Poradniki, dobrze napisane, mogą służyć pomocą w wewnętrznym rozwoju człowieka. w moim życiu taka rolę spełniły. Towarzyszyły mi od momentu, kiedy zrozumiałam, że moje życie jest jałowe i pozbawione smaku, a to ze względu na liczne ograniczenia natury psychologicznej. Byłam tzw. "grzeczna dziewczynką" i to przeszkadzało mi w smakowaniu życia. Pierwszą książką, po którą sięgnęłam, był poradnik Johna Graya "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus", która mnie osobie wychowanej bez ojca,pozwoliła lepiej zrozumieć drugiego człowieka,mężczyznę. Potem były chyba wszystkie książki wspaniałej Louisy Hay i nieocenionej Ewy Foley, Bożeny Figarskiej.W nich szukałam przede wszystkim wskazówek, przykładów radzenia sobie z zakrętami życiowymi i jak budować siłę. Kiedy miałam problemy w pracy, przestudiowałam "Inteligentny sposób radzenia sobie z głupimi uwagami i docinkami" B. Berckhan i Samokontrola emocjonalna" G. Lindenfield i D. Golemana 'Inteligencja emocjonalna". Pomagały mi też książki J. Murphego, Gdy musieliśmy walczyć o życie naszego Syna, bardzo pomogła mi książka J. Bemis "Oswoić lęk", J. Bemis "Od stresu do siły", a. Matthewsa "Bądź szczęśliwy" to tylko niektóre przykłady. Był czas, kiedy w mojej biblioteczce domowej przeważały poradniki. te, które nie były mi już potrzebne, przekazywałam znajomym. Dla mnie poradniki były bardzo pomocne, były i są w pewnym sensie przyjacielem, który pomaga mi, podpowiada, analizuje sytuację. W moim życiu poradniki są od 20 lat, nadal je chętnie kupuję,a skupiam się na tych, które mówią o duchowości człowieka.