Jakub i basen
Był bardzo słoneczny dzień i jak na Wojsławice przystało – niezwykły, bo gdy w całej Polsce padał rzęsisty deszcz, u nich we wsi, od paru dni żar lał się z nieba. Takie ewenementy meteorologiczne miały miejsce stosunkowo rzadko w Wojsławicach, jednak, gdy już do nich dochodziło, były niczym pryszcz na pewnej nielubiącej pryszczy części ciała.
Seria dziwnych wydarzeń miała swój początek zaraz po niedzieli, z samego rana, gdy, jak co poniedziałek, do wsi przyjechało zaopatrzenie pobliskiej gospody. Browary przysłały Heńka Bańkę, który swą ciężarówką, z większym niż zwykle trudem, manewrował na maleńkim placyku.
Ale kiedy nagle z gorąca strzeliła jedna z opon starej ciężarówki i cała naczepa z cennym, płynnym, złocistym, towarem przewróciła się na bok, nikt jeszcze nie podejrzewał najgorszego. Dopiero po chwili, gdy okazało się, że żadna z butelek nie ocalała, a piwo błyskawicznie wsiąknęło w spaloną słońcem ziemię, tak, że już zupełnie nie było co ratować, mieszkańcy zaczęli podejrzewać, że coś się dzieje.
Następnego dnia, gdy żar z nieba nabrał mocy, w tych podejrzeniach utwierdziła ich awaria prądu. Niestety tłumaczenia i nalegania przedstawiciela władzy w osobie posterunkowego Birskiego, aby mieszkańcy Wojsławic przestali używać lodówek jako klimatyzacji, bo któregoś dnia „będzie przepięcie i pójdzie w diabły ta cała elektryka” spełzły na niczym.
Następnego dnia okazało się, że Sanepid zrobił kontrolę w wytwórni lodów „Koral-gol” i postanowiono odgórnie wycofać ze sprzedaży wszystkie lody z Wojsławickiego sklepiku, który jako jedyny mógł się pochwalić zewnętrznym zasilaniem – agregat prądotwórczy zostawili po sobie Niemcy, gdy w 1945 uciekali za Odrę.
Jedyną osobą, która cieszyła się z fali gorąca, był młody Bardak, który właśnie zbierał urodzajne żniwa ze swej nowej Winnicy.
Tymczasem Jakub Wędrowycz, któremu również we znaki dał się piekielny ukrop, postanowił pójść za głosem czasów i wybudował sobie basen.
Basen Jakuba był dość prymitywny – ot, zwykła dziura w ziemi w kształcie dużej wanny, wyłożona białą folią i zalana dwustoma litrami wody ze szlaucha. Jakub nie napracował się jakoś specjalnie przy kopaniu dziury pod basen, ot po prostu poszerzył tą, w której trzymał kiedyś gnojowicę.
Pomysł na basen przyszedł mu do głowy, gdy parę tygodni temu widział u syna, w telewizorze, jak na jednym amerykańskim serialu baba brała kąpiel z bąbelkami i popijała drinkiem. Choć pomysł wydał mu się dziwaczny z początku, to jednak postanowił nie być gorszym, no bo skoro jakaś głupia baba może mieć bąbelki i drinka, to czemu nie on? Temu też przygotował sobie wcześniej bańkę z bimbrem własnej produkcji, a do basenu wlał całe opakowanie zielonego „Ludwiczka”.
Gdy cudo stało już gotowe, zdjął z siebie ubranie, skarpetki schował w gumofilce, tuż obok bagnetu, które następnie odłożył na boku. Nie za daleko, tak na wyciągnięcie ręki, na wszelki wypadek, gdyby w okolicy miał pojawić się który z wrogów.
I chlusnął do wody.
Ostatni raz brał prawdziwą kąpiel, podczas przygody, jaką miał parę lat temu. Jednak od tamtej pory, kiedy ledwo uciekł utopcom, gdy te wciągnęły go pod wodę, raczej niechętnie myślał o ponownej kąpieli. Wszystko to uległo zmianie w momencie, gdy temperatura zaczęła niemiłosiernie rosnąć. Aby się odrobinę ochłodzić Jakub zebrał się na prawdziwe poświęcenie.
Kończył już pierwszą połowę bańki z bimbrem, kiedy nagle woda w basenie zabulgotała.
-Ki diabeł!? -krzyknął Jakub.
Choć z roku, na rok stawał się coraz starszy, to jednak nie na tyle, żeby nie kontrolować własnych wiatrów. Gdy tylko o tym pomyślał, woda ponownie zabulgotała.
-Jacuzzi jakieś czy co? - przypomniał sobie jak wnuczek nazywał bąbelki w wannie.
I wtedy spomiędzy nóg Jakuba wypłynął on - diabeł. Jakub jednak nie czekał na przywitanie, rzucił się do gumofilca, ale diabeł był szybszy i jednym ruchem ogona odrzucił gumofilca na bok.
-No gdzie tak od razu do gościa z bagnetem chciał, co? - udał zdziwienie diabeł.
-Czego chcesz szatańska mordo?
-I czego tak się rzuca? Ja tu jako przyjaciel przychodzę. Interes mam.
-Nie robię żadnych interesów z ogoniastymi, poszeł precz!
-Zrobicie wyjątek, albo wasz kumpel – diabeł pstryknął palcami i pomiędzy nim a Wędrowyczem, w basenie pojawił się Semen Korczaszko – pójdzie ze mną.
-Jakub, on blefuje, nie daj się nabrać. - wyszeptał Semen, próbując wydostać się z więzów.
-Ty cicho bądź. - diabeł spoliczkował go ogonem.
-Co za interes? - odparł poważnie Jakub.
-Jeden z moich synów wstąpił w interes z jednym z waszych mieszkańców. I choć mój chłopak dobre intencje miał, wiecie – rozpijanie ludności, szerzenie degeneracji i uzależnień, wasz chłop wystrychnął go na dudka, bo nie raczył poinformować, że ma podpisany kontrakt na wyłączność z klerem.
-Nie rozumiem. Mów jaśniej. -strofował go Jakub.
-Mefistofeles podpisał cyrograf na duszę Bardaka. Obiecał mu winnicę i sprzyjające warunki uprawy owoców. W zamian zaś, Bardak miał zająć się dystrybucją. Interes miał byś obopólny – Bardak miał mieć kasę, a my wpływy na waszym rynku.
-A ten miał podpisany już kontrakt na wino mszalne! - Semen błyskawicznie załapał o co chodzi.
-No otóż to.
-To czego chcesz ode mnie? -pytał dalej Jakub.
-Sprawa jest dosyć delikatna. Młody już dość się „nastarał”. Nie chcę żeby się więcej za to zabierał. Dość już o nas mówią, że syn się w ojca nie wdał, że zakała diabelskiej rodziny itp. Potrzebuję kogoś z zewnątrz, kto naprostuje całą sprawę, a kogo nikt nie powiąże ze mną. Jakubie, potrzebuję ciebie.
Jakub myślał dobrą chwilę. Popatrzył na Semena, który z profesorskim zacięciem studiował improwizowany profesjonalizm z jakim wykonano basen. Po chwili zmarszczył brwi i trochę wbrew sobie, zapytał:
-Co ja z tego będę miał?
-Prócz Semena? -zdziwił się diabeł.
-Nu.
-Może prawdziwy basen? - zasugerował Semen.
-A co ci się w moim basenie nie podoba? -Jakub uniósł się lekko rozdrażniony.
-A może to, że to dziura po gównie wyłożona folią po workach, w których trzymano kompost? -podsumował Semen.
-Nie po gównie, tylko po gnojowicy, jeśli już!
-Spokojnie panowie, bez kłótni. Nie podniecajcie się tak, bo mało miejsca się robi. Chcecie basenu, to będzie basen.
-I cysterna samogonu. -dodał Jakub.
-I cysterna. -Diabeł westchnął z trudem, rozmyślając o rosnących w błyskawicznym tempie kosztach przedsięwzięcia.
-Przyjdź wieczorem, około północy, - zakomenderował Jakub, - a Semen...
-Semen idzie ze mną, jako zabezpieczenie.
-A niech cię wszyscy diabli! -zaklął Wędrowycz i diabeł posłusznie wyparował wraz z Semenem.
***
Była za pięć północ. Z racji, że we wsi nie było prądu, Jakub siedział przy świecach.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Wejść! - rozkazał gospodarz i w drzwiach stanął diabeł wraz z Semenem.
-Jestem. Jak tam nasze sprawy? -zawołał od progu diabeł.
-Myślę, że załatwione pomyślnie – Wędrowycz wskazał leżącą w kącie, zakrwawioną torbę turystyczną.
-Dobrze. Bardzo dobrze. -odpowiedział z niekrytą aprobatą w głosie diabeł. - To automatycznie anulowuje nasz kontrakt z panem Bardakiem.
-Jaki on tam „pan”, żebyście wy widzieli jak się rzucał, to w życiu byście go „panem” nie nazwali!
-Ja nie rozumiem, Wędrowycz, jak wy możecie tak z zimną krwią człowieka zabić. Toż nawet my mamy pewne zasady...
-Co? Narzekasz? Nie podoba się? -zdenerwował się Jakub.
-Nie, nie. Wszystko w jak najlepszym porządeczku, od razu rękę fachowca poznać, ja tak tylko na głos rozmyślałem.
-Przestań chrzanić diable! Czasem trzeba poświęcić jednostkę dla dobra ogółu. A teraz oddaj Semena i zrób co żeś obiecał.
Diabeł wskazał Semenowi miejsce za Wędrowyczem, po czym zwrócił się do Jakuba:
-Teraz wszystkiego sam nie dam rady zrobić, ale jutro rano będzie basen i cysterna. Pasi?
-Pasi. Kiwnął głową Jakub.
***
Następnego dnia rano, przed chatą Wędrowycza znajdował się piękny, ogromny basen i cysterna samogonu. Jednak dzień ten był już zupełnie inny od poprzedniego, ponieważ od samego świtu padał rzęsisty deszcz, było zimno i wiał paskudny wiatr. Raz po raz z nieba leciał grad wielkości kurzych jaj.
Jakub jednak na przekór paskudnej pogodzie postanowił zażyć porannej kąpieli. Stojąc przed swoim basenem, zdjął gumofilca i zamoczył stopę w wodzie. Była tak lodowata i nieprzyjemna, że Jakub aż odskoczył. Potarł nos, żeby go rozgrzać, po czym zabluzgał coś pod nosem i dodał po cichu:
-Diabli nadali taką pogodę...
Po czym pociągnął węża z cysterny do domu, gdzie przez następne trzy tygodnie wakacji pocieszał się diabelskim samogonem.