Autor Wątek: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia  (Przeczytany 2889 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Wydawnictwo Otwarte oraz Księgarnia Selkar zapraszają do udziału w kolejnym konkursie.
Do wygrania jest aż 6 książek:




3 egzemplarze książki:
Wyliczanka - John Verdon


3 egzemplarze książki:
Kuszenie - Anne Rice


Albert Einstein, Sherlock Holmes i Napoleon Bonaparte budzą się w ogromnym budynku wypchanym po brzegi książkami. Przed nimi ukazuje się pewna postać, która nie pozwalając żadnemu dojść do głosu informuje, że mają zaszczyt przebywać w gmachu skupiającym najwięcej pozycji książkowych w całym Wszechświecie, a jej szef ma dla nich pewne zadanie specjalne. Szkopuł w tym, iż w ramach przygotowania do tajemniczego zlecenia muszą przeczytać wszystkie książki znajdujące się na terenie obiektu, ucieczka natomiast nie wchodzi w grę, gdyż budynek jest zupełnie odcięty od świata zewnętrznego. Po ogłoszeniu wszystkich wspomnianych informacji, nie czekając na jakąkolwiek reakcję, zagadkowa postać odwraca się i znika w jednym z ciemnych korytarzy ogromnej posiadłości.

Waszym zadaniem jest opisanie powyższych zdarzeń we własnej interpretacji oraz wymyślenie i napisanie końca tej nieco dziwacznej historii.


Nagrody sponsoruje Wydawnictwo Otwarte.

Pamiętajcie! Każdy użytkownik może dodać do tego wątku wyłącznie jeden wpis konkursowy. Komentarze nie na temat będą usuwane! Konkurs potrwa do 27 lutego 2012 włącznie. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni w ciągu następnych 3 dni roboczych w tym wątku na naszym forum.

Uwaga! - Osoby, które posiadają ostrzeżenie na naszym forum, nie mogą brać udziału w konkursach!!! Darmowa wysyłka wygranych książek obejmuje wyłącznie teren naszego kraju (Białystok - tylko odbiór osobisty).

Po ogłoszeniu wyników zwycięzcy mają 1 miesiąc na zgłoszenie się po nagrodę. Jeżeli w tym terminie nie otrzymamy żadnej wiadomości od zwycięzcy, nagroda przepada!

Offline Mychalina

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 30, 2012, 08:19:51 pm »
Po suto zakrapianej imprezie, trzej geniusze Albert Einstein, Sherlock Holmes i Napoleon Bonaparte, trafiają do policyjnego aresztu. Policjanci będący świadkami ich zabawy nie mogą uwierzyć własnym oczom, co za ekipa do nich trafiła. Ciężko patrzeć na wybitne postaci w takim, lekko rozweselonym stanie. Postanawiają, w ramach ogólnoświatowej akcji „Książka dobra na wszystko”, skorzystać z obietnic, iż książką i ten problem da się rozwiązać. Zawożą trzej muszkieterów do biblioteki, która chwilowo, z powodu remontu, nie jest dostępna dla czytelników. Najbardziej oczytany policjant, zarzuciwszy na siebie stare prześcieradło, odwiedza imprezowiczów w jednej z sal. Widząc, że żaden z nich nie śpi, postanawia od razu zabrać się do pracy. Podaje się za ducha starych książek i pożółkłych stronic, który jest w stanie wybaczyć im wszystkie grzeszki, jak również zagwarantować, że kilka ostatnich wydarzeń nie wyjdzie na światło dzienne. W zamian żąda, aby przeczytano wszystkie, znajdujące się w bibliotece książki. Nie czekając na odpowiedź, chowa się za regał i wychodzi tylnym wyjściem.  Wszyscy jak trzej mężowie, bez wcześniejszych ustaleń, natychmiast zgadzają się na propozycję ducha.
Nagle w bibliotece zapanował harmider. Każdy z geniuszy chce przeforsować swój sposób na wybrnięcie z kłopotliwej sytuacji. Przekrzykiwania trwają kilka godzin, aż w końcu Albert przytomnieje na tyle, aby zorientować się, że przez te bezsensowne kłótnie stracili już dobre parę godzin. Zaczyna czytać pierwszą książkę… Niestety trafił na opasłe tomisko opisujące hodowlę rybek akwariowych, co nie za bardzo przypadło mu do gustu. Nagle, Napoleon zarządza, żeby uruchomić swoje komórki i włączyć funkcję lektora e-booków. I tak przez długi czas słuchali każdej książki znajdującej się w bibliotece, a następnie opowiadali sobie przeczytane historie, wiadomości… I chociaż nie dali rady przeczytać wszystkiego, doszli do wniosku, że słowo pisane ma wielką moc. Od dzisiaj wolą usiąść w fotelu z dobrą książką, niż szaleć na zakrapianych imprezach…

Offline baden27

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 27
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 30, 2012, 09:14:34 pm »
Spojrzenia krzyżowały się ze sobą niczym błyskawice, po czym przemykały dalej w iście zawrotnym tempie. O mały włos a doszłoby do zderzenia. Co stałoby się wówczas trudno przewidzieć. Na razie byli więźniami własnej nieświadomości. Gdzie się znajdują, co to za dziwny budynek i kim są moi współtowarzysze? - takie pytania zadawał sobie każdy z nich. W pomieszczeniu jednak panowała cisza. Dopiero pojawienie się zakapturzonej postaci wniosło jakiś nowy element. Rozległ się głos, który mówił:
- Jeśli chcecie stąd wyjść musicie przeczytać te księgi.
- Księgi? Nie widzę tu żadnych... - zanim zdążył dokończyć, głos przerwał mu niecierpliwie:
- Rozejrzyjcie się.
Albert zacisnął palce i pokręcił głową. W tym samym momencie nieznajomy zaśmiał się szyderczo. W jego ręku pojawiła się laska. Skąd się wzięła tak niespodziewanie? Zatoczył nią łuk w powietrzu i jakaś dziwna mgła poruszyła się w pomieszczeniu.
Dwaj towarzysze Alberta jęknęli zdziwieni. On sam nie wiedział jak się zachować. Już otwierał usta żeby zadać pytanie gdy ubiegł go zakapturzony:
- Dosyć! Nie mamy aż tyle czasu. Przed wami jest zadanie. Musicie go wykonać. Najlepiej do północy. Jeśli wam się nie uda nigdy stąd nie wyjdziecie.
- A jeśli... - tym razem niski grubasek wtrącił się do dyskusji.
- Gdy rozwiążecie zagadkę wypuszczę was. Ale tylko do północy. W przeciwnym razie zostaniecie tu na zawsze.
- Przecież mówiłeś...
- Do północy! - ponownie rozległ się śmiech.
Zanim się zorientowali postać zniknęła.
- Przecież to niemożliwe. Nikt nie przeczyta tych ksiąg do północy - najwyższy z nich wyjął z kieszeni fajkę i mrucząc pod nosem spojrzał na towarzyszy niedoli.
- Czy my się znamy? - odezwał się Albert. Jego wzrok spoczął na małym grubasku.
- Wątpliwe - ten odezwał się z nonszalancją.
Znowu zaległa cisza. Trzej mężczyźni taksowali się wzrokiem. Albert miał dziwne przeczucia. Dlaczego oni są tak dziwnie ubrani?
Najniższy wystąpił na środek pomieszczenia i z gracją wykonał ukłon.
- Jestem Napoleon Bonaparte - powiedział.
- Wiedziałem, że skądś pana znam - Albert przetarł swoje szkła i rozciągnął usta w uśmiechu.
- To możliwe - odparł cesarz - w końcu zawojowałem całą Europę.
- Nie całą - teraz wtrącił się ten z fajeczką - o ile dobrze pamiętam mój naród nie ugiął się przed Francuzami.
Kilka sekund później rozgorzała gorąca dyskusja. Emocje jednakże opadły i wówczas usiedli na swoich posłaniach.
- Nie kłóćmy się. Musimy coś postanowić.
- No tak, prawda! - Sherlock uśmiechnął się do siebie - całe życie rozwiązuję zagadki. Ale ta wydaje mi się przerastać ludzkie siły.
- Co zatem radzicie waszmościowie? - Napoleon podniósł się z miejsca.
- Na początek rozejrzyjmy się. Proponuję mały spacerek - Albert wyciągnął dłoń, zapraszając tym pozostałych.
- Będę przewodnikiem waszmościów. Mam po temu chyba największe prawo.
- Doprawdy?
- Tak myślę. Zechcą panowie pójść za mną?
Nie sprzeciwiali się zbytnio. Krok za krokiem przemierzali ogromną salę, zaglądając w każdy zakamarek.
- Na czym polega nasze zadanie? - Napoleon był niecierpliwy.
- Tego jeszcze nie wiemy- Sherlock uśmiechnął się zagadkowo.
- Ale czas płynie - imperator nie ustępował.
- To względne pojęcie - Albert podkręcił wąsa.
- Niewątpliwie - tym razem poparł go detektyw.
- Do rzeczy panowie. Będziemy je wszystkie czytać?
- Może tylko tytuły a może...
- Najlepiej będzie jak porozmawiamy. Myślę, że tylko w ten sposób znajdziemy odpowiedź - Napoleon zatrzymał się na środku i ani myślał postąpić w którąkolwiek ze stron.
- Słusznie. Zastanówmy się co nas łączy.
- Na pewno nie wzrost ani wygląd - zaśmiał się Sherlock - co więcej każdy z nas ma inne pochodzenie.
- A zatem?
- Narodowość też nie. Nawet nie te czasy.
Albert zawahał się chwilę lecz wreszcie przemówił:
- Książki. Łączą nas książki.
- Nie rozumiem - odparł Sherlock.
- To proste. Wszyscy trzej znajdujemy się na kartach tych ksiąg.
Zaczęli przeglądać jedną po drugiej. Rzeczywiście to był jakiś punkt zaczepienia. Tylko co dalej?
- Na pewno chodzi o książki. Co więcej niektórzy tylko w ten sposób istnieją - Albert spojrzał na Sherlocka z politowaniem.
- Co waszmość masz na myśli?
W tym momencie rozległo się jakieś dudnienie. Zegar. Wybiła godzina dwunasta. W pomieszczeniu zaległa ciemność. Jakby ktoś nagle zdmuchnął świece. Ale dziwnym zrządzeniem pozostał zapach. Jak to możliwe?
Tego nie zdążyli już wypowiedzieć. Rozwarła się przed nimi potężna brama i jasność wtargnęła do wnętrza. Ruszyli przed siebie. Fanfary rozrywały powietrze, werble łomotały z całych sił. Wybiegli na wzgórze i w tym momencie zamarli. Przed nimi rozgrywała się bitwa. Jeźdźcy zmierzali w kierunku szeregów piechoty. Od strony morza rozlegał się świst. Okręty wyrzucały ze swoich dział śmiercionośne pociski. Upadli na ziemię przykrywając dłońmi uszy.
- Dosyć, dosyć - krzyczeli.
- Nie tak miało być, nie tak...




Offline Bacha85

  • Kot Behemot
  • ***
  • Wiadomości: 133
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 30, 2012, 09:42:08 pm »
Na tajną naradę zaproszono trzech geniuszy. Geniusz matematyczny w osobie Alberta Einsteina, geniusz strategii w postaci Napoleona Bonapartego i geniusz logiki i znajomości natury ludzkiej w postaci Sherlocka Holmesa.
Zaproszenia były dziwne, nie można było dojść do tego skąd przyszły, ani kto je wysłał. Jednocześni były na tyle intrygujące, że każdy z nich uznał, że nie można ich zignorować.
Gdy dotarli an miejsce ich oczom ukazał się niewielki przytulny domek, z rabatkami na zewnątrz i kwiatkami w oknach. Nad czerwonym klinkierowym dachem radośnie ulatniał się dym z komina. Weszli wszyscy razem mijając w połowie przeszklone drzwi, osłonięte koronkową firanką. Gdy tylko drzwi się zamknęły  ich oczom miast spodziewanego kominka i przytulnego saloniku ukazało się ogromne pomieszczenie. Hala wypełniona była od podłogi po dach książkami. Były tu grube tomiszcza oprawne w skórę, których obicia skrzyły się od złota i klejnotów. Były pergaminy i papirusy zwoje wprost z Biblioteki Aleksandryjskiej. Dalej wyłaniały się sterty bambusowych książek pochodzące z Dalekiego Wschodu. Jeszcze dalej mieściły się tanie kieszonkowe wydania, byle jak wydrukowane na najnędzniejszym papierze.
- To niemożliwe, by tak niewielki domek mieścił tak potężne wnętrze- oburzył się Albert Eistein
- Dedukuję, że skoro weszliśmy przez tamte drzwi, to jednak jest to możliwe- zripostował Sherlock Holmes
- Ciekawe, gdzie tu jest kuchnia - zmartwił się Napoleon Boanparte
- CISZEJ TAM! -rozległ się potężny głos, który zdawał się rozbrzmiewać prosto w mózgu, z pominięciem uszu.- TO JEST BIBLIOTEKA, A W BIBLIOTECE NALEŻY ZACHOWAĆ CISZĘ! NIE WYJDZIECIE STĄD DOPÓKI NIE PRZECZYTACIE KAŻDEJ ZNAJDUJĄCEJ SIĘ TU POZYCJI! JAK JUŻ TEGO DOKONACIE, MAM DLA WAS ZADANIE, KTÓRE POZWOLI WAM ZMIENIĆ OBLICZE ZNANEGO WAM ŚWIATA! - gdy głos powiedział, co miał do powiedzenia zamilkł, pozostawiając trójkę bohaterów w szoku.
- To nie możliwe! - Wykrzyknął Albert Einstein- Zakładając, że pomieszczenie jest kwadratem o boku n, regały zaś stoją w metrowych odstępach , każdy ma trzy metry wysokości i sześć metrów długości, na każdym regale mieści się x książek. Zakładając, ze znamy wszystkie języki jakie są nam niezbędne by przeczytać te woluminy, na jedną książkę poświęcimy około 4 godzin, po pomnożeniu przez x woluminów i y regałów i podzieleniu przez powierzchnie pomieszczenia n^2, wychodzi nam, przeczytanie książek z jednego metra kwadratowego pomieszczenia poświęcimy x*y/n^2 godzin. Zakładając, że będziemy czytać bez przerw skończymy około roku 98456.
- Ale człowiek nie żyje tak długo - zmartwił się Sherlock.- głodny człowiek tym bardziej.
- Słuchajcie chłopaki, znalazłem kuchnię!- dobiegł ich głos Napoleona- a tu mnóstwo jedzenia i wyborne wina, chodźcie tu!
- Domyślam się, że głos dobiega stamtąd- rzekł Holmes wskazując właz w podłodze, z którego dochodziło światło.
- Hmmm.... Mając stały dostęp do jedzenia, zakładając, że każdy z nas pożyje 80 lat, to w sumie mamy jeszcze 150 lat na czytanie, pozwoli nam to zapoznać się z 1/ 4568 zebranych tu pozycji, może zaczniemy od tych napisanych w znanych nam językach?
- Ja tam zacznę od wina, nie zamierzam czytać, czyichś bazgrołów, wy róbcie jak chcecie- wykrzyknął Bonaparte otwierając obiecująco wyglądająca butelczynę.
- Skup się Napoleon, skądś musiał dobiegać głos, który usłyszeliśmy, a skoro, skądś dobiegał, to ktoś musiał go dobyć, a skoro, myśmy go usłyszeli, to znaczy, że ten ktoś tu był, a skoro teraz go nie ma, to co nam to mówi?
- Że będzie mniej chętnych na wino?
- Że nasz czteroosobowy zbiór pomniejszył się o 1/4?
- Nie! Mówi nam to tyle, że tu jest wyjście i po prostu musimy je odnaleźć!
- A zadanie?- Napoleon po raz pierwszy zainteresował się czymś więcej, niż własnym żołądkiem.
- Jak już wspomniałem, zadanie jest niewykonalne, nawet jakbyśmy żyli i 100 lat to...
- Albert, zlituj się, chyba nie chcesz tu siedzieć do końca życia i czytać! Słuchajcie, ten dziwny głos, mówił, że nie ma stąd wyjścia, więc musimy szukać czegoś, co na wyjście nie wygląda. Napoleon, czy przypadkiem nie znalazłeś tu wychodka?
- A tak, jest tu zaraz za kuchnią.
- Świetnie, sugeruję zatem byśmy spróbowali uciec, przez otwór, którym wydostają się fekalia. Albercie, czy możesz zerknąć?
- Już się robi! Otwór ma 0,6 metra średnicy, czyli zmieści się w nim człowiek, który potrafi zmniejszyć swe wymiary, tak by znalazły się w zbiorze od 0 do 0,6 metra. Po drugiej stronie nie widać nic, co można tłumaczyć, tym, że natężenie światła jest tam niewystarczające dla ludzkiego oka. Zakładam bowiem,że nie mamy tu do czynienia z czarną dziurą. Dochodzę do wniosku, że taka droga ewakuacji jest względnie bezpieczna.
- To na co jeszcze czekamy!- Wykrzyknął Bonaparte- pakując kolejne butelki za pazuchę.
Cała trójka skoczyła w otwór kloaczny, z nadzieją w sercach, i marzeniami o wolności. W przekonaniu, że przechytrzyli tajemniczą postać, która zgotowała im tak ponury kawał. Opadli na coś miękkiego. Gdy  tylko wzrok przyzwyczaił się do półmroku zobaczyli przed sobą ogromne sterty gazet i czasopism. Po lewej czasopisma dla nastolatek, dalej ogromna kupa brukowców, gdzieś po środku poradniki dla pań, bardziej w prawo dzienniki i tygodniki. Gdzieś daleko pod ścianą stosunkowo niewielki stos prasy fachowej i naukowej.
- ECH! KOLEJNI NAIWNI, KTÓRZY W LITERACKIM WYCHODKU SZUKAJĄ SZCZĘŚCIA- westchnął głos w ich głowach.- SKORO ZREZYGNOWALIŚCIE Z CZYTANIA KSIĄŻEK SKAZUJĘ WAS NA CZYTANIE WSZYSTKICH DOSTĘPNYCH NA ŚWIECIE TYTUŁÓW PRASOWYCH. JAK BĘDZIECIE POSŁUSZNI, POZWOLĘ WAM POCZYTAĆ COŚ CIEKAWEGO, PÓKI CO ZABIERAJCIE SIĘ ZA BRUKOWCE!

" Na krzewie obok, miodowy ptak gniazdo buduje skrzydlaty,
patrząc na niego wspominam, jak zabrałeś mi moje kwiaty"               Closterkeller - Cyan

"Så skapte hon mig i ulven grå
Och sade jag skulle åt skogen gå"           Garmarna - Vedergällningen

Offline imunimum

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 11
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 01, 2012, 06:37:00 pm »
Albert Einstein podrapał się po swojej czuprynie siwych włosów i spojrzał w głąb korytarza, w którym się znajdowali.
- Napoleon, widzisz tam jakiś koniec? Mam słaby wzrok – rzekł wspaniały fizyk.
- Hmmm, niezbyt, tylko korytarz i korytarz, nawet żadnych drzwi nie widać – odpowiedział francuz mrużąc oczy.
Sherlock wyciągnął za pazuchy lunetę i przystawił okular do oka.
- Wiecie co panowie? Obawiam się, że ten korytarz chyba nie ma końca.
 Detektyw popatrzył i przed siebie i za siebie, jednak nijak nie umiał dostrzec co kryje się w oddali.
- Początku zresztą też – dodał po chwili.
Wszyscy jak na zawołanie położyli dłonie na swoich biodrach i z otwartymi ustami podziwiali regały które przyozdabiały ściany owego korytarza. Każdy był wypełniony w pełni książkami tak ciasno, że aż trudno było ocenić, ile ich się tutaj znajduje. Na jednej z półek wystawała zakładka, na której widniała literka S.
- Wydaje mi się, że jesteśmy w jakieś bibliotece…  - powiedział wolno Napoleon.
- Patrz, jakiś ty spostrzegawczy – dociął towarzyszowi Einstein – Tylko pytanie, jak żeśmy się tutaj znaleźli …no i po co?
 - Pamiętam tylko jak bawiliśmy się w tym barze na rogu, a później zapadła ciemność no i budzimy się pośród tych wszystkich książek… O co tu może chodzić? To wielce interesująca zagadka – zadumał się Holmes i odpalił swoją fajkę.
Naglę ni stąd ni z owąd obok trójki mężczyzn pojawił się tajemniczy gość w białym garniturze, szybko podbiegł do detektywa i mocnym dmuchnięciem zgasił palący się tytoń.
- Czyś ty zgłupiał, chcesz to wszystko podpalić? – oburzył się nieznany gość.
- Eeee… - tylko na tyle było stać Sherlocka.
- No właśnie, tego się spodziewałem, nawet dobrze zdań nie potraficie układać! To był chyba dobry wybór, żeby akurat was tutaj sprowadzić.
- Kim… - zaczął Einstein ale nie skończył, bo w zdanie wszedł mu gość w bieli.
- Nie podoba mi się to, że musze teraz z wami tracić tutaj czas, ale to nie moja decyzja. Jestem tutaj tylko woźnym i przekazuje polecenia z góry.
 - Gdzie się znajdujemy? – spytał podejrzliwie Sherlock.
 - Cisza! Nie uczono was, żeby nie przerywać komuś w połowie myśli? Popatrzcie no, takie inteligenty a nawet zasad kultury nie znają…
Wszyscy popatrzyli po sobie z kwaśnymi minami.
 - Okażcie trochę szacunku panowie, znajdujecie się w największej we Wszechświecie bibliotece. Nie ma w świecie książki która nie gościła by w tymże zbiorze. Każda pozycja jaka tylko wpadnie wam do głowy, jest tutaj. Zapytacie do czego nam wy? Też sobie zadałem na początku to pytanie, ale gdy szef wyjaśnił, to już lekko zrozumiałem. Mianowicie zostaliście wybrani przez szefa, i musicie wykonać pewne ważne dla was zadanie… zresztą, co ja gadam, nie tylko dla was, ale dla całej ludzkości bodajże.
 - Jakie zadanie do jasnej Anielki, pokazuj ty mi tu zaraz wyjście z tego książkowego piekła albo się wkur… zdenerwuje – poderwał się Sherlock, prawie naskakując na gościa w białym garniturze.
 - Problem w tym, że tu wyjścia nie ma. Wykonacie zadanie i potem możecie sobie iść, gdzie dusza zapragnie. Ale wpierw, w ramach przygotowania do owego zadania, musicie zrobić jeszcze jedną rzecz, potraktujcie to jako swego rodzaju… przystawkę. Widzicie te wszystkie książki? No? Tak? To świetnie, musicie je zatem wszystkie przeczytać, wtedy otrzymacie treść zadania…
- Czy ciebie gościu pogięło do reszty? Co ty sobie wyobrażasz, jakie zadanie? My na nic się nie pisaliśmy! – Einstein stał się już wyraźnie czerwony na obu policzkach, co swoją drogą stanowiło dosyć śmieszne zjawisko.
- Właśnie! – dołączyli się oboje druhów, jednak nim spostrzegli, gościa w bieli już nie było.
- Wyparował, czy jaki czort? – Bonaparte podrapał się po brodzie – Nie wiem jak wy panowie, ale ja nie zamierzam się w nic mieszać. Spadam stąd.
 - Niby gdzie, jak tu wyjścia nie ma – dodał cenną uwagę detektyw.
 - Z każdej dupy jest jakieś wyjście, ciasne, ale jest … - francuz obrócił się na pięcie i zaczął wojskowym krokiem oddalać się w głąb korytarza.
 - Niech se idzie, zobaczysz, że jeszcze wróci… - Einstein wzruszył ramionami i usiadł opierając się o regał – …głowa mi pęka od tego wczorajszego picia, chyba się prześpię na chwilę.
Fizyk przymknął oczy i oddał się relaksacyjnej drzemce. Sherlock Holmes stał jeszcze chwilę obok, ale znudzony wreszcie zajął miejsce obok przyjaciela i przymknął oczy, kontemplując nad tym, jak rozwiązać tą tajemniczą zagadkę.

Ze snu wyrwały ich lekkie kopniaki. Gdy już odzyskali zdolność myślenia zorientowali się, że stoi przed nimi Bonaparte. Ocierał właśnie chusteczką spocone czoło.
 - Wiecie co panowie? Chyba z pół godziny żem szedł i nic, korytarz i korytarz. Końca nadal nie widać. Spotkałem jedynie zakładkę z literką T. Aż strach pomyśleć, jaką długość ma ta cała popieprzona biblioteka.
 - To skoro już tutaj jesteśmy, to może chociaż spróbujemy coś przejrzeć? – zaproponował detektyw.
 - Pogięło cie? Książki chcesz czytać? – Napoleon zrobił grymas niesmaku.
 - W gruncie rzeczy nie są one takie złe – dołączył się Albert.
 - No sam nie wiem, skoro nalegacie, możemy z grubsza jakąś zobaczyć.
Wszyscy wlepili wzrok w rzędy dumnie prezentujących się grzbietów tomów. Sherlock sięgnął ręką gdzieś nad głowę i wyciągnął średniej grubości książkę.
 - Może to na początek?
Przyjaciele podeszli i skupili wzrok na czarnej okładce.
 - Miecz przeznaczenia – przeczytał na głos Einstein
 - Autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, znacie?
 - Nie bardzo, francuzem to on chyba nie był – stwierdził Bonaparte – przeczytaj notkę z tyłu…
 - Drugi tom opowieści o wiedźminie Geralcie, płatnym zabójcy potworów.
 - Ty, nawet się ciekawie zapowiada. Fantastyka jakaś chyba…
 - No w sumie, można zobaczyć co ten Sapkowski sobie wymyślił.
Detektyw otworzył pierwszą stronę i … opuścił książkę z niemałym krzykiem grozy. Upadający tom jeszcze w powietrzu zaczął nienaturalnie się wyginać, obracać i giąć. Nim książka dotknęła podłogi, wyskoczył z niej tajemniczy mężczyzna o białych jak śnieg włosach. Odgarnął opadające na czoło pojedyncze kosmyki i poprawił spoczywające na plecach, skrzyżowane dwa miecze. 
 - Co to, magia jakaś do jasnej Anielki?! – wykrzyczał detektyw z wytrzeszczonymi oczami.
 - A jakże towarzyszu, świat pełen jest magii i takich wywłok jak wy. Na szczęście ja je likwiduje – rzekł twardo nowy gość.
 - Kim jesteś? – spytał bojaźliwie fizyk.
 - Nazywam się Geralt, jestem wiedźminem.
 - Ty… to ten koleś z okładki – rzekł cichutko Napoleon.
Wiedźmin brzydko się uśmiechnął, wydobył z pochwy swój miecz, uniósł go bojowo i ruszył w kierunku trójki przyjaciół.
- Aaaaaa… – krzyknęli wszyscy jak na zawołanie.

- …aaaaa! – Sherlock Holmes oderwał głowę od pachnącego piwem i klejącego się stolika. Popatrzył zaciekawiony dookoła i spostrzegł, że znajduje się w barze, w którym wczoraj najwyraźniej przypadło mu zasnąć. Obok niego na krzesłach leżeli nieprzytomni Bonaparte i Einstein. Zaczął szturchać ich delikatnie, aż głowy towarzyszów podniosły się do pionu.
 - Wiecie co panowie, miałem dziwny sen – zaczął detektyw.
 - A patrz, ja też… - odparł zachrypnięty fizyk – o jakieś durnej bibliotece.
 - I wiedźminie? – dokończył chwiejący się na boki francuz.
Trzej przyjaciele popatrzyli po sobie zaskoczeni i wybuchli gromkim śmiechem.

Offline lalkabarbie

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 5
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #5 dnia: Luty 04, 2012, 12:00:44 pm »
Albert Einstein, Sherlock Holmes i Napoleon Bonaparte- trzech starszych panów, którzy stojąc naprzeciwko siebie, z otwartymi ustami wpatrywali się jeden w drugiego, podczas gdy zjawa w brunatnej szacie powoli zaczynała tracić cierpliwość.  Żądne krzyki, ani prośby nie skutkowały, więc zjawa postanowiła przeczekać chwilowe szaleństwo tych wybitnych indywidualności. Z założonymi rękoma, oparła się o półkę z książkami i cicho westchnęła. Sherlock Holmes wyciągnął z podartej kieszeni lupę, z którą nigdy, ale to nigdy się nie rozstawał i pełzając po podłodze począł przyglądając się wszystkiemu, mamrocząc raz za razem, że musi tu być jakiś ślad. Albert Einstein wysilając swój już i tak przepracowany mózg, używając wszystkich wzorów fizycznych, jakie kiedykolwiek wymyślił, starał się odgadnąć sposób w jaki się tu znaleźli. Widocznie lata zaczęły już robić swoje, gdyż po chwili, cały czerwony z wysiłku, usiadł po turecku na dywanie i z bezradnym wyrazem twarzy, popatrzył na Napoleona. Ten z kolei, licząc kroki i posapując co chwila, krążył wokół regałów z księgami, sprawdzając czy nie czeka tu na nich żadna zasadzka.
Po piętnastu minutach, ponownie spotkali się na środku pomieszczenia, by wymienić informacje, które udało się im zebrać.  Zjawa już chciała coś powiedzieć, ale Napoleon zgromił ją zimnym wzrokiem, po czym skinął głową swoim towarzyszom.
-Sherlocku, ty pierwszy – rzekł mocnym barytonem
-  Pomieszczenie w którym się znajdujemy jest zakurzone. Poza tym zauważyłem, że jest tu kilka książek –wykichał Sherlock Holmes, przecierając okulary, na których zebrała się spora warstwa pajęczyny.
-  Nie znalazłem żadnych drzwi – dodał strapiony Einstein
Napoleon, drapiąc się po siwej brodzie, począł analizować zaistniałą sytuację. Dumał i dumał tak długo, że zjawa zaczęła powoli przysypiać, gdy nagle przemówił:
- Jesteśmy tu zamknięci!
- Powiedziałabym wam to już wcześniej, gdybyś nie kazał mi milczeć – rzekła zjawa z lekką pretensją w głosie patrząc na Napoleona. Po czym wziąwszy głęboki oddech wyrecytowała:
 – Znajdujecie się w  gmachu skupiającym najwięcej pozycji książkowych w całym Wszechświecie i w ramach przygotowania do tajemniczego zlecenia musicie  przeczytać wszystkie książki znajdujące się na terenie obiektu. Ucieczka  nie wchodzi w grę, gdyż budynek jest zupełnie odcięty od świata zewnętrznego – wysapała, zjawa, kończąc swoją przemowę
Trójka mężczyzn popatrzyła po sobie zaskoczonym wzrokiem. Napoleon aż spurpurowiał na twarzy, gdy usłyszał że ktoś ośmiela się go więzić. Zjawa widząc jego minę, powiedziała szybko, że wróci, gdy ostatnia książka zostanie przeczytana, po czym zamrugała trzy razy już jej nie było.
Zapadła cisza, którą przerywało tylko gniewne sapanie wielkiego stratega.  Einstein, który zawsze starał się widzieć we wszystkim pozytywne aspekty, powiedział;
- Przyjaciele! Tak dawno nie miałem okazji przeczytać żadnej książki. Wiecznie tylko praca i praca. Czy to nie wspaniale, że to właśnie nam  przytrafiła się taka przygoda?
- Masz rację kolego. Potraktujmy to jako wakacje – zgodził się Holmes z radością
Mężczyźni popatrzyli na siebie z uśmiechem, jednocześnie zastanawiając się od jakiej pozycji zacząć swój książkowy urlop. Ich umysły zaprzątały już myśli o najlepszych dziełach światowej literatury, gdy usłyszeli cichutkie pochlipywanie dochodzące zza regału książek z kategorii: Literatura piękna. Dopiero teraz zauważyli że Bonaparte gdzieś im przepadł. Zaintrygowani zerknęli przez puste pułki i zobaczyli zapłakanego Napoleona z najnowszą powieścią Nory Roberts w reku. Po pomarszczonych policzkach, łzy płynęły ciurkiem. Zaintrygowani mężczyźni sięgnęli po inne dzieła tej autorki i zajęli wolne miejsca na kanapie. Nie odzywając się już więcej, zatopili się w lekturze.
Mijały najpierw minuty, potem godziny, a następnie dni…
Zjawa pewna, że wszystkie książki zostały już przeczytane, powróciła by omówić dalszy plan działania i objaśnić strategię.  Nerwowo rozglądając się po Bibliotece, wypatrywała mężczyzn, coraz bardziej zaniepokojona. Nagle porażona straszną myślą, poleciała do ostatniego regału i zamarła z przerażenia. Jak mogła zapomnieć zamknąć na kłódkę książek z tego regału! Wszędzie leżały sterty przeczytanych romansów, a podłoga była mokra od łez, które lały się wiadrami z oczu mężczyzn. Oni sami, jakby nieświadomi obecności zjawy, nie przerywali czytania. Tak głęboko pogrążeni byli w romantycznym świecie wielkich miłości i zdrad, że zjawa zaprzestała potrząsania nimi, oraz prób wyrwania książek z ich dłoni.
To na nic! Oni są już straceni! Zjawa gorączkowo zaczęła myśleć co powie swojemu mistrzowi.  No cóż, trzeba powiedzieć prawdę. Konieczne będzie znalezienie zastępstwa. Ta trójka nie nadaje się już do niczego…

Offline malutka_ska

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 16
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #6 dnia: Luty 09, 2012, 11:12:15 am »
    Na festiwal „Najwięksi mądrale na świecie” organizowany w Nibylandii, przybyło wielu śmiałków. Każdy miał nadzieję, że stanie na podium i wygra obiecaną wcześniej przez jury nagrodę: wycieczkę do najciekawszego miejsca na Ziemi. Traf chciał, że pojawili się na nim również nasi bohaterowie. Albert Einstein pseud. „Włosek”, Sherlock Holmes pseud. „Bystrzacha” i Napoleon Bonaparte znany bliżej jako „Mały” (ciekawe dlaczego?). „Włosek” zjawił się na nim przypadkiem. Koledzy „po fachu” powiedzieli mu, że naukowcy w Nibylandii mają jakiś problem z tamtejszym przyspieszeniem, a ponieważ „Włosek” lubi te swoje cyferki, bez namysłu spakował do kieszeni grzebień, papier i długopis i wyruszył na paralotni do Nibylandii. Z „Małym” było trochę inaczej. Wyprawy wojenne szły mu tak znakomicie, że postanowił poważyć się na zdobycie kraju nieistniejącego. A wiecie jak to u Napoleona: Nie ma, że boli! (czy jakoś tak). Zabrał, więc paru chłopaków z szabelkami i ruszył do Nibylandii. Tylko „Bystrzacha” przybył specjalnie na festiwal. Był pewien, że to jemu należy się statuetka Mądrali i wkurzało go to, że będzie musiał pojechać na wycieczkę z dwoma zupełnie obcymi Mądralami. Kiedy na mieście ogłoszono, że na festiwalu będzie darmowe jedzenie, to nawet przeciwni takim eventom Einstein i Bonaparte postanowili skorzystać z okazji, by najeść się do syta. Jakież było ich zdziwienie, kiedy karzeł Krzysztof prowadzący festiwal wyczytał ich nazwiska i kazał im stanąć na podium koło Mądrali Wszechczasów Sherlocka Holmesa. Panowie myśleli, że to jakaś zabawa i kiedy dowiedzieli się, że wygrali wycieczkę, byli lekko zaskoczeni. Pomyśleli jednak: raz się żyje i zdecydowali, że wyruszą w nieznane. Zapakowano ich w jakiś niezwykły wehikuł i pod opieką kierowcy wysłano na wycieczkę. Była już noc, kiedy zatrzymali się przed wielkim budynkiem, którego szczyt sięgał nieba. Zmęczeni podróżą, wysiedli z pojazdu i ruszyli do gmachu. Po kilku minutach każdy z nich znalazł się w wygodnym fotelu i zasnął. Kiedy obudzili się następnego dnia, nie wiedzieli, o co chodzi. Zauważyli, że siedzą w jakimś wielkim pomieszczeniu pełnym książek, moli i zapachu stęchlizny. „Bystrzacha” jak to na Mądralę przystało zagadał do towarzyszy: Chłopaki, o co kaman?. Oni jednak byli równie zaskoczeni całą sytuacją. Aż tu nagle pojawił się on: kierowca wehikułu. Z wielkim szacunkiem przywitał triumwirat Mądrali i wyjaśnił, że ich zadaniem jest przeczytanie wszystkich książek dostępnych w tej bibliotece, a następnie rozwiązanie jakiejś tajemniczej zagadki. „Włosek” niechętny do czytania zawołał: Zaraz, panie… ja nie zamierzam nic czytać. Miała być wygrana, a nie kara. Co jest? Napoleon starając się uratować sytuację odrzekł: Albercik, nie denerwuj się, z panem trzeba strategicznie, jak na wojnie. Panie kierowco, czy mógłby nas pan odwieźć do Nibylandii? Zdecydowaliśmy honorowo zrezygnować z nagrody na rzecz potrzebujących. Rozumie pan… Niczego nie rozumiem – odezwał się kierowca. Ja tylko wypełniam polecenia. Macie tu siedzieć, aż przeczytacie te wszystkie szpargały i ani słowa. Przyjadę po was jak skończycie, czyli za około 300 lat – wykrzyczał krztusząc się śmiechem, a następnie zamknął za sobą żelazne drzwi i tyle go widzieli. No to co robimy? –spytał po raz kolejny Sherlock. Mam taki plan – odrzekł Napoleon. Każdy z nas wybierze najciekawszą według siebie książkę i ją przeczyta. Potem je sobie opowiemy i zrobimy mały seans spirytystyczny. No wiecie panowie, wywołamy ducha bohatera, który nam jakoś pomoże się stąd wydostać. Proszę panowie, wybierzcie swoje książki mądrze! Tylko bez kantów! Czytamy do końca! Albert i Sherlock nie mieli innego wyjścia, jak zacząć realizować plan „Małego”. W końcu przeczytać jedną książkę w porównaniu z całą biblioteką to pikuś. „Włosek” postanowił przeczytać swoją ulubioną książkę, o przygodach jego idola, równie porośniętego włosami, jak on. Chodziło oczywiście o „Tarzana”. Natomiast „Bystrzacha” pałający wielką miłością do pająków postanowił wybrać książkę pt.: „Spiderman”. Tylko Napoleon podszedł do sprawy poważnie. Jego wybór padł na piątą część przygód Harry`ego Pottera pt.: „Harry Potter i Zakon Feniksa”.  Po kilku dniach panowie urządzili sobie seans, który miał na celu wywołanie bohaterów przeczytanych książek. Jako pierwszy pojawił się Tarzan.
- Uuaa uuaa  uaaa? – krzyknął Tarzan w stronę zgromadzonych.
- Co on tak bełkocze? – zapytał „Bystrzacha”. Nie da się gada zrozumieć.
 -Włosy może ma i ładne ale gada, jak potłuczony – odparł Napoleon.
Panowie ponownie przystąpili do wywoływania bohaterów, pozostawiając Tarzana samemu sobie. Nawet nie spostrzegli, kiedy delikwent zaczął zjadać książki. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się kolejny bohater. Był to człowiek- pająk, znany bliżej jako Spiderman.
- Witam panów, mam sieć do waszej dyspozycji – zarekomendował bohater.
- No to może niech pan poszuka jakiegoś tajnego przejścia na suficie. Niestety żaden z nas nie może tam sięgnąć – odparł Holmes.
- Nie ma sprawy, już wyciągam moje chwytne łapki – odrzekł zalotnie Spiderman. Po kilku minutach był już na suficie. Naszych bohaterów nieco zdziwił fakt, że człowiek- pająk siedzi w jednym miejscu. Chwilę później odezwał się do swoich zleceniodawców: Ej chłopaki, chyba się przykleiłem. Weźcie mnie zeskrobcie z sufitu, bo inaczej spędzę tu czas do emerytury – zawołał Spiderman. Na to Napoleon odrzekł: Panowie, ta ofiara też jest do niczego. Wywołajmy mojego bohatera. Po jakimś czasie w pomieszczeniu pojawił się Harry Potter.
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc? – zapytał grzecznie nastoletni czarodziej.
 - Szukamy tajnego wyjścia z tej śmierdzącej biblioteki, a Twoi poprzednicy nie okazali się zbyt bystrzy. Może Ty nam pomożesz – zwrócił się do Harry`ego „Włosek”.
- Nie ma sprawy, nie od parady mam okulary. Dostrzegam każdy szczegół. – powiedział Harry i od razu przystąpił do poszukiwań.
Dopiero wtedy wszyscy obecni zauważyli, że Tarzan pochłonął już cały regał książek. Teraz dogryzał okładki znajdujące się na ziemi.
- A to darmozjad. Może zeżarł jakieś cenne zbiory! – krzyknął Holmes.
- Zaraz, zaraz panowie, to nie jest zwykły regał. Widziałem takie w Hogwarcie. To czarodziejskie drzwi. Wystarczy wsadzić różdżkę w tą dziurę w kształcie serca, a już po chwili będą panowie na wolności – spostrzegł nasz czarodziej. Jak powiedział, tak zrobił. Kiedy padło zaklęcie otwierające, naszej wspaniałej trójce bohaterów ukazał się magiczny portal do Nibyladnii. Wskakując do portalu, Napoleon krzyknął jeszcze do Harry`ego: Kolego, z łaski swojej pomóż jeszcze zleźć z sufitu tej ofiarze, która nazywa siebie Spidermanem i pozbądź się tego włochatego dzikusa, zanim zeżre wszystkie książki. Dziękujemy Ci serdecznie za pomoc. Moje uszanowanie.
Przygoda naszych bohaterów zakończyła się szczęśliwi, ale wszyscy zgodnie stwierdzili, że już nigdy więcej nie będą wywoływać duchów bohaterów. Jak widać nie wszyscy bohaterowie poradziliby sobie w prawdziwym świecie.

Offline AgnieszkaK

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #7 dnia: Luty 09, 2012, 05:31:43 pm »
Pewnego razu Napoleon Bonaparte, Albert Einstein i Sherlock Holmes spotkali się w Transylwanii. Zapytacie, co tam robili? Napoleon chciał zabić legendarnego Draculę i wreszcie podbić tę krainę. Einstein zaś pragnął dowieść, że wampiry nie istnieją, a Holmes miał nadzieję, że wytropi pierwszego w swojej karierze celebrytę.
- Znów się spotykamy drodzy przyjaciele – powiedział Einstein.
- Skoro razem jesteśmy na tropie Draculi, musimy mieć krótkie przezwiska , żeby szybciej się porozumiewać – zaproponował Napoleon.
- Ja będę „Lupa” – powiedział Holmes.
- A ja „Mózg”! – krzyknął Einstein.
- A Ty Napoleonie będziesz się zwał „Kapelusz” – ze śmiechem oświadczył Holmes, patrząc na nietypowe nakrycie głowy wodza Francji. Napoleon niechętnie przystał na propozycję kolegi. Po wymyśleniu pseudonimów, troje przyjaciół wyruszyło w stronę wielkich drzwi, które prawdopodobnie stanowiły wejście do tak długo poszukiwanego zamku wielkiego Draculi. Gdy już weszli do środka, wszyscy się przerazili krwią rozciągniętą po całej podłodze. Ślady te skierowały ich w stronę piwnicy. Po wejściu do tego pomieszczenia, okazało się, że potencjalna piwnica pełniła rolę katakumb. „Mózg” początkowo chciał się wycofać, lecz „Lupa” i „Kapelusz” przekonali go do dalszej drogi. W tej samej chwili, zauważyli zwłoki z oderwaną głową i Draculę z zakrwawionymi kłami. Nastała cisza. Po chwili „Kapelusz” opanował sytuację, złamał nogę od stojącego nieopodal krzesła i rzucił się na wampira. Niestety zbyt mocno się rozpędził i nie zauważył wystającej w podłodze deski. Wpadł na nią z całym impetem i po zderzeniu z Draculą, wylądował na ziemi. Kiedy się otrząsnął i wstał z podłogi, jego przyjaciele zobaczyli ciało wampira z kołkiem w sercu lecz ku zdziwieniu bohaterów Dracula ostatnim tchnieniem rzucił w trójkę przyjaciół swoją trumną. Wszyscy troje stracili przytomność.
                Obudzili się w bibliotece z jednym małym oknem, w którym umieszczona była metalowa krata. Wokół było mnóstwo książek, z których unosiła się nieprzyjemna woń. Gdy rozejrzeli się dokładnie, okazało się, że w żaden sposób nie mogą się wydostać z tego ponurego pomieszczenia. W tym samym momencie w bibliotece pojawiła się zjawa. Prawdopodobnie był to służący Draculi. Mężczyzna ten powiedział im, że przebywają w miejscu skupiającym najwięcej książek w całym Wszechświecie.  Ich zadanie miało polegać na przeczytaniu wszystkich książek znajdujących się w bibliotece i rozwiązaniu zagadki, która od lat nurtowała Draculę. Wampir chciał chociaż przez dobę być stuprocentowym człowiekiem. Kiedy służący przekazał im wszystkie informacje, panowie znów pozostali sami. Wtedy Einstein zaczął wyciągać książki i budować z nich wieżę. Wyciągając jedną z nich, zauważył piłę z przyczepioną do niej kartką. Napis na kartce głosił: „Piła już nie będzie mi potrzebna. Wiem, że mój przyjaciel Dracula za chwilę mnie zabije”. W tym momencie kompani rzucili się na to narzędzie i zaczęli piłować kratę znajdującą się w oknie. Gdy prace dobiegły końca, udało im się przez niewielkie okienko, wydostać z pomieszczenia i opuścić teren zamku. Kiedy oddalili się od siedziby Draculi, obiecali sobie, że już nigdy nie powrócą do Transylwanii.



Offline esti

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 8
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 15, 2012, 07:48:38 pm »
Rok 2896.

Ziemia walczy z nowym zagrożeniem. Nie przybyło z kosmosu, ale w wnętrza jej samej. Obudziły się dawno zapomniane koszmary. Ostatni bastion ludzi walczy, ale pomysłów jak zwyciężyć coraz mniej. Geniusze w większości zostali porwani i wymordowani to samo spotkało innych, którzy potrafili walczyć umysłem. Siła jak dotąd nie sprawdziła się.

Dlatego zdecydowano się na krok niepewny, pochłaniający mnóstwo drogocennej energii, ale być może jedyny pozwalający ocalić to co jeszcze zostało. Uruchomiono maszynę. Nikt już nie pamięta kto ją zbudował. Nikt nie jest pewien jak do końca działa. Ale wierzą, że im pomoże.

Zdecydowano się na 3 umysły. 3 ludziom powierzono losy Ziemi.

Ale wiele się zmieniło. Jak sobie poradzą wyrwani z ich teraźniejszości i przerzuceni w ten okrutny czas? Czas wojen i śmierci. Czas, w którym nic nie funkcjonuje jak dawniej. Czy będą potrafili się z nami komunikować? Nie potrafią przecież przesyłać myśli. Nie znają naszych urządzeń ani jedzenia. Ale mają coś czego my nie mamy - Zło ich nie zna. Nie znajdzie ich, gdyż nie urodzili się z czipami. Nie wykształcili w sobie umiejętności wysyłania myśli - więc Zło ich nie odczyta. A przede wszystkim są geniuszami i żyją.

Trzeba spróbować.

Einstein,  Holmes i Bonaparte obudzili się w ogromnym budynku wypchanym po brzegi książkami.

Nie pozwolono im nic powiedzieć. Wyszedł Najważniejszy i od razu przemówił. Wytłumaczył gdzie się znaleźli i po co zostali wezwani. Musiał uruchomić głoś - dobrze, że ma jeszcze struny głosowe - bez tego byłoby ciężko coś 3 wytłumaczyć. Zresztą i tak są wystarczająco przerażeni i zdezorientowani. Gdy Najważniejszy skończył pozostawiono 3 samych, aby mogli przygotować się do zadania.

---

- Jak mamy to wszystko przeczytać! A w ogóle to jakie straszydła, jaka podróż w czasie i dlaczego ja!

- Ależ Napoleonie - powiedział Albert - słyszałeś, nie możesz wyjść bo nie zrozumiesz co się dzieje. Musimy przeczytać te książki, aby poznać historię, dowiedzieć się co się stało i pomyśleć nad zadaniem. Zresztą bez podstawowej wiedzy o obecnych czasach wyjdziesz przez te drzwi i się nie spostrzeżesz kiedy coś cię przeleci. Tak tu się pozmieniało.

- Ale jak sobie wyobrażasz przeczytanie tego wszystkiego? Życia nam nie wystarczy. Zresztą o koniach bym poczytał a nie jakieś farmazony o wpływie pogody na długość życia Teo. Co to jest w ogóle to Teo?

- No widzisz - tak to jest jak się bierze księgę pierwszą z brzegu. Poszukajmy jakieś kolejności.  I koniecznie będziesz czytał na głos - mi skaczą literki.

- Panowie! Rozwiązanie się znajdzie. Trzeba wezwać tego kolegę, który tu był przed chwilą i przypomnieć mu, że u nas czytanie znaczy to co robiła jego pra pra pra pra babcia swoim pra pra pra pra wnukom. A jak zna szybszą metodę to niech się nią podzieli.

Hallo hallo - Panie duchu przyszłości prosimy do nas ...

- Jestem. Racja - zapomniałem, że nie macie pewnych ehmmm "umiejętności". Połóżcie się. Nakażę przesłać wam wszystkie dane bezpośrednio do mózgu. Tylko pewnie potrwa to z tydzień ...

- oooo wielkie mi "tydzień" - jakbym miał to czytać to pewnie niejeden tydzień bym tu przeleżał.

Zatem połóżcie się i do zobaczenia.

---

Podłączyliśmy i zostawiliśmy ich. Cały tydzień. Musimy czekać. Podzielimy się naszą wiedzą i mamy nadzieję, że wymyślą coś co pomoże nam w walce.

Wiem, że zostaną wcieleni do jednostki specjalnej. Nasi pracują tam nad antidotum, ale potrzebują nowych idei, nowego spojrzenia. 3 ma im to dać. W nich cała nasza nadzieja ...





Offline Puszatek

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Bukareszt
« Odpowiedź #9 dnia: Luty 16, 2012, 10:50:43 am »
Mężczyzna w brązowym płaszczu siedział na schodach i paląc fajkę rozglądał się dookoła. Próbował sobie przypomnieć wydarzenia z poprzedniego dnia, a dokładniej jak tutaj trafił. Sala w której się znajdował była ogromna, w kształcie idealnego sześciokątu, a na każdej z ścian po sam sufit były półki zapełnione książkami, do których prowadziły schody w formie spirali. Na środku ustawiono krzesła i fotele przy stołach, a przy jednym z nich było 2 mężczyzn. Pierwszy siedział z głową opartą o blat, a jedyne co było widać, to że ma ogromną siwą czuprynę. Drugi spał w fotelu na przeciwko, ubrany w wyszywaną marynarkę, do której przypięte były medale.
W całym pomieszczeniu znajdowały się tylko jedne drzwi, nieproporcjonalnie małe w porównaniu do wielkości budynku i zauważył je dopiero, gdy zaskrzypiały w czasie otwierania. Do sali weszła postać w czarnej todze. Podeszła do barierki i powiedziała donośnym głosem:
- Witam panowie!
Dwóch śpiących przy stole zaczęło się budzić i rozglądać dookoła.
- Co jest? Gdzie my jesteśmy? - rzekli prawie równocześnie, a osoba w todze uciszyła ich gestem ręki.
- Jesteście w Bukareszcie, miejscu, gdzie znajdują się wszystkie książki świata. Mój władca ma dla was pewne zadanie specjalne, jednak zanim je poznacie, chce sprawdzić wasze umiejętności. Jeśli sobie poradzicie przedstawię wam dalsze polecenia.
W tym czasie wszyscy trzej spoglądali badawczo po sobie, zastanawiając się zapewne kim są pozostali i jakie posiadają zdolności, co zauważył nieznajomy w todze i kontynuował swoją przemowę.
- A no tak zapomniałem panów sobie przedstawić oraz powód dlaczego akurat wy... Pan w z fajką to Sherlock Holmes - genialny detektyw, osoba na krześle to z kolei Albert Einstein - wybitny fizyk oraz Napoleon Bonaparte, który jest znanym taktykiem wojennym. To tak w ramach wstępu, dalej panowie poznajcie się sami.
- A co z naszym testem? - zapytał ten ostatni
- Taaak... Najprościej mówiąc musicie przeczytać wszystkie znajdujące się tutaj książki oraz sprawdzić je z spisem, wtedy poznacie dalszą część zadań.
- Że co?! Przecież to potrwa lata! - przerwały mu oburzone głosy obecnych.
- To tyle mam wam do przekazania, zjawię się wkrótce. Do zobaczenia - po czym zniknął w ciemności za drzwiami, zostawiając zdezorientowanych gości.
- Przecież tych książek tu są setki, tysiące, a nawet miliony! - zawołał Napoleon omiatając półki spojrzeniem.
- Dokładnie sto osiemnaście milionów dwieście jedenaście tysięcy i sto szesnaście według spisu - odrzekł Sherlock przeglądając grubą księgę.
- Zakładając, że będziemy czytać bez przerwy, średnio po 3 książki dziennie... - wziął głęboki oddech Einstein po czym dokończył - może lepiej nie będę was martwić jaki jest wynik moich obliczeń.
Wszyscy trzej usiedli przy stole i zaczęli rozmyślać jak rozwiązać ten problem.
- W ogóle to w jaki sposób się tutaj znaleźliśmy? Ostatnie co pamiętam to jak byłem w pociągu... Kilka dni temu dostałem propozycję rozwiązania zagadki i otrzymałem bilet kolejowy... - zamyślił się detektyw
- Ja zostałem zaproszony słownie do Bukaresztu oraz podano mi datę i godzinę wyjazdu pociągu. Wkrótce miała się odbywać koronacja najstarszego z tamtejszych książąt i myślałem, że chodzi o to, więc nie pytałem o szczegóły. - dodał mężczyzna obwieszony medalami
- Też otrzymałem zaproszenie, byłem już w pociągu, ale dalej nic nie pamiętam. - podsumował uczony
- Czyli wszyscy pamiętamy mniej więcej tyle samo. Nie wiem jak wy, ale ja się rozejrzę dookoła co tutaj jest. - odrzekł Holmes po czym wstał.
Nie zauważyli nic szczególnego, co mogłoby im pomóc w rozwiązaniu zagadki. Wszędzie półki, puste lub juz zapełnione książkami. Próbowali otworzyć drzwi, ale nawet nie drgnęły. W sali nie było też żadnego okna. Znużeni usiedli przy stole, tylko detektyw jeszcze przeglądał spis. Jednak w końcu on też zaczął się poddawać i zamknął opasłe tomisko. Wtedy ze zdumieniem ujrzał napis na pierwszej stronie.
- BOOKareszt nie Bukareszt! - odczytał podniesionym głosem, a dwoje pozostałych natychmiast znalazło się obok niego nie wiedząc o co chodzi.
Usiedli na fotelach i zrozumieli, że żaden nie otrzymał zaproszenia na piśmie, a obie te nazwy brzmią identycznie. Zastanawiali się długo co mają ich umiejętności wspólnego z czytaniem książek...
- Tak naprawdę bez moich ludzi ja niewiele jestem w stanie zdziałać, to właśnie oni wykonują moje polecenia i tylko wspólnie jesteśmy w stanie odnosić sukcesy - rzekł Napoleon
Potem znów zapadła cisza i każdy pogrążył się w swoich myślach, starając się znaleźć rozwiązanie. Ciszę przerwały skrzypiące drzwi i przy balustradzie ponownie pojawiła się postać w czarnej todze.
- Witam panów ponownie, jak idzie wykonywanie zadania?
- Raczej marnie, prawdę mówiąc zostaliśmy oszukani. Przekazano nam zaproszenia do Bukaresztu, a jak zauważyliśmy na spisie jest nazwa BOOKareszt!? - rozpoczął oburzony detektyw
- Brawo! Rozwiązaliście jedną z części testu, zastanawiałem się ile wam to zajmie. Czy coś poza tym udało wam się jeszcze odkryć?
- Prawdę mówiąc to nie mam pojęcia dlaczego tutaj jestem, nie potrafię szybko czytać, ale doskonale planuję, jednak, aby móc wykonać moje przemyślenia potrzebuję ludzi. Sam niewiele jestem w stanie zdziałać... - odparł Napoleon
- No muszę przyznać, że jesteście już bliżej niż dalej rozwiązania pierwszej zagadki. Albercie a czy Ty chciałbyś coś dodać?
- Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to robi. Ale ja nim nie jestem...
- Dobrze panowie, może nie będę przeciągał dłużej, doszliście w mniejszym lub większym stopniu do wniosków, których od was oczekiwaliśmy. Nie zaczęliście po prostu wykonywać narzuconego zadania, ale zaczęliście działać w celu jego zrozumienia i swojej roli w nim. - nieznajomy zrobił pauzę i zapadła cisza - Po pierwsze to wyjaśnię wam gdzie się znajdujecie. BOOKareszt został stworzony przez mojego władcę, który kocha czytać, a jego marzeniem jest posiadanie ogromnej biblioteki. I właśnie to jest miejsce, gdzie znajduje się najwięcej książek w wszechświecie. Po jednym egzemplarzu danego tytułu. Zbiory są na bieżąco aktualizowane, ale mimo to zawsze są jakieś braki, które należy uzupełnić. I właśnie to zadanie będzie należało do was.
Na twarzach mężczyzn pojawiło się ogromne zdziwienie i żaden z nich nie był w stanie nic powiedzieć.
- Jeśli chodzi o zadanie główne, to chciałbym wyjaśnić każdemu powód dla którego się tutaj znalazł. Sławny detektyw Sherlock Holmes będzie miał za zadanie odnajdować brakujące egzemplarze książek. Jako, że niektóre są bardzo trudno dostępny to do Napoleona będzie należało ustalenie taktyki jej zdobycia, Natomiast Einstein ma za zadanie umożliwić dotarcie w dowolne miejsce lub podróż w czasie w zależności od tego co będzie potrzebne.
Trzech obecnych mężczyzn jakby już coraz bardziej rozumiało sens swojej obecności tutaj. Po chwili rozmowy postać w czarnej todze zapytała czy mają jakieś pytania.
- Tak ja mam jeszcze - powiedział detektyw - skoro zbiory są ciągle aktualizowane, kto wcześniej wykonywał to zadanie?
- Co jakiś czas zapraszamy kilka wybitnych osób, które według nas wspólnym działaniem są w stanie poszerzyć nasze zbiory. Po wykonaniu zadania będziecie mogli przejrzeć i dopisać się do osób, które pomagały w tworzeniu BOOKaresztu.
- Dlaczego BOOKareszt? - zapytał taktyk
- Na początku nazwaliśmy to skarbnicą książek, jednak, gdy prosiliśmy o pomoc w ich zdobywaniu najczęściej nas zbywano, aż pewnego dnia powstała nazwa BOOKareszt, ze względu na łudząco podobne brzmienie do znanego miasta. Dobrze panowie, bo czas ucieka. Chętnie odpowiem na inne pytania, ale później, teraz muszę wracać do swoich obowiązków. Na czwartym piętrze znajdują się drzwi do pomieszczeń roboczych, tam znajdziecie wiele rzeczy, które mogą wam się przydać. Do zobaczenia - po czym znów zniknął w ciemności.
Ruszyli na górę, Einstein zaraz wziął się za tworzenie maszyny przenoszącej. Napoleon zapisywał na brudno kilka modeli taktyk zdobywania książek, a Sherlock w tym czasie rozglądał się po pomieszczeniach. Znalazł schody, które prowadziły w dół. Ktoś nie domknął drzwi, więc postanowił skorzystać z tej okazji. Trafił do ciemnego i wilgotnego pomieszczenia. Zawołał do pozostałych, aby przynieśli lampę. Po chwili wszyscy stali i patrzyli na ścianę w której zostały wyryte nazwiska wielu osób, a w czterech nie zacementowanych otworach stały trumny. Nagle innymi drzwiami wszedł starszy człowiek.
- A co wy tu robicie? Tutaj nie wolno wchodzić! Cholera nie myślałem, że tak szybko uda wam się przejść test... - rzekł zaskoczony widząc trzy pary pytających spojrzeń.
- Co to ma być? - zapytał wystraszony głos
- Czy powiedziano wam jak długo będzie trwać wasze zadanie? Stąd nie ma ucieczki, a teraz opuśćcie kryptę i wracajcie do swoich zadań. - powiedział i gestem wskazał drzwi
Wrócili na górę, jednak już wcale nie byli tacy pewni co do możliwości wykonania tego zadania, a nazwa BOOKareszt właśnie zyskała nowe znaczenie, szczególnie słowo areszt, które jak się okazało wcale nie dotyczy książek...

Offline Equelle

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #10 dnia: Luty 16, 2012, 06:39:06 pm »
Pomieszczenie wypełnia zapach wilgoci i starego papieru. Z nieznanego miejsca dochodzi dźwięk cichego uderzania kropel wody o kamienną podłogę. Albert Einstein, Napoleon Bonaparte i Sherlock Holmes leżą na zimnej posadzce. Każdy zakamarek pomieszczenia wypełniają najróżniejsze księgi. Powoli wybudzają się z twardego snu. Rozglądają się, nie odzyskawszy jeszcze w pełni jasności umysłu. Wewnętrzne eksplozje rozsadzają głowę każdego z geniuszy. Pokój spowity jest w ciemności, jedynym źródłem słabego, prawie nie widocznego światła jest świeczka stojąca na szczycie jednego z wielu regałów. Żaden z nich nie wie jeszcze o obecności innego. Każdy z nich myśli, że jest sam wśród książek. Dopiero przypadkowe kopnięcie jednego z tomików przez Bonapartego uświadamia jego 'współwięźniom' , że nie są jedynymi 'więźniami' tego miejsca. Wtedy nagle rozbłyska światło. Zza jednego z hebanowych regałów wyłania się postać spowita w cień. Ostre światło na chwilę tylko oślepia trzech mężczyzn. Gdy już w pełni odzyskują świadomość, tajemnicza postać przemawia.
-Witajcie panowie.
-Kim jesteś? - Krzyczą, a ich głosy niemal łączą się w jeden.
-To kim jestem ja nie ma żadnego znaczenia, ważne iż wiem kim jesteście Wy. -Głuchy gardłowy śmiech wypełnił całe pomieszczenie i docierał do każdego z mężczyzn raniąc ich niczym nóż.
-Żądamy abyś nas wypuścił! -ryknął Bonaparte a jego głos odbił się echem od kamiennych ścian. Ciemna postać stała tylko od czasu, do czasu wydając odgłos przypominający śmiech, w końcu zdecydował się przemówić ponownie. 
-Zapewne domyśliliście się panowie, że znajdujemy się w bibliotece. Nie jest to jednak biblioteka zwyczajna. Tutaj właśnie znajduje się najwięcej w całym wszechświecie ksiąg.
-Dlaczego tu jesteśmy? -gniewnie zapytał Holmes.
-Wiedziałem, że o to zapytasz Sherlocku. Właśnie sam miałem wam to wyjaśnić. Otóż skupcie sie panowie, bo nie zamierzam powtarzać po raz kolejny. Trafiliście tutaj za sprawą mojego szefa, pozwolicie, że nie wyjawię kto nim jest? - nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ciągną dalej, jego głos był szorstki i przytłumiony.
-Macie niezwykłe szczęście uczestniczyć w przedsięwzięciu mojego mistrza. Zostaliście wybrani, powinniście cieszyć się z tego. Teraz pozwólcie, że wyjaśnię wam powód waszego tutaj pobytu. Szef ma dla was zadanie specjalne, od jego wykonania zależą nie tylko wasze losy, ale i losy całej Europy. Nim jednak dowiecie się czego dotyczyła będzie wasza misja musicie wykonać pewne zadanie. Musicie przeczytać wszystkie książki znajdujące się w tym pomieszczeniu. Oczywiście wasz czas jest ograniczony. Macie trzy dni, później dowiecie się więcej -nie czekając na żadne pytanie odwrócił się i zniknął w jednym z korytarzy. Mężczyźni spojrzeli po sobie nie wiedząc co powiedzieć.Nie zręczna cisza trwała przez kilka minut, do czasu kiedy przerwał ją Holmes.
-Musimy zacząć czytać już teraz, wiadome jest, iż niemożliwością jest wszystkie te książki przeczytać w przeciągu trzech dni. Czy któryś z was, panowie orientuje się jaki mamy dzień czy godzinę?
-Niestety, przykro mi nie mam pojęcia. -Odezwał się Bonaparte
-Ja również nie wiem. -Dodał Einstein.
-No cóż trudno, musimy poradzić sobie bez tych informacji. Możemy spodziewać się, że kiedy czas upłynie On... lub Ona -dodał po chwili zastanowienia - przyjdzie tutaj żeby wtajemniczyć nas w ciąg dalszy tego wielkiego planu. Nie mamy zbyt wiele czasu, nie możemy pozwolić sobie na sen, panowie. Musimy zacząć czytać i to już. Nie ma mowy o przerwie w czytaniu.
-Nie ma szans drogi panie...właściwie to kim panowie towarzysze są?
-Jestem Sherlock Holmes.
-Napoleon Bonaparte, w innej sytuacji powiedziałbym, że miło mi panów poznać, jednak w tej sytuacji nie przechodzi mi to przez gardło.
-Zrozumiałe, kolego. W każdym razie wedle moich obliczeń, każdy z nas musiałby przeczytać po około tysiąca książek dziennie. Wybaczcie, ale to niemożliwe nie ważne jakbyśmy się starali.
-Tak myślałem. Mimo wszytko, zacznijmy od teraz.
      Od czasu do czasu ciszę zakłócał szmer przewracanych kartek. Godziny mijały a przeczytanych książek przybywało. Żaden z mężczyzn nie widział ile czasu już upłynęło. Wiedzieli jednak, że ilość przeczytanych książek nadal jest zbyt mała. Nie spali od dawna, więc zdawali sobie sprawę z tego, że jeden dzień na pewno już minął, o ile nie więcej. Mieli wrażenie, że książek ciągle przybywa.
- Panowie, nie wiem ile czasu minęło, ale zostały nam już tylko trzy książki. Nie sądziłem, że możliwe jest przeczytanie takiej ilości książek w czasie tak krótkim. - Powiedział w reszcie po wielu godzinach milczenia Albert. Obaj towarzysze spojrzeli na niego. Doskonale wiedzieli, że skoro udało im się przeczytać tak wiele to i te trzy przeczytają. Nagle jednak sherlock doznał olśnienia.
-Słuchajcie panowie, coś tu jest nie tak. Dostaliśmy trzy dni, ale kiedy tak tutaj siedzieliśmy i czytaliśmy spoglądałem regularnie przez to małe okienko  przy suficie. Nie zgadniecie co zaobserwowałem. -zmarszczył brwi i ręką przygładził wąs. - Za oknem dokładnie 10 razy panowała słoneczna jasność i 10 razy ciemność, jeśli więc dobrze wnioskuje siedzimy tu  od dziesięciu dni, ale ja czuje się całkowicie wypoczęty, nie wiem jak panowie?
-Faktycznie, ma kolega słuszność.
-Tak, tak to fakt, dlaczego też sam tego nie zauważyłem?
-Brawo, brawo szanowny panie Holmes. - Głos nie należał do żadnego z nich, więc szybko skierowali wzrok w kierunku miejsca w którym ostatnio znajdowała się ciemna postać. Stała tam, tak samo jak przed paroma dniami.
-Widzę moi drodzy, że nie skończyliście jeszcze czytania, ale cóż trudno nie mamy więcej czasu. Nim przejdziemy do dalszej części chce się wam przedstawić.
-Nie musisz, droga pani. -Wtrącił Sherlock. -Ja już wiem kim jesteś.
-Byłam pewna, że w końcu się domyślisz. Jednak twoi towarzysze jeszcze nie wiedzą więc pozwól mi kontynuować. Otóż, moi drodzy panowie, nazywam się Black. - to powiedziawszy zrzuciła z siebie ciemny płaszcz, a wtedy zniknęła cała mroczna aura otaczająca jej osobę. Trzem mężczyzną ukazała się postać niezwykła, szczupłą posturę jakby rozświetlał piękny blask. Wszyscy trzej zamarli z wrażenia.
-Widzę, że jesteście w szoku, więc wykorzystam to aby kontynuować. Otóż mój mistrz przysłał mnie po was ponieważ cała Europa jest zagrożona. Musicie wiedzieć, że nie znajdujecie się już w swoim świecie. To miejsce znajduje się w alternatywnej Europie. Ja jestem magiem i moim zadaniem jest przekazanie wam całej wiedzy na temat tego świata. Mam nadzieję, że czytając dowiedzieliście się wystarczająco dużo. A teraz, wasze zadanie. Nasz świat napadła Eria, najsilniejsza istota na całej Ziemi. Żadna pojedyncza persona nie jest jej w stanie dorównać, jednak jeśli wy trzej połączycie siły możecie ja pokonać. Celowo sprowadziłam was tutaj, bo wiedziałam, że tylko wy możecie tego dokonać. Powinnam towarzyszyć wam w tej misji, niestety, mój mistrz jest w ciężkim stanie i muszę przy nim czuwać. Nie pozostawię was jednak samych.
-To jakaś farsa, droga pani to niemożliwe. -powiedział Bonaparte potrząsając głową.
-Byłam pewna, że mi nie uwierzycie.
-A uwierzyłaby pani w takie coś zupełnie obcym ludziom?
-No cóż...nie. Wcale nie musicie mi wierzyć, chcę po prostu abyście nam pomogli.
-Droga pani, sądzę iż i tak nie mamy żadnego wyboru więc, pomożemy. -Holmes, mówił teraz w imieniu całej trójki.
-Dziękuję. Skoro tak to przedstawię wam waszą nową towarzyszkę. Rita, przyjdź tutaj. - Z ciemnego korytarza wyłoniła się niewielka dziewczęca postać o długich ognistorudych włosach. Wygląd miała niemal elfi. Od razu wiadomo było, że nie jest zwykłym człowiekiem.
-Witajcie panowie. Nazywam się Rita  Aries i będę waszą przewodniczką po tym świecie.
-Rita wyjaśni wam to czego ja nie mogłam. Pamiętajcie od powodzenia tej misji zależy nie tylko los naszego świata, ale i losy waszej Europy. Musicie odkryć jak Eria się tu znalazła. Błagam odeślijcie ją tam skąd przybyła. - To powiedziawszy ukłoniła się trzem mężczyzną i odeszła, tak samo jak poprzednim razem znikając w ciemnym korytarzu. Tym razem jasna poświata bijąca od jej ciała długo jeszcze rozświetlała korytarz.
- Drodzy panowie nim wyruszymy udajmy się do czystych komnat, tam zażyjecie kąpieli i najecie się. Obawiam się,  że jeśli nie uda mi się was na czas nauczyć wszystkiego, może okazać się to waszą ostatnią ucztą. - Skończywszy to przepełnione grozą przemówienie spojrzała na trzy książki których mężczyźni jeszcze nie przeczytali.
-Dziwne, naprawdę dziwne. -powiedziała do siebie, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę ciemnego korytarza. Skinieniem ręki nakazała im by poszli za nią. Nadal jeszcze nic nie rozumieli. Pewni byli jednego książki które im pozostały zaważą na losach dwóch równoległych światów. Wiedzieli, że chcą uratować Europę, bez względu na to czy wierzyli w słowa kobiet. Ruszyli za Ritą. Teraz ni było już odwrotu. Ich wielka przygoda właśnie się zaczynała.

Offline mikada

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 17
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #11 dnia: Luty 17, 2012, 10:44:59 pm »
Cisza. Niesamowicie głośna, brzęcząca w uszach cisza została po tajemniczej postaci, może nawet zjawie. Trzech geniuszy najpierw stało w osłupieniu. Na ich twarzach malowało się wyraźne niedowierzanie: wszystkie?! Pierwszy ciszę przerwał Napoleon, stukając obcasem buta mającego dodać mu nieco wzrostu.
— No cóż panowie, wypada brać się do dzieła. Ja, jako wódz, podzielę zadania…
— Zaraz, zaraz! — Jednogłośny protest Holmesa i Einsteina nie mógł być bardziej zsynchronizowany. – Kto CIEBIE mianował wodzem?!
— Francuzi! Jestem najwyższą władzą, cesarzem! Nie znoszę sprzeciwu! — Bonaparte, nieprzyzwyczajony do powątpiewania w jego nieomylność zaczął piszczeć i poczerwieniał na twarzy. Po określeniu detektywa bałwanem a fizyka patałachem zapowietrzył się i opadł ciężko na kamienne stopnie. Tymczasem Holmes zaczął badać ślady. Podszedł ostrożnie do miejsca, w którym pojawiło się widmo.
— Brak zapadni… Jednolity kamień, kopuła na wysokości piętnastu metrów… — mruczał do siebie wydeptując szlak od lewego do prawego filara sali.- Aha! Tu coś mam! — wrzask, ryk podniecenia postawił na nogi osowiałego do tej pory fizyka. — Widzisz Albercie? To miejsce — wskazał ścianę stanowiącą scenę wcześniejszego pokazu zjawo-widmowego — jest inne, wciąż jest nagrzane! Czujesz?
—  W rzeczy samej… — fizyk zacmokał z uznaniem. Widać, coś go zafascynowało, ale nie chciał jeszcze powiedzieć, co. Przysiadł i zaczął skrobać ołówkiem na kartce bezceremonialnie wyrwanej z kodeksu Hammurabiego — świat poszedł do przodu, więc przedrukowali na pewno w wielu kopiach – mruknął widząc pełne dezaprobaty spojrzenie londyńczyka.
— Eee, Holmes? Einie… — niepewny głos jego cesarskiej mości rozniósł się po bibliotece. — A może warto przeczytać te książki?
Albert wyśmiał Francuza. Nie lubił się uczyć, więc książki narzucone były dla niego złem najwyższym. Holmes prychnął i zapalił ukochaną fajkę. Dym osnuł jego twarz a sam palący przymknął z zadowoleniem powieki — do połowy, bo udając obojętność, bacznie śledził poczynania Einsteina.
— MAM! — wydarł się fizyk.
— Panowie, czas na naradę wojenną. — poważny głos Napoleona wyraźnie świadczył o jego determinacji, która pokonała w końcu słabość.
Trzech geniuszy stanęło w kącie omawiając plan. Einstein przyjał na siebie sprowadzenie postaci z piekła rodem („nikt nie będzie mnie zmuszał do czytania filozofii jakichś martwych Greków!”).
— Efekt domina! — krzyknął Scherlock, popychając pierwszy regał wypełniony opasłymi tomiszczami. Kolejne posłusznie uderzały w swoich sąsiadów. Huk był nieludzki, zniszczenia zatrważające a… śmiech demoniczny.
Jak na zawołanie pojawił się twór, który umieścił trójkę koneserów dziwactw w bibliotece. Wyraźnie kipiał z wściekłości, ale nie przeszkodziło to Napoleonowi w ataku szablą. Zamach! Odwrót! Tnij! To nie widmo, to człowiek, krew i szmaty leciały we wszystkie strony. W tym samym czasie Einstein odtworzył portal — a właściwie trzy portale.
— Holmesie, Bonaparte! Szybko! Detektywi na prawo, cesarze na lewo! Geniusze środkiem! — zachichotał złośliwie, wiedząc, że nie zdążą mu się odgryźć, po czym wskoczył zwinnie w niknący już miraż. Błysnęło i fizyka nie było.
Napoleon powalił przeciwnika i pomknął ku lewemu portalowi. Przy prawym już stał detektyw. Skinęli sobie krótko głowami a następnie wmaszerowali w swoje światy. Kolejne błyski uświadomiły pokonanego, że wielkie umysły umknęły jego woli.
— A ja chciałem tylko przestrzec ich przed przyszłymi błędami… Ech, niektórzy nigdy nie docenią książek… — westchnął bibliotekarz otrzepując się z gruzu — Aleksandrze! Musimy ZNOWU remontować bibliotekę…!
« Ostatnia zmiana: Luty 17, 2012, 11:09:07 pm wysłana przez mikada »

Offline agatrzes

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 12
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #12 dnia: Luty 20, 2012, 12:57:57 am »
Albert Einstein, Sherlock Holmes i Napoleon Bonaparte budzą się ogromnym budynku wypełnionym mnóstwem regałów z książkami, których ilość była trudna do wyobrażenia Każdy z nich jest zdziwiony, że w ich śnie uczestniczy jeszcze dwóch kolegów. Wszyscy są rówieśnikami , mają po 10 lat, już zaczynają wyciągać ręce na powitanie, ale przerywa im pojawienie się tajemniczej postaci w długim płaszczu , która nie czekając na rekcję chłopców oznajmia, że jest duchem sukcesu życiowego i wezwała ich w to tajemnicze i magiczne miejsce, żeby przygotować ich do wyznaczonego zadania. Ich przygotowanie ma  polegać na  przeczytani wszystkich znajdujących się w tym miejscu  książek. Z uśmiechem na ustach stwierdził ,że  ucieczka nie wchodzi w grę , gdyż zostali odcięci od świata, po czym zniknął. Po otrząśnięciu się z szoku chłopcy zaczęli wypróbowywać najprzeróżniejsze sposoby ucieczki jednak wszystkie kończyły się fiaskiem. Zmęczeni, stwierdzili, że nie mają innego wyjścia,jak poddać się woli ducha. Wpadli na pomysł, że podzielą pracę między siebie. Albert wybrał książki naukowe, szczególnie zainteresowała go fizyka, Sherlock Holmes skupił się na kryminałach  i naukach humanistycznych Napoleonowi została polityka i historia. Czas płyną, a oni jakby tego nie zauważali pochłonięci lekturą i znów pojawił się duch sukcesu, który oznajmił, że ich próba dobiegła końca. Nie minęła sekunda i każdy z nich obudził się we własnym łóżku. Albert Einstein poczuł, że fizyka to jego drugie ja i postanowił skupić się na nauce, skończył studia i zajął się pracą naukową. W 1915 roku opublikował pracę dotyczącą ogólnej teorii względności, a 1921 otrzymał Nagrodę Nobla za zasługi dla fizyki teoretycznej. Napoleon Bonaparte zajął się karierą wojskową, co przysporzyło mu wielu sukcesów, łącznie z przejęciem władzy we Francji i w 1804 roku został Cesarzem Francuzów, zaś  Sherlock Holmes stał się najlepszym detektywem wszech czasów i rozwiązywał najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne. Zadowolony z siebie duch sukcesu zamyślił się nad kuflem piwa i doszedł do wniosku, że sny mają wielką moc...., postanowił, że natchnie jeszcze kogoś, pokazał Stephanie Meyer piękną lakę i dwie zakochane postacie- tak powstała Saga Zmierzch i wywołała plagę czytania wśród nastolatek na całym świecie...

Offline NoiRioN

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 20
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Blog na DobreProgramy.pl
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #13 dnia: Luty 25, 2012, 10:48:12 pm »
Na w razie czego, załączam wersję "oryginalną", tj. wydruk wprost z edytora. Co prawda dokonałem próby przeniesienia go, w formie bliskiej oryginałowi, tu, na forum, jednak nie wiem czy udało mi się przenieść poprawnie całą treść, głównie ze względu na zróżnicowane formatowanie i tego typu sprawy ;) Tym niemniej, bardzo bym prosił o ocenienie wersji w PDF-ie - sądzę, że jest łatwiejsza do przeczytania :)

Opowiadanie w oryginalnym formacie znajduje się tutaj. Przystosowane jest do wydruku w formie "broszurowej", tudzież "książkowej". Od razu informuję - nie było ono nigdzie indziej udostępniane (link na cele Selkar i moich najbliższych) :)

A oto i wersja "lokalna":
Cytat: NoiRioN
Prolog

Może się to wydać nieprawdopodobne, jednak opowiadanie to stworzy (tak, to nie pomyłka, w tym momencie nie istnieje jeszcze nawet jego szkic!) student informatyki. Nie humanista, polonista, czy historyk, a właśnie informatyk. I choć jest ma to być opowiadanie konkursowe, tworzone jest będzie głównie z myślą o najbliższych.

Historia, którą Wam przedstawię (Ha! Nareszcie „najwłaściwsza” forma czasowa!), będzie miała miejsce w dalekiej przyszłości… lub przeszłości… lub może nawet dziś? Przyznam się Wam, że w tym momencie nie mam jeszcze pomysłu na tę kwestię… czy może bardziej prawidłowym byłoby stwierdzenie: mam aż nazbyt wiele pomysłów. Pewnym jednak będzie, że w opowiadaniu weźmie udział trzech „Wspaniałych”. O kim mowa?

Albert Einstein, najwybitniejszy naukowiec wszechczasów. Wywrócił do góry nogami cały świat fizyki, tak prosto opisany przez Newtona, którego prawa do dziś wykładane są w szkołach. Jego postać wielokrotnie była już wykorzystywana w takich utworach jak ten. Dla przykładu: Noc w Muzeum: Bitwa o Instytut Smithsona. Einstein, w postaci małych figurek z huśtającymi się głowami (niczym u piesków montowanych swego czasu w Polonezach i „Dużych Fiatach”), przedstawił głównemu bohaterowi „klucz do serca piramidy”. Wybaczcie mi tzw. „spojler” – chodziło oczywiście o liczbę PI, w postaci: 3,14159265.

Sherlock Holmes, czołowy detektyw w literaturze światowej. Postać stworzona przez sir Arthura Conan Doyle'a, o niezwykłej wręcz umiejętności dedukcji. Wśród naszej „wielkiej trójki”, jest to jedyna postać fikcyjna. Do tej pory, Sherlock wystąpił w gigantycznej liczbie utworów, zarówno literackich, jak i tych bardziej multimedialnych – filmach, muzyce.

Napoleon Bonaparte, postać niezwykle wręcz kontrowersyjna. Z jednej strony – jeden z najwybitniejszych mężów stanu, przywódców, reformatorów. Z drugiej zaś – agresor i tyran. Mały Kapral – jak zwano go od czasu, gdy otrzymał taki stopień – wcale nie był taki niski jak o nim mówią. Na swe czasy, był on bardzo wysokim mężczyzną – mierzył aż 170 cm wzrostu, co jest odpowiednikiem dzisiejszego metra dziewięćdziesiąt, tak wysławianego przez współczesne dziewczyny. Krzywdzące dla niego jest więc nazywanie od jego nazwiska kompleksu „bycia niskim”… ale o tym pisano już chyba dość często…

W mojej historii chciałbym przedstawić te trzy postaci w miarę realnie. Czy mi się to uda(ło), ocenicie sami.

PS Zanim rozpocznę pisać właściwe opowiadanie – zadanie konkursowe – chciałbym nadmienić, że w ramach tegoż, ustalono bieg wydarzeń rozpoczynający całą historię. Znajdziecie go poniżej, a ja obiecuję, że kończę już przynudzanie wstępem i zabieram się za pisanie.

Cytat: derawel
Albert Einstein, Sherlock Holmes i Napoleon Bonaparte budzą się w ogromnym budynku wypchanym po brzegi książkami. Przed nimi ukazuje się pewna postać, która nie pozwalając żadnemu dojść do głosu informuje, że mają zaszczyt przebywać w gmachu skupiającym najwięcej pozycji książkowych w całym Wszechświecie, a jej szef ma dla nich pewne zadanie specjalne. Szkopuł w tym, iż w ramach przygotowania do tajemniczego zlecenia muszą przeczytać wszystkie książki znajdujące się na terenie obiektu, ucieczka natomiast nie wchodzi w grę, gdyż budynek jest zupełnie odcięty od świata zewnętrznego. Po ogłoszeniu wszystkich wspomnianych informacji, nie czekając na jakąkolwiek reakcję, zagadkowa postać odwraca się i znika w jednym z ciemnych korytarzy ogromnej posiadłości.


Życzę miłej lektury!
Autor      

Porwanie

Jest niemal oczywistym, że człowiek, który znajduje się w miejscu, o którym nie ma bladego pojęcia, i w którym nie zamierzał świadomie się znaleźć, uległ jednej z dwóch charakterystycznych dla takiego stanu sytuacji: zagubieniu, lub, co bardziej prawdopodobne, porwaniu. Istnieje jeszcze trzecie wyjaśnienie, mało prawdopodobne, lecz nie niemożliwe: że człowiek ten się właśnie odnalazł. Właśnie w ten ostatni sposób ujął to w myślach profesor Albert Einstein, niemiecki fizyk żydowskiego pochodzenia.

Nie był on jednak w swej sytuacji odosobniony. Wraz z nim, w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze dwóch innych mężczyzn. Jeden z nich, z wyglądu francuz, wydawał się znajomy… Czy to możliwe? Napoleon Bonaparte? – myślał gorączkowo fizyk – Jeśli tak, mamy tu do czynienia z niezwykle ciekawą anomalią… a ten trzeci… sądząc po ubiorze Brytyjczyk… Niemożliwe, przecież to…

- Sacrebleu1! – zaklął Francuz. Właśnie szykował się do wkroczenia do Moskwy2 , gdy ni stad ni zowąd znalazł się w tym dziwnym, ciemnym pomieszczeniu, z dwójką innych, ekscentrycznie ubranych mężczyzn. Wyglądali, jakby byli nie z tej epoki… Przyjrzał się dziwniejszemu z nich, ubranemu w… prochowiec? Tak to się nazywa? Ciekawe, skąd o tym wiem… – pomyślał.

- Please, don’t be impolite, sir. There’s no time for swearing around. We all shall find out, what had just happened.3  – płynną angielszczyzną wypowiedział Brytyjczyk.
- Interesujące, odnoszę wrażenie, że mówicie panowie obaj po niemiecku, mimo, iż w rzeczywistości słyszę język angielski i francuski…
- Niemiecku? Ja? W życiu! Toż to poniżające! Francuski, mówię po francusku!
- Hmm… ciekawe, naprawdę ciekawe… Zastanawiam się, gdzie ten trop może nas doprowa…
- Witam panów! – powiedziała postać wyłaniająca się z ogólnej ciemności, przerywając dyskusję. Żaden z mężczyzn nie spostrzegł jej wcześniej…

***

W pomieszczeniu trwał bezruch. Każdy z porwanych, ba, każdy pyłek kurzu w okolicy, oczekiwał kolejnych słów z ust wysokiej, zakapturzonej postaci, siedzącej ze skrzyżowanymi nogami na szczycie jednego z ogromnych regałów. Idealnie gładka, blada skóra jej łydek, błyszczała… nie, to złe określenie… jaśniała, rozświetlając ogólną ciemność, a zarazem wspaniale kontrastując z bezkresną czernią, sięgającego ledwie do połowy jej ud, kimona rodzaju iromuji, z doszytym skrytobójczym kapturem. Niemal całą jej twarz skrywał cień, pozostawiając widocznymi jedynie umalowane różową szminką wargi. Zjawiskowość tej dziewczyny czyniła ją wręcz przerażającą. Ona nie powinna w ogóle istnieć w ludzkiej postaci…
- Miło mi, że już od pierwszego słowa spijacie każdą głoskę płynącą z moich ust, proponowałabym wam się jednak nieco odprężyć. Czeka was, panowie, bardzo trudne zadanie do wykonania. Mój Pan zażyczył sobie was tu sprowadzić, byście rozwiązali pewien jego problem.
- Och, nie róbcie takich niemądrych min – kontynuowała dziewczyna, chichocząc na widok malującego się na ich twarzach zdziwienia – i tak wam nic nie powiem, dopóki nie zdacie testu. Tak, tak, testu, nie przesłyszeliście się. Chodźcie za mną, oprowadzę was i wyjaśnię, co takiego was czeka. – to powiedziawszy, wstała, i radosnym krokiem ruszyła wzdłuż regału. Trójka porwanych spojrzała na siebie porozumiewawczo. Faktycznie, zostali porwani, i gdziekolwiek teraz są, za sprawą dziwnej siły, znajdują się daleko od miejsca, w którym ich zdaniem powinni być. Co mieli do stracenia? Trzy skinienia głów potwierdziły jednomyślność toku rozumowania każdego z mężczyzn. Ruszyli za tajemniczą dziewczyną, przeskakującą zwinnie niczym pantera pomiędzy odległymi o kilka metrów od siebie regałami.

Misja

Było coś bardzo niepokojącego w tej dziewczynie. Jej radosne, dziewczęce zachowanie, w połączeniu z posiadaną nad nimi kontrolą… Kontrast między jej skrywanym pod czarnym jedwabiem pięknem, a jej słowami… To wszystko było oszołamiające. Cały czas mówiła, tłumacząc ich zadanie, a oni słuchali, nie wierząc w to, co słyszą. Wszystkie te książki… największy księgozbiór w całym Wszechświecie. To niewyobrażalne! Tutaj są miliardy najróżniejszych utworów literackich! Jak?! – myślał przerażony Napoleon. Jego towarzysze starali się zachować spokój, choć na ich twarzach i tak było widać zmartwienie wymieszane z wciąż narastającym szokiem.
- Podsumowując. Stąd nie ma ucieczki, tak więc przeczytacie to wszystko. Wrócę, gdy skończycie. – powiedziała, odwracając się na pięcie. Już miała zniknąć w ciemności, gdy nagle zatrzymała się i odwróciła głowę, by wyszeptać najbardziej nieśmiałym szeptem we Wszechświecie z ledwie widocznym, smutnym uśmiechem – Powodzenia…

W chwili, gdy zniknęła, stały się jeszcze dwie rzeczy. Przy każdym regale pojawiły się złocone drabiny, pozwalające sięgnąć wszystkich, nawet najwyższych półek, a jednocześnie, wszechobecna ciemność rozpierzchła się, w mgnieniu oka, ustępując oślepiającej jasności. Albert, Napoleon i Sherlock spojrzeli na siebie.
- To od czego zaczynamy? – spytał Anglik.
- Mamy kilka wyjść z tej sytuacji, ale może najpierw się sobie przedstawmy… Profesor Albert Einstein, fizyk.
- Napoleon Bonaparte, francuski dowódca wojskowy.
- Sherlock Holmes, detektyw.
- Doskonale. W takim razie, skorzystajmy z naszych mocnych stron, aby wydostać się z tego dziwnego miejsca?
- Co ma pan na myśli, profesorze Einstein?
- Tak do niczego nie dojdziemy, Holmes. Proponuję, byśmy mówili do siebie nieco bardziej swobodnie. Co wy na to? Mówcie mi Albert.
- Napoleon. – burknął odrobinę niezadowolony taktyk.
- Sherlock, choć nie mam nic przeciw mówieniu mi po nazwisku. Miło mi pan… was poznać.
- Tak więc kontynuując moją pierwotną myśl. Silne strony. Wiecie o czym mówię? Ja mogę błyskawicznie coś wyliczyć, mam także szeroką wiedzę z dziedziny fizyki i matematyki. Dość szybko też kojarzę ze sobą fakty. A wy?
- Właśnie miałem roznieść Rosjan w pył, wkraczając do Moskwy, gdy nagle znalazłem się tutaj. Może uznajmy więc, że moją mocną stroną jest taktyka?
- W takim razie, ja mogę pochwalić się zdolnościami w dziedzinie dedukcji i odkrywania prawdy w przypadkach niemal niemożliwych do odtworzenia.
- No i doskonale. Tego nam trzeba. Napoleonie, czy istnieje szansa, abyś przeanalizował budowę tego budynku i rozpatrzył możliwości rozprawienia się ze znajdującymi się tu książkami, podczas gdy ja, wraz z detektywem Holmesem postaram się odtworzyć wydarzenia sprzed naszego pojawienia się tutaj oraz znaleźć jakiś punkt zaczepienia do naszego powrotu do domu?
- Czy to nie ja powinienem dowodzić tą grupą? – odrzekł wyraźnie naburmuszony Bonaparte.
- Ależ oczywiście, ale podejrzewam, że twoja decyzja odnośnie naszych kolejnych działań byłaby właśnie taka, jako, że jest to chyba najlepsze co możemy zrobić. Mylę się?
- Nie, skądże… tak, tak… faktycznie. Tak wiec, do dzieła. Zróbmy co do nas należy i wróćmy skąd przyszliśmy. Muszę pokazać tym rosyjskim panienkom, gdzie raki zimują.
- To jest duch! Do dzieła! – zakończył dyskusję Einstein. Ach, ci wojskowi – myślał – może i są genialnymi taktykami, może i wiedzą jak zabić i samemu nie zostać zabitym, ale w kontaktach międzyludzkich pozostają dokładnie tacy jak dzieci…

Książki

- Dlaczego chciałeś ze mną rozmawiać na osobności, Albercie?
- Widzę Sherlock, że nic się przed tobą nie ukryje… Po czym rozpoznałeś, że specjalnie go spławiłem?
- W sumie, to właśnie mi to powiedziałeś…
- Aha. Racja. Sprytne, naprawdę sprytne. Do rzeczy – jak to możliwe, że właśnie rozmawiamy? Znasz swoje pochodzenie, prawda?
- Co masz na myśli? Anglię?
- Nie. Prawdziwe pochodzenie. Skąd się wziąłeś. – naciskał Einstein.
- Do czego zmierzasz? – spytał Holmes, skutecznie udając zdziwienie.
- Do tego – zaczął profesor, wchodząc po drabinie przy regale z oznaczeniem „E-F”. Wziął dwie książki tego samego autora, sir Arthura Conan Doyle’a, i podał je towarzyszowi. – to o tobie. Ty nie istniejesz, jesteś fikcyjny, jesteś tworem jego wyobraźni. Tutaj – wskazał na opowiadanie „The Final Problem” – giniesz wraz ze swoim największym wrogiem, podczas gdy tutaj – wskazał na „The Empty House” – zostajesz cudem ocalony, gdyż tego żądali twoi fani. Jesteś postacią z książki. Zdajesz sobie z tego sprawę?
Sherlock spojrzał na książki bez większego zaskoczenia. Owszem, wiedział, że nie pasuje do pozostałej dwójki. Jako jedyny był postacią fikcyjną. Tylko dlaczego on się tym zainteresował. Napoleon… Napoleon… Ach, więc o to chodzi! – w jego oczach pojawił się błysk zrozumienia.
- No, w końcu do tego doszedłeś. Wie, że coś jest nie tak, ale nie wie co. Powstałeś na długo po jego śmierci, jednak ja miałem już okazję o tobie czytać. Warto to chyba zachować w tajemnicy, nie sądzisz?
- Owszem, będzie to wskazane, w naszej obecnej sytuacji.
- Świetnie. Skoro wiec już tu jesteśmy, poszukajmy może faktycznie wskazówek na temat tego, skąd się tu wzięliśmy?
- Zauważyłeś, że tu nie ma sufitu? – po chwili milczenia wtrącił detektyw.
Einstein, zszokowany spojrzał w górę. Faktycznie. Nad nimi znajdowała się jedynie jasność. Chociaż, jeśli wytężyć wzrok… mleczne szkło? Czy tam się poruszyło coś na kształt ogromnej twarzy? Nie, to niemożliwe, to przywidzenie. Masa tej istoty sprawiłaby, że zapadłaby się ona sama w sobie…
- Obserwują nas, ale chyba nie idzie im to za dobrze. Nie odrzucaj tej myśli, w końcu jesteś najgenialniejszym umysłem swoich czasów.
- A ty skąd o tym wiesz? Przecież powstałeś zanim zyskałem jakąkolwiek sławę! – odparł dość zaskoczony Einstein.
- Książki są wieczne.
- Nie wymą… wieczne. Wieczne. Mam pomysł.
- Hmm?
- Zaczekaj chwilę, muszę znaleźć coś do pisa… - w tym momencie, zaraz obok pojawiła się tablica, zaopatrzona w stojaczek na gąbkę, miseczkę z wodą i pudełko z kredą – …nia. No tak, tablica. To się zaczyna robić nawet zabawne.
- Zaczynam odnosić to samo wrażenie – odpowiedział Holmes.
- Spójrz. Książki są wieczne. O każdym z nas napisano w książkach, a my jesteśmy w największym księgozbiorze we Wszechświecie. – tłumaczył Einstein, wspomagając się rysunkami na tablicy – Szansa na takie wydarzenie jest niesamowicie mała, ale nie zamierzam tracić teraz czasu na jej obliczanie, skoro już zaistniała. Dlaczego by nie znaleźć wszystkich książek opowiadających o nas, i nie wyszukać w nich czegoś, co naprowadziłoby nas na wyjście z tej sytuacji?
- Czy ty właśnie zasugerowałeś, że to miejsce znajduje się…
- …w nieokreślonym miejscu i czasie. Tak! Brawo Holmes! Dokładnie o to chodzi! Znajdziemy tu też jeszcze nie napisane książki!
- A więc, paradoksalnie, możemy znaleźć książkę, w której opisane będzie to, co dzieje się w tej chwili… oraz co stanie się za chwilę! Fantastycznie! Tylko jak ty chcesz to wszystko przeszukać? – wyraził swą wątpliwość detektyw.
- Bardzo prosto. A wszystko dzięki tej tablicy. – dziarsko odrzekł profesor.
- Słucham? – spytał Holmes, zupełnie zbity z tropu.
- To miejsce spełnia nasze żądania, które pomagają nam dążyć do naszego celu. Nie wiem jeszcze jak, ale jeśli teraz powiem, że potrzebuję łatwego do przeszukania katalo…
- WITAJCIE ŚMIERTELNICY – rzekł głos przypominający skrzypiące zawiasy i zatrzaskujące się wieko trumny – W SYSTEMIE PRZESZUKIWANIA NIEZMIERZONEJ BIBLIOTEKI WSZECHŚWIATA. BĘDĘ WASZYM PRZEWODNIKIEM. CZY WIESZ ŻE… PISZĄC HARREGO POTTERA, JOANNE K. ROWLING WZOROWAŁA SIĘ NA WIELU INNYCH DZIEŁACH I UTWORACH, JAK CHOCIAŻBY AKADEMIA PANA KLEKSA AUTORSTWA POLAKA, JANA BRZECHWY? ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO AUTORACH”, WYBIERZ 1… ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO TYTUŁACH”, WYBIERZ 2… ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO ZAWARTOŚCI”, WYBIERZ 3… ABY SKONTAKTOWAĆ SIĘ Z KONSULTANTEM, WYBIERZ 0, LUB POZOSTAŃ NA LINII.
- ZERO! – krzyknęli jednocześnie detektyw i profesor.
- NIESTETY, WSZYSCY NASI KONSULTANCI SĄ W TEJ CHWILI ZAJĘCI. SPRÓBUJ PONOWNIE ZA CHWILĘ. ABY PRZEJŚĆ DO MENU „WYSZUKIWANIA PO AUTORACH”, WYBIERZ 1… – odrzekł „katalog”, głosem ciężkim, niczym łańcuch górski, sprawiając im ogromny zawód.
- W takim razie, trzy. – szybko poprawił się Einstein.
- PODAJ WARUNKI WYSZUKIWANIA, ODDZIELAJĄC JE OPERATORAMI LOGICZNYMI „LUB” I „ORAZ”. GRUPY WYRAŻEŃ MOŻESZ ŁĄCZYĆ ZE SOBĄ STOSUJĄC NAWIASY.
- Nie sądzisz, że dość zabawnie brzmi ten głos, w zestawieniu z tym, co mówi?
- Może trochę… Zresztą cicho, próbuję myśleć… - cicho odpowiedział fizyk, po czym dodał, tym razem nieco głośniej – Otworzyć nawias okrągły, Albert Einstein LUB Napoleon Bonaparte LUB Sherlock Holmes, zamknąć nawias okrągły, ORAZ data powstania późniejsza niż chwila obecna. Wyszukaj.
- WYSZUKIWANIE ROZPOCZĘTE. PROSZĘ CZEKAĆ… PROSZĘ PODAĆ FORMĘ WYNIKÓW: DOSTAWA NA MIEJSCE, DOSTĘP ELEKTRONICZNY, LISTA TYTUŁÓW.
- Dostawa na miejsce.
- WASZE ZAMÓWIENIE ZOSTAŁO PRZYJĘTE DO REALIZACJI. ODPOWIEDŹ OTRZYMACIE W CIĄGU 30 MINUT. ŻEGNAJCIE ŚMIERTELNICY!
- No i mamy, co chcieliśmy. Zostaje nam tylko poczekać. – odetchnął detektyw.
- Jak sądzisz, skąd się tu wzięliśmy? – spytał po jakimś czasie Einstein, przeglądając fascynujące „Elementy Analizy Numerycznej w języku Turbo Pascal”.
- Pewnie powiedziałbyś coś o jakimś kontinuum czasoprzestrzennym oraz niejakiej teorii strun, ja jednak sądzę, że to coś znacznie bardziej złożonego… - odparł detektyw.
- Albercie, Sherlocku, przejrzałem całą bibliotekę. Przykro mi. Żadna znana mi taktyka nie pozwoli nam przeczytać wszystkich tych książek za życia. – powiedział, wychodząc zza regału, Napoleon.
- Już nie musimy czytać ich wszystkich, przyjacielu. Tylko część.
- Jak to? – spytał zaskoczony dowódca.
- Holmes, wiem, że to był mój pomysł, aby zachować to w tajemnicy, ale w tych okolicznościach możemy mu chyba wyjawić twój sekret?
- Sądzę, że tak. – odpowiedział Einsteinowi Sherlock.
- O co chodzi? Co znowu przede mną zatailiście? To było specjalnie, tak? Wygoniliście mnie gdzieś, żeby spiskować przeciw mnie! Znów to samo! Tak samo zostanę zabity! Dokładnie tak samo!
- Napoleon, daj spokój…
- Nie dam! Moim imieniem nazwali koniak! Nigdy nie widziałem koniaku „Holmes” lub „Einstein”, ale już „Napoleona” można będzie kupić bardzo tanio! Nie! Protestuję!
- Co się z nim dzieje? – spytał detektyw – wygląda jakby…
- …utknął we wszystkich punktach swej egzystencji jednocześnie… - skonkludował Einstein – TO JEST TO! – krzyknął po chwili, ułamek sekundy przed oszołamiająco głośnym hukiem. Oto właśnie minęło 30 minut, a wokół zaczęły błyskawicznie pojawiać się książki. Wiele książek. Ich okładki wydawały straszliwy dźwięk, uderzając jedna o drugą, bądź o podłogę. To jednak nie zmieniało faktu, że Albert Einstein, największy fizyk wszechczasów, rozwiązał zagadkę ich zadania. I właśnie w momencie, gdy miał ją ogłosić, na jego głowę spadła książka. Zresztą, nie byle jaka książka. Jej nazwa brzmiała: „Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Reedycja 424, Wydanie 445 ze zmianami.”. A zaraz za nią pojawiło się 12 kolejnych woluminów. I wszystkie wylądowały dokładnie w tym samym miejscu…

Wieczność

Jest niemal oczywistym, że człowiek, który znajduje się w miejscu, o którym nie ma bladego pojęcia, i w którym nie zamierzał świadomie się znaleźć, uległ jednej z dwóch charakterystycznych dla takiego stanu sytuacji: zagubieniu, lub, co bardziej prawdopodobne, porwaniu. Istnieje jeszcze trzecie wyjaśnienie, mało prawdopodobne, lecz nie niemożliwe: że człowiek ten się właśnie odnalazł.

Załóżmy, że końcowa hipoteza, postawiona przez Alberta Einsteina na samym początku była poprawna. Oznaczałoby to, że nie został on znikąd porwany. To jego umysł został „wczytany” w określonym stanie… Coś na kształt wczytania zapisu w grze komputerowej. W tym momencie, wszystko zaczyna nabierać sensu.

***

Gdy deszcz książek się skończył, Sherlock Holmes ruszył wydostać Einsteina spod lawiny wielkich i ciężkich tomiszczy. W tym samym czasie, Napoleon bredził coś o swojej przeszłości, przyszłości i teraźniejszości, przy czym nic z tego, co mówił, nie miało czegokolwiek wspólnego z miejscem, w którym aktualnie się znajdował. I wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego. W miejscu, gdzie powinno znajdować się martwe, lub ciężko ranne ciało profesora Alberta Einsteina, nie było niczego. Zaskoczony Sherlock próbował wyciągnąć z tego jakieś wnioski, jednak zupełnie mu to nie wychodziło. Gadający wciąż Francuz wcale mu tego nie ułatwiał.

Z zadumy wyrwało Holmesa dziwne uczucie. Szturchanie. Ktoś go szturchał palcem w plecy. Obejrzał się i zobaczył zakapturzoną piękność. Wokół znów nastał mrok.

- Twój kolega rozwiązał zagadkę. „Odnalazł się” zaraz przed „dostawą”. Brawo, brawo, to był naprawdę świetny ubaw. – śmiała się dziewczyna – Jeszcze nikt nie rozwiązał tej zagadki tak szybko, ani w tak niekonwencjonalny sposób. Nawet Profesor Dumbledore wespół z Profesorem Kleksem i Gandalfem Białym potrzebowali na to kilku dni, i to pomimo sprowadzenia na pomoc, jakże oczytanej, Hermiony Granger. Przyznam jednak, że przyjemnie było popatrzeć sobie na tę dziewczynę… była taka urocza… - postać wyraźnie się rozmarzyła, po czym nagle odzyskała rezon i powiedziała – idziemy. Pan Bonaparte tu zostanie, nie wytrzymał presji, choć prawdopodobnie, gdyby nie to, również właśnie rozwiązałby zagadkę. Chodź ze mną. W końcu stawką jest wasze życie.

***

- Panie, oto towarzysz Alberta Einsteina, detektyw Sherlock Holmes.
- Dobrze, świetnie, dziękuję. Możesz odejść. Witajcie panowie. Może herbaty?
- Kim jesteś? – wypalił zaskoczony Holmes, zupełnie nie przemyślawszy swojego pytania.
- Ach, tak, tak, standardowe pytanie. Jestem Panem. Możecie mnie nazywać Wielkim Mistrzem, wszystko jedno. Sądzę, że ode mnie zależy wasze życie.
- Nie wydaje mi się, Mistrzu – włączył się do dyskusji Einstein – i właśnie tę wiedzę mieliśmy posiąść, rozwiązując pierwsze zadanie. Czyż nie?
- No tak, tak, faktycznie. Racja. Jakby to wam łatwiej przedstawić… potrzebuję pomocy.
- A skąd wniosek, że zechcemy ci pomóc, Mistrzu? – odpowiedział profesor.
- Tak dla przyjemności, może? – spytał niepewnie Wielki Mistrz.
- Nie. – odparł stanowczo Niemiec.
- Dla pieniędzy? – zaproponował zaskoczony właściciel Biblioteki.
- Nie. – podtrzymywał fizyk.
- To może w zamian za… – zaczął po krótkiej chwili namysłu Wielki Mistrz.
- Wiemy co powiesz. Sam nam dałeś tę wiedzę. Zgadzam się. A Ty, Sherlock?
- Sądzę, że zaczynam to wszystko rozumieć. Również się zgadzam.
- Świetnie, świetnie… skoro tak – kontynuował Wielki Mistrz, nerwowo stukając palcami w poręcz tronu – jak widzicie, nieco się zagubiłem. Mam gigantyczną bibliotekę, ale nigdy nie przeczytałem żadnej z książek, gdyż nigdy nie umiałem się na żadną zdecydować. Bez przerwy, przez wieczność, pragnę przeczytać choć jedną, ale nie chcę obrazić pozostałych, zaczynając od innej niż one. Muszę wiedzieć, która jest najlepsza. Dlatego chciałem, byście przeczytali je wszystkie… ale wy znaleźliście rozwiązanie zagadki bez tego… w takim razie, skoro posiadacie znacznie szerszą wiedzę niż ja, pomóżcie. Proszę.
- A… chwila, jak to było… Albercie, możesz przypomnieć mi tę nazwę?
- Chodzi ci o „SYSTEM PRZESZUKIWANIA NIEZMIERZONEJ BIBLIOTEKI WSZECHŚWIATA”? Ekhm – Einstein odkaszlnął, gdyż udawanie tego suchego i mrocznego, niczym drewno czarnego bzu głosu, przyprawiało go o suchość w gardle – tak to chyba szło…
- Jest dla mnie bezużyteczny. Cokolwiek znajdę, zawsze przypomnę sobie inny tytuł, który chciałbym przeczytać przed tym czymś…
- Czy mógłbyś podać przykłady, Wielki Mistrzu?
- Jasne, jasne, przykłady. Znajduję „Harrego Pottera”, ale zanim zacznę go czytać, już wiem, że najpierw chcę przeczytać „Trylogię Czarnego Maga”. Gdy mowa o nim, zaraz przypomina mi się Saruman i „Władca Pierścieni”, ale jakoś nie umiem się za niego zabrać. Wtedy zaczynam szukać od początku. W ręce wpada mi saga „Wiedźmin”, a zaraz po niej „Trylogia Husycka”. I znów nie wiem co mam zrobić! Od której z nich zacząć?! Więc myślę o czymś luźniejszym… „Świat Dysku”. Tylko że tę serię można czytać na kilka różnych sposobów! Od której książki zacząć?! Zaczynam wpadać w szał! Gdyby nie ona, już bym zwariował. Ale ona mnie wciąż pociesza i próbuje pomóc. Pewnie zauważyliście, że gdy się gdzieś pojawia, robi się ciemno, a wszystko ulega zniekształceniu… Nie, panie Einstein, ona nie zakrzywia czasoprzestrzeni. Ona jest Czasoprzestrzenią. To co zobaczyliście nad kopułą biblioteki, to byli ludzie tacy jak wy. Oni próbowali ją pochwycić, zabrać ode mnie i zbadać. Wyrwać z niej prawdę na jej temat. Ale ja im na to nie mogę pozwolić. Nie mogę jej stracić. Czas bez przestrzeni i przestrzeń bez czasu nie mogą istnieć. To by zniszczyło i nas, i ich. Bowiem ja jestem…
- …Wiecznością. Ty jesteś Wiecznością! Ty nie szukasz książki do przeczytania! Ty chcesz odnaleźć najlepszą książkę wszechczasów! – wypalił Holmes.
- Nie doceniłam Was… - powiedziała zakapturzona dziewczyna – …odgadliście całą prawdę. Jakiej więc udzielicie odpowiedzi na pytanie mego Pana?
- Sądzę, że nie jesteśmy w stanie mu pomóc. Ale wiem, kto może. – odparł Einstein.
- Tak? – spytali jednocześnie Wieczność i Czasoprzestrzeń.
- Przeczytaj „Bibliotekę”.
- Przecież mówiłem, że nie mogę… - odpowiedział ze zniecierpliwieniem Wielki Mistrz – czy do ciebie to nie docie…?
- Nie, nie bibliotekę. „Bibliotekę”. Opisuje to, co właśnie się dzieje. Znajdziesz tam odpowiedź na swoje pytanie. Przecież ta odpowiedź za chwilę tu padnie…
- Naprawdę?
- Na pewno.
- Co o tym sądzisz? – zwrócił się Wieczność do swojej odwiecznej towarzyszki.
- Zasłużyli na nagrodę. Przywrócę ich na ich miejsce, zaś naszemu genialnemu fizykowi pozwolę zachować wspomnienia z tego, co tu się wydarzyło. Niech wykorzysta osiągniętą w ten sposób wieczną wiedzę i spróbuje przelać ją na papier w ludzkich słowach…
- No dobrze. Więc czas na najważniejsze pytanie. Jak nazywa się najlepsza książka wszechczasów? – spytał Wieczność, zwany Wielkim Mistrzem.
Odpowiedź brzmiała…

Ciąg dalszy… nakreśli historia…

_____________________________
1 fr. „Cholera”
2 14. września 1812; źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_na_Rosję_(1812)
3 en. „Proszę, niech pan nie będzie niemiły. To nie czas na przekleństwa. Wszyscy powinniśmy spróbować wyjaśnić, co właśnie się stało.”
4 Answer to the Ultimate Question of Life, the Universe, and Everything
5 „A imię jego będzie czterdzieści i cztery.” – Dziady, cz. III, scena 5. – „Widzenie księdza Piotra”.


« Ostatnia zmiana: Luty 25, 2012, 11:00:27 pm wysłana przez NoiRioN »

Offline ewelin

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 6
    • Zobacz profil
Odp: Aż 6 książek wydanych nakładem Wydawnictwa Otwarte do przytulenia
« Odpowiedź #14 dnia: Luty 26, 2012, 06:44:47 pm »
Obudził mnie krzyk strachu, a ocucił cios pięścią w twarz. Zdezorientowany i przerażony wrzasnąłem jeszcze głośniej. Okazało się, że to moja niesforna zdrętwiała ręka "musnęła" twraz wodza Bonapartego. Usiadłem na gołej podłodze zatykając dłonią nos, z którego sączyła się krew. Urażony Napoleon ulokował się plecami do mnie, a Einstain nadal spał w najlepsze.
Wyjąłem z kieszeni mój gadżet: wielofunkcyjną zapalniczkę i wyciągnąłem paczkę papierosów w stronę profilu "Wodza".
Poczęstował się i po chwilę w ponurym milczeniu paliliśmy "fajkę pokoju".
Wrażliwy nos Einsteina obudził się pierwszy i Albert dołączył do naszej trójki.
- He, he Holmes, co się stało z twoją buźką? Czyżbyś miał jakiś realistyczny koszmar?
- Koszmar to przechodzimy teraz wszyscy Albercie. Nie rozumiem dlaczego tak Ci wesoło.
Rozejrzyjmy się- zaproponował Holmes.
Sherlocku tu nie ma na co patrzeć, tony książek i nic więcej- zasugerował Bonaparte.
Albert odczytywał głośno tytuły książek, niektóre z nich kartkował, pomrukiwał, odkładał na kupkę, która rosła w zastraszającym tempie. Po chwili przycupnął przy książkowej wieży i zatopił się w lekturze.
Sherlock opukiwał ściany, świecił latarką w zakamarki, prowadził obliczenia.
Napoleon stał pośrodku pomieszczenia z rękami na biodrach i obserwował towarzyszy.
Po chwili poczuli mroźny chłód owiewający ich twarze, a na środku pomieszczenia pojawił się snop oślepiającego światła, z ktorego stopniowo wyłoniła się postać.
Postać uformowana z plazmy o niewyraźnych rysach przemówiła:
Znajdujecie się w pomieszczeniu liczącym najwięcej książek we Wszechświecie. Możecie sobie czytać do woli, a wręcz musicie przeczytać wszystkie dostępne tu książki. Po ich przeczytaniu zjawię się tu i przekażę wam zadanie od mojego szefa. I nie próbujcie uciekać, pomieszczenie jest zupełnie odcięte od świata zewnętrznego- plazmowy stwór zachichotał i zniknął tak nagle, jak się pojawił.
Przyjaciele nie zdążyli nawet nic powiedzieć, spotkanie było tak krótkie i niespodziewane.
Zasępili się bardzo, tylko Einstein rzucił się do pierwszej półki i chwycił pierwszą z brzegu książkę.
Ty głupcze- ryknął Bonaparte, do samej śmierci nie przeczytasz tych książek!
Mylisz się kolego, ty ich nie przeczytasz, nie ja. Poza tym jeśli stwór powiedział, że mamy przeczytać wszystkie książki, to prawdopodobnie możemy znaleźć w nich coś, co będzie nam przydatne do ucieczki- rzekł Albert siadając na kupce PRZECZYTANYCH przez siebie książek.
- Einstein ma rację. Nie przeszkadzajmy mu w czytaniu. Proponuję dokładnie obejrzeć pomieszczenie, a książki przekartkujemy. Wiedza Einsteina, jeżeli przeczyta wszystkie księgi, powinna nam wystarczyć- podsumował Holmes.
Tak więc Albert zaczytywał się w księgach, Sherlock penetrował teren, a Napoleon kartkował książki.
- Hej spójrzcie, w tej książce jest jakiś dziwnie falujący amulet!- zawołał Napoleon.
Albert i Sherlock zajrzeli mu przez ramię, po czym Einstein biegiem wrócił do swoich książek.
Gdzie ta książka, czytałem o tym, tam był ten sam rysunek tego amuletu!-
wrzeszczał i desperacko rozrzucał wokół siebie pokaźną stertę przeczytanych książek.
- Jest, jest, jest!
"Siła przyjaźni rozjaśnia ciemności, prowadzi do światła. Wskazujące palce na falującym kole, porzucą was wszelkie niedole. Zapukaj trzykrotnie w cegłę murowaną, ptaki latają wysoko, rozplączesz nitkę zaplątaną"- zacytował Albert.
Czyli amulet, nasze palce i któraś z cegieł- podsumował Holmes.
Podzielmy się stronami i sprawdzajmy cegły!-zakomenderował Einstein.
Pukanie w cegły trwało ponad 12 godzin aż w końcu Sherlock zawołał:
To chyba ta, spójrzcie taki okrąg jak na amulecie i też faluje.
Przyjaciele przyłożyli wskazujące palce do amuletu i Sherlock zapukał trzy razy.
Cegły rozsunęły się i oślepiło ich jasne słońce.
Sherlock poczuł jak coś uderza go w twarz.
- Wstawaj śpiochu!- to Amy walnęła go poduszką.