Jako że najbardziej lubianym przeze mnie okresem historycznym od zawsze była starożytność, nic dziwnego, że duże wrażenie wywarła na mnie książka Davida Gemmela „Książę Mroku”. Opowiada ona historię Aleksandra Macedońskiego, człowieka, którego duszę zdecydował się posiąść Duch Chaosu. Jednak Parmenion, strategos i faktyczny ojciec Aleksandra, przeciwstawia się niszczącej mocy, która zamiast opanować duszę chłopca łączy się z nią. Dorastający Aleksander przejawia coraz większe skłonności do okrucieństwa i zaczyna pożądać władzy nad światem… Koncept Gemmela z Aleksandrem Wielkim jako człowiekiem opętanym przez Chaos bardzo przypadł mi do gustu, poza tym autor obrazowo opisywał bitwy (którymi Parmenion jako strategos często dowodził), intrygi na starożytnym dworze, wychowanie potomków władców, zderzenie kultur Półwyspu Bałkańskiego, Egiptu i Persji.
Natomiast wydarzeniem, o którym chciałbym przeczytać, byłaby męczeńska śmierć św. Brunona z Kwerfurtu.
Wiele osób zapewne zada sobie pytanie, kto to był, skąd, po co o nim (w domyśle o religii) pisać. Nie jestem jakimś przesadnym katolikiem, niemniej jednak jest to osoba znana szczególnie z punktu widzenia mieszkańca północno-wschodniej Polski, czyli terenów dawnych Prus Wschodnich. Postać ta jest ważna zarówno dla protestantów, jak i katolików - w obu religiach występuje i zajmuje ważne miejsce. Był to jeden z pierwszych misjonarzy (jeśli tak można go nazwać), który chrystianizował Prusów.
Na pierwszy rzut oka nic ciekawego, jednak gdy uważniej przyjrzymy się jego życiu zobaczymy, że była to osoba pełna pychy i zbytniej wiary w siebie. Faktycznie dzisiaj powiedzielibyśmy: „miał plecy”. Potrafił zadzierać z królami i wychodzić z tego cało. Jego technika nawracania opierała się na ogniu i mieczu. Dlatego był tak bardzo nielubiany, a w końcu w pewien sposób zesłany do Prus. Tutaj jednak nie poddał się i dalej ślepo wierząc chciał przynieść poganom jedynego boga.
Jego przeciwnicy dobrze wiedzieli, że jedyną metodą na unieszkodliwienie klechy jest wysłanie go do krainy odległej bez odpowiedniego zaplecza militarnego. Załatwiono to jakże finezyjnie - Brunon stosunkowo szybko został zamordowany przez pogan. Ludowe przesłania mówią, że zginął na wzgórzu nad obecnym jeziorem Niegocin (niedaleko Lotzen – Giżycko). Do dziś jest tam szczególnie silnie czczony, ponieważ ludzie doszukują się jego obecności. Jego hart ducha został dostrzeżony i zapisany po wieki wieków.
Poza tym, ze względu na to, że lubię książki fantastyczne, nasunął mi się koncept na fikcję.. A mianowicie w 2009 odbyły się wielkie uroczystości na wzgórzu Św. Brunona w tysiąc lat po jego męczeńskiej śmierci. Tym samym cały teren zmieniono, przygotowano do uczestnictwa wielu setek tysięcy pielgrzymów. W obchodach brali udział przedstawiciele wielu religii, nie wyłączając nuncjuszy apostolskich… Co by się jednak stało, gdyby przez te modły gdzieś pod zwałami ziemi obudził się duch wiernego sługi Boga jedynego? Siła i wiara nieraz potrafiły zdziałać cuda… A czy dzisiaj pogaństwo nie szerzy się na masową skalę? Ateizm, niewierni.. Prawdziwy wyznawca Chrystusa nie może przecież patrzeć na to obojętnie… Wiara może zbudzić rycerza…