Jak do tej pory największe wrażenie wywarła na mnie cywilizacja opisana w powieści Cylinder Van Troffa Janusza A. Zajdla. Z niezwykłym mistrzostwem Zajdel czerpie z Roku 1994 Orwella i Nowego Wspaniałego Świata Huxley'a i pokazuje społeczeństwo niby nie tak odległe od tego co znamy obecnie, ale jednocześnie zupełnie inne, niepokojące, niezrozumiałe i niepokojąco prawdopodobne, gdyż powieść powstała jakoby na podstawie odtworzonych notatek z prawdziwej ekspedycji. Jest to bardzo niepokojaca wizja, szczególnie dla znających historię - wybranie najlepszych, najbardziej wartościowych obywateli, którzy mają przedłużyć gatunek, postępująca degeneracja zarówno pozostawionych na wyginięcie mieszkańców Ziemi jak i na Księżycu - kolonii. Zajdel z niesamowitą znajomością socjologii pokazuje jak nawet wśród ludzi uznanych za najwartościowszych rodzą się podziały, jak powstają elity, jak rodzi się bunt, jak zachowują się słabi, spośród których rekrutują się sprzedawczyki, donosiciele, szpicle, gotowi na wszystko byle zachować lub zyskać przywileje. A wszystko to pod nieustanną kontrolą, przypominającą zawsze czujne oko Wielkiego Brata lub Wielkiego Pana Forda. Właśnie ta prawdziwość i wierne oddanie procesów socjologicznych, zachodzących w społeczeństwie powoduje, że książka wywiera na nas tak duże wrażenie, zdajemy sobie bowiem sprawę, że w niedalekiej przyszłości dokładnie tak może wyglądać nasz świat. Ta wizja jest bardziej przerażająca niż wszelkie opowieści o zbuntowanych robotach, tajemniczych przybyszach z kosmosu, gdyż uświadamia nam, że sami sobie potrafimy zgotować największe cierpienia. Że ta obca na pozór cywilizacja, nie mająca z nami nic wspólnego już wkrótce może stać się naszym udziałem, nawet bez interwencji kosmitów i bez epokowych wynalazków. Wystarczy strach i poczucie zagrożenia.