni być świadomi, że nie tylko szkoła ma wpływ na edukację ich pociech. Dzieciństwo to czas, w którym można człowieka ukierunkować - tak sądzę - w większości kierunków. Człowiek "kostnieje" z wiekiem - im później zaczniemy dbać, tym marniejsze owoce otrzymamy.

Offline admjr1

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #13 dnia: Wrzesień 02, 2011, 12:39:27 pm »
Należy nie negować kreatywności. W szkolnictwie uczone jest myślenie jednokierunkowe, przez co wyboraźnia dzieci nie jest rozwijana.

Offline Księżyc

  • Wiedźmin
  • ******
  • Wiadomości: 1648
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 3 egzemplarze książki Chlapanie atramentem do zgarnięcia
« Odpowiedź #14 dnia: Wrzesień 02, 2011, 03:24:12 pm »
Nie wydaje mi się, aby była potrzebna w tym przypadku jakakolwiek zmiana szkolnictwa - w szczególności gdyby w szkole ceniono kreatywność. Przynajmniej to nie jest najistotniejsze. Niemniej jednak większa możliwość pisania własnych tekstów, względnie zachęcenie do kontynuowania, może być pomocne, a jeszcze bardziej przydaje się konstruktywna krytyka kogoś doświadczonego i zorientowanego w temacie (co nie zmienia faktu, że jest potrzebna do tego umiejętność przyjęcia krytyki i nauczenie się z tego czegoś). Co się tyczy przypadku szkoły to mógłby być jakiś konkurs literacki, który stwarzałby możliwość rozwinięcia skrzydeł dla młodych pisarzy. I z drugiej strony taki konkurs literacki powinien być organizowany na określonych zasadach przez daną szkołę z określonymi konsekwencjami tak, aby stopniowo wyrobiłby sobie renomę, aby warto było w nim startować. Nagroda w postaci publikacji mogłaby być wyjątkowo zachęcają, by uczestniczyć w takim konkursie.
Albo jeśli szkoła zauważy kogoś, kto rokuje pewne nadzieje, powinna taka osobę otoczyć odpowiednią opieką, dać jej wsparcie.
Niemniej jednak w tym wszystkim najważniejsza jest realna możliwość publikacji, to może zdziałać cuda.
W „Retrospektywie” George R.R. Martin wspomina o początku swojej kariery pisarskiej, gdy jego tekst został przyjęty do druku, lecz nim miał okazję ukazać się w druku, fanzin przestał istnieć. Następnie pisze tak: „Można by pomyśleć, że to mnie zniechęci, ale fakt, że moje opowiadania przyjęto do druku, dodał mi tak wiele pewności siebie, że niemal nie zauważyłem ich późniejszego zniknięcia. Wróciłem do swojej maszyny do pisania i wymyśliłem nowego bohatera…”

PS. Wspomnienia pisarza mogłyby niezłą wskazówką dla przyszłego pisarza.
Inną skazą ludzkiego charakteru jest to, że wszyscy chcą budować, lecz nikt nie chcę się zajmować konserwacją i obsługą. - Kurt Vonnegut „Hokus-Pokus”

Okres sprzed miliona lat, na który przypadło moje życie, mógłbym śmiało nazwać „epoką beztroskich potworów” – potworów raczej ze względu na osobowości niż ciała. - Kurt Vonnegut „Galapagos”