Jest kilka nazwisk, które kojarzą mi się z literaturą kobiecą, ale jeśli mam wskazać tylko jedną autorkę, to stawiam na angielską pisarkę i dziennikarkę Helen Fielding. Pani ta napisała jak na razie niewiele książek, ale chyba nikt nie powie, że nie kojarzy pewnej bohaterki- zwariowanej i nieco nierozgarniętej, trzydziestoletniej singielki, której życiowym celem jest znalezienie partnera życiowego (a w perspektywie męża)- panny Bridget Jones. Jej perypetie w dążeniu do tegoż celu zostały opowiedziane w sposób humorystyczny w Dzienniku Bridget Jones, a następnie kontynuowane z nie mniejszym powodzeniem wśród czytelników w powieści W pogoni za rozumem: Dziennik Bridget Jones.
Czytelnik może śledzić poczynania panny Jones w wielu przezabawnych sytuacjach: Bridget odziana w skąpy strój na bardzo poważnym przyjęciu w domu rodziców, Bridget fałszywie odśpiewująca przebój z Titanica na imprezie organizowanej w pracy z okazji świat, Bidget usiłująca wygłosić mowę do wyłączonego z prądu mikrofonu itp. Naturalnie można się śmiać, kręcić nosem i wybrzydzać, że to niepoważna literatura i że szkoda na nią czasu, jednak ośmielę się zaryzykować tezę, że nic tak nie potrafi poprawić humoru jak próba spojrzenia na świat z perspektywy pewnych przerysowanych sytuacji, bohaterów i mało prawdopodobnych zdarzeń, z których ci biedni bohaterowie starają się wybrnąć z twarzą. A to już naprawdę jest coś.