Aktualnie czytam Trylogię Helikonii Briana W. Aldissa i niezwykle zainteresowała mnie rasa ancipitalna - fagory. Włochate stworzenia o ludzkiej postawie i albinoskim ubarwieniu - białej sierści i czerwonych oczach. Ich pyski przypominają bydlęce, a głowy zdobią rogi. Z wiekiem, starzejąc się, przybywa im czarnych pasm, a docelowo karłowacieją aż do postaci melaninowych figurek. Na ich życie mają wpływ oktawy śródpowietrzne, ich kultura jest niezwykle ciekawa. Mają w poważaniu przodków, których rad często zasięgają - zwłaszcza kzahhn, przywódca zbrojnych zastępów. Jako pierwsze osiodłały inne, niższe zwierzęta - jajaki. Dopiero później, niejako zachęceni przykładem, ludzie zaczęli ujeżdżać musłangi. Nie znoszą synów Freyra - ludzi. Ich żywiołem jest zimno, panują nad kontynentami w czasie, gdy Bataliksa oddala się od Freyra. Za dawnych czasów byli rasą dominującą, narzucającą jarzmo niewolnictwa na barki wielu pokoleń ludzi. Widać to po pozostałościach w panteonie ludzkich (czy aby na pewno?) bóstw - zwłaszcza w sylwetce Wutry - Pana Nieba. Świat, który wykreował Aldiss jest interesujący głównie ze względu na walkę dwóch ras. Motyw dość powszechny, ale te trzy powieści rzucają zupełnie inne światło na opowieści o walce człowieka z inna rasą.