Cyklem, który wyjątkowo przypadł mi do gustu są Kroniki Amberu Rogera Zelazny'ego. Autor stworzył niezwykle ciekawy i innowacyjny świat, który kryje w sobie wiele tajemnic i niespodzianek. Idea Ziemi będącej cieniem prawdziwego świata, jakim jest Amber mocno pobudziła moją wyobraźnię, a sposób przemieszczania się między kolejnymi cieniami, tylko rozwinął ten obraz. Podoba mi się pomysł nieskończenie dużej ilości alternatywnych światów, w których każdy może znaleźć kąt dla siebie.
Kolejnym fenomenalnym plusem tego cyklu są atuty. Każdy książę czy księżniczka Amberu ma własną talię z wizerunkami rodzeństwa. Dzięki atutom mogą więc porozumieć się z dowolnym Amberytą, kiedy tylko zechcą i bez względu na to, w jakim świecie akurat przebywają. Co więcej, mogą przenieść się do tej osoby lub "ściągnąć" ją do siebie.
No i dochodzimy do sedna sprawy - postaci. Tak naprawdę nie ma tu postaci całkowicie dobrych, bowiem praktycznie każdy spekuluje, walczy, knuje i zdradza kogoś z rodziny czy przyjaciół. Nigdy nie wiadomo, kto w danym momencie stanie się tym dobrym, a kto złym i czy tym razem również pozory nas nie zmylą. A mimo tego pozornego podobieństwa każdy jest inny. Przykładowo Benedykt jawi nam się jako dojrzały i poważny mężczyzna, Eryk jest zawzięty i żądny władzy, natomiast Julian przebiegły i dwulicowy. Zelazny nie przedstawia nam bohaterów wprost. Trzeba czytać pomiędzy wierszami, by dojść do tego, jakie mają zainteresowania i zwyczaje, korzystać ze wspomnień Corwina i wychwytywać różne sytuacje mogące mieć niebagatelny wpływ na obecny układ sił. Dzięki temu, że autor stworzył wiele postaci, każdy znajdzie swojego ulubieńca. Nie należy się jednak za bardzo do niego przywiązywać, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy może zostać zabity lub przynajmniej uwięziony.
Fabuła jest wartka i zaopatrzona w liczne zwroty akcji. W końcu trwają walki o tron Amberu! Różne frakcje próbują dojść do władzy przeciągając na swoją stronę kolejnych braci oraz siostry. Z różnym skutkiem. Niektórzy wygrywają potyczki, inni się potykają lub zmieniają strony, a inni przegrywają.
A oprócz tego wszystkiego Kroniki są po prostu zabawne i tryskają humorem. Jak wiele razy zetknęliście się z człowiekiem podjeżdżającym konno z mieczem u boku, w pełnej zbroi i papierosem w ustach do swojego prawnika i zadającym mu pytanie o to, co się stało z jego pryzmą kompostu? Nigdy? W takim wypadku musicie przeczytać Kroniki Amberu! Może powyższy przykład wydaje się dość radykalny i niektórzy właśnie myślą, że to po prostu głupie, ale w trakcie czytania ta scena naprawdę ma sens.
Skoro już wspomniałam o mieczach i papierosach, to warto wyjaśnić jeszcze jedną kwestię. Kroniki nie są tak naprawdę powieścią stricte fantasy - akcja rozgrywa się bowiem we współczesności i Amberyci znają telefony komórkowe, granaty (jedna z księżniczek nosi je nawet w torebce), czy samochody, a mimo to w swoim świecie jeżdżą konno, noszą zbroje i wyglądają bardziej... średniowiecznie (z tego względu, że w Amberze nie działa chociażby proch strzelniczy). Z drugiej strony nie jest to także czyste science-fiction, gdyż dopiero od drugiego pięcioksięgu można mówić o trochę sensowniejszych wątkach fantastycznonaukowych. Cały cykl plasuje się więc gdzieś pomiędzy, co dodatkowo potęguje jego świeżość i odmienność od znanej literatury fantastycznej. Zabieg ten pozwolił Rogerowi Zelazny'emu na bawienie się konwencją i łączenie elementów pochodzących w naszym odczuciu ze średniowiecza ze współcześnie znanym światem. Co więcej robi to w doskonały sposób, dzięki czemu po oswojeniu się z sytuacją, wszystko staje się logiczne.