-Hej, nie denerwuj się. Przyszedłem nauczyć się tańczyć. Jestem diabłem.
Na jej oczach skrzat zmienił się w przystojnego mężczyznę.
Emilia była zszokowana.
- No dobra, to może zaczniemy… - wyjąkała.
Była tak zdenerwowana, że słowa z trudem przechodziły jej przez gardło. Gardło miała wyschnięte niczym Sahara, co nawet nie było ani trochę dziwne, patrząc na jej gościa.
Jeśli myślicie, że diabeł to takie czerwone coś z ogonem, rogami, i Bóg wie czym jeszcze, to się grubo mylicie i jeszcze mało wiecie o świecie. Przebywający w domu Emilii wysłannik piekieł wyglądem przypominał najprzystojniejszych hollywoodzkich aktorów. Może tylko oprócz niezwykłej barwy oczu, przypominającej zachodzące słońce. Stał przed nią od 15 min i wpatrywał się intensywnie. Mało zawału nie dostała, jak go zobaczyła. Podobnie zareagowała, gdy poprosił o udzielenie krótkiej lekcji tańca. Nie miała serca mu odmówić. Jemu się nie odmawia (ktoś w ogóle próbował?). Swoją drogą w tym piekle w ogóle gustu nie mają. Żeby ją wybrać na nauczycielkę tańca? Ma nie tylko 2 lewe nogi, ale i 2 lewe ręce, zeza i co tam jeszcze chcecie. Może wybrali Emilię na chybił trafił? Dobrze chociaż, że diabeł obiecał jej zapłacić. Tylko nie wiem, czy po pokryciu strat moralnych i materialnych zostanie coś na przyjemności. Drżąc na całym ciele zwróciła do gościa:
- Co chciałbyś zatańczyć?
Od razu popełniła gafę, a może on nie zna nazw polskich tańców, tylko jakieś amerykańskie, a nie daj Boże afrykańskie? Licho go tam wie!
On tylko uśmiechnął się i odparł:
- Liczę, że sama wybierzesz coś odpowiedniego…
Odpowiedniego? Szkoda, że nie wie o tym, jak źle tańczę. A kroki znam jedynie teoretycznie, ale nic, damy radę.
- To może walca? Patrz i rób to, co ja. Noga w bok i w tył, a potem dostawiasz drugą. 1, 2, 3, 1, 2, 3…
- Jezu, jakie to nudne! Chyba usnę zaraz. W piekle już wysłalibyśmy cię na lekcje do Turbodymomena.
- Nie bądź taki mądry! Zaraz ci pokażę… quickstepa! Skoro z ciebie taki szybki Bill, to proszę cię bardzo!
Zdenerwowana zaczęłam skakać po całym pokoju jak opętana, po chwili nie wiedziałam, gdzie jestem. Trochę mnie zamroczyło…
- Hej, piekło do ziemianina; 1, 2, 3, jak mnie słyszysz? Odbiór!
- Usłyszałabym cię nawet z grobu! Ale ty masz głos!
Musiała chwilę odpocząć i przemyśleć dalszą strategię. - Co robić? Diabeł sam pewnie zauważył, że taka ze mnie tancerka, jak z niego ksiądz. Jeszcze gotów mi nie zapłacić. Cholera, szkoda, że taka marna ze mnie aktorka! Nagle wpadł mi do głowy pomysł. To mogła być moja ostatnia szansa.
- Już mi lepiej. Tak sobie pomyślałam, że może zatańczymy coś w twoim klimacie. Gorącego, odważnego, namiętnego. Krótko mówiąc : salsę. Co ty na to?
- A ja na to: wchodzę w to. (Jeszcze się uśmiechnął pod nosem, jakby wszystkie rozumy zjadł!
Oj bratku, już ja ci pokażę, co ziemskie dziewczyny potrafią)
- Ok. To ta Robisz jeden krok w tył i jeden w przód, kręcisz biodrami i…
- Czym mam kręcić?
- No biodrami. Tutaj – położyłam swoje ręce tuż poniżej talii.
- Może mi zademonstrujesz jak należy to robić? – zapytał i spojrzał mi prosto w oczy.
- No nie – pomyślałam. – Podrywa mnie sam diabeł? Skandal! Szczyt bezczelności!
- Sam nie umiesz? – odcięłam się. – W piekle chyba nauka nie stoi na wysokim poziomie. A raczej : leży…
- Ciiicho, sam sobie poradzę.
No i rzeczywiście, ruszał biodrami aż miło, więc mogliśmy zacząć taniec w parze.
- Złap mnie za rękę i… ałaaaaa, nie ściskaj tak, nie jestem z granitu! – wydarłam się.
- Przepraszam, musiałem cię poczuć.
- Poczuć? Ehh, nic się nie stało. Zacznę liczyć, a ty rób to, czego się nauczyłeś. Wczuj się w klimat, ok.? 1, 2, 3, 4, 5, 6, dobrze, 1, 2, 3, 4, Matko Boska, przestań natychmiast! Ręka mi się pali! Gdzie jest straż!!!
- Przepraszam, po prostu sobie pomyślałem o… Na miłość boską, tfu, na piekło, nie wydzieraj się tak! Przecież nic się nie stało. Do wesela się zagoi. Sama kazałaś mi się wczuwać, to teraz nie miej do mnie pretensji.
- Ja kazałam ci się wczuwać? Dobre sobie. A co ma wspólnego czucie z poparzeniem? Ja przez ciebie trupę padnę. Lepiej już idź i tak cię niczego nie nauczyłam…
- Czegoś mnie nauczyłaś. Żeby nigdy nie lekceważyć kobiety. Ach, żeby w piekle takie były… A tak, nie dość, że nie umieją tańczyć, to jeszcze nie denerwują się tak uroczo.
- Ja też nie umiem – odburknęłam.
- Uwierz mi, umiesz. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Nawiasem mówiąc zapłacę ci jutro po południu, w piekle przelewy idą strasznie wolno. Będziesz mogła kupić sobie jakąś maść na oparzenia i nowy wazon.
- Wazon? Stłukłeś mój urodzinowy wazon?
- Nie ja, tylko ty. Mam ci przypomnieć, kto tak wierzgał nogami i rękami?
- Daj mi święty spokój! Wynocha z mojego domu, znajdź sobie lepszą nauczycielkę i nie waż się tu więcej przychodzić! – zła jak osa wygoniłam go z mieszkania.
- A powiesz mi jak dojść do Selkara?
- Do mojego drugiego domu? Mowy nie ma! Jeszcze tam zechcesz mnie dopaść.
- Chciałem tylko trochę ci pomóc. Wiem, ze kochasz czytać i mogę sprawić, że ta księgarnia będzie jeszcze wspanialsza niż dotychczas. A poza tym... Podobasz mi się i chciałem poznać cie bliżej, a tylko nauka tańca przyszła mi do głowy...
Spojrzał na mnie ze smutkiem, ale już nic nie powiedział, tylko wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi.
-Chcecie wiedzieć, jak się uczy diabła tańczyć? Powiem wam – piekielnie ciężko. Nie próbujcie tego w domu…