Autor Wątek: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia  (Przeczytany 4226 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil


Zapraszamy do udziału w konkursie, który zorganizowaliśmy wspólnie z Wydawnictwem Fabryka Słów.
Tym razem do wygrania jest aż 5 książek i 5 egzemplarzy Science Fiction. Fantasy i Horror:





Do wygranej książki dołączamy po 1 egzemplarzu:


Tytuł konkursu: Delikatna sprawa. Aby zdobyć nagrodę należy ułożyć krótki dialog Diabła z dwoma dowolnymi bohaterami książkowymi, w którym to wspomniany Diabeł zwraca się do nich z prośbą o pomoc w bardzo delikatnej sprawie.

Swoje dialogi wpisujcie w tym wątku na forum. Pamiętajcie! Każdy użytkownik może dodać do tego wątku tylko jeden wpis konkursowy. Prace mają być własnego autorstwa, nie uwzględniamy tekstów wcześniej umieszczanych w sieci.

Konkurs potrwa do 15 września 2011 włącznie. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni w ciągu następnych 3 dni roboczych w tym wątku na naszym forum.

Uwaga! - Osoby, które posiadają ostrzeżenie na naszym forum, nie mogą brać udziału w konkursach!!! Darmowa wysyłka wygranych książek obejmuje tylko i wyłącznie teren naszego kraju.

Po ogłoszeniu wyników, użytkownik z pierwszego miejsca będzie miał tydzień na wybranie książki, którą chce otrzymać. Jeżeli tego nie zrobi, wypada z kolejki, a prawo wyboru otrzyma następna osoba. Zasada ta obowiązuje aż do ostatniego użytkownika.

Osoby, które przegapią swoją kolejkę mogą zgłaszać się do mnie na PW.

Jeżeli w przeciągu 5 tygodni od umieszczenia wyników nie otrzymamy żadnej wiadomości od któregoś ze zwycięzców, nagroda przepada!

Wyłącznym sponsorem nagród w tym konkursie jest Wydawnictwo Fabryka Słów.

Offline werka777

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 26, 2011, 06:19:22 am »
To był ponury wieczór, po dniu bez iskry złotego słońca. Burzowe chmury łączyły się z ziemią poprzez ogniste pioruny. Ksiądz Robak stał w oknie patrząc na potęgę natury i myśląc o swojej skrywanej od dawna tajemnicy... Kiedy znalazł się w stanie głębokiej medytacji, poczuł na swoim ramieniu dłoń... Odruchowo na nią zerknął......i nie miał zamiaru się odwracać. Jego serce zaczęło głośno bić i wydawało się, że wyskoczy przez drżące ciało. Palce owej dłoni pokryte były bowiem czarną sierścią, a długie szpony obleśnie się wykrzywiały. W pokoju roznosił się zapach spalenizny. Panowała głucha cisza. Słychać było tylko ślinę, która głośno próbowała przedrzeć się przez wyschnięte gardło duchownego.
- Ciało twe drży Ojczulku. Odwróć się, bo nie przyszedłem tu na daremno. Zbyt długo musiałem przedostawać się przez groty piekła - usłyszał Robak zza swoich pleców.
Drżąc wykonał powolny obrót. Zobaczył przez sobą dziwną, ponad dwumetrową bestię. To był szatan. Jego czerwone, płonące oczy przeszywały grozą, a odór wydobywający się z niby to jamy ustnej, powodował utratę racjonalnego myślenia. Dwa półmetrowe rogi, przypominały te od byka i zakończone były ostro, niczym dwie igły.
- Czego chcesz? - zapytał ukryty pod kapturem mnicha Robak.
- Jacek Soplica - rzekła diabeł - Czyż nie tak masz na imię?
- Ciiii - syczał odruchowo duchowny.
- Czyżby nikt nie znał twojego imienia, Ojczulku?
- Pytam ponownie, czego ode mnie chcesz?
- Nie lubię, kiedy się mnie pogania !!! - ryknął nienaturalnym, pozaziemskim głosem szatan.
Ksiądz Robak pozostał w bezruchu, dysząc tylko głośno.
- Ha, ha, ha - okrutna bestia zaczęła szczerzyć zębiska - Teraz, to możemy porozmawiać. Przychodzę do ciebie, bo wiem, że twoja grzeszna dusza nie ma szans na ratunek. Zbłądziłeś i nie trafisz już na właściwą drogę. Nigdy! Chcesz mnie pokonać, ale ci się to nie uda. Miejsce w piekle jest dla ciebie przygotowane od dawna.... Niczym wielkim nie będzie więc dla ciebie moja mała prośba.
- Czego chcesz? - zapytał drżącym głosem Robak.
- Czego chcesz, czego chcesz.... Nie umiesz inaczej formułować pytań?! Stale to samo.
Po krótkiej chwili jednak zaczął:
- Jutro o północy obchodzimy w piekle konkurs, zwany "Olimpiadą dusz". Każdy z nas musi sprowadzić na złą drogę jak największą ilość ludzi. Rozumiesz chyba, że każdemu zależy na wygranej...Także i mnie. Najwięcej jednak punktów można zyskać wtedy, gdy pozyskuje się młode i niewinne dusze. Jedną z moich wybranek została więc Zosieńka.... Wiem też, że ta młoda osoba ci zaufa.
- Choćbyś oferował złoto i pieniądze, ja tej dziecinie krzywdy nie wyrządzę - bez wahania wtrącił Ksiądz Robak.
- I tak już jesteś zły. Twoja dusza zgnije w piekle. Jeden grzech więcej to dla ciebie nic... Mój plan jest taki. Masz przekonać Zosię do tego, żeby zdradziła Tadeusza. Nie wiem jak to zrobisz, ale wiem, że masz dar przemawiania i przekonywania. Za to otrzymasz jeszcze długie lata życia na ziemi. To jeszcze nic. Oprócz tego nikt nie dowie się o twoim zabójstwie Stolnika. Zosia zaś popełni samobójstwo i nikomu nie zdąży powiedzieć o tym, kto nakłonił ją do grzechu. To tylko parę niewinnych słów w jej kierunku i możesz sporo zyskać.
- Zbłądziłem, ale dalej błądzić nie chcę. Odejdź precz szatanie! Wiem, że boskie mnie czeka karanie, lecz sługą twym już więcej nie zostanę. Tylko Bóg jest teraz moim Panem. Kiedyś cechował mnie grzech - teraz już skrucha. Odejdź - w imię Ojca, Syna i Ducha -  odpowiedział Robak.
Wtem diabeł wydał z siebie straszny ryk. Pozostał po nim tylko zapach spalenizny... Zniknął.

Co tu robić? Diabeł dalej tkwi w swoim kłopocie.
Lecz niechęć do działania nie ulega wygrania ochocie.
Raz, dwa - przez piekielne wrota się przedziera,
Do chatki Słonia Trąbalskiego dociera.
- Któż to do mnie dziś w odwiedziny przychodzi?
  Przedstaw się proszę, bo pamięć zawodzi.
- Jestem dawnym znajomym twojej rodziny,
  Dziś przychodzę do ciebie z prośbą w odwiedziny.
Diabłu skamieniałe serducho się cieszy,
Że głupi Trąbalski łatwo mu nagrzeszy.
- Nie mam czasu przyjacielu - rzeczy szatan srodze -
  Więc od razu ci powiem, po co tu przychodzę.
  Wspomnij, sąsiad pobił cię dnia jednego,
  Czas oddać mu to, co należy do niego.
  Wywłóczmy go razem na kamienny cmentarz.
  Pamiętasz wyrządzone krzywdy Trąbalski, pamiętasz?
- Pamięć ma słaba, bardzo zawodzi,
  Może przypomnę sobie o co chodzi.
  Co mam więc uczynić, mój ty przyjacielu?
  Tak dobrych jak ty, ostatnio nie wielu.
- Kochany bracie, dziś po kryjomu,
  Udasz się do twego sąsiada domu.
  Jak zawsze wieczorem, będzie spał w salonie.
  Wbijesz mu dwa noże prosto w obie skronie.
  Następnie odwrócisz się cicho na pięcie,
  Uciekniesz, ja upozoruję jego zniknięcie.
  Nikt się nie dowie, niech się brat nie boi,
  Stoi umowa Trąbalski między nami? Stoi?
- Zgodzę się dzisiaj na twoje żądanie.
- Super. Więc przyjdę jutro na śniadanie.
  A ty zdasz  relację z wykonanej pracy,
  A teraz ruszamy do dzieła, rodacy!
Diabeł zniknął i wrócił dnia następnego.
Zastał słonia Trąbalskiego w łóżku śpiącego.
Szturchnął go ramieniem i serdecznie wita,
Po chwili jednak z dumą o morderstwo pyta.
Rzekł słoń - Przepraszam przyjacielu, że tak długo spałem.
- Nie szkodzi! Wykonana praca? - O nie.... zapomniałem!



Offline paszczur

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 26
  • I see fragged ppl...
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 26, 2011, 10:42:04 am »
Zwykły letni dzień, ale już wpadający w jesień.
Słoneczko grzało, ale nie paliło. Dzień idealny aby napić się taniego winka w cieniu przydomowego kasztanu. Co prawda kiedyś próbował ów kasztan zawładnąć ziemią, ale aktualnie był to zwykły suchy badyl..
Jakub zatarł ręce i sięgnął po pierwszą butelkę, zamachnął się i uderzył w dno tak, że korek wyskoczył z szyjki.
Towarzyszył temu duży huk i swąd siarki - o wiele silniejszy niż powinien wydobywać się z flaszki.
-Ki czort?
-Alojzy jestem.
Jakub obrócił się i zobaczył delikwenta który przedstawił się jako Alojzy. Rogi, czerwona peleryna i kopyta, autentyczny czort.
-Uh, kiego znów? Do piekła mnie ciągnąć znowu będziecie? Sprzątnęliście już ten bałagan który zostawiłem po sobie ostatnio?
-Hm, ja tu w trochę mniej oficjalnej sprawie...
-A no to co innego.
Jakub gestem pokazał dla gościa aby przysiadł przy nim i podał mu drugą odkorkowaną butelkę.
-No to siup!
Na Jakubie jabol nie zrobił najmniejszego wrażenia - no może poza błogim uśmiechem po odsunięciu butelki od ust. Alojzy natomiast z jakiegoś powodu nie mógł przestać kaszleć i pokazywał ręką na swoje plecy.
-Hy, dziwne wy macie u siebie sposoby picia.
Kiedy już kaszel ucichł, a oczy Alojzego przestały przypominać szkło od teleskopu zagadał:
-Słuchaj Jakub, mamy taki mały problem tam u siebie... W sumie to szefostwo o tym wie, ale o tym nie wie, wiesz o czym mówię?
-A no chyba coś mi do głowy przychodzi. Oficjalnie znaczy cicho o tym?
-Dokładnie, postanowiliśmy się do ciebie zgłosić bo doszły nas słuchy, że masz już doświadczenie w podobnej materii.
-Znaczy chcecie bimber pędzić czy kłusować?
-Te pierwsze, ale też nie do końca. Widzisz, nasz kanał przerzutowy bimbru do nieba jest spalony. Ich szefostwo się wkurzyło po tym jak nawaleni rzucali się aureolkami. Potrzebna nam twoja rada.
-To i w niebie bimber piją?
-A no, po śmierci niektóre nawyki zostają, ale niestety tam jest ogólny zakaz spożywania i produkcji.
-WOT TE NA! Dobrze, że kurde do kościoła za dziecka przestałem chodzić...
-To jak pomożesz?
-A co ja z tego będę miał?
-A receptura pędzenia bimbru z trocin brzmi zachęcająco?
-No to coś się wymyśli... Potrzebuję kilku dni. A teraz SIUP!
Jakub przechylił butelkę i wypił zawartość jednym duszkiem, Alojzy spojrzał załamany na swoją flaszkę i rad nie rad zrobił to samo. Kiedy już kaszel i spazmy ustały zachrypniętym głosem powiedział:
-Tylko pamiętaj Jakub, to bardzo delikatna sprawa.


Miało być o dwu bohaterach.... ale może przejdzie? ;)

Offline imunimum

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 11
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 26, 2011, 12:42:12 pm »
Hmm "krótki dialog" czyli, że jeden, z trzema uczestniczącymi rozmówcami, dobrze rozumiem?:)

Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 26, 2011, 12:43:03 pm »
Hmm "krótki dialog" czyli, że jeden, z trzema uczestniczącymi rozmówcami, dobrze rozumiem?:)
Tak jest :)

Offline akaike

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 26, 2011, 01:56:06 pm »
Mroźny zimowy poranek, słońce dopiero co leniwie wspina się nad horyzont. Wszystko dookoła tonie w lekkiej poświacie czerwonych promieni. Ciszę co chwile zakłóca mocny podmuch lodowatego wiatru. Gdzie nie spojrzeć biała równina, gorejąca złudnym ciepłem.
Pomiędzy czymś co w lecie mogłoby uchodzić za pastwiska biegnie zwykła ścieżka. Nie wyróżnia się ona spośród wielu innych ścieżek biegnących przez tego typu miejsca. To co wydaje się niezwykłe w tym obrazku to coś co każde dziecko w każdym równoległym i nieskończonym wszechświecie nazwałoby śniegowym fortem. Jednolicie biała, oblodzona budowla wysokości przeciętnego człowieka, mogłaby zadziwić dziwnym, wielokolorowym czubkiem poruszającym się w koło, tuż nad szczytem ścian. Gdyby zajrzeć do środka tej niezbyt solidnej fortyfikacji, mało kto ukrył by zdumienie. W czymś co umownie można nazwać kontem siedziała małpa. Można powiedzieć że to zwykła człekokształtna małpa, jednak jej a raczej jego oficjalną funkcją jest doglądanie biblioteki Niewidzialnego Uniwersytetu.  Odgłos uderzających o siebie zębów był ledwo słyszalny za ścianą, jednak tu w środku był wszechobecny. Druga postać była w trochę lepszym stanie. Ubrany w zwiewną,  kolorową szatę i szpiczasty kapelusz z napisem „Magnus” mężczyzna może i wyglądał lepiej niż zmarznięta małpa, lecz tego typu strój przy takiej temperaturze nie daje żadnych przywilejów.
- Uuuuuk-k-k-k! – krzyknęła nagle małpa.
- Arghh! – zawtórował Rincewind – doskonale rozumiem, że ci zimno ale to nie moja wina. Gdybyś nie postanowił przeglądać albumu z obrazkami w naszej Bibliotece* [gdzie magiczne księgi żyją własnym życiem] nie było by nas tu.
- Iik.
- Oczywiście, że przypadkiem – sarkazm w głosie maga był ledwo słyszalny – nie rozumiem tylko czemu zawsze mnie to spotyka. Wolę nudę i brak emocji. Czas nie stracony to czas… mhm stracony. To moja dewiza !
- Uuk, uuk.
- Nie oddam ci moich obroń bo obawiam się, że przymarzły.
Rincewind ze swoja niesamowitą wiedzą geograficzna i talentem do języków*[Trzeba znać rejony w których absolutnie nie chce się znajdować i umieć błagać o życie w wielu językach] nie miał pojęcia gdzie nagle i brutalnie się znalazł. Na środku pustkowie bez żywej duszy czy nawet zwykłego drzewa czuł się bezsilny. Mimo wszystkich przygód jakich wolałby nie mieć, zawsze znajdywał drogę ucieczki. Jednak w tym miejscu ucieczka skończy się tylko większą ilością śniegu w butach, zresztą nie ma przed czym uciekać.
Nagle usłyszeli  pukanie do drzwi, nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że fort drzwi nie posiadał. Mag i małpa, która pełni funkcje bibliotekarza popatrzyli jednocześnie w stronę dziury w budowli, którą zostawili sobie do wyjścia. W środku po prostu z nikąd* [albo skądś choć nikt na prawdę nie wie skąd] pojawiła się postać w czymś co uchodzi za strój letni. Lekkie sandały, krótkie lniane spodnie sięgające do kościstych kolan i przyciemniane, okrągłe okulary zdawały się kpić z lodowatej aury.
- Dzień dobry panom – postać zaczęła kulturalnie.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że gdyby Rincewind miał jakąkolwiek drogę ucieczki, właśnie w tym momencie znajdowałby się o jakieś pięćdziesiąt sążni stąd. Dlatego też w tym momencie po prostu milczał.
- Uuk – odpowiedział bibliotekarz.
- Mhm przepraszam pana, ale nie znam tego języka, czy zechciałby pan przetłumaczyć ? – nowoprzybyły zwrócił się do maga.
- ? – Rincewind tylko wytrzestrzył mocniej oczy.
- No tak… Gdzie są moje maniery, nazywam się… - nagłe przerwał i wyglądało na to, że nad czymś się zastanawia – Jasne, niestety moje imię jest niewymawialne w tym języku. Możecie mi mówić Tom. Przybywam tu do was z piekła.
Jeśli coś mogło pogorszyć sytuacje to właśnie ta wypowiedź, to zrobiła.
Mag chwycił bibliotekarza za rękę i z niesamowita prędkością popędził przed siebie nie zwracając uwagi na śniegową ścianę, którą zresztą przebił. 
- Ehh – westchnęło coś co kazało nazywać się Tom – I po co to wszystko ?
Za biegnącym nieudolnym magiem rozległ się suchy trzask podobny do odgłosu spadającej na płaską powierzchnię ksiązki. Rincewind stracił nagle oparcie dla stóp i chwile jeszcze machał nimi w powietrzu nim dotarło do niego, że ktoś trzyma go za kołnierz parę centymetrów nad śniegiem.
- Proszę pana o nie panikowanie, ja nie w tej sprawie co mogłoby się wydawać.
- Każda sprawa z piekła rodem to powód do ucieczki – odpowiedział mag.
- Uuuuk! – oboje spojrzeli na bibliotekarza zwisającego bezwładnie w uchwycie Rincewinda.
- A tak, przepraszam – odpowiedział trzymany za kołnierz i puścił małpę – przynajmniej ty nie będziesz zwisać.
- Uuk iik!
- Chyba żartujesz nie będę go o nic pytał! – krzyknął przerażony mag.
- Uuuuk! – Dobra… niech stracę chociaż i tak nic dobrego z tego nie wyniknie. Niech mi pan powie panie… Tom co to za sprawa ? – Rincewind zwrócił się do trzymającego go diabła.
- To taka delikatna sprawa – odparł szybko, mimo że wcześniej z zainteresowaniem i skupieniem śledził wymianę zdań między małpą a człowiekiem – właściwie to nic poważnego ale potrzebuję pomocy.
- Dobra a co  w zamian ?
- W zamian ? Jestem przecież diabłem !
- Tak, ale zawsze musi być coś w zamian. Coś dla czego naiwni bohaterowie pomagają w takich drobnych sprawach. Nie żebym był bohaterem ale coś w zamian być musi.
- Hmm, mogę was odstawić do domu w Ankh-Morpork jeśli chcecie.
- Uuk! – Zgoda ! –odpowiedzieli jednocześnie małpa i mag.
- No więc, ponieważ widzę że jesteście jednomyślni przejdę do sedna. Otóż chodzi o pewna damę, tam na dole gdzie mieszkam.- diabeł o ile to możliwe lekko się zarumienił.
- Rozumiem że chcesz tą damę uwieść… Tom ?
- Tak, chyba się zakochałem, choć nigdy nie sądziłem że diabły to potrafią. Mam takie śmieszne uczucie w żołądku, bardzo podobne do zgagi.
- To mi wygląda na poważny przypadek – argumentował mag.
- Tak! A najgorsze, że my tam w piekle nie mamy w takich sprawach doświadczenia i nikt nie mógł mi pomoc.
- Mhm – Rincewind zastanowił się nad swoim położeniem. Diabeł prosi o radę maga i małpę na środku śnieżnej pustyni. Nigdy  w życiu nie miałem kobiety, a bibliotekarza obchodzą tylko wariacje związane z bananami. Jak nic jestem martwy…
- Uuk, uuk, iik.
Tom rzucił zaciekawione spojrzenie na małpę a następnie lekko zdumione na Rincewinda i rozłożył bezradnie ręce.
- Mógłby pan przetłumaczyć ?
- On mówi, że najlepsze na takie zaloty mogą być wyszukane prezenty, odrobina pewności siebie i na pewno skuteczne romantyczne wiersze. Zastrzegł jednak aby nie pytać go skąd to wie. – odpowiedział zszokowany mag który doświadczeniem  tych sprawach dorównywał noworodkowi.
- Wiecie skąd można takie wiersze zdobyć, bo ułożyć to nie umiem, ale za to na prezent mam pomysł choć to tajemnica.
- W bibliotece na Niewidocznym Uniwersytecie mamy parę tomików poezji – rzucił szybko mag, który wolał nie wiedzieć nic o romantycznych prezentach w piekle.
- No to hop – trzasnęło lekko i w tej mroźnej już na zawsze miał pozostać zlodowaciały fort z dziurą w kształcie maga.
Biblioteka Niewidocznego uniwersytetu żyje własnym życiem i tylko bibliotekarz w obecnej człekokształtnej formie może czuć się w niej bezpieczny. Pojawienie się trzech postaci z czego dwie nadal szczękały zębami w jej środku mimo wszystko nie wzbudziło zainteresowania. Wyglądało na to że nawet żywe, magiczne ksiązki boją się piekła. Bibliotekarz w szybkich podskokach i krótkiej wspinaczce po półkach zebrał dwie książki, które zadziwiająco szybko oddał diabłu.
- Dziękuję bardzo – Tom lekko się ukłonił, i po kolejnym trzasku znikł.
Oboje odetchnęli z ulgą choć nikt tak naprawdę nie wie jak to wygląda w przypadku człekokształtnych.
- A teraz może powiesz mi skąd wiesz takie rzeczy o kobietach ?
- Uuk.
- Jak to z ksiązki o uwodzeniu? Niby na tym opierałeś to co mu kazałeś zrobić ?
- Uuk.
- Wiesz kiedyś próbowałem tych książek.
- Iik?
- Mhm, mam wrażenie że widziałem tu gdzieś dział o egzorcyzmach i pozbywaniu się diabłów.
- Uuk ?
- „Jak nie spotkać diabła?”. Tak, znajdź ją dla nas, raczej się przyda. 
   

Starałem się w stylu Pratchetta ale czy mi to wyszło to już jury oceni :P

Offline cashub

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 26, 2011, 02:24:46 pm »
Jakub i basen

Był bardzo słoneczny dzień i jak na Wojsławice przystało – niezwykły, bo gdy w całej Polsce padał rzęsisty deszcz, u nich we wsi, od paru dni żar lał się z nieba. Takie ewenementy meteorologiczne miały miejsce stosunkowo rzadko w Wojsławicach, jednak, gdy już do nich dochodziło, były niczym pryszcz na pewnej nielubiącej pryszczy części ciała.
Seria dziwnych wydarzeń miała swój początek zaraz po niedzieli, z samego rana, gdy, jak co poniedziałek, do wsi przyjechało zaopatrzenie pobliskiej gospody. Browary przysłały Heńka Bańkę, który swą ciężarówką, z większym niż zwykle trudem, manewrował na maleńkim placyku.
Ale kiedy nagle z gorąca strzeliła jedna z opon starej ciężarówki i cała naczepa z cennym, płynnym, złocistym, towarem przewróciła się na bok, nikt jeszcze nie podejrzewał najgorszego. Dopiero po chwili, gdy okazało się, że żadna z butelek nie ocalała, a piwo błyskawicznie wsiąknęło w spaloną słońcem ziemię, tak, że już zupełnie nie było co ratować, mieszkańcy zaczęli podejrzewać, że coś się dzieje.
Następnego dnia, gdy żar z nieba nabrał mocy, w tych podejrzeniach utwierdziła ich awaria prądu. Niestety tłumaczenia i nalegania przedstawiciela władzy w osobie posterunkowego Birskiego, aby mieszkańcy Wojsławic przestali używać lodówek jako klimatyzacji, bo któregoś dnia „będzie przepięcie i pójdzie w diabły ta cała elektryka” spełzły na niczym.
Następnego dnia okazało się, że Sanepid zrobił kontrolę w wytwórni lodów „Koral-gol” i postanowiono odgórnie wycofać ze sprzedaży wszystkie lody z Wojsławickiego sklepiku, który jako jedyny mógł się pochwalić zewnętrznym zasilaniem – agregat prądotwórczy zostawili po sobie Niemcy, gdy w 1945 uciekali za Odrę.
Jedyną osobą, która cieszyła się z fali gorąca, był młody Bardak, który właśnie zbierał urodzajne żniwa ze swej nowej Winnicy.
Tymczasem Jakub Wędrowycz, któremu również we znaki dał się piekielny ukrop, postanowił pójść za głosem czasów i wybudował sobie basen.
Basen Jakuba był dość prymitywny – ot, zwykła dziura w ziemi w kształcie dużej wanny, wyłożona białą folią i zalana dwustoma litrami wody ze szlaucha. Jakub nie napracował się jakoś specjalnie przy kopaniu dziury pod basen, ot po prostu poszerzył tą, w której trzymał kiedyś gnojowicę.
Pomysł na basen przyszedł mu do głowy, gdy parę tygodni temu widział u syna, w telewizorze, jak na jednym amerykańskim serialu baba brała kąpiel z bąbelkami i popijała drinkiem. Choć pomysł wydał mu się dziwaczny z początku, to jednak postanowił nie być gorszym, no bo skoro jakaś głupia baba może mieć bąbelki i drinka, to czemu nie on? Temu też przygotował sobie wcześniej bańkę z bimbrem własnej produkcji, a do basenu wlał całe opakowanie zielonego „Ludwiczka”.
Gdy cudo stało już gotowe, zdjął z siebie ubranie, skarpetki schował w gumofilce, tuż obok bagnetu, które następnie odłożył na boku. Nie za daleko, tak na wyciągnięcie ręki, na wszelki wypadek, gdyby w okolicy miał pojawić się który z wrogów.
I chlusnął do wody.
Ostatni raz brał prawdziwą kąpiel, podczas przygody, jaką miał parę lat temu. Jednak od tamtej pory, kiedy ledwo uciekł utopcom, gdy te wciągnęły go pod wodę, raczej niechętnie myślał o ponownej kąpieli. Wszystko to uległo zmianie w momencie, gdy temperatura zaczęła niemiłosiernie rosnąć. Aby się odrobinę ochłodzić Jakub zebrał się na prawdziwe poświęcenie.
Kończył już pierwszą połowę bańki z bimbrem, kiedy nagle woda w basenie zabulgotała.
-Ki diabeł!? -krzyknął Jakub.
Choć z roku, na rok stawał się coraz starszy, to jednak nie na tyle, żeby nie kontrolować własnych wiatrów. Gdy tylko o tym pomyślał, woda ponownie zabulgotała.
-Jacuzzi jakieś czy co? - przypomniał sobie jak wnuczek nazywał bąbelki w wannie.
I wtedy spomiędzy nóg Jakuba wypłynął on - diabeł. Jakub jednak nie czekał na przywitanie, rzucił się do gumofilca, ale diabeł był szybszy i jednym ruchem ogona odrzucił gumofilca na bok.
-No gdzie tak od razu do gościa z bagnetem chciał, co? - udał zdziwienie diabeł.
-Czego chcesz szatańska mordo?
-I czego tak się rzuca? Ja tu jako przyjaciel przychodzę. Interes mam.
-Nie robię żadnych interesów z ogoniastymi, poszeł precz!
-Zrobicie wyjątek, albo wasz kumpel – diabeł pstryknął palcami i pomiędzy nim a Wędrowyczem, w basenie pojawił się Semen Korczaszko – pójdzie ze mną.
-Jakub, on blefuje, nie daj się nabrać. - wyszeptał Semen, próbując wydostać się z więzów.
-Ty cicho bądź. - diabeł spoliczkował go ogonem.
-Co za interes? - odparł poważnie Jakub.
-Jeden z moich synów wstąpił w interes z jednym z waszych mieszkańców. I choć mój chłopak dobre intencje miał, wiecie – rozpijanie ludności, szerzenie degeneracji i uzależnień, wasz chłop wystrychnął go na dudka, bo nie raczył poinformować, że ma podpisany kontrakt na wyłączność z klerem.
-Nie rozumiem. Mów jaśniej. -strofował go Jakub.
-Mefistofeles podpisał cyrograf na duszę Bardaka. Obiecał mu winnicę i sprzyjające warunki uprawy owoców. W zamian zaś, Bardak miał zająć się dystrybucją. Interes miał byś obopólny – Bardak miał mieć kasę, a my wpływy na waszym rynku.
-A ten miał podpisany już kontrakt na wino mszalne! - Semen błyskawicznie załapał o co chodzi.
-No otóż to.
-To czego chcesz ode mnie? -pytał dalej Jakub.
-Sprawa jest dosyć delikatna. Młody już dość się „nastarał”. Nie chcę żeby się więcej za to zabierał. Dość już o nas mówią, że syn się w ojca nie wdał, że zakała diabelskiej rodziny itp. Potrzebuję kogoś z zewnątrz, kto naprostuje całą sprawę, a kogo nikt nie powiąże ze mną. Jakubie, potrzebuję ciebie.
Jakub myślał dobrą chwilę. Popatrzył na Semena, który z profesorskim zacięciem studiował improwizowany profesjonalizm z jakim wykonano basen. Po chwili zmarszczył brwi i trochę wbrew sobie, zapytał:
-Co ja z tego będę miał?
-Prócz Semena? -zdziwił się diabeł.
-Nu.
-Może prawdziwy basen? - zasugerował Semen.
-A co ci się w moim basenie nie podoba? -Jakub uniósł się lekko rozdrażniony.
-A może to, że to dziura po gównie wyłożona folią po workach, w których trzymano kompost? -podsumował Semen.
-Nie po gównie, tylko po gnojowicy, jeśli już!
-Spokojnie panowie, bez kłótni. Nie podniecajcie się tak, bo mało miejsca się robi. Chcecie basenu, to będzie basen.
-I cysterna samogonu. -dodał Jakub.
-I cysterna. -Diabeł westchnął z trudem, rozmyślając o rosnących w błyskawicznym tempie kosztach przedsięwzięcia.
-Przyjdź wieczorem, około północy, - zakomenderował Jakub, - a Semen...
-Semen idzie ze mną, jako zabezpieczenie.
-A niech cię wszyscy diabli! -zaklął Wędrowycz i diabeł posłusznie wyparował wraz z Semenem.

***

Była za pięć północ. Z racji, że we wsi nie było prądu, Jakub siedział przy świecach.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Wejść! - rozkazał gospodarz i w drzwiach stanął diabeł wraz z Semenem.
-Jestem. Jak tam nasze sprawy? -zawołał od progu diabeł.
-Myślę, że załatwione pomyślnie – Wędrowycz wskazał leżącą w kącie, zakrwawioną torbę turystyczną.
-Dobrze. Bardzo dobrze. -odpowiedział z niekrytą aprobatą w głosie diabeł. - To automatycznie anulowuje nasz kontrakt z panem Bardakiem.
-Jaki on tam „pan”, żebyście wy widzieli jak się rzucał, to w życiu byście go „panem” nie nazwali!
-Ja nie rozumiem, Wędrowycz, jak wy możecie tak z zimną krwią człowieka zabić. Toż nawet my mamy pewne zasady...
-Co? Narzekasz? Nie podoba się? -zdenerwował się Jakub.
-Nie, nie. Wszystko w jak najlepszym porządeczku, od razu rękę fachowca poznać, ja tak tylko na głos rozmyślałem.
-Przestań chrzanić diable! Czasem trzeba poświęcić jednostkę dla dobra ogółu. A teraz oddaj Semena i zrób co żeś obiecał.
Diabeł wskazał Semenowi miejsce za Wędrowyczem, po czym zwrócił się do Jakuba:
-Teraz wszystkiego sam nie dam rady zrobić, ale jutro rano będzie basen i cysterna. Pasi?
-Pasi. Kiwnął głową Jakub.

***

Następnego dnia rano, przed chatą Wędrowycza znajdował się piękny, ogromny basen i cysterna samogonu. Jednak dzień ten był już zupełnie inny od poprzedniego, ponieważ od samego świtu padał rzęsisty deszcz, było zimno i wiał paskudny wiatr. Raz po raz z nieba leciał grad wielkości kurzych jaj.
Jakub jednak na przekór paskudnej pogodzie postanowił zażyć porannej kąpieli. Stojąc przed swoim basenem, zdjął gumofilca i zamoczył stopę w wodzie. Była tak lodowata i nieprzyjemna, że Jakub aż odskoczył. Potarł nos, żeby go rozgrzać, po czym zabluzgał coś pod nosem i dodał po cichu:
-Diabli nadali taką pogodę...
Po czym pociągnął węża z cysterny do domu, gdzie przez następne trzy tygodnie wakacji pocieszał się diabelskim samogonem.

Offline via

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 26, 2011, 02:25:35 pm »
-Rychłoż się zejdziem znów?
Błyskawica rozcięła niebo, ukazując trzy ciemne postacie na polanie wśród wrzosów.
-Chyba dam radę w przyszły czwartek. Agnes, odprowadź mnie do domu, musisz zabrać leki dla pana Woźnicy.
-Tak, babciu- najchudsza i najszersza postać pomaszerowały w stronę drzew.
Najmniejsza została, by zebrać resztki jedzenia, które ktoś na pewno przywita z radością. Kiedy zaczęła odchodzić, spadły pierwsze krople deszczu. Przeszła kawałek ścieżką, pociągnęła nosem i zatrzymała się.
-No dobra, wyłaź, wiem, że tu jesteś.
   Kawałek przed nią na ścieżce zmaterializował się wyraźnie męski cień. Elegancką laseczkę oparł nonszalancko o leśne błoto i uchylił kapelusza. Krople deszczu trzymały się z daleka.
-Ktoś Ty?- spytała bez ceregieli starsza dama.
-Jestem Diabłem. A pani to zapewne niania Ogg?- kiedy usłyszał potwierdzające mruknięcie dodał z dworskim ukłonem.- To zaszczyt panią poznać.
-Pewnie, że zaszczyt. Nie jesteś Śmiercią, ale jesteś podobny. Nie jesteś stąd- stwierdziła.
-Racja. Pochodzę z równoległego świata…
-O nie! Żadne takie! To gadka magów. A magowie nie zjawiają się ot tak w naszym Lancre.
-Ee…- zaciął się Szatan.- Jestem z daleka? – spróbował.- I potrzebuję pani pomocy.
-Jak każdy. Wal.
-Mam… kłopot… natury osobistej… z…
-Ze sprzętem?
-Co?- zaskoczony Diabeł zaczerwienił się, co dało się dostrzec nawet w mroku nocy, wspomaganej deszczem. Niania niewinnie skinęła głową w stronę jego laski, która była już cała w błocie i wzbudziła zainteresowanie jakiegoś kreta. Mężczyzna odsunął zwierzątko- Chodzi o kobietę.
-Co z nią?
-No…- Szatan wyraźnie nie był przygotowany na takie pytanie. Moja żona postanowiła być nowoczesna i wymaga ode mnie zalotów!
-No to mamy problem. Ale spokojnie, znam kogoś, kto ci pomoże.
*   *   *
Karczma była jak zawsze zatłoczona, ale niania bez trudu odnalazła swój cel.
-Cześć, Casanunda. Jest tu ktoś, kto potrzebuje mojej pomocy.
-Mam nadzieję, że mówisz o sobie, piękna pani, gdyż chciałbym móc uszczęśliwiać cię, spełniając twe zachcianki.
-On ma na imię Diabeł i potrzebuje pomocy w zalotach- odparła czarownica, ignorując czar krasnoluda.- A ty jesteś drugim największym kochankiem na świecie.
-On?- zdziwił się Szatan, mierząc Casanunde od stóp do głów.
-Ja, coś ci nie pasuje?- niski mężczyzna natychmiast wszedł na drabinę, którą zawsze miał przytroczoną do pasa i spojrzał groźnie. Jego czar znikał, gdy nie rozmawiał z płcią piękną.
-Skąd, wszystko świetnie- Diabeł czuł się coraz gorzej w tym dziwnym świecie ale zaraz przypomniał sobie, po co tu przybył.- Pomożesz mi?
-Hm- krasnolud wyraźnie się zadumał. Spojrzał na nianię Ogg.- Co będę z tego miał?
-Zjem z tobą kolację- westchnęła niania.- I pozwolę ci zapłacić.
   Casanunda, najwyraźniej usatysfakcjonowany proponowaną nagrodą, zszedł z drabiny i zaczął pouczać Diabła.
-Musisz mówić do kobiety jakby była najpiękniejsza i jedyna na świecie. Jakby była panią Ogg! – pozornie nie zalecał się krasnolud.- Przyrównuj jej oczy do jej ulubionych błyszczących rzeczy, a ciało do pięknych i lubianych przez nią zwierząt. Dotykaj jej czule, jakby była najdelikatniejszym jedwabiem. I obiecuj wszystko, czego chce, a nie może dostać od męża
-Ja jestem jej mężem – mruknął uczeń.
-Więc obiecuj jej to, czego inni jej nie dają. To proste. KŁAM.
   Diabeł ruszył zamyślony do drzwi i wychodził, gdy usłyszał szept.
-A jak to nie poskutkuje, zrób jej Ciepłe Brzoskwinki z Tajemniczym Bananem. –poradziła mrugając niania i wcisnęła nowemu przyjacielowi książkę kucharską własnego autorstwa.

Offline imunimum

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 11
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 26, 2011, 08:13:15 pm »
  - A więc? O co chodzi? – zapytał Bardak, zerkając raz na Diabła, raz na komisarza Birskiego.
Rogaty stwór wziął do ręki kieliszek czystej i wlał go w swoje gardło jednym, szybkim ruchem. Otrząsnął się i wykrzywił twarz w śmiesznym grymasie.
 - To dosyć delikatna sprawa, dlatego na wstępie musicie mi obiecać, że nikt się o tym nie dowie… - Diabeł podejrzliwie zerknął na swoich towarzyszy.
 - No skoro pofatygowałeś się z piekielnych czeluści aż do Wojsławic, to powiedzmy, że dajemy słowo – odezwał się komisarz, napełniając ponownie kieliszek czorta.
 - Dziękuje panowie. To wiele dla mnie znaczy.
 - Drobiazg – odpowiedzieli prawie jednocześnie, spoglądając na siebie wzajemnie.
 - Widzicie… jestem nowy w tym fachu, a Lucek od razu obarcza mnie takim problemem – zasmucił się nie na żarty.
 - Lucek? – spytał Bardak, biorąc w dłoń kieliszek.
 - Lucyfer. Gdy usłyszałem, że szef szykuje dla mnie pierwsze zlecenie, ucieszyłem się nie na żarty, ale gdy doszło do mnie, co mam zrobić…  - rogaty zanurzył twarz w dłoniach.
 - Ej, nie rozklejaj się nam tutaj, to nie wypada, nie tobie… Na pewno nie jest aż tak źle  - Bardak podrapał się po skroni.
 - Spokojnie, wyduś to wreszcie - komisarz podał diabłu chusteczkę higieniczną. Ten lekko otarł spływające łzy i zaraz „osuszył” kolejny kieliszek.
 - Wiem, że ukończyłem szatański uniwersytet z wyróżnieniem. Wiem, że praktyki wykonałem wzorowo, ale żeby prosić o tak wiele?
 - Diable… - zaczął Bardak
 - Mów mi Geniek – przerwał natychmiast czort  i jakby lekko się uśmiechnął.
 - Gienku, mamy swoje obowiązki, więc bądź tak miły i zacznij przechodzić do konkretów – zniecierpliwił się wojsławicki stróż prawa. Bardak skinął potwierdzająco głową.
 - Sam nie wiem, jak mam to powiedzieć, na samą myśl o nim zbiera mi się na drgawki – do oczu Diabła ponownie napłynęły łzy – mam rodzinę, dzieci, nie chce umierać.
Tym razem wysłannik piekieł sięgnął po całą litrową butelkę żołądkowej gorzkiej i pociągnął obfity łyk prosto z gwintu.
 - Chcecie też? – spytał, unosząc butelkę lekko w górę.
 - Jestem na służbie  - powiedział zasmucony Birski, oblizując nerwowo wargi.
 - Nie mogę wrócić naprany, bo mnie żona siekierą zatłucze –  pokiwał przecząco Bardak.
 - Nie to nie – Gienek wzruszył ramionami i znów wlał w siebie dawkę zbawczego napoju.
 - Więc zwracasz się do nas bo? – zaczął komisarz.
 - Bo każdy wie, że nie cierpicie gada, jak nikt inny – diabeł lekko się
 rozchmurzył -  dlatego pomyślałem, że jakieś pomysły mogą wam chodzić po głowie…
 - Ale na co pomysły, jaki gad? – zaciekawił się Bardak.
 - Ech…
Rogaty opróżnił butelkę, nie pozostawiając na dnie ani kropelki, następnie oparł ciężko łokcie o drewniany stół, chwytając się za kępkę rudych włosów.
 - Musze jakoś Wędrowycza zabrać z tego świata…
Na kilka sekund w pokoju zapanowała cisza, ale zaraz została przerwana przez donośne śmiechy Birskiego i Bardaka.
 - Chcesz Jakuba ukatrupić? – komisarz wręcz krzyczał z rozbawienia, łapiąc się za swój podskakujący ze śmiechu brzuch.
 - To aż takie trudne? – spytał zakłopotany Diabeł.
 - Gieeeenek! To nie trudne, to nie-mo-żli-we! – tym razem odezwał się wesoły
Bardak  – myślisz, żeśmy nie próbowali? Nieraz chcieliśmy gadzinę do grobu wprowadzić.
 - Czyli nie pomożecie mi?
Obaj mieszkańcy Wojsławic wzruszyli ramionami.
 - Obawiam się, że Jakub wykituje wtedy, kiedy sam o tym zdecyduje – Birski poklepał przyjacielsko Gienka po ramieniu – zostaje ci wrócić do piekła i czekać, aż ta zbawcza dla narodu chwila nadejdzie.
 - Ale Lucek mi powiedział, że się pokazywać mu na oczy nie mam, chyba że z Wędrowyczem.
Bardak wyciągnął spod stołu następną butelkę trunku i przysunął ją bliżej wysłannika piekieł.
 - To chyba szybko do rodziny nie wrócisz … - zasmucił się odwieczny wróg bimbrownika i oderwał banderole.

Offline justynides

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 27, 2011, 02:33:40 pm »
No jak krótki, to wiadomo - drabble :).


- O Jezu, nie daj się prosić! - Diabeł wydawał się być coraz bardziej zrezygnowany. - No fakt, życie upłynęło mi na tańcach, hulankach, swawolach, ale lulków nie paliłem, jak Boga kocham! Weź sprzedaj patent na nieśmiertelność, nie bądź Żyd.
Jezus się zamyślił.
- No dobra. Piotrze! Poślij po Wolanda.
*
- Dobryj djeń towarzysze! - Woland skłonił się nisko i wybełkotał: - Ale osochozi?
Diabeł wyłuszczył swoją prośbę.
- Delikatna sprawa, ale da się zrobić. Cyrografik podpiszemy. Jasne warunki: ja ci dam nieśmiertelność, a ty zaprzedasz mi swą duszę.
- Ale… ja nie posiadam duszy!
Woland się zamyślił.
- No to karmisz kota. Zawsze! I flaszka wódki co sobotę. Stoi?

Offline megajra

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 27, 2011, 04:34:38 pm »
To musi być diabeł, jako mało znaczący w hierarchii, czy może to być Szatan?  :)

Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #11 dnia: Sierpień 29, 2011, 07:59:31 am »
To musi być diabeł, jako mało znaczący w hierarchii, czy może to być Szatan?  :)
Może być Szatan :)

Offline megajra

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #12 dnia: Sierpień 29, 2011, 10:01:37 am »
W piekle było tego dnia wyjątkowo nieprzyjemnie. Potępione dusze zawodziły głośniej niż zwykle, a Szatan od rana pomiatał wszystkimi, choć zawsze był do rany przyłóż. Nikt nie wiedział, że Pan Ciemności niecierpliwie czekał na dwóch bardzo ważnych gości. Gdy po długim oczekiwaniu zjawili się na miejscu, zaprosił ich do sali konferencyjnej, gdzie ciągle widniała tablica z nowo wymyślonymi torturami. „Niekompetentni durnie. Zawsze wszystko muszę robić sam” – pomyślał, po czym klasnął w dłonie, a tablica od razu zniknęła. Jednak Jaskier zdążył co nieco podpatrzeć i postanowił sobie, że po rozmowie odwiedzi swojego dawnego kumpla, ochroniarza z Passiflory i uprzedzi go, by zatkał wszelkie otwory w swoim ciele. Bądź co bądź nie raz pożyczał mu grosza na cuda serwowane w tym słynnym zamtuzie.
   Szatan wskazał ręką krzesła. Jaskier, jak przystało na gentlemana, najpierw odsunął siedzenie damie, przy okazji ocierając się ramieniem o jej bujny biust. Kobieta momentalnie zmroziła go wzrokiem, jednak to tylko zaostrzyło głód barda.
   - Wezwałem was tutaj w bardzo ważnej sprawie – rozpoczął właściciel przybytku.
   - A może najpierw jakieś powitanie, ugościł byś nas czym dobrym. Miodu bym się napił, a i panna Balladyna na pewno nie pogardzi.
   - Pani – urwała lodowato – miałam męża.
    Gospodarz, nieco zbity z pantałyku, pstryknął palcami po czym na stole momentalnie pojawił się wyborny półtorak i trzy kufle.
   - Częstuj się, Jaskier – powiedział do grajka, po czym skierował swój wzrok na jedyną damę w towarzystwie – Myślałem, że mówisz tylko wierszem.
   - Wyłącznie w konwencji – odpowiedziała krótko Balladyna, nalewając sobie miodu.
   - No, to skoro mamy już przed sobą coś mocniejszego, to bądź łaskaw powiedzieć mi, cóż jest na tyle niecierpiące zwłoki, aby wyrywać mnie z objęć szanownej księżnej de Reina – powiedział trubadur strojąc jednocześnie swoja lutnię i nawet nie spoglądając na rozmówcę.
   - Przykro mi, Jaskier, że tak to wyszło. Wcale nie chciałem odciągać was od zajęć, po prostu... przechodzę teraz przez bardzo trudny okres. Naama mnie rzuciła. Powiedziała, że jestem zbytnim tradycjonalistą, wyobrażacie sobie?! A do tego jeszcze...
   - Podejrzewam, że w piekle jest wielu terapeutów, którzy z chęcią ci pomogą – powiedział Jaskier wlepiając w Szatana bezczelne spojrzenie – Na tę chwilę twoje problemy obchodzą mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Więc bądź łaskaw i powiedz nam wreszcie, po cholerę w ogóle tu jesteśmy?!
   - Chcę żebyście zabili mamusię.
   - Ile? – spytała Balladyna nawet nie podnosząc wzroku znad kufla.
   - Co?! – mina Jaskra z bezczelnej zrobiła się po prostu głupia – Ja nie zabijam. Jestem artystą. Służę światu swoją muzyką.
   - A teraz chciałbym, żebyś tą muzyką przysłużył się mnie – powiedział Pan Ciemności lekko pocierając szponami swoje skronie – Cieszę się jednak, moja droga, że chociaż ty nie robisz problemu.
   - No tak – powiedział Jaskier teatralnym szeptem – jak już raz czegoś zasmakujesz...
   - To był wypadek! – obruszyła się Balladyna
   - Cała czwórka? Bo twojej matki nie liczę...
   Balladyna, ku zaskoczeniu barda, puściła do niego oczko i uśmiechnęła się słodko. Odwzajemnił uśmiech, jednak po chwili się otrząsnął. Miał już dość przygód z morderczymi kobietami. Jedno spotkanie z mistrzem małodobrym w zupełności mu wystarczyło. Odwrócił wzrok od kokietującej go Balladyny i zwrócił się do Szatana:
   - Możesz mi powiedzieć, co takiego zrobiła ta twoja mamusia, że chcesz ją wysłać na tamten świat? – zamyślił się – Właściwie to jak to z wami jest, co? Zabijasz demona i gdzie on wtedy idzie?
   - W niebyt. Na całą wieczność – powiedział to prawie ze łzami w oczach – Wy nie wiecie jaka ona jest okropna! Ciągle mówi do mnie, jakbym był małym chłopcem. Przecież ja mam miliardy lat, do cholery! Sam już dokładnie nie pamiętam ile. Ale nie, według niej zawsze trzeba po mnie wszystko poprawiać, jak po niedoświadczonym smarkaczu. Boże, to jest koszmar. Musicie się jej pozbyć.
   - A sam nie możesz? – dopytywał się Jaskier.
   - Kpisz sobie? To moja mamusia. Nie mógłbym jej zabić.
   - Kiedy, jak i za ile? – spytała zniecierpliwiona Balladyna.
   - Właściwie to jak najszybciej. Najpierw Jaskier musi dla niej zagrać. Widzicie, ona rzadko sypia. Tylko dźwięki lutni potrafią ją uśpić. Następnie Ty wsadzisz jej ten miecz w serce – wskazał dłonią na dwumetrowe ostrze wiszące na ścianie.
   Balladyna spojrzała na niego jak na idiotę – Spójrz na mnie. Czy wydaje ci się, że kobieta, która ma metr siedemdziesiąt wzrostu zdoła udźwignąć taki miecz?
   - Innym się nie da. Mamusia jest starym smokiem, nic innego nie przejdzie przez jej pancerz – Szatan był coraz bardziej zrozpaczony.
   - Smokiem? Poślij po wiedźmina – odpowiedział Jaskier, zadziwiony brakiem umiejętności planowania gospodarza. Przestawał się dziwić jego matce, że traktowała go jak mało rozgarnięte dziecko.
   - Myślałem już o tym, ale wiesz jaki on się teraz zrobił grzeczny – prychnął Szatan – Nie chce sikać pod wiatr.
   - No tak – sposępniał Jaskier, po czym spojrzał na Balladynę, która wyglądała na głęboko zamyśloną. Uśmiechnęła się promiennie, a trubadur stwierdził, że przecież nie wszystkie kobiety muszą od razu chcieć posłać go na szafot.
   - A może św. Jerzy? – spytała Balladyna – No wiecie, ten od smoka.
   Szatan pacnął się dłonią w rogate czoło.
   - Czemu od razu o tym nie pomyślałem?
   Jaskier i Balladyna spojrzeli na siebie znacząco.
   - No, to w takim razie my się będziemy zbierać – powiedział bard wstając – Dzięki za miód.
   - No tak, ale jak ja mam go nakłonić do tego, żeby mi pomógł? – zapytał zagubiony.
   - Wszystko mamy za ciebie robić? Pogadaj z tym na górze – odparł Jaskier – Może też nie lubi twojej mamusi.
   Trubadur odsunął damie krzesło, po czym pozwolił, aby złapała go pod ramię. Balladyna uśmiechnęła się, a jemu przez chwile wydawało się, że był to uśmiech z gatunku chytrych i drapieżnych. „E, pewnie tylko mi się zdawało” – pomyślał, po czym odeszli w stronę wyjścia na powierzchnię.

Offline piotrua

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 4
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #13 dnia: Sierpień 29, 2011, 04:00:26 pm »
Diabeł stał w sadzie pod jabłonią kiedy wybiła północ. Nagle w pobliskich krzakach coś zaszeleściło i wyszedł z nich mężczyzna ukryty pod ciemnym płaszczem.
- Naznaczony we własnej osobie - powiedział demon – już myślałem, że się nie zjawisz.
- Kim jesteś? Gdzie Leesha?
- Spokojnie, przyszliśmy tu żeby ubić interes.
- Gadaj gdzie jest, albo...
- Albo co? Załatwisz mnie i już nigdy nie dowiesz się gdzie jest?
- No dobra. Co to za interes?
- Dowiesz się w swoim czasie. Właściwie miało być was dwóch, ale kolega się nie zjawia. Pewnie jest za głupi żeby przeczytać wiadomość, albo nie wie co to punktualność, albo...
- Jest taki cichy, że podkradł się niezauważony i stoi za twoimi plecami. - odezwał się trzeci głos.
Diabeł aż podskoczył ze strachu.
- Nie denerwuj się Biały Wilku, tylko żartowałem.
- Więc nie rób tego więcej, bo jakoś ci to nie wychodzi.
- Możemy przejść do rzeczy – krzyknął Naznaczony – co mamy zrobić?
- Panowie, sprawa jest bardzo delikatna. W piekle źle się dzieje. Lucyfer chyba zwariował. Co prawda zawsze był nieco ekscentryczny, ale teraz na dole mamy totalnie przechlapane. Szef nie radzi sobie z nowymi, kiedyś dla przykładu po prostu rozkazywał torturować te wszystkie dusze, a teraz zamienia je w demony oraz inne plugastwa, po czym wysyła je na powierzchnie.
- To by wyjaśniało te wszystkie otchłańce, które muszę likwidować. - powiedział Arlen.
- Duchów, wampirów, ghuli i innego piekielnego pomiotu też pojawia się ostatnio coraz więcej. - potwierdził Geralt.
- A to jeszcze nic. Szatan wpadł wczoraj na pomysł zrobienia apokalipsy. Chce zaatakować niebo i przejąć władzę nad całym światem, a wtedy odchłańce i strzygi będą waszym najmniejszym problemem.
- Dlaczego właściwie nie chcesz żeby doszło do końca świata?
- Powiedzmy, że podoba mi się taki status jaki utrzymuję się teraz. Sprzyja mi to w interesach.
- No dobra, a jaka w tym nasza rola?
- Musicie zabić Lucyfera.
- Co? Mamy zabić Szatana? Niby jak? Nie wiem jak ty Naznaczony, ale ja odpadam.
- Zrobię to – powiedział Arlen.
- Chyba nie mówisz poważnie. Ten potwór nas oszuka, pewnie chce zgarnąć władzę dla siebie, a apokalipsa to tylko ściema.
- Muszę to zrobić, on... ma moją przyjaciółkę.
- Eh, jeszcze będę tego żałował. Mów diable, jaki jest plan.
- Panowie, nie wybrałem was bez powodu, jesteście najlepsi w swoim fachu i wierzę, że sobie poradzicie. Dzięki runom Naznaczony może załatwić większość strażników szefa, a kiedy dostaniecie się do jego siedziby Geralt zrobi użytek ze srebrnego miecza.
- I co tylko tyle? To takie proste?
- Jest jeszcze kilka zabezpieczeń, ale tym się nie martwcie. Jeden z moich braci jest mi winny przysługę. Tylko pamiętajcie, absolutnie nikt nie może dowiedzieć się o zamachu.
- Po chwili ciszy Geralt przemówił.
- Pozostaje więc kwestia ceny. Lucyfer to nie byle kuroliszek, trochę cię to będzie kosztować.
- Pieniądze nie grają roli.
- Więc masz mój miecz.
- I moje runy. Tylko obiecaj, że nic jej nie zrobisz.
- Oczywiście, przysięgam na piekło.
Naznaczony odwrócił się i odszedł w mrok. Geralt miał już zrobić to samo.
- Poczekaj chwilę wiedźminie, jest jeszcze coś.
- Słucham?
- Pamiętasz tą dziewczynę, którą znalazłeś ostatnio rozszarpaną na kawałki przez kuroliszka?
- Tak, a bo co?
- Nie wspominaj o niej Naznaczonemu, mógłby się trochę zdenerwować.
- Niby dlaczego?
- Powiedzmy, że dziewczyna nazywała się Leesha. Reszty domyśl się sam.

Offline krak_nawia

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 24
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #14 dnia: Wrzesień 02, 2011, 09:59:50 am »
- Czy ja o czymś nie zapomniałem? Hłep! – Czknął już nieco zawiany Kubuś Puchatek siedzący w cieniu lipy. Całe szczęście w przepastnej butelczynie pozostał jeszcze łyk pitnego miodu. – Przedni ten półtorak – Poklepał się po brzuszku.
- Hop hop! Jest tu kto? – Starzec obładowany dwoma kamiennymi płytami kroczył ścieżką.
- Siądź tu koło mnie. – Puchatek wskazał kępę miękkiego mchu, po czym wychylił ostatni łyk miodu.
- Masz może wody, bym usta zwilżył? – W oczach starca widać było wielodniowe pragnienie.
- Ojoj. – Puchatek udawał zakłopotanie. – Chyba nie została już ani kropelka.
- O ja nieszczęsny! Pan mnie pokarał!
- Będzie dobrze. Jak ci na imię? – Zagaił do przybysza.
- Zwą mnie Mojżesz, syn… - machnął ręką – A nie ważne.
- A mnie Puchatek. Kubuś Puchatek – Serdeczne oblicze misia pojaśniało.
Siedzieli tak już dobre parę kwadransów, gdy gdzieś nieopodal coś ciężkiego zaczęło łamać gałęzie i wyszło na ścieżkę. Był to mały włochaty stwór z kozimi kopytami zamiast stóp i parą zakręconych rogów.
- Którędy do chatki Czarownicy? – Zagadnął rozglądając się nerwowo.
- A nieładnie to tak. – Kubuś usiadł z wysiłkiem i badawczo zerkał na jegomościa. – Najpierw należy się przywitać.
- Ty, Puchatek – szepnął Mojżesz – Ja tego typka skądś znam.
- Śpieszno mi. – Kontynuował rogacz. – Pomińmy te grzeczności. Jestem diabeł Boruta i szukam Czarownicy.
- Na koszerne ogórki. – Zaklął Mojżesz – Wiedziałem!

*    *    *
- Więc powiadasz, że jesteś kierownikiem wycieczki, która wyszła z Egiptu i tak już czterdzieści lat się bujacie po pustyni? – diabeł żartował sobie z Mojżesza.
- Taka jest wola Pana.
- A Ty kurs na przewodnika to w ogóle masz?
Mojżesz nie odpowiedział. Milczał krótką chwilę po czym, uroczystym tonem rzekł do towarzyszy.
- Pan dał mi te oto tablice - wskazał na bagaż. – Bym objawił memu ludowi jego prawa.
- No i musisz je ze sobą dźwigać? – Kubuś czegoś nie rozumiał.
- Muszę, bo taka jest wola Pana.
- A co jak byś je tutaj zostawił, a pojutrze odebrał? – zagaił Boruta. – Chyba nic by się im nie stało. Co?
- Niegłupi pomysł - przytaknął Kubuś.
- Ostatecznie mógłbym je tutaj zostawić, ale najpierw ukryć. Bo nie daj boże, żeby zginęły.
I tak się też stało. Mojżesz z pomocą Boruty i Puchatka ukryli kamienne tablice pod warstwą mchu, igliwia i świerkowych gałęzi. Następnie miotełką zatarli wszystkie ślady i poszli do chatki Czarownicy.

*    *    *
- Jest tam kto? – włochata łapa dobijała się do drzwi. – Mamy sprawę proszę pani.
- Zaraz otwieram. – Gospodyni szurała czymś wewnątrz chatki.
Boruta nerwowo przestępował z nogi na nogę, aż w końcu wycedził do towarzyszy.
- Wypijcie herbatę, a ja zaraz wracam. – Krzyknął oddalając się i niczym wicher pognał do lasu.
Drzwi się otworzyły i wyjrzała przez nie blada twarz o kruczoczarnych włosach.
- A ponowie w jakiej sprawie?
- My właściwie z kolegą. – Zakłopotany Puchatek wskazał na ścianę lasu. – Ale on zaraz przyjdzie.
- Poszedł za potrzebą. – Dodał Mojżesz, który od jakiegoś czasu wyczuł, iż Puchatek nie miał zbyt lotnego umysłu. No może co najwyżej lotne były opary alkoholu okalające jego czerwonawą gębę.
- Zapraszam do środka. – Zachęciła gości. – Napijcie się herbatki.

*    *    *
- No i już jestem. – Boruta wszedł do izby dziwnie uszczęśliwiony.
- Witam, witam. – Czarownica poznała nagłego gościa.
- To wy się znacie? – Mojżesz czegoś tu nie rozumiał. – Przecież szukałeś chatki Czarownicy?
- Ano tak, bo… bo… - Boruta wiercił kopytem i drapał się za rogiem. – Bo zapomniałem jak się tu idzie. Teraz też zabłądziłem.
- Pewnie masz problemy z orientacją w terenie – Kubuś opróżniał właśnie filiżankę herbatki słodzonej miodem. – Ja tak czasami mam z rana. Ostatnio po urodzinach u Królika nie dałem rady…
- Więc drogi Boruto – Czarownica przerwała nagle wywody Puchatka. – W jakiej sprawie znowu mnie odwiedzasz?
W jej głosie dało się wyczuć nutkę podejrzliwości. Nie pierwszy raz cwaniak z piekła rodem pobijał się do jej drzwi i nie raz szukał tutaj kryjówki.
- Mam taką delikatną sprawę Wiedźmo… - Nagle posmutniał na gębie na tyle, że Puchatek z Mojżeszem byli w stanie uwierzyć w powagę sytuacji. Korzystając z okazji wyszli na ławeczkę przed chatkę i zamknęli za sobą drzwi.
- Kasy pożyczyć czy bimbru na kreskę? – Czarownica krytycznie pokręciła głową.
- No bo długów sobie narobiłem u Starego. – Wspominając o nim miał na myśli oczywiście Lucyfera.
- Ile? No ile tego długu?
- Kredyt muszę spłacić. O ja nieszczęsny. – Zaszlochał markotnie.
- Jaki znowu kredyt?
- We Frankach wziąłem. Myślałem, że okazja.
- A niech to wszyscy diabli! – Zaklęła Czarownica.

*     *     *

Kubuś i Mojżesz pożegnali się z Borutą i Czarownicą, podziękowali za herbatkę i udali się w drogę powrotną. Na przewodnika swego narodu czekała przecież misja.

- Nie mam takiej sumy do pożyczenia diable. – Czarownica skrobała paznokciem po blacie stołu.
- A może chciałabyś kupić, w okazyjnej cenie, parę okiennic?
Boruta wyszedł i wrócił po chwili niosąc pokaźnej wagi płyty.
- A pokaż. Niebrzydkie. – Czarownica gładziła ręcznie obrabiany marmur. – Chyba greckie.
- Nie. Kupiłem tanio od jednego kupca ze wschodu. – Boruta zachwalał towar niczym wytrawny sprzedawca.
- A te wzorki. – Wskazała na ciąg znaczków.
- To z Izraela…  :angel:

____________
Wplotłem w opowiastkę, by trzymało się kupy
  ;)
"... i daj nam siłę, abyśmy nie przebaczali naszym winowajcom"