Na spotkaniu redakcyjnym, gdy naczelny podejrzanie poczerwieniał i wykazywał wyraźną chęć zamordowania kogoś z nas, litościwie rzuciłam uwagę, która miała wszystkich zelektryzować:
— Niech to będzie tekst o wampirach.
Po prawdzie to nie był mój pomysł, a znajomego z baru, jednak kto by się przejmował szczegółami w krytycznej sytuacji. Zazwyczaj odwiedzałam bary z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, gdy brakowało mi pomysłów na światłe artykuły, które zazwyczaj pisywałam, a trzeba było koniecznie coś dostarczyć i to błyskawicznie. I tak po paru piwach albo drinkach jakoś łatwiej mi się myślało; po prostu mniej się przejmowałam głupotami, które wypisywałam. Poza tym czasem można było usłyszeć coś na tyle ciekawego, że nadawało do przerobienia na artykuł. Po drugie, ćwiczyłam własną wyobraźnię, czyli chodziło o to, aby po wysłuchaniu przeraźliwie nudnej historii jakiegoś nieszczęśnika, zrobić z tego naprawdę zajmującą rzecz. W ten sposób powoli nabierałam wprawy.
— Nie wygłupiaj się… — zaczął kolega z sekcji zajmującej się reklamami, Misza, lecz urwał pod groźnym spojrzeniem naczelnego. Reszta przezornie milczała, zapewne szczerze żałując, że nie udało im się wymyślić czegoś głupszego. Ten pomysł z UFO też należał do mnie!
— Nie zapomnij wspomnieć o czosnku i kołkach — zarządził naczelny, jednocześnie ucinając na stracie jakąkolwiek dyskusję. W zasadzie niepotrzebnie, gdyż w naszej redakcji był tylko jeden prawdziwy dziennikarz, Misza, który jednak niczego nie pisał. Reszta sępów czekała na jakiekolwiek zlecenie – temat nie miał żadnego znaczenia.
Na koniec spotkania posłałam kpiące spojrzenie Miszy, ciesząc się z tego małego zwycięstwa. Zarazem muszę przyznać, że nie rozumiałam faceta – przecież dobrze wiedział, dla jakiego rodzaju pisma pracował i co w nim zamieszczano, więc po co, u licha, ciągle próbował prostować różnorodne fakty, skoro to nie miało żadnego znaczenia. Zresztą kogo obchodziło, że wampiry nie istnieją? Grunt, że ludzie chcieli o tym przeczytać. Tylko to się liczyło (i rzecz jasna wypłata, którą regularnie otrzymywałam).
***
WAMPIRY SĄ WŚRÓD NAS, CZYLI O TYM, ŻE NIE NALEŻY CAŁOWAĆ WAMPIRA, NAWET JEŚLI ODWIEDZI CIĘ WE ŚNIE
Przeglądając dzisiejsze bestsellerowe pozycje, można odnieść wrażenie, iż wampir stanowi rodzaj niegrzecznego chłopca, o którym marzy niejedna dziewczyna. Niemniej jednak trudno dopatrzyć się w nim cokolwiek groźnego. Oczywiście na początku znajomości będzie burkliwy, mruczał pod nosem, od czasu do czasu okaże się nieuprzejmym gburem i powie coś złośliwego, jednocześnie nie zrezygnuje z dziwnych uwag czy też tajemniczych min. Po prostu fascynuje biedną dziewczynę. A na sam koniec biedak już je z jej ręki, gotowy do spełniania niemalże każdego życzenia.
Przypuszczam, że moi czytelnicy o nadzwyczajnych zainteresowaniach i wyjątkowo otwartych umysłach z pewnością zgodzą się ze mną, że w życiu codziennym wcale nie jest tak dobrze, jakby wielu chciało sądzić. W tym celu przeprowadziłam małe śledztwo, aby przekonać się, jak to wygląda naprawdę. Wierząc zarazem w inteligencję moich drogich czytelników, doszłam do wniosku, że nie ma sensu udowadniać coś, co sami niewątpliwie wiecie lepiej ode mnie, czyli faktu istnienia potworów zwanych wampirami.
A zatem do rzeczy!
Okazało się, że najprościej będzie zapytać samych zainteresowanych i tak jeden z nich to i owo mi opowiedział (zapewniam Was, moi drodzy, tym spotkaniem tak naprawdę niewiele ryzykowałam, ponieważ nie zapomniałam o koniecznej przezorności w tych okolicznościach, lecz to akurat nie był czosnek). Ów osobnik bynajmniej nie wyglądał groźnie ani romantycznie. Niestety, życie często rozczarowuje. I tak przykładowo wspomniał, że nim został wampirem miał misterny plan tego, co zamierzał osiągnąć; miał wspaniałe marzenia, które się nie spełniły – zamieniły się w proch. To go zabiło. A samo życie po śmierci było samotne i we wiecznych ciemnościach, co nikogo nie mogło cieszyć. Zwłaszcza że za życia lubił towarzystwo. Jednak teraz jest już za późno na jakiekolwiek zmiany – pozostała samotność. Poza tym stracił już wszystkich swoich przyjaciół (nie chciał mi wyjawić, w jakich okolicznościach). No cóż, moi drodzy, sami przyznacie, że to niezbyt ciekawa perspektywa i zapewne dlatego tak trudno znaleźć jakiegokolwiek wampira. Wygląda na to, że wieczność jest przereklamowana.
Przy okazji udało mi się ustalić, że czosnek i kołki osikowe mogą poważnie zaszkodzić wampirom, lecz nie uzyskałam potwierdzenia w kwestii krzyży i wody święconej, więc coś może być na rzeczy (milczenie tego nieszczęśnika wydało mi się wymowne). Tak więc, nie zrezygnuję i dalej będę badać sprawę, pragnąc usatysfakcjonować głód wiedzy moich drogich czytelników.
***
Cieszyłam się nie tylko dlatego że mój artykuł ukazał się na pierwszej stronie, ale również z powodu reakcji czytelników, których można było podzielić na dwie grupy. Pierwsi, którzy stale powątpiewali w moje relacje i wytykali różnego rodzaju błędy logiczne, co skrycie bardzo mnie bawiło. Drudzy, którzy wierzyli w każdą głupotę napisaną przeze mnie i traktowali to niczym fakt. W każdym razie wróciłam do domu zadowolona. Zaraz po wejściu do środka poczułam się dziwnie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z prawdziwym zdumieniem, że to niepewność, wręcz niepokój. Nigdy tak nie czułam się we własnym domu! Zdezorientowana rozejrzałam się, lecz nic nietypowego nie zauważyłam. Weszłam do pokoju, po drodze pozbywając się torebki i płaszcza. Usiłowałam się otrząsnąć, lecz mimo to czułam, jak ogarnia mnie chłód wzdłuż kręgosłupa; narastał we mnie strach. Wtedy spojrzałam w kąt pokoju i tam w mroku ktoś się czaił. Najpierw dostrzegłam zimne oczy, lecz nie to było w nich najgorsze. Zrobił krok w moją stronę, a mnie sparaliżowało z przerażenia jak nigdy przedtem w życiu. Narastały we mnie mdłości spowodowane strachem. Zbliżała się do mnie istota, która z całą pewnością nie była człowiekiem…