Na w razie czego, załączam wersję "oryginalną", tj. wydruk wprost z edytora. Co prawda dokonałem próby przeniesienia go, w formie bliskiej oryginałowi, tu, na forum, jednak nie wiem czy udało mi się przenieść poprawnie całą treść, głównie ze względu na zróżnicowane formatowanie i tego typu sprawy
Tym niemniej, bardzo bym prosił o ocenienie wersji w PDF-ie - sądzę, że jest łatwiejsza do przeczytania
Przystosowane jest do wydruku w formie "broszurowej", tudzież "książkowej". Od razu informuję - nie było ono nigdzie indziej udostępniane (link na cele Selkar i moich najbliższych)
Prolog
Może się to wydać nieprawdopodobne, jednak opowiadanie to stworzy (tak, to nie pomyłka, w tym momencie nie istnieje jeszcze nawet jego szkic!) student informatyki. Nie humanista, polonista, czy historyk, a właśnie informatyk. I choć jest ma to być opowiadanie konkursowe, tworzone jest będzie głównie z myślą o najbliższych.
Historia, którą Wam przedstawię (Ha! Nareszcie „najwłaściwsza” forma czasowa!), będzie miała miejsce w dalekiej przyszłości… lub przeszłości… lub może nawet dziś? Przyznam się Wam, że w tym momencie nie mam jeszcze pomysłu na tę kwestię… czy może bardziej prawidłowym byłoby stwierdzenie: mam aż nazbyt wiele pomysłów. Pewnym jednak będzie, że w opowiadaniu weźmie udział trzech „Wspaniałych”. O kim mowa?
Albert Einstein, najwybitniejszy naukowiec wszechczasów. Wywrócił do góry nogami cały świat fizyki, tak prosto opisany przez Newtona, którego prawa do dziś wykładane są w szkołach. Jego postać wielokrotnie była już wykorzystywana w takich utworach jak ten. Dla przykładu: Noc w Muzeum: Bitwa o Instytut Smithsona. Einstein, w postaci małych figurek z huśtającymi się głowami (niczym u piesków montowanych swego czasu w Polonezach i „Dużych Fiatach”), przedstawił głównemu bohaterowi „klucz do serca piramidy”. Wybaczcie mi tzw. „spojler” – chodziło oczywiście o liczbę PI, w postaci: 3,14159265.
Sherlock Holmes, czołowy detektyw w literaturze światowej. Postać stworzona przez sir Arthura Conan Doyle'a, o niezwykłej wręcz umiejętności dedukcji. Wśród naszej „wielkiej trójki”, jest to jedyna postać fikcyjna. Do tej pory, Sherlock wystąpił w gigantycznej liczbie utworów, zarówno literackich, jak i tych bardziej multimedialnych – filmach, muzyce.
Napoleon Bonaparte, postać niezwykle wręcz kontrowersyjna. Z jednej strony – jeden z najwybitniejszych mężów stanu, przywódców, reformatorów. Z drugiej zaś – agresor i tyran. Mały Kapral – jak zwano go od czasu, gdy otrzymał taki stopień – wcale nie był taki niski jak o nim mówią. Na swe czasy, był on bardzo wysokim mężczyzną – mierzył aż 170 cm wzrostu, co jest odpowiednikiem dzisiejszego metra dziewięćdziesiąt, tak wysławianego przez współczesne dziewczyny. Krzywdzące dla niego jest więc nazywanie od jego nazwiska kompleksu „bycia niskim”… ale o tym pisano już chyba dość często…
W mojej historii chciałbym przedstawić te trzy postaci w miarę realnie. Czy mi się to uda(ło), ocenicie sami.
PS Zanim rozpocznę pisać właściwe opowiadanie – zadanie konkursowe – chciałbym nadmienić, że w ramach tegoż, ustalono bieg wydarzeń rozpoczynający całą historię. Znajdziecie go poniżej, a ja obiecuję, że kończę już przynudzanie wstępem i zabieram się za pisanie.
Albert Einstein, Sherlock Holmes i Napoleon Bonaparte budzą się w ogromnym budynku wypchanym po brzegi książkami. Przed nimi ukazuje się pewna postać, która nie pozwalając żadnemu dojść do głosu informuje, że mają zaszczyt przebywać w gmachu skupiającym najwięcej pozycji książkowych w całym Wszechświecie, a jej szef ma dla nich pewne zadanie specjalne. Szkopuł w tym, iż w ramach przygotowania do tajemniczego zlecenia muszą przeczytać wszystkie książki znajdujące się na terenie obiektu, ucieczka natomiast nie wchodzi w grę, gdyż budynek jest zupełnie odcięty od świata zewnętrznego. Po ogłoszeniu wszystkich wspomnianych informacji, nie czekając na jakąkolwiek reakcję, zagadkowa postać odwraca się i znika w jednym z ciemnych korytarzy ogromnej posiadłości.
Życzę miłej lektury!
Autor
Porwanie
Jest niemal oczywistym, że człowiek, który znajduje się w miejscu, o którym nie ma bladego pojęcia, i w którym nie zamierzał świadomie się znaleźć, uległ jednej z dwóch charakterystycznych dla takiego stanu sytuacji: zagubieniu, lub, co bardziej prawdopodobne, porwaniu. Istnieje jeszcze trzecie wyjaśnienie, mało prawdopodobne, lecz nie niemożliwe: że człowiek ten się właśnie odnalazł. Właśnie w ten ostatni sposób ujął to w myślach profesor Albert Einstein, niemiecki fizyk żydowskiego pochodzenia.
Nie był on jednak w swej sytuacji odosobniony. Wraz z nim, w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze dwóch innych mężczyzn. Jeden z nich, z wyglądu francuz, wydawał się znajomy… Czy to możliwe? Napoleon Bonaparte? – myślał gorączkowo fizyk – Jeśli tak, mamy tu do czynienia z niezwykle ciekawą anomalią… a ten trzeci… sądząc po ubiorze Brytyjczyk… Niemożliwe, przecież to…
- Sacrebleu1! – zaklął Francuz. Właśnie szykował się do wkroczenia do Moskwy2 , gdy ni stad ni zowąd znalazł się w tym dziwnym, ciemnym pomieszczeniu, z dwójką innych, ekscentrycznie ubranych mężczyzn. Wyglądali, jakby byli nie z tej epoki… Przyjrzał się dziwniejszemu z nich, ubranemu w… prochowiec? Tak to się nazywa? Ciekawe, skąd o tym wiem… – pomyślał.
- Please, don’t be impolite, sir. There’s no time for swearing around. We all shall find out, what had just happened.3 – płynną angielszczyzną wypowiedział Brytyjczyk.
- Interesujące, odnoszę wrażenie, że mówicie panowie obaj po niemiecku, mimo, iż w rzeczywistości słyszę język angielski i francuski…
- Niemiecku? Ja? W życiu! Toż to poniżające! Francuski, mówię po francusku!
- Hmm… ciekawe, naprawdę ciekawe… Zastanawiam się, gdzie ten trop może nas doprowa…
- Witam panów! – powiedziała postać wyłaniająca się z ogólnej ciemności, przerywając dyskusję. Żaden z mężczyzn nie spostrzegł jej wcześniej…
***
W pomieszczeniu trwał bezruch. Każdy z porwanych, ba, każdy pyłek kurzu w okolicy, oczekiwał kolejnych słów z ust wysokiej, zakapturzonej postaci, siedzącej ze skrzyżowanymi nogami na szczycie jednego z ogromnych regałów. Idealnie gładka, blada skóra jej łydek, błyszczała… nie, to złe określenie… jaśniała, rozświetlając ogólną ciemność, a zarazem wspaniale kontrastując z bezkresną czernią, sięgającego ledwie do połowy jej ud, kimona rodzaju iromuji, z doszytym skrytobójczym kapturem. Niemal całą jej twarz skrywał cień, pozostawiając widocznymi jedynie umalowane różową szminką wargi. Zjawiskowość tej dziewczyny czyniła ją wręcz przerażającą. Ona nie powinna w ogóle istnieć w ludzkiej postaci…
- Miło mi, że już od pierwszego słowa spijacie każdą głoskę płynącą z moich ust, proponowałabym wam się jednak nieco odprężyć. Czeka was, panowie, bardzo trudne zadanie do wykonania. Mój Pan zażyczył sobie was tu sprowadzić, byście rozwiązali pewien jego problem.
- Och, nie róbcie takich niemądrych min – kontynuowała dziewczyna, chichocząc na widok malującego się na ich twarzach zdziwienia – i tak wam nic nie powiem, dopóki nie zdacie testu. Tak, tak, testu, nie przesłyszeliście się. Chodźcie za mną, oprowadzę was i wyjaśnię, co takiego was czeka. – to powiedziawszy, wstała, i radosnym krokiem ruszyła wzdłuż regału. Trójka porwanych spojrzała na siebie porozumiewawczo. Faktycznie, zostali porwani, i gdziekolwiek teraz są, za sprawą dziwnej siły, znajdują się daleko od miejsca, w którym ich zdaniem powinni być. Co mieli do stracenia? Trzy skinienia głów potwierdziły jednomyślność toku rozumowania każdego z mężczyzn. Ruszyli za tajemniczą dziewczyną, przeskakującą zwinnie niczym pantera pomiędzy odległymi o kilka metrów od siebie regałami.
Misja
Było coś bardzo niepokojącego w tej dziewczynie. Jej radosne, dziewczęce zachowanie, w połączeniu z posiadaną nad nimi kontrolą… Kontrast między jej skrywanym pod czarnym jedwabiem pięknem, a jej słowami… To wszystko było oszołamiające. Cały czas mówiła, tłumacząc ich zadanie, a oni słuchali, nie wierząc w to, co słyszą. Wszystkie te książki… największy księgozbiór w całym Wszechświecie. To niewyobrażalne! Tutaj są miliardy najróżniejszych utworów literackich! Jak?! – myślał przerażony Napoleon. Jego towarzysze starali się zachować spokój, choć na ich twarzach i tak było widać zmartwienie wymieszane z wciąż narastającym szokiem.
- Podsumowując. Stąd nie ma ucieczki, tak więc przeczytacie to wszystko. Wrócę, gdy skończycie. – powiedziała, odwracając się na pięcie. Już miała zniknąć w ciemności, gdy nagle zatrzymała się i odwróciła głowę, by wyszeptać najbardziej nieśmiałym szeptem we Wszechświecie z ledwie widocznym, smutnym uśmiechem – Powodzenia…
W chwili, gdy zniknęła, stały się jeszcze dwie rzeczy. Przy każdym regale pojawiły się złocone drabiny, pozwalające sięgnąć wszystkich, nawet najwyższych półek, a jednocześnie, wszechobecna ciemność rozpierzchła się, w mgnieniu oka, ustępując oślepiającej jasności. Albert, Napoleon i Sherlock spojrzeli na siebie.
- To od czego zaczynamy? – spytał Anglik.
- Mamy kilka wyjść z tej sytuacji, ale może najpierw się sobie przedstawmy… Profesor Albert Einstein, fizyk.
- Napoleon Bonaparte, francuski dowódca wojskowy.
- Sherlock Holmes, detektyw.
- Doskonale. W takim razie, skorzystajmy z naszych mocnych stron, aby wydostać się z tego dziwnego miejsca?
- Co ma pan na myśli, profesorze Einstein?
- Tak do niczego nie dojdziemy, Holmes. Proponuję, byśmy mówili do siebie nieco bardziej swobodnie. Co wy na to? Mówcie mi Albert.
- Napoleon. – burknął odrobinę niezadowolony taktyk.
- Sherlock, choć nie mam nic przeciw mówieniu mi po nazwisku. Miło mi pan… was poznać.
- Tak więc kontynuując moją pierwotną myśl. Silne strony. Wiecie o czym mówię? Ja mogę błyskawicznie coś wyliczyć, mam także szeroką wiedzę z dziedziny fizyki i matematyki. Dość szybko też kojarzę ze sobą fakty. A wy?
- Właśnie miałem roznieść Rosjan w pył, wkraczając do Moskwy, gdy nagle znalazłem się tutaj. Może uznajmy więc, że moją mocną stroną jest taktyka?
- W takim razie, ja mogę pochwalić się zdolnościami w dziedzinie dedukcji i odkrywania prawdy w przypadkach niemal niemożliwych do odtworzenia.
- No i doskonale. Tego nam trzeba. Napoleonie, czy istnieje szansa, abyś przeanalizował budowę tego budynku i rozpatrzył możliwości rozprawienia się ze znajdującymi się tu książkami, podczas gdy ja, wraz z detektywem Holmesem postaram się odtworzyć wydarzenia sprzed naszego pojawienia się tutaj oraz znaleźć jakiś punkt zaczepienia do naszego powrotu do domu?
- Czy to nie ja powinienem dowodzić tą grupą? – odrzekł wyraźnie naburmuszony Bonaparte.
- Ależ oczywiście, ale podejrzewam, że twoja decyzja odnośnie naszych kolejnych działań byłaby właśnie taka, jako, że jest to chyba najlepsze co możemy zrobić. Mylę się?
- Nie, skądże… tak, tak… faktycznie. Tak wiec, do dzieła. Zróbmy co do nas należy i wróćmy skąd przyszliśmy. Muszę pokazać tym rosyjskim panienkom, gdzie raki zimują.
- To jest duch! Do dzieła! – zakończył dyskusję Einstein. Ach, ci wojskowi – myślał – może i są genialnymi taktykami, może i wiedzą jak zabić i samemu nie zostać zabitym, ale w kontaktach międzyludzkich pozostają dokładnie tacy jak dzieci…
Książki
- Dlaczego chciałeś ze mną rozmawiać na osobności, Albercie?
- Widzę Sherlock, że nic się przed tobą nie ukryje… Po czym rozpoznałeś, że specjalnie go spławiłem?
- W sumie, to właśnie mi to powiedziałeś…
- Aha. Racja. Sprytne, naprawdę sprytne. Do rzeczy – jak to możliwe, że właśnie rozmawiamy? Znasz swoje pochodzenie, prawda?
- Co masz na myśli? Anglię?
- Nie. Prawdziwe pochodzenie. Skąd się wziąłeś. – naciskał Einstein.
- Do czego zmierzasz? – spytał Holmes, skutecznie udając zdziwienie.
- Do tego – zaczął profesor, wchodząc po drabinie przy regale z oznaczeniem „E-F”. Wziął dwie książki tego samego autora, sir Arthura Conan Doyle’a, i podał je towarzyszowi. – to o tobie. Ty nie istniejesz, jesteś fikcyjny, jesteś tworem jego wyobraźni. Tutaj – wskazał na opowiadanie „The Final Problem” – giniesz wraz ze swoim największym wrogiem, podczas gdy tutaj – wskazał na „The Empty House” – zostajesz cudem ocalony, gdyż tego żądali twoi fani. Jesteś postacią z książki. Zdajesz sobie z tego sprawę?
Sherlock spojrzał na książki bez większego zaskoczenia. Owszem, wiedział, że nie pasuje do pozostałej dwójki. Jako jedyny był postacią fikcyjną. Tylko dlaczego on się tym zainteresował. Napoleon… Napoleon… Ach, więc o to chodzi! – w jego oczach pojawił się błysk zrozumienia.
- No, w końcu do tego doszedłeś. Wie, że coś jest nie tak, ale nie wie co. Powstałeś na długo po jego śmierci, jednak ja miałem już okazję o tobie czytać. Warto to chyba zachować w tajemnicy, nie sądzisz?
- Owszem, będzie to wskazane, w naszej obecnej sytuacji.
- Świetnie. Skoro wiec już tu jesteśmy, poszukajmy może faktycznie wskazówek na temat tego, skąd się tu wzięliśmy?
- Zauważyłeś, że tu nie ma sufitu? – po chwili milczenia wtrącił detektyw.
Einstein, zszokowany spojrzał w górę. Faktycznie. Nad nimi znajdowała się jedynie jasność. Chociaż, jeśli wytężyć wzrok… mleczne szkło? Czy tam się poruszyło coś na kształt ogromnej twarzy? Nie, to niemożliwe, to przywidzenie. Masa tej istoty sprawiłaby, że zapadłaby się ona sama w sobie…
- Obserwują nas, ale chyba nie idzie im to za dobrze. Nie odrzucaj tej myśli, w końcu jesteś najgenialniejszym umysłem swoich czasów.
- A ty skąd o tym wiesz? Przecież powstałeś zanim zyskałem jakąkolwiek sławę! – odparł dość zaskoczony Einstein.
- Książki są wieczne.
- Nie wymą… wieczne. Wieczne. Mam pomysł.
- Hmm?
- Zaczekaj chwilę, muszę znaleźć coś do pisa… - w tym momencie, zaraz obok pojawiła się tablica, zaopatrzona w stojaczek na gąbkę, miseczkę z wodą i pudełko z kredą – …nia. No tak, tablica. To się zaczyna robić nawet zabawne.
- Zaczynam odnosić to samo wrażenie – odpowiedział Holmes.
- Spójrz. Książki są wieczne. O każdym z nas napisano w książkach, a my jesteśmy w największym księgozbiorze we Wszechświecie. – tłumaczył Einstein, wspomagając się rysunkami na tablicy – Szansa na takie wydarzenie jest niesamowicie mała, ale nie zamierzam tracić teraz czasu na jej obliczanie, skoro już zaistniała. Dlaczego by nie znaleźć wszystkich książek opowiadających o nas, i nie wyszukać w nich czegoś, co naprowadziłoby nas na wyjście z tej sytuacji?
- Czy ty właśnie zasugerowałeś, że to miejsce znajduje się…
- …w nieokreślonym miejscu i czasie. Tak! Brawo Holmes! Dokładnie o to chodzi! Znajdziemy tu też jeszcze nie napisane książki!
- A więc, paradoksalnie, możemy znaleźć książkę, w której opisane będzie to, co dzieje się w tej chwili… oraz co stanie się za chwilę! Fantastycznie! Tylko jak ty chcesz to wszystko przeszukać? – wyraził swą wątpliwość detektyw.
- Bardzo prosto. A wszystko dzięki tej tablicy. – dziarsko odrzekł profesor.
- Słucham? – spytał Holmes, zupełnie zbity z tropu.
- To miejsce spełnia nasze żądania, które pomagają nam dążyć do naszego celu. Nie wiem jeszcze jak, ale jeśli teraz powiem, że potrzebuję łatwego do przeszukania katalo…
- WITAJCIE ŚMIERTELNICY – rzekł głos przypominający skrzypiące zawiasy i zatrzaskujące się wieko trumny – W SYSTEMIE PRZESZUKIWANIA NIEZMIERZONEJ BIBLIOTEKI WSZECHŚWIATA. BĘDĘ WASZYM PRZEWODNIKIEM. CZY WIESZ ŻE… PISZĄC HARREGO POTTERA, JOANNE K. ROWLING WZOROWAŁA SIĘ NA WIELU INNYCH DZIEŁACH I UTWORACH, JAK CHOCIAŻBY AKADEMIA PANA KLEKSA AUTORSTWA POLAKA, JANA BRZECHWY? ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO AUTORACH”, WYBIERZ 1… ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO TYTUŁACH”, WYBIERZ 2… ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO ZAWARTOŚCI”, WYBIERZ 3… ABY SKONTAKTOWAĆ SIĘ Z KONSULTANTEM, WYBIERZ 0, LUB POZOSTAŃ NA LINII.
- ZERO! – krzyknęli jednocześnie detektyw i profesor.
- NIESTETY, WSZYSCY NASI KONSULTANCI SĄ W TEJ CHWILI ZAJĘCI. SPRÓBUJ PONOWNIE ZA CHWILĘ. ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO AUTORACH”, WYBIERZ 1… – odrzekł „katalog”, głosem ciężkim, niczym łańcuch górski, sprawiając im ogromny zawód.
- W takim razie, trzy. – szybko poprawił się Einstein.
- PODAJ WARUNKI WYSZUKIWANIA, ODDZIELAJĄC JE OPERATORAMI LOGICZNYMI „LUB” I „ORAZ”. GRUPY WYRAŻEŃ MOŻESZ ŁĄCZYĆ ZE SOBĄ STOSUJĄC NAWIASY.
- Nie sądzisz, że dość zabawnie brzmi ten głos, w zestawieniu z tym, co mówi?
- Może trochę… Zresztą cicho, próbuję myśleć… - cicho odpowiedział fizyk, po czym dodał, tym razem nieco głośniej – Otworzyć nawias okrągły, Albert Einstein LUB Napoleon Bonaparte LUB Sherlock Holmes, zamknąć nawias okrągły, ORAZ data powstania późniejsza niż chwila obecna. Wyszukaj.
- WYSZUKIWANIE ROZPOCZĘTE. PROSZĘ CZEKAĆ… PROSZĘ PODAĆ FORMĘ WYNIKÓW: DOSTAWA NA MIEJSCE, DOSTĘP ELEKTRONICZNY, LISTA TYTUŁÓW.
- Dostawa na miejsce.
- WASZE ZAMÓWIENIE ZOSTAŁO PRZYJĘTE DO REALIZACJI. ODPOWIEDŹ OTRZYMACIE W CIĄGU 30 MINUT. ŻEGNAJCIE ŚMIERTELNICY!
- No i mamy, co chcieliśmy. Zostaje nam tylko poczekać. – odetchnął detektyw.
- Jak sądzisz, skąd się tu wzięliśmy? – spytał po jakimś czasie Einstein, przeglądając fascynujące „Elementy Analizy Numerycznej w języku Turbo Pascal”.
- Pewnie powiedziałbyś coś o jakimś kontinuum czasoprzestrzennym oraz niejakiej teorii strun, ja jednak sądzę, że to coś znacznie bardziej złożonego… - odparł detektyw.
- Albercie, Sherlocku, przejrzałem całą bibliotekę. Przykro mi. Żadna znana mi taktyka nie pozwoli nam przeczytać wszystkich tych książek za życia. – powiedział, wychodząc zza regału, Napoleon.
- Już nie musimy czytać ich wszystkich, przyjacielu. Tylko część.
- Jak to? – spytał zaskoczony dowódca.
- Holmes, wiem, że to był mój pomysł, aby zachować to w tajemnicy, ale w tych okolicznościach możemy mu chyba wyjawić twój sekret?
- Sądzę, że tak. – odpowiedział Einsteinowi Sherlock.
- O co chodzi? Co znowu przede mną zatailiście? To było specjalnie, tak? Wygoniliście mnie gdzieś, żeby spiskować przeciw mnie! Znów to samo! Tak samo zostanę zabity! Dokładnie tak samo!
- Napoleon, daj spokój…
- Nie dam! Moim imieniem nazwali koniak! Nigdy nie widziałem koniaku „Holmes” lub „Einstein”, ale już „Napoleona” można będzie kupić bardzo tanio! Nie! Protestuję!
- Co się z nim dzieje? – spytał detektyw – wygląda jakby…
- …utknął we wszystkich punktach swej egzystencji jednocześnie… - skonkludował Einstein – TO JEST TO! – krzyknął po chwili, ułamek sekundy przed oszołamiająco głośnym hukiem. Oto właśnie minęło 30 minut, a wokół zaczęły błyskawicznie pojawiać się książki. Wiele książek. Ich okładki wydawały straszliwy dźwięk, uderzając jedna o drugą, bądź o podłogę. To jednak nie zmieniało faktu, że Albert Einstein, największy fizyk wszechczasów, rozwiązał zagadkę ich zadania. I właśnie w momencie, gdy miał ją ogłosić, na jego głowę spadła książka. Zresztą, nie byle jaka książka. Jej nazwa brzmiała: „Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Reedycja 424, Wydanie 445 ze zmianami.”. A zaraz za nią pojawiło się 12 kolejnych woluminów. I wszystkie wylądowały dokładnie w tym samym miejscu…
Wieczność
Jest niemal oczywistym, że człowiek, który znajduje się w miejscu, o którym nie ma bladego pojęcia, i w którym nie zamierzał świadomie się znaleźć, uległ jednej z dwóch charakterystycznych dla takiego stanu sytuacji: zagubieniu, lub, co bardziej prawdopodobne, porwaniu. Istnieje jeszcze trzecie wyjaśnienie, mało prawdopodobne, lecz nie niemożliwe: że człowiek ten się właśnie odnalazł.
Załóżmy, że końcowa hipoteza, postawiona przez Alberta Einsteina na samym początku była poprawna. Oznaczałoby to, że nie został on znikąd porwany. To jego umysł został „wczytany” w określonym stanie… Coś na kształt wczytania zapisu w grze komputerowej. W tym momencie, wszystko zaczyna nabierać sensu.
***
Gdy deszcz książek się skończył, Sherlock Holmes ruszył wydostać Einsteina spod lawiny wielkich i ciężkich tomiszczy. W tym samym czasie, Napoleon bredził coś o swojej przeszłości, przyszłości i teraźniejszości, przy czym nic z tego, co mówił, nie miało czegokolwiek wspólnego z miejscem, w którym aktualnie się znajdował. I wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego. W miejscu, gdzie powinno znajdować się martwe, lub ciężko ranne ciało profesora Alberta Einsteina, nie było niczego. Zaskoczony Sherlock próbował wyciągnąć z tego jakieś wnioski, jednak zupełnie mu to nie wychodziło. Gadający wciąż Francuz wcale mu tego nie ułatwiał.
Z zadumy wyrwało Holmesa dziwne uczucie. Szturchanie. Ktoś go szturchał palcem w plecy. Obejrzał się i zobaczył zakapturzoną piękność. Wokół znów nastał mrok.
- Twój kolega rozwiązał zagadkę. „Odnalazł się” zaraz przed „dostawą”. Brawo, brawo, to był naprawdę świetny ubaw. – śmiała się dziewczyna – Jeszcze nikt nie rozwiązał tej zagadki tak szybko, ani w tak niekonwencjonalny sposób. Nawet Profesor Dumbledore wespół z Profesorem Kleksem i Gandalfem Białym potrzebowali na to kilku dni, i to pomimo sprowadzenia na pomoc, jakże oczytanej, Hermiony Granger. Przyznam jednak, że przyjemnie było popatrzeć sobie na tę dziewczynę… była taka urocza… - postać wyraźnie się rozmarzyła, po czym nagle odzyskała rezon i powiedziała – idziemy. Pan Bonaparte tu zostanie, nie wytrzymał presji, choć prawdopodobnie, gdyby nie to, również właśnie rozwiązałby zagadkę. Chodź ze mną. W końcu stawką jest wasze życie.
***
- Panie, oto towarzysz Alberta Einsteina, detektyw Sherlock Holmes.
- Dobrze, świetnie, dziękuję. Możesz odejść. Witajcie panowie. Może herbaty?
- Kim jesteś? – wypalił zaskoczony Holmes, zupełnie nie przemyślawszy swojego pytania.
- Ach, tak, tak, standardowe pytanie. Jestem Panem. Możecie mnie nazywać Wielkim Mistrzem, wszystko jedno. Sądzę, że ode mnie zależy wasze życie.
- Nie wydaje mi się, Mistrzu – włączył się do dyskusji Einstein – i właśnie tę wiedzę mieliśmy posiąść, rozwiązując pierwsze zadanie. Czyż nie?
- No tak, tak, faktycznie. Racja. Jakby to wam łatwiej przedstawić… potrzebuję pomocy.
- A skąd wniosek, że zechcemy ci pomóc, Mistrzu? – odpowiedział profesor.
- Tak dla przyjemności, może? – spytał niepewnie Wielki Mistrz.
- Nie. – odparł stanowczo Niemiec.
- Dla pieniędzy? – zaproponował zaskoczony właściciel Biblioteki.
- Nie. – podtrzymywał fizyk.
- To może w zamian za… – zaczął po krótkiej chwili namysłu Wielki Mistrz.
- Wiemy co powiesz. Sam nam dałeś tę wiedzę. Zgadzam się. A Ty, Sherlock?
- Sądzę, że zaczynam to wszystko rozumieć. Również się zgadzam.
- Świetnie, świetnie… skoro tak – kontynuował Wielki Mistrz, nerwowo stukając palcami w poręcz tronu – jak widzicie, nieco się zagubiłem. Mam gigantyczną bibliotekę, ale nigdy nie przeczytałem żadnej z książek, gdyż nigdy nie umiałem się na żadną zdecydować. Bez przerwy, przez wieczność, pragnę przeczytać choć jedną, ale nie chcę obrazić pozostałych, zaczynając od innej niż one. Muszę wiedzieć, która jest najlepsza. Dlatego chciałem, byście przeczytali je wszystkie… ale wy znaleźliście rozwiązanie zagadki bez tego… w takim razie, skoro posiadacie znacznie szerszą wiedzę niż ja, pomóżcie. Proszę.
- A… chwila, jak to było… Albercie, możesz przypomnieć mi tę nazwę?
- Chodzi ci o „SYSTEM PRZESZUKIWANIA NIEZMIERZONEJ BIBLIOTEKI WSZECHŚWIATA”? Ekhm – Einstein odkaszlnął, gdyż udawanie tego suchego i mrocznego, niczym drewno czarnego bzu głosu, przyprawiało go o suchość w gardle – tak to chyba szło…
- Jest dla mnie bezużyteczny. Cokolwiek znajdę, zawsze przypomnę sobie inny tytuł, który chciałbym przeczytać przed tym czymś…
- Czy mógłbyś podać przykłady, Wielki Mistrzu?
- Jasne, jasne, przykłady. Znajduję „Harrego Pottera”, ale zanim zacznę go czytać, już wiem, że najpierw chcę przeczytać „Trylogię Czarnego Maga”. Gdy mowa o nim, zaraz przypomina mi się Saruman i „Władca Pierścieni”, ale jakoś nie umiem się za niego zabrać. Wtedy zaczynam szukać od początku. W ręce wpada mi saga „Wiedźmin”, a zaraz po niej „Trylogia Husycka”. I znów nie wiem co mam zrobić! Od której z nich zacząć?! Więc myślę o czymś luźniejszym… „Świat Dysku”. Tylko że tę serię można czytać na kilka różnych sposobów! Od której książki zacząć?! Zaczynam wpadać w szał! Gdyby nie ona, już bym zwariował. Ale ona mnie wciąż pociesza i próbuje pomóc. Pewnie zauważyliście, że gdy się gdzieś pojawia, robi się ciemno, a wszystko ulega zniekształceniu… Nie, panie Einstein, ona nie zakrzywia czasoprzestrzeni. Ona jest Czasoprzestrzenią. To co zobaczyliście nad kopułą biblioteki, to byli ludzie tacy jak wy. Oni próbowali ją pochwycić, zabrać ode mnie i zbadać. Wyrwać z niej prawdę na jej temat. Ale ja im na to nie mogę pozwolić. Nie mogę jej stracić. Czas bez przestrzeni i przestrzeń bez czasu nie mogą istnieć. To by zniszczyło i nas, i ich. Bowiem ja jestem…
- …Wiecznością. Ty jesteś Wiecznością! Ty nie szukasz książki do przeczytania! Ty chcesz odnaleźć najlepszą książkę wszechczasów! – wypalił Holmes.
- Nie doceniłam Was… - powiedziała zakapturzona dziewczyna – …odgadliście całą prawdę. Jakiej więc udzielicie odpowiedzi na pytanie mego Pana?
- Sądzę, że nie jesteśmy w stanie mu pomóc. Ale wiem, kto może. – odparł Einstein.
- Tak? – spytali jednocześnie Wieczność i Czasoprzestrzeń.
- Przeczytaj „Bibliotekę”.
- Przecież mówiłem, że nie mogę… - odpowiedział ze zniecierpliwieniem Wielki Mistrz – czy do ciebie to nie docie…?
- Nie, nie bibliotekę. „Bibliotekę”. Opisuje to, co właśnie się dzieje. Znajdziesz tam odpowiedź na swoje pytanie. Przecież ta odpowiedź za chwilę tu padnie…
- Naprawdę?
- Na pewno.
- Co o tym sądzisz? – zwrócił się Wieczność do swojej odwiecznej towarzyszki.
- Zasłużyli na nagrodę. Przywrócę ich na ich miejsce, zaś naszemu genialnemu fizykowi pozwolę zachować wspomnienia z tego, co tu się wydarzyło. Niech wykorzysta osiągniętą w ten sposób wieczną wiedzę i spróbuje przelać ją na papier w ludzkich słowach…
- No dobrze. Więc czas na najważniejsze pytanie. Jak nazywa się najlepsza książka wszechczasów? – spytał Wieczność, zwany Wielkim Mistrzem.
Odpowiedź brzmiała…
Ciąg dalszy… nakreśli historia…
_____________________________
1 fr. „Cholera”
2 14. września 1812; źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_na_Rosję_(1812)
3 en. „Proszę, niech pan nie będzie niemiły. To nie czas na przekleństwa. Wszyscy powinniśmy spróbować wyjaśnić, co właśnie się stało.”
4 Answer to the Ultimate Question of Life, the Universe, and Everything
5 „A imię jego będzie czterdzieści i cztery.” – Dziady, cz. III, scena 5. – „Widzenie księdza Piotra”.