Autor Wątek: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia  (Przeczytany 4225 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline PluszowyyMaterac

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 18
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #15 dnia: Wrzesień 02, 2011, 01:28:37 pm »
skoro miał być dialog, to oto i on :) opowiadanie różni się zasadniczo od dialogu :] mam nadzieję, że puenta zrozumiała :P

- O mamo… mój łeb… Gdzie ja jestem…? Bogowie, za głośno nawet mówię…
- Witaj księżniczko… Och! Myślę, że ten nóż nam nie pomoże w rozmowie…!
- Kim jesteś, psie?! Mów?!
- I ja się chętnie dowiem…! Czyżbym znowu przez przypadek zrobił coś, co uruchomiło poruszenie równoległych światów i wpadłem w inną rzeczywistość…? Co to za miasto? Pomieszczenie…?
- Księżniczko, uwolnij moje gardło od twego ostrza… Czarodzieju Arivaldzie, tyś rozsądny człowiek, wiesz, że dziwne sytuacje wymagają spokoju i narady… mółbyś…?
- Pani. Może nie zabijajmy kogoś, kto jest lepiej poinformowany od nas?
- Coś w tym jest, brodaty… Ale ty, obszczany psie, śpiewaj co wiesz!
- Dziękuję, księżniczko Achajo… aż tak bardzo nie wygniotłaś mi koszuli… chociaż… a niech to, plama! Tak to jest z białymi rzeczami, zawsze podatne na najmniejsze draśnięcie brudu…
- Ty, nie mędrkuj, małpo, tylko wyjaśniaj! W ogóle nie poznaje tych urządzeń, co to jest?!
- To komputer, księżniczko…
- KoCo?!
- Pani… myślę, że pojawiliśmy się w kompletnie innym świecie… To się niestety zdarza, zwłaszcza nam, magicznym postaciom… śmiem tak twierdzić, bo widzę, że… piękne ma pani uszy… i ogon…
- W spokoju zostaw mnie i mój ogon!
- Dobrze, pozwolę sobie wyjaśnić dlaczego ściągnąłem tu was, moi drodzy przyjaciele. Księżniczko… zaszczyt mi cię poznać… Jam jest Diabeł. W tym świecie to odpowiednik waszego Setha…
- Diabeł? Zły?
- Ale z jakiej religii?
- Widzę, że jesteś, czarodzieju, obeznany… Mówi ci coś chrześcijanizm?
- Coś świta… Jesteś Szatanem? Lucyferem?
- Zabawne… Nazywasz mnie imieniem moich panów… W Piekle jest ściśle ustalona hierarchia demonów… akurat ja używam raczej powszechnej nazwy na wszystko, co złe… Demony nie zdradzają swych imion, to by mogło się dla nich źle skończyć. Ktoś mógłby nad nami panować, wzywać i wykorzystywać… Coś o tym wiesz, prawda, Arivaldzie? W każdym razie… to miejsce, w którym stoicie… To mój pokój…
- Chyba ciebie za bardzo nie lubią… Kraty… łańcuchy przy czymś, co wygląda jak metalowe łoże… Drzwi… aaa, piękny dźwięk twardego metalu. To loch? Ale jaki loch, skoro ściany… uuuu, mięciutkie… ściany wyłożone posłaniem z pierza… Dbają o ciebie w tym lochu.
- Można tak powiedzieć, księżniczko… Uwięziono mnie… Zamknięto w jednym pomieszczeniu na zawsze, do końca ziemskiego życia… W mojej sytuacji jak wiecie to dość przykre, wszak demony żyją wiecznie…
- Uwięziono cię, powiadasz. Ale za co, jeśli można wiedziec?
- Za to, że jestem tym kim jestem. Że jestem sobą. Dzisiejsi ludzie, świat… są już tak wypełnieni złem, że nie wierzą komuś, kto mówi otwarcie, że jest twórcą wszystkich obrzydliwości, niesprawiedliwości, zła. Nie szukają winnego we mnie, tym najgorszym, tylko w moim wrogu, w Bogu. Cóż… jest mi wstyd, że dałem się tak złapać i zamknąć w tym koszmarnym miejscu… Zszedłem na ziemię, by ogłosić ludziom, że jestem przeciwnikiem Boga, że jestem Antychrystem… A oni zaczęli się śmiać, związali mnie i oskarżyli o postradanie zmysłów…
- Czekaj, czekaj, jesteśmy u czubków? To masz cholernie przyjemne warunki, jak na pomyleńca.
- Księżniczko, dzisiaj ludzie udzielają pomocy nawet kreaturom bez nóg czy rąk. Człowieczeństwo jest tu wysoko cenione.
- Ale zaraz, po co my ci tutaj? Wezwałeś nas… Księżniczkę kota i mnie, czarodzieja. Nudzi ci się? Potrzebujesz towarzystwa?
- Oczywiście, że nie! Potrzebuję pomocy! Muszę się stąd wydostać.
- Ty potrzebujesz pomocy? Diabeł nie umie wyjść z pokoju?
- Arivaldzie, nie spodziewałem się po tobie takiej ignorancji. Sam doskonale wiesz, że nawet najwięksi czarodzieje mogą być więzieni długie, długie lata.
- Więc jeśli ty poradzić sobie nie umiesz z wyjściem… Wybacz, ale ja nie mogę podjąć się tego zadania. To mnie przerasta. Nie jestem tak dobry, jak myślisz… Zresztą, doskonale wiesz kim jestem… dlaczego nie wezwałeś lepszego czarodzieja? Merlina?
- Ty, Diablątko, wyjść chcesz? Zaraz rozpieprzymy tę budę… Ożesz ty…!! Twarde skurwysyństwo!
- Kraty wyważać nogą? Księżniczko Achajo, coraz więcej zyskujesz w moich oczach, choć znam cię od kilku chwil. Pozwolisz, może ja…?
- A poszedł mi! Sama to zrobię! Co… za… uparte… psie… gówno…!!
- Może naprawdę…
- Głuchyś?! Odejdź!!
- Nie chwaląc się, też wolę używać siły fizycznej jak mózgu…
- Coooo?!?! Coś ty, małpia dupo, powiedział?!?
- O…. niezręcznie…
- Uspokójcie się!! Wezwałem was tutaj, ponieważ we dwójkę możecie więcej! Arivald ma rację, posiada ponadprzeciętną siłę, wspólnie wam się uda!
- No proszę, oficer nam się znalazł, rozkazywać będzie!!
- Porywcza kobieta z ciebie księżniczko…
- Żebyś zaraz się nie przekonał na własnej skórze!!
- No ale Diabeł ma rację, we dwoje wyrwiemy kraty. Gotowa?
- Niech ci będzie, dziadku. Na moją komendę… raz… dwa…
- Co tu się dzieje!! Ochrona, ochrona!! Wołajcie ochronę!!
- Nie!! Odejdź, głupia piguło…!!!
- Ochrona!! Pacjent Kamil Szatański próbuje uciec!! … Szybciej, panowie!!!
- Nieeee!! Zostawcie mnie, głupie kupy mięsa!! Zostawcie!!
- Uważajcie na te cholerne książki, wszędzie tu się walają na ziemi, zaraz który się wywróci…
- Nieeeee!! Wypuście mnie, wypuśćcie!! Wiecie kim jestem?! Wiecie?!?!
- Tak, tak, 50-kilowy diable… a teraz się zamknij i puść te kraty, to nie załadujemy cię do izolatki! 
God Hates Us All

Offline czarownicujaca

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 26
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #16 dnia: Wrzesień 10, 2011, 12:32:15 pm »
Krótka rozmowa między Azazelem, Lucą Brasi i Lordem Vetinarim.

A: Witam, witam, proszę usiąść, panowie.
LV: Nalegam na krótką rozmowę, czekają na mnie obowiązki o większym priorytecie.
LB: Na mnie też, nie ma zresztą co strzępić język po próżnicy. Albo jest konkretna sprawa, albo nie ma i nie ma co marnować czasu.
A: Tak, tak, oczywiście. Panowie, w imieniu swojego przełożonego, chciałbym… Chciałbym prosić… No, może nie o pomoc… O przysługę. O drobną przysługę, gdyż, jak mniemam, taka według panów będzie. Drobna, króciutka, nie wymagająca zaangażowania ogromnych środków.
LB. W takim razie żegnam. Nie zajmuję się drobnymi przysługami dla tych, którzy nie są przyjaciółmi Dona.
A: Nie, proszę poczekać! Niech pan usiądzie…
LV: Chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem: oderwał mnie pan od rządzenia moim miastem, bym ja, Lord Vetinari, wyświadczył panu DROBNĄ przysługę? Niech pan, panie Azazelo, poprawi swoją wypowiedź. Niech pan ją poprawi szybko i z sensem. Ze swojej strony mogę panu zaoferować minutę mojej uwagi, podczas której ma pan jedyną, unikalną w skali swiata szansę zainteresować mnie bliżej swoją „drobniutką przysługą”.
LB: Pół. I ani sekundy więcej. Więc przestań się jąkać i robić teatralne przerwy.
A: Mamy tam na dole problem. Sprawa jest zapewne drobna dla panów, dla nas jest najwyższej wagi. Uciekł nam jeden z potępionych, przebywa właśnie w Ankh-Morpork, prawdopodobnie na Mrokach i mój Pan bardzo chce, by przestał tam przebywać. Stąd nasza prośba skierowana do Panów: człowieka, który doskonale zna swoje miasto, i człowieka, który doskonale zna swój fach. Oczywiście, nie jest to darmowa pomoc. Nikt z nas nie uznaje przecież charytatywnych przysług.
LB: Kto to jest?
A: Syzyf. Wczoraj rano znaleźliśmy jego głaz leżący u podnóża góry. Nie wiemy dokładnie kiedy i w jaki sposób uciekł, ale tę kwestię rozwiążemy później. Na razie ważne jest, żeby żaden potępiony nie szwędał się po świecie – którymkolwiek świecie – samopas i bez zgody góry. Gdyby to się wydało… Renoma, rozumiecie panowie. A Syzyf podobno już opowiada, gdzie był, co robił, co się tam dzieje. No, i ze można stamtąd uciec.
LV: Czyżby wasze siły były niewystarczające w tej sprawie? Kiedyś sami sobie radziliście z łapaniem zbiegów.
A: My… My już nie wychodzimy na powierzchnię…
LV: Ponieważ…
A: Od lat staramy się, by ludzie o nas zapomnieli.
LV: Ponieważ…
A: Ech… Ponieważ chcemy, żeby o nas zapomnieli. Najgorszy wróg to taki, którego się nie zna.
LB: Czyli mam wpaść na te Mroki, rozwalić gościa i zameldować wam o tym?
A: Och, nie! Nie „rozwalić” – w końcu jest poniekąd elementem folkloru lokalnego. Chcemy, żeby go panowie sprowadzili do nas powrotem na dół. Oczywiście wybór metod zależy od panów: u nas kilka dodatkowych ran czy brak fragmentu potępionego ciała nawet nie zwróci niczyjej uwagi…
LV: …poza uwagą samego, yhym… potępionego ciała.
A: A tak, może faktycznie. Ale to tylko niewielkie straty wliczone w koszta. Musi tylko dać radę dalej wtaczać głaz. Więcej wymogów nie stawiamy.
LB: Jeśli po wszystkim ma być nadal żywy, to chyba nie jestem człowiekiem, którego chcieliście zatrudnić.
LV: Rozumiem, że moje działania sprowadzają się w zasadzie do przymknięcia oka, czy tez może obydwu, na działania pana Brasi?
A: Bo Straż Miejska…
LB: Phi!
A: Tak, oczywiście, zapomniałem się. Głoszę herezje.
LV: Czyż nie w tym właśnie się specjalizujecie?
A: Co?... A, tak, oczywiście. Ha ha ha… Tak, wyśmienity żart, Lordzie… Jednak spieszy mi się nieco, więc musze zapytać: panów odpowiedź to?...
LB: Ja muszę zapytać: moja zapłata to?...
A: Obniżenie oprocentowania państwa czynów doczesnych, co w przyszłości będzie skutkowało mniejszą kwotą do spłacenia Absolutowi.
LB: Że co?
LV: Panie Brasi, pan Azazelo proponuje nam zmniejszenie wymiaru kary za nasze czyny, popełniane przez nas z czystym sumieniem w tym życiu. To znaczy, gdy już w tamtym życiu trafimy do nich.
A: Tak, właśnie to. Przepraszam bardzo, ostatnio zawierałem pakt z pewnym bankierem. Jakoś tak mi…
LV: Jak pan widzi, pan Brasi rozważa propozycję. Mniemam jednak, iż jest panu wiadomo, że ja was nie odwiedzę, gdyż nie tego się spodziewam po życiu wiecznym. Na Świecie Dysku działa to nieco inaczej, niż na świecie pana Brasi.
A: Złoto?
LV: Mam. A jak nie będę miał, to i tak będę miał.
A: Rozumiem, że proponowanie władzy również jest bezcelowe?... Ale miasto bez zbiega będzie bezpieczniejsze i w ogóle…
LV: Jeśli uciekinier w ogóle nadal żyje, nie jest on niczym innym, niż piaskiem na plaży mojego pełnego przestępców i dziwaków miasta. Może nawet nie zwróci niczyjej uwagi. Może założy nową religię, ale my w Ankh-Morpork jesteśmy tolerancyjni. Nie stanowi on zagrożenia dla mojego miasta bardziej, niż ci, którzy już w nim mieszkają. Pańska propozycja mnie nie interesuje.
A: A gdyby tak… Ale to musiałoby zostać pomiędzy nami trzema. No i moim szefem… mogę zaproponować umowę Podwojenia Czasu.
LV: Tak?
A: Dostanie pan dwukrotnie tyle lat życia, ile było pierwotnie dla pana zaplanowane.
LV: I w zamian mam tylko nie widzieć czegoś, co, jak podejrzewam, i tak będzie praktycznie niewidoczne dla postronnych oczu?
A: Tak, dokładnie tak.
LB: W takim razie ja też to chcę.
A: Z całym szacunkiem, może pan wybrać jedno: dłuższe życie lub obniżenie wymiaru kary za popełnione… poprawne czyny, które inna siła rozpatruje inaczej… Chciałbym jednak zauważyć, iż dwukrotnie życie prawdopodobnie zaowocuje dwukrotnie wyższą liczbą takich czynów, co bez złagodzeni kary może być naprawdę przykrym zbiegiem okoliczności. I dłuższe Zycie nie oznacza dłuższej młodości i sprawności, co jest jednak przydatne w pańskim zawodzie.
LB: A jak by się miało odbyć przekazanie towaru?
A: Na umówione hasło pojawi się ktoś, kto towar od pana odbierze. Jakaś propozycja hasła?
LB: „Na na, na na. na na, jestem gorszy od Szatana i odrąbię ci kolana.”
A: Yyy… Niech będzie. Tak. Chyba wszystko zostało już omówione. A więc?...
LB: Przyjmuje ofertę. Pierwszą ofertę.
LV: Ja zgadzam się również. A teraz: niech pan nie pozwoli mi się dłużej zatrzymywać.

Offline juhas44

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 2
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #17 dnia: Luty 24, 2011, 02:37:16 am »
co to za miejsce? ostatnie co pamietam to rivia i szalony tłum ktory starałem sie powstrzymac. To miejsce jest inne gdzie podziali sie wszyscy?? Yennefer... gdzie moj miecz.  cos musiało pojsc nie tak. nie ma nikogo w poblizu trzeba znalesc jakis ludzi i dowiedziec sie co sie dzieje. Geralt ujrzał nagle jak niedaleko od niego ukazała sie postac. medalion drgną. Magia miała cos z tym wspolnego. Nagle postac spojrzała na niego i ruszyła w jego kierunku geralt ani drgną nagle usłyszał dziwy dzwiek przypominajcy mowe wydobywajacy sie z ust owej postaci lecz geralt nic z tego nie rozumiał lecz dalej stał z grozna miną i wpatrywał sie w mrok. przygotowywał sie na najgorsze. nie majac swoich mieczy nie czuł sie pewnie. jego mina tego nie zdradzał wkoncu był wiedzminem zabijał rózne stwory wiec i z tym sobie poradzi. Lecz ta postac przypominała człowieka. geralt nie wiedział czy to napewno potwór. dotychczas nie spotkał sie  zz czyms takim lecz nie lubiał niewadomych. Postac zblizała sie coraz szybciej i mowiła cos w nie zrozumiałym jezyku. Nagle gdy dzieliło ich pare metrów miedzy nimi ukazała sie druga postac medalion wiedzmina poteznie drgnól a fala ktora zbudziła pojawiajaca sie postac zbiła pierwsza z nog a i geralt musiał walczyc bym nie upasc.  Odezwała sie nagle i powiedziała cos do pierwsze postacie w takim samym jezyku po czym pomógł jej wstac. Geralt myslał juz jak pokonac owe osoby jego szanse zmalały po ukazaniu sie drugiej osoby. lecz był pewien nie podda sie bez walki. obie osoby spoglądały na geralta po czym jedna z nich przemówiła.
-Witam geralcie, mam nadzieje ze nie podoba sie moje piekiełko?
-Piekło? cóz inaczej je sobie wyobrazałem... jak sie tutaj wogole znalazłem?
-Zaskocze cie. Umarłes?
-naprawde? Zadziwiasz mnie. Ironia godna Lucyfera.
-Wiec tak w twoich czasach mnie okreslano. TO moj swiat sam stworzyłem tu wszystko od podstaw odkad zostałem stracony z niebios.
- co to za osoba czy potwor za toba?
-nie poznaliscie sie jeszcze? to rodia jest z innego swiata. dlatego tez nie mogłes nic zrozumiec z jego mowy jest rosjaninem.
_wiec sprwaw zebym go zrozumiał nie lubie jak ktos tak na mnie patrzy i chce mu oszczedzic utrate uzebienia.
-myslisz ze moge to zrobic?
-w jakis posob sie tu znalezlismy wiec mysle ze w piekle nie ma podziałów i kazy powinnien sie umiec porozumiec . Chyba ze to nie jest piekło a ty probujesz cos osiagnac przez to ze nie morzemy normalni porozmawiac.
-nie doceniałem cie wiedzminie. faktycznie chce cos od was uzyskac. ale o tym za chwile. wiec poznaj rodie.
-co sie dzieje? gdzie ja jestem? czemu nie wiem o czym rozmawiacie? co to za miejsce?
-wiec moze nas przectawie ten oto z grozna mina to geralt z rivii a ja jestem lucyferem tak nazywam mnie geralt. chociaz mam wiele przydomków. A to miejsce to piekło.
-co?? ja sie zmieniłem odpokutwałem nie mogłem tu trafic...Soniu przepraszam jeknął...
-zebrałem was tutaj bo chce wam zlecic pewne zadanie które jest dla mnie bardzo wazne nie jest ono łatwe ale własnie dlatego wybrałem was.
-mamy pomagac lucyferowi?
-scisle rzec pojac nie macie innego wyjscia. daje wam szanse zgodzenia sie bez zbytnich zachet.
-i co nam mozesz zrobic? Zabijesz nas? juz nie zyjemy
-Jestes bystry wiedzminie.
-ja tagze nie bede dla ciebie pracował poswiciłem sie bogu on mnie wybawi.
-Bog ci nie pomoze poki jestes tu! a ja nie mam zamiaru cie uwolnic.jesli sie nie zgodzicie to i tak złamie waszego ducha a jesli nie. to beda cierpiec wasze kobiety.
-Co? jak? krzykneli jednoczesnie.
-a skad wecie ze one zyja? co ostatnie pomietasz wiedzminie? a ty rodia?
-pamietam rivie...tłum ludzi siekałem ich mieczem ..
-ja całowałem sonie...tak tak było napewno zyje.
-jestes pewny rodia ze to ostatnie wspomnienie a nie obraz który twoj mozg chciał zapamietac? pamietasz jak czułes sie po zabojstwie?
-ja..nie to nieprawada!
-nigdy sie nie dowiecie jesli nie zgodzicie sie na moja propozycje.
-Mow potworze co czego chcesz od nas
-a ty rodia?
-mow! ale pamietaj moj gniew moze sie na tobie zemscic!
-haha rodia nie unos sie nie jestes w stanie mi nic zrobic. jestes słabym człowieczkiem. ja isnieje od stworzenia swiata tylko jedna osoba moze mnie zniszczyc ale jakos sie przez ten czas do mnie nie wybrała.
-mam dla was wazne zadanie które wykonacie bez zadnych pytan.
-mow od razu-warknął wiedzmin
-zostaniecie zesłani to swiata ktory rozni sie od waszych poprzednich lecz nie we wszystkim sa elementy ktore sa nie zmienne dlatego potrzenowałem was obu nie bede mowił kto tu jest od czego ale to oczywiste ze ty wiedzminie nie jestes mozgowcem.
-smieszne potworze, naprawde widze ze nie marnowałes czasu i osiagnołes w niktórych rzeczach perfekcje. tylko szkoda ze nie była to elokwencja.
--skonczmy z ty. grunt został przygotowany moi inni "przyjaciele" przygotowali wam juz wszystkie potrzebne rzeczy
-wierze ze dacie rade w przeciwnym wypadku...zapłaca wasze kobiety i wy!
-straszysz nas i straszysz a nie mowisz konkretów
-rodia myslałem ze juz nic nie powiesz
-nie boje sie twoich słow-wiem. ale zaczniesz sie bac czynów
-skonczcie to! mow co mamy zrobic
-sprawa wyglada nastepujaco istnieja 3 swiaty fantastyczny realny i krzyzówka nich w tym ostatnim moja władza i boga jest rowna do mnie nalezy swiat realny a do niego fantastyczny. ostatnia batalia rozegra sie w trzecim swiecie i gdzie nie mozemy istniec razem. jeden z nas musi ustapic. ale jak sie domyslacie to nie bede ja. na tym swiecie bog ma 12 jak on t mowi "powiernikow prawdy" nie moge przez nich przeciagnac szali zwyciestwa na moja strone dlatego tez musicie i zabic i przysłac mi ichszczegolne przedmioty ktore beda mieli przy sobie. to wasze zadanie
-i tyle? powiedział geralt
- cos jest nie tak wiedzminie to diabeł
-wkoncu to diabeł nie ma co oczekiwac ze pojdzie jak gładko
-musze uratowac dusze soni zgodzmy sie geralcie
-dobrze.
-lucyferze zgadzamy sie-powiedział wiedzmin
-a wiec stało sie od razu was tam wysyłam
-medalion wiedzmina zaczoł drgać-wokół było pełno magii
nagle uderzył grzmot a z oddali jakby z innego swiata dało sie słysdzec
"graj muzyko"

Offline kalgalath

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 13, 2011, 08:37:26 pm »
Leżąca na obrzeżu Królestwa karczma, jak co wieczór, powoli się zapełniała, przybywali zarówno strudzeni wędrowcy, jak i okoliczni mieszkańcy by kuflem piwa spłukać trudy całego dnia. Karczmarz uwijał się podając trunki, smakowite zapachy rozchodziły się od pieczącego się nad ogniem mięsiwa. Ludzie zajmowali kolejne miejsca przy ławach… wszystkich poza jedną, nieopodal ciepłego kominka. Mimo, że siedząca tam para na pierwszy rzut oka nie budziła grozy – młoda, ładna, ciemnowłosa dziewczyna siedziała przy ławie na której leżało duże białe kocisko. Jednak noszony przez nią na widoku pas z zawieszony siedmioma dzwonkami budził wśród gości wręcz paniczny strach.
- Co oni się tak boją – Spytała dziewczyna swojego towarzysza, spoglądając jednocześnie po zbierającym się tłumie.
- Jeszcze pytasz? – Kot wskazał na szereg dzwonków.
- Przecież mają runy kodeksu – Dziewczyna była wyraźnie zdziwiona – Każdy..
- Każdy kto widział Abhorsena – przerwał jej kot – wie do kogo należą, jak myślisz, Sabriel, kiedy ostatnio w tej dziurze był Abhorsen?
Ich rozmowę przerwało pojawienie się nowego gościa – otwartych na oścież drzwiach stanęła olbrzymia postać w długim płaszczu, a gęstniejący wokół niej mrok można byłoby kroić nożem. Karczma zamilkła, a Sabriel zerknęła na dzwonki, lecz żaden nie wykazywał chęci zagrania. Tajemniczy gość szedł  tym czasie wprost to ich stołu. Powoli i majestatycznie.
- Ty jesteś Abhorsenem? – Zapytał mierząc ją wzrokiem, z lekko drwiącym uśmieszkiem błąkającym się na ustach.
Kot zjeżył się i stanął na ławie zasłaniając Sabriel, medalion na jego szyi błysnął niebieskim światłem, podobnie jak kocie oczy. – A kto pyta?
Uśmiech złagodniał na twarzy gościa. – Spokojnie Mogget, chce tylko porozmawiać. Jestem – Tu zdjął z głowy kapelusz, by można było ujrzeć dwa średniej wielkości rogi wystające z pod czarnej czupryny. – Diabeł, Pan Mroku, Ciemności, Książę… - Przerwał widząc że Moggetowi zbiera się na ziewanie. – Diabeł wystarczy i mam sprawę - dokończył.
- Siadaj więc z nami Diable – Odezwała się milcząca do tej pory Sabriel. – Cóż to za sprawa sprowadza do nas samego Pana Mroku?
Gdy trzeba było przejść do sprawy widać było, że gdzieś wyparowała pewność siebie wielkiego księcia. Po chwili jednak zebrał się w sobie.
- Bo ja, poznałem znaczy się jakiś czas temu pewnego sukuba, niezwykłego sukuba mającego w sobie cząstkę Wolnej Magii i… no i było nam naprawdę dobrze. Tylko, że – tu Diabeł już wyraźnie zmarkotniał – Riantha odeszła.
Sabriel z Moggetem popatrzyli na siebie.
- Ale co do tego ma Abhorsen? Z reguły nie swatamy… - chciał dodać diabłów, ale powstrzymała się.
- Nie, nie o swatanie chodzi, chce żebyś… - Diabeł spojrzał w oczy Sabriel - … przyprowadziła ją do mnie. Riantha odeszła rzeką śmierci, za bramy.
- Chcesz powiedzieć, ze uciekła przed tobą na rzekę? – Było to tak niecodzienne, ze początkowo Sabriel nie mogła uwierzyć, że się nie przesłyszała. – Czemu to zrobiła?
Diabeł spojrzał w dół, gdzie jak na zawołanie z pod płaszcza wysunął się ogon zakończony trójkątną strzałką. Ze złości prawie go nadepnął.
- To przez niego. – Prawie krzyknął, a widząc że nic nie rozumieją dodał dalej. – Bo ja lubię, no na śniadanie dżem truskawkowy jem, i no… wyciągam go ogonem ze słoiczka, a Riatha tego nienawidziła. – Zakończył załamany Diabeł.
Tego było po prostu za dużo, dławiąc się ze śmiechu Mogget spadł z ławy, słychać było tylko z dołu urywany koci śmiech, brzmiący w uszach Diabła jak najgorsza tortura.
- Proszę, przyprowadź ją do mnie, przekonaj żeby wróciła, zrobię dla ciebie wszystko…
Może Mogget przekonałby Sabriel do innej decyzji, ale w tym momencie leżał na grzbiecie ciągle śmiejąc się.
- Dobrze – Usłyszał więc krótką i cichą odpowiedź dziewczyny przybysz…

Offline Księżyc

  • Wiedźmin
  • ******
  • Wiadomości: 1648
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 14, 2011, 07:14:51 pm »
— No dobrze, przekonałeś mnie, że jesteś diabłem — stwierdził z rezygnacją Dexter Morgan, wciąż zastanawiając się, gdzie podział się Pasażer; jego milczenie tym razem go drażniło. Przecież mógłby udzielić mu podpowiedzi. — W takim razie będę musiał uwzględnić istnienie nieba i piekła do mego światopoglądu.
— Tak, zauważyłem, że to w dzisiejszych czasach stanowi poważny problem — burknął diabeł zwany Memnoch.
— Widocznie macie za słaby PR.
— Mógłbyś między innymi właśnie popracować nad zmianą wizerunku.
— Nie leży to w obrębie moich zainteresowań — mruknął zdegustowany Dexter Morgan.
— A korzyści, które oferujesz, wydają się być wątpliwe — dodał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, który pojawił się nieoczekiwanie. Czarne oczy miały niemalże odpychający wyraz. Dexter przyjrzał mu się uważnie, a także jego dziwnej, ciemnej szacie. W tym człowieku było coś dziwnego i ponurego. Raczej nie wzbudzał zaufania. — Nie poradziłeś sobie nawet z jednym wampirem.
— Bo to szczególny wampir — mruknął bez mała usprawiedliwiająco Memnoch.
— Akurat — prychnął nowo przybyły. — Skoro można znaleźć sposób na wilkołaka, to i na wampira się znajdzie.
— To wampiry również istnieją? — zainteresował się nieoczekiwanie Dexter, następnie przyszło mu na myśl, że mógłby wypytać tego faceta, jak można ich się pozbywać i mógłby sam spróbować tego procederu. I kto wie, może po zabiciu faktycznie się zamieniają w proch; hm, to byłby rewelacyjny bonus, ponieważ nie musiałby zajmować się kwestią zwłok. No cóż, pozbycie się ciała niejednokrotnie nastręczało sporo problemów. — Kim jesteś?
— Jednak przybyłeś na spotkanie — odnotował mimochodem Memnoch.
— Bycie martwym nie należy do zbyt interesujących zajęć ani też zajmujących. Chociaż nie ma czemu się dziwić, skoro przez większość swego życia zajmowałem się nauczaniem rozwydrzonych smarkaczy, którą cechowała poważna tępota oraz niezrozumienie dla rzeczy oczywistych, a po godzinach szpiegowałem i zajmowałem się paroma innymi rzeczami.
— To ty nie żyjesz? — wtrącił się Dexter.
— Został zamordowany — odpowiedział za niego Memnoch, na co wspomniany tylko się skrzywił, lecz nie skomentował niewątpliwego faktu.
— Tak? — zainteresował się Dexter Morgan. — Wiesz przez kogo? Mógłbym…
— To już jest załatwione. Severus Snape — przedstawił się, a następnie stwierdził: — z całą pewnością to się nie uda.
— Nie możesz być taki pewny — burknął z irytacją Memnoch.
— Mogę i jestem.
— Pomóżcie mi to zmienić. Warto za to walczyć — przekonywał Memnoch.
— Osobiście nie mam zbyt dobrego zdania o ludziach — dodał Dexter.
— I wyrażasz to w zdecydowany sposób — prychnął Snape.
— Jak widać, nie tylko ja zabijam.
— To naprawdę ważne — usiłował wrócić do głównego wątku Memnoch. — Przybyłeś na spotkanie…
— Jednak palcem nie kiwnę w tej czy innej sprawie, lecz w ramach wątpliwej rozrywki mogę porozmawiać. Dość już zrobiłem — oświadczył Snape. — Ten twój plan jest do niczego. Ponadto nie warto poświęcać się dla ludzkości, właściwie dla nikogo. Wiem to z własnego doświadczenia.
— Aha — przytaknął Dexter. — Mam swoje dodatkowe zajęcie i to jest wystarczający wkład z mojej strony.
— Naprawdę nic to was nie obchodzi? — Obaj zgodnie pokręcili głowami. — Nic a nic?
— No cóż, mógłby się pozbyć tego wampira, jeśli chcesz — zaoferował z drwiną Snape. — Zawsze znajdzie się jakiś skuteczny eliksir.
— W sumie też mógłbym przy tym pomóc. W końcu zabija ludzi.
— Ale on zabija tylko przestępców — zauważył Memnoch.
— No to trudno — burknął Dexter. — Memnoch, nawet nie proś. Walczysz o beznadziejną sprawę, która w ogóle mnie nie interesuje. W zasadzie jeśli faktycznie potrzebujesz kogoś do pomocy, wybierz jakiegoś fanatyka, który nigdy nie rezygnuje. Jak Don Kichote!
Inną skazą ludzkiego charakteru jest to, że wszyscy chcą budować, lecz nikt nie chcę się zajmować konserwacją i obsługą. - Kurt Vonnegut „Hokus-Pokus”

Okres sprzed miliona lat, na który przypadło moje życie, mógłbym śmiało nazwać „epoką beztroskich potworów” – potworów raczej ze względu na osobowości niż ciała. - Kurt Vonnegut „Galapagos”

Offline Aislinn

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 24
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Wiedźmowa głowologia
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #20 dnia: Wrzesień 15, 2011, 11:52:58 am »
Lucyfer chrząknął znacząco i spojrzał na swojego rozmówcę.
- Czekamy jeszcze na mojego… skrytobójcę. Jest niezawodny.
Tyrion lekko skinął swoją wielką głową. Próbował lepiej ułożyć się na niewygodnym krześle, które było dla niego zdecydowanie za duże, jednak bez efektów.
- Mam nadzieję, że działa precyzyjniej niż pilnuje czasu – mruknął pod nosem.
- Zdecydowanie. Musi tylko chcieć…
Tyrion uniósł pytająco brwi, lecz Lucyfer tylko wzruszył ramionami.
- Zaraz zobaczysz.

Nie musieli długo czekać. Skrytobójca wpadł do pomieszczenia razem z trzaskiem łamanego drewna, które okazało się być drzwiami oraz przeciągłym wrzaskiem „AaaaAaAaaaAAaaaa!!!”
- Oto Bagaż. Mistrz w swoim fachu. Gdy kilka lat temu wdarł się do Piekła, nagle zrobiło się nadzwyczaj dużo wakatów. Musiałem wymienić praktycznie całą obsługę kotłów z lawą i znaczną część administracji. Jest doskonały.
Lucyfer wyglądał na zachwyconego perspektywą współpracy z tym... czymś, podczas gdy Tyrion patrzył z powątpiewaniem na to, co się na nim znajdowało.
- A on?
Lucyfer jakby dopiero teraz dostrzegł kurczowo uczepionego wieka Rincewinda.
- On? Posłuży jako przynęta. Bagaż ma za zadanie go chronić. Jeśli więc cokolwiek złego wydarzy się Rincewindowi, bo tak zdaje się nazywa, to Bagaż momentalnie zaatakuje.
Tyrion ukrył zażenowanie w kielichu mocnego wina. Albo Lucyferowi całkowicie odbiło, albo jest zdesperowany jak rzadko kiedy.
- No dobra. To o co chodzi?
- AaaaAaa? – wydukał Rincewind.
- To delikatna sprawa. Dlatego właśnie potrzebuję najlepszych z najlepszych.
- Nie przypochlebiaj mi tutaj, bo to nic nie da.
Bagaż w odpowiedzi kłapnął wiekiem kufra zrzucając przy tym czarodzieja tuż pod nogi karła.
- Argh!
- Czy on potrafi mówić? – zaciekawił się nagle Lannister.
- Zdarza mu się, chociaż rzadko. Mam wrażenie, że jest niedorozwinięty. Ale do rzeczy. Uciekł mój pupilek…
Tyrion parsknął, a Bagaż poprzebierał chwilę nogami, jakby turlał się po ziemi ze śmiechu.
- Nie no, coś strasznego… Doprawdy nie wiem jak ty to przeżyjesz. To przecież taka tragedia, że trzeba było wynająć najlepszego i największego – karzeł uśmiechnął się ironicznie – myśliciela na świecie oraz skrytobójczy kufer. Lucku, przerażasz mnie. Mózg ci się lansuje od tego gorąca.
Władca Piekieł zmarszczył brwi, oburzył się i mruknął coś pod nosem, po czym odezwał się głośniej.
- Jesteś bezczelny. Zważaj na to, z kim rozmawiasz.
- Zważaj na to, że to ty prosisz o pomoc mnie, a nie odwrotnie.
- Argh! Chcę do domu!
Obaj panowie odwrócili się w stronę Rincewinda.
- Milcz!
- Aaaaaa
Odczekali chwilę, aż jęki zupełnie ucichły, po czym powrócili do rozmowy.
- To co z tym twoim pupilkiem?
- Trzeba go zniszczyć… Niestety – Lucyfer skrzywił się z nieszczęśliwą miną. – Nie mam innego wyboru. Jeśli Gabryś albo Michaś dowiedzą się o tym, że uciekł mi lewiatan, to uznają, że chcę rozpętać Apokalipsę. A to nieprawda. Mam dość zamieszania w Piekle, żeby nie mieć ochoty na startowanie do miana regenta Królestwa Niebieskiego.
Lucyfer skulił się nieznacznie pod czujnym spojrzeniem karła. Bagaż natomiast wskoczył na stół i zaczął przebierać nogami, jakby nie mógł się doczekać, kiedy ruszy na spotkanie z lewiatanem.
- Jak uciekł i co ja będę miał z eksterminacji tego stworzenia?
- Jakiś kretyn wyciągnął korek i lewiatan spłynął do kanałów… na ziemi.
Parsknięcie ze strony karła było nad wyraz wymowne. Tyrion bynajmniej nie krył się z rozbawieniem.
- Na twoim miejscu zamiast obawiać się, co będą myślały aniołki, wstydziłbym się, że taka żenująca historia może się roznieść.
Lucyfer niechętnie zgodził się z Lannisterem.
Bagaż, wyraźnie znudzony dyskusją, zeskoczył ze stołu i lekko uchylił wieko. Po chwili pomieszczenie było przestronniejsze o jedno krzesło, kredens i wazon ze sztucznymi kwiatami.
Tyrion gwizdnął przez zęby.
- Ten kuferek zaczyna mi się podobać.
Bagaż kłapnął na niego wiekiem i wydał nieartykułowane burknięcie (a może był to Rincewind zwijający się w kłębek pod krzesłem karła?).
- Siad!
Bagaż ostentacyjnie podniósł jedną nogę, co jednoznacznie sugerowało powszechnie znany gest środkowego palca.
Lucyfer chrząknął i spojrzał na swojego skrytobójcę.
- Mógłbyś jeszcze chwilę się wstrzymać? Rincewind jest tu bezpieczny.
Bagaż podkurczył nogi i przysiadł obok swojego właściciela.
- Dziękuję. Co do twojej zapłaty… - zwrócił się w stronę Lannistera. - Rozumiem, że obietnica złota cię nie satysfakcjonuje?
- Dobrze rozumiesz.
- Kobiety?
- Nie. Mam ich pod dostatkiem, jeśli tylko zapłacę.
- Własny zamek?
- Nie. Wystarczy mi Casterly Rock, poza tym mogę go sobie kupić.
- Śmierć jakichś nieciekawych ludzi?
- Nie. Zawsze mogę wynająć kogoś do tej pracy.
- Tytuł Lorda Piekieł?
- Hmm… Brzmi nieźle. Co jeszcze do tego dorzucisz?
- Pomyślmy – życie wieczne?
- Załatwione. Możesz uważać, że lewiatan został zlikwidowany.
- Chciałeś raczej powiedzieć… skonsumowany – mruknął Lucyfer patrząc wymownie na Bagaż.
- Oczywiście, skonsumowany – potwierdził Tyrion uśmiechając się przebiegle w stronę Rincewinda.
Czarodziej widząc, co się szykuje zebrał się w garść i zaczął uciekać. Karzeł zatarł ręce i spojrzał na Bagaż.
- Czas na papu, kuferku!
Bagaż zadowolony z szykującej się wyżerki kłapnął wiekiem i z zapałem ruszył za Rincewindem przewidując, że czekają go kłopoty.
Tyrion obrócił się w stronę Lucyfera.
- Dlaczego tak naprawdę mnie tu wezwałeś skoro masz Bagaż?
- Z nim nigdy nic nie wiadomo. Wolałem, żeby w chwili niezadowolenia z powodu rozkazu zjadł ciebie zamiast mnie – wyszczerzył się zadowolony z siebie Władca Piekieł.

Offline petroniusz

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 34
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 15, 2011, 02:44:40 pm »
Widzę, że niektórzy ciekawie pojmują słowo krótki ;-)
Dramatis personae: Diabeł, Jabba The Hutt , Chewbacca
(oprócz filmów była też masa książek:P)

Ch: - Arrrrrrwwwww!!
sługa: - Poteżny Panie, mamy gościa...
JTH: - Bo shuda!
D: - Moje uszanowanie, królu zła, przychodzę..
JTH: - Bul, bul hakala uuuuma!
D: - yyyy...?
Ch: - WWWWrrrrwwwww!!
sługa: - Potężny Pan, mówi byś mówił ktoś zaś i co tu robisz.
D: - <eh cholera, pod nosem> Panowie, ja Diabeł, sługa Piekieł, poddany Lucyfera, przybywam...
Ch: - WWWWaawwrrrw!!
sługa: - Wookiee się denerwuje, mów Pan lepiej szybciej! Ostatnio rozwalił pół kantyny!
D: - yy, ta, no więc, ja chciałem prosić
JTH: - Ba Omba! Ke fashh!
sługa: - Potężny Pan nie rozumie. Mów normalnie.
D: - Ale ja tylko mówię, że proszę...
Uzbrojeni strażnicy wstępują do komnaty, połyskują lasery i halabardy.
sługa: - W języku huttasee nie ma odpowiednika słowa "proszę", tak mówią tylko mięczaki.
D: - A niech was, ale ja mam sprawę!
JTH: - Raankor musa ladash, to waso!
Ch: - WWWWaaarrrrrrwww arrhh!
sługa: - Rankor głodny, nadasz się na obiad, pędraku, jeżeli stąd nie odejdziesz.
Ch: - WWrrrrrraa!
D: - Grozicie słudze Piekieł? Ja was zaraz...
Wtedy ochroniarze zaczynają okładać diabła pałkami, i wrzucają do lochu.
?: - chhhhhrrrrrrrrrrr - dolatuje przeszywający głos z lochu zbliżającego się monstrum....

Offline ania2517

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 36
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 15, 2011, 04:05:52 pm »
Krótka rozmowa między trzema osobami : Diabłem, Harry'm Potterem i Edwardem Cullenem...
D: Ekm.. Mam taka delikatna sprawę i potrzebuję... Potrzebuję was.
EC: Nas? To ciekawe... Może powiesz coś więcej?
HP: Nigdy nie będę pomagał siłom zła! Po moim trupie!
EC: Harry, uspokój się. Może być niezła zabawa. Pokonałeś już Sam-Wiesz-Kogo, nie przejmuj się. Wrzuć na luz. Misja ratowania ludzkości dobiegła końca.
D: Mogę coś powiedzieć? Jako szanowany obywatel podziemnego świata muszę niestety skorzystać z usług istot takich jak wy.
EC: Istot? Niezłe określenie. Pochlebiasz mi. Wydusisz z siebie, o co tak naprawdę chodzi? Ja i tak wiem, twoje myśli nie stanowią dla mnie tajemnicy. Pospiesz się, nie mamy całego dnia. Bella na mnie czeka.
HP: Zgodzę się z kolega, nie będziemy tu stali przez całą wieczność. W przeciwieństwie do was nie jestem w dziedzinie wieku długodystansowcem.
D: Cisza! Szatanie, do czego zmuszasz twego biednego sługę... Mój problem jest natury bardzo, rzekłbym delikatnej. Ostatnio nie potrafię trzymać w ryzach swego.. ooo... ogona. Porusza się jak chce. Nie dalej jak wczoraj uderzyłem nim samego sekretarza Lucyfera! A tydzień temu przez 3 godziny stukałem nim w podłogę. Jejciu, jak to bolało. A najgorsze jest to, ze podupada mój prestiż i nie mam już powodzenia wśród kobiet!
EC: Zabawne, naprawdę zabawne. Współczuje ci niezmiernie. Zwłaszcza, że pominąłeś kilka dowcipniejszych akcentów, ale rozumiem, ze hamuje się wstyd. Jak niby możemy ci pomóc? Miałbym oberwać ci ogon? Ale będzie zabawa! Jestem wystarczająco silny, by to uczynić. Tylko nie wiem, ile ciała przy tym stracisz.
HP: Jeśli chodzi o zaklęcie przywracające władzę  w czarcim ogonie, to niestety nie licz na mnie. Do tego etapu jeszcze nie doszedłem. Gdybym jeszcze miał do dyspozycji z milion eliksirów, to...
D: Nie, nie i jeszcze raz nie! Ja cierpię, nie rozumiecie tego! Wyśmiewają się ze mnie, każdy wytyka mnie palcami, nawet jednodniowy skrzat! jak ja mam żyć, kiedy sensu nie ma nic? Nic, tylko się powiesić. Sam uznałbym się za dziwaka, pobiłem wszystkie rekordy!
HP; Nie przesadzaj, zawsze może być gorzej. A ta twoja delikatna sprawa, natury cielesno-erotycznej, może sama się rozwiąże.
EC: Dokładnie tak. Łatwo przyszło, łatwo pójdzie. A do tego czasu, może przywiąż swój ogon do tylnej części pleców. Albo zawiąż na supełek
ED i HP: Z pętelką! Ha, ha ha!

Offline iziu08

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
  • Książki to najlepsi Twoi przyjaciele...
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 15, 2011, 04:28:17 pm »
Mały domek gdzieś na odludziu, 31 października któregośtam r.

-O, dobry wieczór! A psik! Przykro mi, ale cukierki się nam już skończyły. Ale Krakers upiekł szarlotkę, alleluja. Może się pan skusi? Konrad na pewno nie będzie miał nic przeciwko...
-Ty nędzna podrhóbko anioła!
-Licho, a psik!
-No więc licho podrhóbko anioła! Czy zdajesz sobie sprhawę, z kim rhozmawiasz?! Jestem władcą piekieł! Niekwestionowanym krhólem panującym nad otchłanią zepsucia, grzechu i wszelakiego zła! To do mnie należą wszystkie dusze splamione krhwią niewinnych istot, przytłoczone jarzmem niewybaczalnych błędów! Nazywają mnie Lucyferem, Gwiazdą Porhanną, Belzebubem i…
Licho! Co się tam dzieje?!
-Nic takiego, alleluja! Próbuję wytłumaczyć chłopczykowi, że nie mamy już cukierków!
Że co?!
-Licho, kto to, do diabła, jest?
-Nie widzisz? A psik! Kolejny diabełek.
-Diabełek?! Że co prhoszę? Jak śmiesz się do mnie tak zwracać, ty śmieszna krheaturo!
-Ej, ej! Powoli. Coś się stało, chłopczyku?
-Chłopczyku?! Ja ci dam chłopczyka, ty niedorhozwinięty…
-No dobrze! Czego pan sobie życzy?
-Mam sprhawę.
-Tak?
-Barhdzo delikatną sprhawę…
-Alleluja, cóż to za sprawa?
-Otóż ja, Diabeł, władający Piekłem rhazem z wszelakimi obiektami, duszami i zabudowaniami na jego terhenie, zwrhacam się do was, godnych pożałowania istot, z prhośbą o pomoc w sprhawie najwyższej wagi, mogącej zadecydować o dalszym losie całego misterhnego świata! W sprhawie…
-Ojeju, a psik! Niech pan powie wreszcie, o co chodzi!
-No już, dobrze! Ale pamiętajcie, że musi to pozostać między nami! Żaden śmierhtelnik ani nieśmierhtelny nie może się dowiedzieć, po co tu przybyłem! A więc…
(szept na ucho)
-Ojoj! Konradzie, słyszałeś to, co ja, alleluja?
-Kostium aniołka na Piekielny Bal Przebierańców?!

"Noś w sobie pewność, wiedz, że osiągniesz cel, a osiągniesz go z pewnością.
 Nie pozwól, by do twojej głowy wkradły się wątpliwości, bo cię zniszczą."

Offline meglau7

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 18
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #24 dnia: Wrzesień 15, 2011, 07:17:05 pm »
Punktualnie o godzinie 13.13 w mieszkaniu 13 w domu nr 13 na ulicy Trzynastej w miasteczku Trzynastym zjawł się Diabeł. Nerwowymi krokami przemierzał pokój, co jakiś machając ogonem. Różowym ogonem.
Wkrótce usłyszał 3-krotny stukot do drzwi. D o mieszkania wszedły 2 osoby: jedna z nich w gumiakach i śmierdząca na kilkanaście metrów bimbrem, druga z czerwonymi oczami i z dzieckiem pod pachą z małymi kłami.
-To już nie 666?-zapytał ironicznie Jakub Wędrowycz.
-Zmieniliśmy politykę Firmy- wyrażnie zmęczony odparł Diabeł.
-Wot te na. Teraz nie będę już mógł rzucać świniakami do tego ... yyh... z pod ...yyyh...szóstki- spojrzał przepraszająco na kobietę obok. Ta wzruszyła ramionami i zapytała po angielsku:
-To cóżeś chciała od nas duszo niewymyta?- dziecko wyszczerzyło kły do Jakuba. Jakub wyszczerzył...no, wyszczerzył jamę ustną.
-Mam taką sprawę, widzicie tak się zdarzyło, że...
-Masz do nas delikatną, wymagającą dyskrecji sprawę-dokończyło dziecko
-???
-Ma dar hiro-cośtam, nie przejmujcie się... to po Tatuśku, prawda Nessie?-kobieta zamachała przed nosem dziecka martwym szczurem. Dziecko go wyssało z krwi i zakaszlało. Jakub i Diabeł spojrzeli z jednakową odrazą, ale nic nie powiedzieli.
Westchnęli za to zgodnie, wyższa potrzeba...
-Chodzi o to, że przez pewien wypadek...
-Diablica przykuła cię kajdankami do łóżka i zrobiła na tobie co chciała...-dokończyło dziecko
-I mój ogon przybrał pewną barwę ...-
-Hipersupermega różową...
-A odbarwić go można tylko poprzez...-
-Wyssanie z ciebie krwi przez półwampira...
-Czyli ciebie. A ty Jakubie musiałbyś przypilnować, żeby nic się wymknęło spod kontroli...-
-Czyli, żebym nie pożarła cię na raty...
-Ja? Nigdy! Dla niewymytej, ptfu nieczystej duszy w życiu tego nie zrobię-zgiń przepadnij duszo niewy...nieczysta!- oburzył się Jakub ,błyskając oczkami na wszystkie strony
-10 skrzyń bimbru?
-20, ale domowego
-15
-30
-dil-Diabeł machnął ręką-Już, dostarczone. A ty Belo?
-Te różowe, puchate kajdanki z wystawy domu towarowego Behemot, ale te superwytrzymałe, bo Edzio to naprawdę ma siłę- rozmarzyła się
-No, Azorek też- przytaknęło jej dziecko.
-Czy ja o czymś nie wiem?- zszokowana spytała Bela- A zresztą nie chcę wiedzieć.
-To jak przystępujemy do sprawy?- spytał z nadzieją Diabeł.
-Taaaaa- zgodnie przytaknęli.
Wyzbylem się swego ciała, wygnałem rozsądek, odrzuciłem swą postać, usunęłem wiedzę moją, złączyłem się z wszechograniającą jednością. To właśnie znaczy zasiąść w zapomnieniu.

Zmienne głosy, czy są od siebie zależne wzajemnie, czy też nie, godzą się w przyrodzonych granicach, stosują się do nieskończonych przemian, dlatego też mogą dożyć swego wieku. Zapomnijmy o wieku, zapomnijmy o słuszności i wyruszajmy w nieskończoność, żeby w niej zamieszkać.
                                                                                                                                                                              Czuang-tsy

Offline myfflon

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 21
  • Płeć: Mężczyzna
  • Let it rip!
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #25 dnia: Wrzesień 15, 2011, 07:57:02 pm »
Rozmowa Mefistofelesa (z „Pani Twardowskiej”) z Szalbierzem („Kroniki Szalbierskie” Tomasza Łysiaka) i Jakubem Wędrowyczem

Mefistofil myśli sobie,
 - „Co tu począć? Nie ma rady”.
Twardowskiego sam nie dorwie,
Po spotkaniu w karczmie 'Rzym” już z nim nie szuka zwady.

 - „Potrzebuję ludzi dwoje,
Co mi go przyprowadzą,
Spełni się marzenie moje,
Może i oni duszę sprzedadzą...”.

Kogo wybrać, nie wie jeszcze,
Wszak to delikatna sprawa,
Wspomnienia wywołują dreszcze,
Myśl o Twardowskiego żonie - obrzydzeniem napawa.

Więc główkuje i i się głowi,
Kogo nająć do roboty,
Tu potrzebny jest wojownik,
I mędrzec jaki, nie huncwoty.

Wtem pomysł mu zaświtał,
Uśmiechnął się drapieżnie,
Zębami w zadumie zazgrzytał,
I pobieżył gdzieś pospiesznie.

***

   Szalbierz zatrzymał na chwilę swoje potężne woły ciągnące jego komediancki wóz pośrodku lasu i głęboko zaczął wsłuchiwać się w cichy szum, ogarniający wszystkie korony drzew w gęstej kniei. Uwielbiał słuchać tego szumu - był częścią jego duszy. Wiatr tańczący między liśćmi przypominał mu pachnący trawą mongolskich krain, ojczysty step. Gigi, jego małpka, wierciła się niespokojnie mu na ramionach, wbijając przy tym swoje niewielkie, ale ostre pazurki w umięśnione kark i barki. Była coraz bardziej przerażona i szkrzeczała drażniącym dla ucha tonem, jakby ktoś wyrządzał jej wielką krzywdę.
 - Cicho Gigi! Tyś niewiasta prawdziwa, nie bój się, bo cię znowu... Cicho! - Szalbierz chwycił makaka za kark i pstryknął go w pyszczek, po czym obficie splunął i zaklął.
   Zdenerwowany zeszedł z wozu i przeszedł z małpką na tył fury. Ów łazęga przewoził ze sobą wiele pakunków fałszywych  relikwii, toteż panował tam istny nieład. Spomiędzy dębowych skrzyń z metalowymi okuciami wygrzebał cienki łańcuszek, z jednym końcem przykutym do podłogi, a drugim zakończonym niewielką metalową okową. Zatrzasnął ją ze zgrzytem na szyi, jeszcze głośniej wrzeszczącej  i okropnie skarżącej się na swój los małpki. Szarpała się, próbowała przegryźć ogniwa, a Szalbierz, zupełnie nie przejmując się krzykami zwierzątka, wrócił na miejsce woźnicy. Kiedy już chciał wejść na kozioł, o mało nie przewrócił się ze zdziwienia. Siedział na nim istny dybuk - wysoki na może z dwa łokcie, o kurzej twarzy i krogulczych paznokciach u rąk i nóg, z rozłożystym kapeluszem na głowie. Sprzedawca relikwii przyglądał mu się przez chwilę, po czym zmrużył oczy i złapał za rękojeść jednego ze sztyletów do rzucania, wetkniętych za pas jego opończy.

 - „Wstrzymaj się z nożem na chwilę,
I posłuchaj mojej mowy,
Jeśli życie ci jest miłe,
A z małpki nie chcesz zrobić wdowy.

Pamiętasz tego milczka,
I tę niewiastę, pannę,
Czy chcesz zobaczyć jeszcze Wilczka,
Oraz ukochaną Hannę?

Mam dla ciebie zadanie,
Dostaniesz pomocnika,
Odpowiedniego na wykonanie,
kłusownika, hultaja i bimbrownika.

Zabiorę was do karczmy „Rzym” zwanej,
Tam spotkacie Twardowskiego,
Używając sztuczki cwanej,
Dostarczycie duszę jego.

Bimbrownik się z nim upije,
Do nieprzytomności,
Ty go po cichu ubijesz,
I jesteście wolni.

Cyrograf podpiszemy teraz,
Jeżeli nie wykonasz rozkazu,
Ale zabijałeś przecież nieraz,
duszę mi oddasz od razu.”

 - Nie gadasz prawdy, łotrze! - Ryknął Szalbierz i wziął szeroki zamach.

 - „Juści prawdę gadam Tatarze,
Patrzaj, oto kępki włosów ukochanych,
Co niegdyś zmysłowo opadały im na twarze,
Chyba nie chcesz odnaleźć ich posiekanych.”

   Łazęga podszedł do biesa i wyszarpał mu odcięte włosie nerwowym ruchem. Przyłożył do nosa najpierw loka Hanny, potem chłopca. Te zapachy rozpoznałby zawsze i wszędzie. Splunął i zaklął. Poczuł jak na oczy cisną mu się łzy. Łzy rodzące się z bezradności. Diabeł przedłożył mu kawałek byczej skóry, razem ze strusim piórem zamoczonym w inkauście...

***

   Był piękny, słoneczny dzień. Jakub tego dnia wybrał się nad pobliskie jeziorko. Zabrał ze sobą kilka butelek „Perły” i starą dętkę, w której lubił wylegiwać się na wodzie. Kiedy dopijał trzecią butelkę, spokój zakłóciło mu pewien diabeł oraz mężczyzna o śniadej twarzy, lekko skośnych oczach oraz muskularnym ciele. Wędrowycz bez zastanowienia w ich stronę cisnął prawie pustą butelką.

 - „Witaj pijaczyno podły,
Takie to u ciebie powitanie!?
Widać, browary już cię zmogły,
Ale mniejsza o to, jest zadanie.

Razem z tym tu obok,
Twardowskiego duszę,
Dostarczycie z moją prośbą,
A jak nie, to zmuszę.”

 - Precz mi stąd łajdaki – Bimbrownik nie miał zamiaru dać zepsuć sobie dnia.

 - „Jak wykonacie robotę,
Zapłata będzie,
Dostaniecie nagrodę,
Jeśli nie – znajdę was wszędzie.

Co powiesz na piwo,
„Perłę” twe ulubione,
Przecież to twoje paliwo,
Do końca życia będziesz miał zapewnione.”

   Jakub zamyślił się. Piwo do końca życia... Kusząca propozycja.
 - Zgoda! - rzucił w stronę ogoniastego z dziwnym półuśmieszkiem.

 - „Bądźcie za tydzień gotowi,
Przybędę tu po was,
A spróbujcie czegoś nabroić,
od razu traficie w piach!” - powiedział bies, po czym zniknął, a została po nim tylko chmurka białego dymu.

 - Durny bies. Twardowski na Księżycu gości. - rzucił Jakub do Tatara, który tylko stał i bystro go  obserwował.
 - Bliskich memu sercu porwał, łajdak jeden. Jak na Księżycu, to go nie dostaniem przecie... - rzekł Szalbierz łamiącym się głosem.
   Na chwilę zapanowała cisza. Po chwili namysłu Jakub rzekł:
 - Nie martw się, kiedy diablik przyjdzie za tydzień, my na niego pułapkę zastawimy! Złapiemy dziada i poddamy torturom. Na egzorcyzmie się znam, to i wyskubiemy z niego trochę. Wyda nam i twoich, i piwo! - rzekł Wędrowycz do nieznajomego, a potem rzucił mu flaszkę „Perły” - Napijmy się!

Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #26 dnia: Wrzesień 19, 2011, 01:44:53 pm »
Książki otrzymują:
  • PluszowyyMaterac
  • piotrua
  • czarownicujaca
  • Księżyc
  • imunimum

Prosimy zwycięzców, w takiej kolejności jak wyżej, o podanie w tym temacie nagrody, którą wybierają. Następnie o kontakt poprzez PW z derawelem i podanie adresu do wysyłki (wraz z numerem telefonu) lub informację o chęci odbioru książki w naszej księgarni w Białymstoku.

Użytkownik, któremu aktualnie przypada prawo wyboru ma tydzień na zadecydowanie jaką książkę chce otrzymać. Jeżeli tego nie zrobi, wypada z kolejki, a prawo wyboru otrzymuje następna osoba.

Osoby, które przegapiły swoją kolejkę mogą się zgłaszać do mnie na PW.

Zwycięzcy mają 5 tygodni na zgłoszenie się po nagrodę. Jeżeli w tym terminie nie otrzymamy żadnej wiadomości, nagroda przepada!

Gratulujemy wszystkim!

Offline PluszowyyMaterac

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 18
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #27 dnia: Wrzesień 19, 2011, 04:55:26 pm »
O_o... spodziewałam się raczej okupować niższą pozycję niż pierwszą, ale to jest jakże miłe zaskoczenie ^^!

Dziękuję serdecznie i wybieram sobie "Cherem" Dariusza Domagalskiego.

Pozdrawiam i gratuluję reszcie : )
God Hates Us All

Offline piotrua

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 4
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #28 dnia: Wrzesień 19, 2011, 05:04:50 pm »
Ja również bardzo dziękuję i wybieram "Krwawe powroty".

Offline czarownicujaca

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 26
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: 5 książek oraz 5 egzemplarzy sierpniowego miesięcznika SFFiH do zgarnięcia
« Odpowiedź #29 dnia: Wrzesień 19, 2011, 06:50:00 pm »
Ja również dziękuję, gratuluję pozostałym i poproszę o "Delikatne uderzenie pioruna".  :)