Autor Wątek: Trzeci konkurs urodzinowy!  (Przeczytany 1452 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline ania2517

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 36
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #15 dnia: Październik 09, 2011, 02:46:29 pm »
-Hej, nie denerwuj się. Przyszedłem nauczyć się tańczyć. Jestem diabłem.
Na jej oczach skrzat zmienił się w przystojnego mężczyznę.
Emilia była zszokowana.
- No dobra, to może zaczniemy… - wyjąkała.
Była tak zdenerwowana, że słowa z trudem przechodziły jej przez gardło. Gardło miała wyschnięte niczym Sahara, co nawet nie było ani trochę dziwne, patrząc na jej gościa.
Jeśli myślicie, że diabeł to takie czerwone coś z ogonem, rogami, i Bóg wie czym jeszcze, to się grubo mylicie i jeszcze mało wiecie o świecie. Przebywający w domu Emilii wysłannik piekieł wyglądem przypominał najprzystojniejszych hollywoodzkich aktorów. Może tylko oprócz niezwykłej barwy oczu, przypominającej zachodzące słońce. Stał przed nią od 15 min i wpatrywał się intensywnie. Mało zawału nie dostała, jak go zobaczyła. Podobnie zareagowała, gdy poprosił o udzielenie krótkiej lekcji tańca. Nie miała serca mu odmówić. Jemu się nie odmawia (ktoś w ogóle próbował?). Swoją drogą w tym piekle w ogóle gustu nie mają. Żeby ją wybrać na nauczycielkę tańca? Ma nie tylko 2 lewe nogi, ale i 2 lewe ręce, zeza i co tam jeszcze chcecie. Może wybrali Emilię na chybił trafił? Dobrze chociaż, że diabeł obiecał jej zapłacić. Tylko nie wiem, czy po pokryciu strat moralnych i materialnych zostanie coś na przyjemności. Drżąc na całym ciele zwróciła do gościa:
- Co chciałbyś zatańczyć?
Od razu popełniła gafę, a może on nie zna nazw polskich tańców, tylko jakieś amerykańskie, a nie daj Boże afrykańskie? Licho go tam wie! 
On tylko uśmiechnął się i odparł:
- Liczę, że sama wybierzesz coś odpowiedniego…
Odpowiedniego? Szkoda, że nie wie o tym, jak źle tańczę. A kroki znam jedynie teoretycznie, ale nic, damy radę.
- To może walca? Patrz i rób to, co ja. Noga w bok i w tył, a potem dostawiasz drugą. 1, 2, 3, 1, 2, 3…
- Jezu, jakie to nudne! Chyba usnę zaraz. W piekle już wysłalibyśmy cię na lekcje do Turbodymomena.
- Nie bądź taki mądry! Zaraz ci pokażę…  quickstepa! Skoro z ciebie taki szybki Bill, to proszę cię bardzo!
Zdenerwowana zaczęłam skakać po całym pokoju jak opętana, po chwili nie wiedziałam, gdzie jestem. Trochę mnie zamroczyło…
- Hej, piekło do ziemianina; 1, 2, 3, jak mnie słyszysz? Odbiór!
- Usłyszałabym cię nawet z grobu! Ale ty masz głos!
Musiała chwilę odpocząć i przemyśleć dalszą strategię. -  Co robić? Diabeł sam pewnie zauważył, że taka ze mnie tancerka, jak z niego ksiądz. Jeszcze gotów mi nie zapłacić. Cholera, szkoda, że taka marna ze mnie aktorka! Nagle wpadł mi do głowy pomysł. To mogła być moja ostatnia szansa.
- Już mi lepiej. Tak sobie pomyślałam, że może zatańczymy coś w twoim klimacie. Gorącego, odważnego, namiętnego. Krótko mówiąc : salsę. Co ty na to?
- A ja na to: wchodzę w to. (Jeszcze się uśmiechnął pod nosem, jakby wszystkie rozumy zjadł!
Oj bratku, już ja ci pokażę, co ziemskie dziewczyny potrafią)
- Ok. To ta Robisz jeden krok w tył i jeden w przód, kręcisz biodrami i…
- Czym mam kręcić?
- No biodrami. Tutaj – położyłam swoje ręce tuż poniżej talii.
- Może mi zademonstrujesz jak należy to robić? – zapytał i spojrzał mi prosto w oczy.
- No nie – pomyślałam. – Podrywa mnie sam diabeł? Skandal! Szczyt bezczelności!
- Sam nie umiesz? – odcięłam się. – W piekle chyba nauka nie stoi na wysokim poziomie. A raczej : leży…
- Ciiicho, sam sobie poradzę.
No i rzeczywiście, ruszał biodrami aż miło, więc mogliśmy zacząć taniec w parze.
- Złap mnie za rękę i… ałaaaaa, nie ściskaj tak, nie jestem z granitu! – wydarłam się.
- Przepraszam, musiałem cię poczuć.
- Poczuć? Ehh, nic się nie  stało. Zacznę liczyć, a ty rób to, czego się nauczyłeś. Wczuj się w klimat, ok.? 1, 2, 3, 4, 5, 6, dobrze, 1, 2, 3, 4, Matko Boska, przestań natychmiast! Ręka mi się pali! Gdzie jest straż!!!
- Przepraszam, po prostu sobie pomyślałem o… Na miłość boską, tfu, na piekło, nie wydzieraj się tak! Przecież nic się nie stało. Do wesela się zagoi. Sama kazałaś mi się wczuwać, to teraz nie miej do mnie pretensji.
- Ja kazałam ci się wczuwać? Dobre sobie. A co ma wspólnego czucie z poparzeniem? Ja przez ciebie trupę padnę. Lepiej już idź i tak cię niczego nie nauczyłam…
- Czegoś mnie nauczyłaś. Żeby nigdy nie lekceważyć kobiety. Ach, żeby w piekle takie były… A tak, nie dość, że nie umieją tańczyć, to jeszcze nie denerwują się tak uroczo.
- Ja też nie umiem – odburknęłam.
- Uwierz mi, umiesz. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Nawiasem mówiąc zapłacę ci jutro po południu, w piekle przelewy idą strasznie wolno. Będziesz mogła kupić sobie jakąś maść na oparzenia i nowy wazon.
- Wazon? Stłukłeś mój urodzinowy wazon?
- Nie ja, tylko ty. Mam ci przypomnieć, kto tak wierzgał nogami i rękami?
- Daj mi święty spokój! Wynocha z mojego domu, znajdź sobie lepszą nauczycielkę i nie waż się tu więcej przychodzić! – zła jak osa wygoniłam go z mieszkania.
- A powiesz mi jak dojść do Selkara?
- Do mojego drugiego domu? Mowy nie ma! Jeszcze tam zechcesz mnie dopaść.
- Chciałem tylko trochę ci pomóc. Wiem, ze kochasz czytać i mogę sprawić, że ta księgarnia będzie jeszcze wspanialsza niż dotychczas. A poza tym... Podobasz mi się i chciałem poznać cie bliżej, a tylko nauka tańca przyszła mi do głowy...
Spojrzał na mnie ze smutkiem, ale już nic nie powiedział, tylko wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi.
-Chcecie wiedzieć, jak się uczy diabła tańczyć? Powiem wam – piekielnie ciężko. Nie próbujcie tego w domu…

Offline iziu08

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
  • Książki to najlepsi Twoi przyjaciele...
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #16 dnia: Październik 09, 2011, 03:17:39 pm »
(…) Szok minął, ruszyła krok do przodu…
I potknęła się o leżący na podłodze stos książek. Upadając, zdrowo uderzyła się głową w ziemię. Jeszcze mało brakowało, a wpadłaby na skrzata, który w tej chwili tarzał się po ziemi, płacząc ze śmiechu. Wstając z podłogi, Emilia spojrzała na niego groźnie, więc natychmiast spoważniał i również się podniósł. Emilka zamknęła oczy. „Dobrze, tylko spokojnie, to nic takiego –mruczała do siebie dziewczyna - najważniejszy jest spokój. Jak to mówił doktor? Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i…”
-Co robisz? – spytał ze zdziwieniem skrzat. Emilia otworzyła oczy.
-Ty jeszcze tutaj?! Przecież ty nie istniejesz! Miałeś sobie zniknąć! Pan doktor powiedział, że jak się uspokoję, to mi przejdzie! – Emilia wpadła w histerię. - Rany kota! Zapomniałam wziąć proszki! O ja cie… A poza tym, ja wcale nie gadam przez sen! Poczekaj tu chwilę…
Dziewczyna ruszyła do kuchni, a po pięciu minutach wróciła ze szklanką jakiegoś wściekle różowego płynu. Skrzat, jakby nigdy nic, stał przed regałem i z uwielbieniem wpatrywał się w stojące na nim książki. Emilka usiadła na łóżku.
-No dobra. Raz, dwa, trzy! – odliczyła, po czym duszkiem wypiła zawartość szklanki, krzywiąc się przy tym strasznie. Znów zamknęła oczy, by po chwili otworzyć je i stwierdzić, że skrzat stoi zaledwie metr od niej i wpatruje się w nią z zainteresowaniem.
-Już ci przeszło? – zapytał. – Ponawiam więc moje pytanie: którędy do Selkara?
-Że… że co?! Jakiego zaś Selkara?! Kurde, nie znam gościa, odczep…
-Gościa?! Paniusiu! Toć to przecież najlepsza księgarnia na polskim rynku! Mają tam masę książek, promocji, gadżetów, konkursów i… i…
-A! To o tego Selkara ci chodzi… Tego z tą sową?
-Tak jest, paniusiu, dokładnie o tego!
-Nie mów do mnie paniusiu!
-Jak sobie paniusia życzy.
-Ej!
-Na „ej!” to tramwaj staje! Skrzaty raczej nie bardzo…
-Wybacz, ale nie przedstawiłeś się.
-Sorry. Jestem Arnold Fernando Miguel don Kapot Ten-Który-Niesie-Różne-Rzeczy Niesiałkowski herbu Czerwone Pomarańcze Na Niebieskim Tle rodem z…
-Eee…?
-Dla przyjaciół Arni.
-Okej, Arni. Słuchaj, jak się tu właściwie znalazłeś?
-Ano oknem weszłem…
-Wszedłem…
-No mniejsza o to… Powiesz mi w końcu, gdzie ten Selkar?
-Ale wtedy sobie pójdziesz?
-No.
-Znikniesz sobie i cię nie będzie?
-No…
-I nigdy więcej mi się nie przywidzisz?
-Nie przywidziałem ci się, ale dobra, niech będzie.
-Okej. To w sumie niedaleko. Jeśli wyjdziesz głównym wyjściem, musisz skręcić w lewo, dojść do skrzyżowania ze światłami, tam skręcić w prawo, potem iść prosto aż do ronda, na rondzie znów w prawo, potem miniesz przystanek tramwajowy, przejdziesz pod mostem, potem w lewo, obok McDonalda, główną ulicą pójdziesz na rynek, z rynku prosto, a potem jak z bicza trzasnął cały czas prosto. Wyjdziesz prosto na Selkara.
-Yyy… W sumie niedaleko?!
-No. Przy dworcu.
-Kurde, nie można było tak od razu?! Chyba trochę zbyt dużo tych proszków wzięłaś…
-Tyle, co zawsze…
-Aaa..ha. Doobra… To ja już spadam.
Arnold, mając w głębokim poważaniu kulturalne wychodzenie drzwiami, wspiął się na parapet, najwyraźniej pragnąc wydostać się stąd taką samą drogą, jaką się tu dostał. Pomachał jeszcze Emilii na pożegnanie, po czym wyskoczył z wysokości drugiego piętra na zalaną blaskiem ulicznych latarni drogę.
-ARNI! – zawołała za nim jeszcze Emilia. – PO CO WŁAŚCIWIE IDZIESZ DO TEGO SELKARA I TO W ŚRODKU NOCY?!
-NIE SŁYSZAŁAŚ?! – odwrzasnął jej skrzat. – NOCNA WYPRZEDAŻ! WSZYSTKIE KSIĄŻKI 50% TANIEJ!
-CO?! GEORGE MARTIN TEŻ!?
-PEWNIE TEŻ!
-ARNOLD, POCZEKAJ NA MNIE! IDĘ Z TOBĄ! TYLKO SIĘ UBIORĘ!
Emilia pospiesznie ubrała się, co rusz spoglądając na nieszczęsny budzik, którego w końcu nie nastawiła. Gdy już była gotowa do wyjścia, zamknęła okno i, chyba nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, co robi, ustawiła alarm i wrzuciła budzik do kieszeni kurtki, po czym kulturalnie opuściła mieszkanie, wychodząc drzwiami. Idąc z Arnoldem ciemnymi ulicami, zastanawiała się, co też powie szefowi w pracy… Usprawiedliwianie spóźnienia spotkaniem ze skrzatem nie było najlepszym pomysłem… A może promocja w Selkarze go przekona..?
"Noś w sobie pewność, wiedz, że osiągniesz cel, a osiągniesz go z pewnością.
 Nie pozwól, by do twojej głowy wkradły się wątpliwości, bo cię zniszczą."

Offline Księżyc

  • Wiedźmin
  • ******
  • Wiadomości: 1648
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #17 dnia: Październik 09, 2011, 06:30:03 pm »
        Do licha! — pomyślała smętnie, otrząsając się ostatecznie z szoku. A przecież babcia ostrzegała, że nie wolno dawać się zaskakiwać życiu – nawet gdyby miał spaść deszcz kaloszy, należy to przyjąć z godnością, a następnie wybrać parę najwygodniejszych, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy kalosze się przydadzą. Wówczas mała Emilka zapytała, czy nie byłby możliwy deszcz książek. Babcia kategorycznie zaprzeczyła i groźnie patrząc w górę, oświadczyła, że nie będzie tolerować braku poszanowania dla książek niezależnie, kto by się to ośmielić zrobić. Ten ktoś ewidentnie nie chciał zadzierać z babcią, bowiem upragniony deszcz nigdy nie spadł. Aczkolwiek Emilka nie przestała marzyć o pokoju pełnym książek. I zazwyczaj starała się być przygotowana na wszystko zgodnie z babciną sugestią. Tyle że dotychczasowi nocni przybysze okazywali się bardziej lub mniej podobni do ludzi, a te coś… to było raczej nie wiadomo co. Jednocześnie powoli w Emilce narastał gniew, że znowu jej to się przydarzało.

        Tak naprawdę Emilka miała dość niespodziewanych, nocnych gości, których łączyło jedno, a mianowicie, że wszyscy byli zagubieni. A to oznaczało, że to właśnie ją pytano o właściwy kierunek. Między innymi spotkała się z niewydarzonym księciem, który poszukiwał utraconej księżniczki. Zdezorientowana wskazała mu pierwszy lepszy kierunek, plotąc jakieś niestworzone bzdury. No cóż, miała do tego prawo – w końcu sądziła, że to sen. Oczywiście gdy to się powtórzyło, zrozumiała, że się myliła. Niestety, było za późno na wyprostowanie sprawy i dotąd nie wiedziała, gdzie ów niewydarzony książę wylądował. Miała już do czynienia z pewnym czarnoksiężnikiem, któremu naprawdę źle patrzyło z oczu, a mimo to podpowiedziała mu, którą w stronę się udać. Na chybił trafił. Pojawił się również jakiś wędrowiec, który chciał dotrzeć do księgarni Selkar. A teraz zgłaszała się do niej następna pokraka, która nie miała zielonego pojęcia o dobrych manierach, na dodatek bezczelnie spoglądała na nią tymi kaprawymi oczkami. Niech to szlag trafi! — pomyślała ze złością Emilka.

        — Rozumiem, że chodzi ci o księgarnię? — zagadnęła w miarę neutralnym tonem, zarazem podejmując decyzję w kwestii taktyki, którą tym razem planowała zastosować.

        Stworzenie skinęło niecierpliwie zbyt dużą główką w stosunku do ciała.

        — Więc którędy? Chcę odebrać moje zamówienie — prychnęło po chwili, gdy Emilka nie śpieszyła się z odpowiedzią. — No, słucham, paniusiu!

        — Uważaj, jak do mnie się zwracasz, bo jedyna droga, jaką ci pokaże, będzie do piekła. Poza tym uprzejmość nakazuje przedstawić się, a przede wszystkim zapukać, przed wejściem do cudzego mieszkania.

        — Nie mam czasu na takie dyrdymały. Jakbyś nie zauważyłaś, śpieszę.

        — A śpiesz się, śpiesz — burknęła złośliwie Emilka — guzik to ci cokolwiek pomoże.

        — A niby to dlaczego?

        — Po pierwsze, jest po północy, czyli księgarnia jest zamknięta. Po drugie, na pewno nie otworzą jej przed dziewiątą. Po trzecie, sam mogłeś sprawdzić w internecie.

        — A ty, mogłabyś być milsza.

        — Aż tak bardzo chcesz oberwać wrednym zaklęciem? — Stworzenie wzdrygnęło się na te słowa, niejako tracąc swoją pewność siebie, a szyderczy uśmieszek nie powrócił więcej na jego twarz. — Chciałabyś być różowy, a może pomarańczowy? — Stworzenie tym razem zadrżało i cofnęło się o krok. Emilka uśmiechnęła się z satysfakcją. — No więc, jak to będzie?

        — Ale ja tak długo czekałem na tę wyjątkową pozycję — zaskrzeczało piskliwie.

        Emilka zastanowiła się. Gdy po raz pierwszy została zapytana o Selkar, nie od razu zorientowała się, o co chodzi; potrzebowała małej podpowiedzi, ale się jej udało. No i odniosła dodatkową korzyść, gdyż znalazła miejsce, gdzie tanio mogła nabywać książki. Równocześnie po udzieleniu odpowiedzi zagubionym gościom wkrótce dostawała różnego rodzaju prezenty. Na przykład w przypadku czarnoksiężnika to był zestaw rozmaitych eliksirów, którego nie odważyła się użyć. Eliksiry miłosne jej nie interesowały; poza tym z przeczytanych książek zawsze wynikało, że to kończyło się mnóstwem problemów, czyli tak na dobrą sprawę jeszcze nikomu w niczym nie pomogły. Trucizny też nie zastosowała, ponieważ nie chciała nikogo truć na śmierć, ale gdyby to był jakiś wywar na biegunkę, to owszem, nie miałby nic przeciwko temu…

        Tak czy inaczej, pewnie i w tym wypadku mogła liczyć na małą rekompensatę za udzieloną pomoc, chociaż nie wiedziała, co to będzie. I żałowała, że nie może zażyczyć sobie szóstki w lotto. To byłoby coś! Po prostu miałaby nareszcie odpowiednie fundusze na książki.

        Emilka westchnęła niejako z rezygnacją, dostrzegając w końcu proszące spojrzenie pokraki, która nie chciała się przedstawić.

        — No dobrze, rano osobiście wskażę ci drogę — ostatecznie i tak szła w tym kierunku i jeśli nieco wcześniej wyjdzie, będzie mogła trochę zboczyć, żeby zaprowadzić to niewdzięczną istotę.

        — Dopiero rano?

        — Nie jęcz. Skoro czekałeś tak długo, kilka godzin nie zrobi różnicy. Póki co, możesz przespać się w przedpokoju na kanapie i nie waż się zbliżać do mojej sypialni, czy to jasne?

        — Ale, ale…

        — Pytam, czy to jasne?! — Stworzenie niechętnie pokiwało główką, słysząc twardy ton Emilki. — To dobrze. Możesz wziąć ten koc z krzesła. I nie chcę już słyszeć żadnym dźwięków do rana. Ma być spokój, czy to jasne?

        — Jasne, jasne — mruknęło na tyle zgodnie, że to wydało się Emilce podejrzane.

        — Jeśli zakłócisz mój spokój, zamienię cię w różowe stworzenie ozdobione w fioletowe kwiatki na długo, na bardzo długo — dodała ze złośliwym uśmieszkiem Emilka. — Chyba zacznę uszu, tak na wszelki wypadek…

        — Nie, nie, nie — wyjęczało przerażone stworzenie, cofając się jeszcze o krok i chowając nieszczęsne uszy. — Proszę nie.

        — Czyli niczego nie będziesz próbował? — zagadnęła podejrzliwym tonem Emilka.

        Stworzenie energicznie pokręciło główką w niemym zaprzeczeniu. Po chwili usatysfakcjonowana Emilka zrezygnowała z groźnego spojrzenia i pozwoliła sobie na w miarę uprzejmy uśmiech.

        — I czy w końcu się przedstawisz, czy to może jakaś tajemnica?

        — Tak, oczywiście. Marcus el-Bran Pomidor. A ty?

        — Emilia Nałęcz-Karska. No dobra, możesz na razie się oddalić. I nie zapomnij o różowym w fioletowe kwiatki. Ja naprawdę lubię ten wzór, szczególnie na innych istotach — mruknęła pod nosem Emilka, równocześnie zastanawiając, czy faktycznie udałoby się jej tego dokonać. No cóż, najważniejsze, że przekonała Marcusa.

        Rano Emilka jak zwykle niechętnie podniosła się na dźwięk budzika i przygotowała się do wyjścia do pracy – jak mus, to mus. Natomiast Marcus el-Bran Pomidor bynajmniej nie okazał się snem czy coś w tym stylu. Niecierpliwie wyczekiwał przy drzwiach na moment, gdy wreszcie wyruszą w drogę. Emilka zgodnie z daną obietnicą, zaprowadziła go prawie pod same drzwi księgarni Selkar, jednocześnie powstrzymując się przed licznymi pytaniami, poskromiwszy własną ciekawość. Czasem lepiej nie wiedzieć zbyt wiele. Przy okazji wspomniała mu, że mógł zamówić przesyłkę i wtedy nie musiałby osobiście szukać księgarni. Jednak Marcus stwierdził, że tak jest na pewno szybciej. Emilka nie kłóciła się z nim, poinformowawszy go, że będzie musiał ponad godzinę poczekać na otwarcie księgarni, następnie udała się do pracy. Ostatecznie nie było tak źle.

        Po powrocie z pracy Emilka natknęła się na stoliku na intrygujący egzemplarz książki, co skonstatowała z zadowoleniem – po prostu uwielbiała książki. I naprawdę nie chciała myśleć, co może trafić się jej następnym razem.

***

        I słusznie, ponieważ wielki smok z skłonnością do ADHD, który zdemolował niemalże pół mieszkania w środku nocy, to z pewnością…
Inną skazą ludzkiego charakteru jest to, że wszyscy chcą budować, lecz nikt nie chcę się zajmować konserwacją i obsługą. - Kurt Vonnegut „Hokus-Pokus”

Okres sprzed miliona lat, na który przypadło moje życie, mógłbym śmiało nazwać „epoką beztroskich potworów” – potworów raczej ze względu na osobowości niż ciała. - Kurt Vonnegut „Galapagos”

Offline Atentopocototutotam

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 8
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #18 dnia: Październik 09, 2011, 07:52:59 pm »
- Które pytanie jest ważniejsze? –  Zapytał skrzat ze złośliwym grymasem na twarzy.
Emilce brakowało do szczęścia tylko sarkastycznego skrzata, który nie miał prawa istnieć. Zapytała jednak jeszcze raz.
- Skąd się tutaj wziąłeś do stu diabłów?!!
- No bo zepsuł się bonskop, bo Okrętnik Galazy znowu był zmęczony i jak się potknął, to uszkodził korby i mu się szmaźnica wylała na siodło bonskopa i stać musiałem...  Wyrzucał z siebie skrzat z prędkością pocisku.
-Zamknij się!  - krzyknęła już czerwona ze złości – i tak cię nie rozumiem! Jeszcze raz!
- No dobra... – mruknął skrzat, mrucząc coś jednocześnie pod nosem. Z tonu można było wywnioskować, że nie deklamuje poezji. – jestem tutaj przypadkiem i na dobrą sprawę nie wiem, gdzie jestem, bo miałem się zmaterializować w Selkarze. Tak w ogóle, to Brulion jestem. Skrzat.
Wyciągnął dłoń by się przywitać. Stała przez chwilę a po jej twarzy przesuwały się różne emocje. W końcu jednak wyciągnęła dłoń do gościa.
- Emilia. Człowiek. I za chwilę się obudzę. Nie powiedziałeś jednak, co tutaj robisz. Nie ważne gdzie miałeś się znaleźć.
- Jestem naukowcem. Tylko raz w roku dostępujemy zaszczytu przeniesienia się do innego wymiaru, gdyż bonskop zużywa zbyt dużo...eeeee.... specjalnego paliwa. Ja badam wierzenia kultur z innych wymiarów, dotyczące skrzatów, a Selkar jest największą skarbnicą wszelakich teorii na nasz temat. Tak przynajmniej mówił jeden wariat z waszego wymiaru, który przypadkiem do nas trafił. Jakub mu było i śmierdział.
- A z czego robicie to paliwo? - zapytała Emilka z ciekawością, jednak cały czas błądziła myślami po biurze i perspektywie poranka.
- Nie wiemy. Jaku dał nam kilka flaszek i powiedział, że to nam ułatwi życie. No i ułatwiło. To świetny napęd do bonskopa.
Coś zaczęło jej świtać. Pobiegła do sąsiedniego pokoju i w kilka sekund wróciła z dwiema butelkami wódki, których goście nie zdążyli dopić podczas ostatniej imprezy. Postawiła butelki przed skrzatem.
- Masz to swoje diabelne paliwo i spadaj gdzie tam sobie chcesz, tylko daj mi spać!
Odwróciła się i pomaszerowała do łóżka, mamrocząc pod nosem coś o idiotycznych snach i szefie, przeplatając to kilkoma przekleństwami. Zasnęła szybko. Kiedy zadzwonił budzik, była nawet wypoczęta. Uśmiechnęła się sama do siebie na wspomnienie snu.
Tydzień później wpadli do niej znajomi. Wódki w barku nie było.

Offline Aislinn

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 24
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Wiedźmowa głowologia
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #19 dnia: Październik 09, 2011, 09:28:15 pm »
   Szok minął, ruszyła krok do przodu... I zatrzymała się niepewnie. Może to tylko przywidzenie? Jest zmęczona, miała ciężki dzień… Tak, to na pewno przywidzenie.
   - Jesteś tylko złudzeniem, senną marą.
   - Żadną Marą nie jestem. Spieszy mi się, paniusiu, więc z łaski swojej udziel odpowiedzi na moje pytanie.
   - To co tu robisz, skoro nie jesteś przywidzeniem, hę?
   - No jak to co? Szukam drogi do Selkara.
   Stwór powiedział to tonem najoczywistszej na świecie prawdy, po czym podejrzliwie przyjrzał się Emilce. Zaczął podejrzewać, że jest niedorozwinięta albo przynajmniej ma obniżony iloraz inteligencji.
   - Nie marszcz tak tych brwi, bo wyglądasz jak matoł i nie przypominasz tej sexy laski sprzed kilku minut – dodał z bezczelnym uśmiechem.
   Emilka zatrzymała się w połowie kolejnego kroku, zapowietrzyła i dzikim spojrzeniem rozejrzała za bronią. Czymś, czym można by rzucić w bezczelnego skrzata. Ostatecznie na początek wybrała swoje kapcie w tygryski. Pierwszy trafiłby w twarz, gdyby stworzenie się nie schyliło, drugi poleciał bokiem.
   - Ej! Uważaj, bo mnie trafisz! I co będzie jak zrobisz mi krzywdę? Jesteś ubezpieczona na wypadek uszkodzenia skrzata książkowego?
   Dziewczyna uniosła poduszkę i zastygła trzymając ją nad głową.
   - Eee…Skrzata książkowego? To coś takiego istnieje?
   - A co? Nie widać? Ślepa czy na mózg się rzuciło? Normalnie elokwencja pięciolatki.
   Skrzat pokręcił z niezadowoleniem głową, a Emilka powoli odłożyła swój puchowy pocisk. Przysiadła na krawędzi łóżka i intensywnie wpatrywała się w przybysza. Ten zaś bezczelnie podłubał sobie w zębie, wytarł palec w rękaw (o ile to w ogóle był rękaw) i spojrzał na gospodynię.
   - Skończyłaś się gapić, paniusiu? Trochę mi się spieszy.
   - Na pewno nie jesteś włamywaczem ani gwałcicielem? – upewniła się Emilka.
   - A wyglądam na któregoś z nich? Jeśli to jakiś fetysz i koniecznie muszę któregoś z nich udawać, żeby dowiedzieć się, jak się dostanę do Selkara, to niech będzie – skrzat wyszczerzył się w uśmiechu, napiął sflaczałe mięśnie i wypiął wklęsłą klatę, a potem puścił do niej oczko. Wszystko to wyglądało komicznie, choć trochę odpychająco.
   - Fuuuj! Ty zboku!
   Emilka rzuciła poduszką i tym razem trafiła. Skrzat zatoczył się, jednak nie upadł. Jęknął tylko cicho i westchnął przeciągle.
   - Mój GBPS musiał się pomylić…
   - GBPS?
   - No tak. Global Books Positioning System. Pokazuje kto ma ile książek. Ty masz ich bardzo dużo, dlatego pomyślałem, że będziesz wiedziała, gdzie jest Selkar… Muszę tam trafić i to jeszcze dzisiaj w nocy…
   Schował swoją pomarszczoną twarz w dłoniach i wydał dźwięk mogący świadczyć o tym, że zaraz się popłacze.
   - Dlaczego?
   Skrzat uniósł powoli głowę i wbił zaczerwienione oczy w Emilkę, po czym odezwał się suchym, nieprzyjemnym głosem:
   - Co, dlaczego?
   - Dlaczego musisz się dzisiaj dostać do Selkara?
   - Ty naprawdę jesteś głupia – podsumował skrzat. – Przecież Selkar ma urodziny! Muszę złożyć życzenia w imieniu skrzatów książkowych i przedłużyć naszą umowę na kolejny rok. Jak tego nie zrobię, to mogę nie wracać do firmy.
   - Acha. Jakiej firmy?
   - Srakiej! Wiesz, gdzie jest Selkar czy nie?
   - Wiem, ale nie powiem – na twarzy Emilki wykwitł szeroki, perfidny uśmiech. – Chyba że weźmiesz mnie ze sobą. Nawet jeśli jesteś przywidzeniem, to chcę złożyć życzenia!
   Skrzat pokręcił z rezygnacją głową.
   - Za co?! Za co mnie to spotyka?! Czy kiedykolwiek zniszczyłem jakąś książkę? Czy zagniotłem róg? Złamałem okładkę? Zalałem stronę?!
   - Histeryzujesz. Będę gotowa za piętnaście minut.
   Wybiegła pędem do łazienki, a zdołowany skrzat wpatrywał się tępo w biblioteczkę. Nagle zauważył coś interesującego. Oczy rozjaśniły mu się ze szczęścia. Stworzenie podbiegło do szafki nocnej, na której znajdowała się czytana przez Emilię książka. Otworzył ją na początku szóstego rozdziału i z radością wpatrywał się w zakładkę… z sową. Zakładkę z Selkara! A jak wiadomo, na wszystkich zakładkach Selkara znajduje się dokładny adres księgarni. Skrzat podskoczył z radości, capnął zakładkę i wyskoczył przez okno. Na ulicy dało się jeszcze usłyszeć triumfalny okrzyk i tupot małych nóżek. Później zapadła cisza.
   Gdy Emilka wróciła do sypialni nikogo w niej nie było. Zdezorientowana rozejrzała się dookoła, sprawdziła pod łóżkiem, za zasłoną, ale nigdzie nie znalazła skrzata. Potarła skronie i ziewnęła przeraźliwie czując nagły przypływ senności.
   - Musiało mi się przywidzieć… Jestem przemęczona…
   Przebrała się z powrotem w piżamę i wskoczyła do łóżka. Sprawdziła, czy na pewno nastawiła budzik, a jej spojrzenie na chwilę zatrzymało się na książce. Coś tu nie pasowało... Gdzie się podziała zakładka?!

Offline jantarek

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 12
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #20 dnia: Październik 09, 2011, 09:58:49 pm »
 I nagle popatrzyła z niesmakiem w głąb pokoju. „Uroczo, doprawdy. Jak już w mojej sypialni pojawia się jakiś osobnik płci przeciwnej, to akurat jest mały, brzydki i pomarszczony. Mogłam sobie chociaż kota kupić, to bym go  nim poszczuła”.
-Jest północ, koleś. -wycedziła- Czy ja wyglądam na informację turystyczną?
Nieważne, że wpadł znienacka do jej pokoju, nieważne, że mógł ją zgwałcić, zamordować, albo okraść. Albo wszystko naraz. Nawet można przeżyć, że widział ją w spranej piżamce w myszki. Ale po tym, jak nazwał ja „paniusią”,  stracił bezpowrotnie szansę na porozumienie. Międzygatunkowe jak mu się przyjrzeć.
-Nie. Ale po co te nerwusie, laluniu. Dzie ten Selkar?
Złe nagle zmaterializowało się i przy akompaniamencie werbli i fanfarów wstąpiło w Emilkę.
-Laluniu. Laluniu?! Tak, to sobie możesz mówić do swojej skrzacicy, czy czym tam jesteś. Zabieraj swoje mini manatki i fru mi stąd! A jak nie, to ja Ci zrobię wjazd na chatę i zobaczymy co powiesz!
Przybysz popatrzył z uznaniem. Podrapał się po długiej brodzie i puścił oczko.
-O, widzę ostra kobitka. Hłe hłe hłe! O, lubimy takie kocice… Ale my tu gadu gadu, a do Selkara którędy?- nie ustępował.
Emilka oprzytomniała nieco, zacięła się w sobie i pominęła milczeniem nowe, obraźliwe słówka, ponieważ rozmowa nie szła w pożądanym kierunku. Popatrzmy na to trzeźwo- jest noc, jej własne mieszkanie, zero procentów i leków we krwi, a mimo to stoi przed nią jakiś gburowaty troll i chce informacji! No jest to jednak pewien ewenement.
- Ee… Co ty, robisz tu… teraz? Poza zadawaniem dziwnych pytań? Jakżeś tu wlazł. I dlaczego do mnie??- zapytała nieskładnie szukając dyskretnie niebieskiego szlafroczka.
-Paniusiu, dzie ten Selkar i se idę… Oni tam mają jakieś układy z dobrymi wróżkami, ja tam nie wiem… Kazali się zjawić w ramach prezentu to idę. Tylko dzie to jest?!
Rozmowny nie był, to pewne. Ale jak się nigdy nie widziało skrzata, to trzeba wykorzystać to co jest. Wiadomo, kiedy znowu jakiego zobaczy? W sumie, to może być nawet ciekawe doświadczenie. Jednych porwało Ufo, inni wierzą w Mikołaja, a Emilia we własnym domu przyjmuje magiczne stworzenie. Wolałaby Pottera, może hobbita, albo księcia z bajki. Ale nie wydziwiajmy.  Ten też może być przydatny. Tylko jak mu język rozwiązać?
-A… Selkar. Niedaleko. A o jaki prezent chodzi?- drążyła Emilia- może pomóc przenieść?
-Ech….- wzdychnął gość- Ja jestem ten prezent. Skrzat – Jan Bożęty. Zapewniam bogactwo, dostatek i powodzenie. Mam się stawić w Selkarze, bo jakieś szczęśliwe urodziny mają. Niestety u nas impreza, wszyscy opili się nektaru, a ja jako kierowca jestem trzeźwy, ale bez adresu. To jak?
Emilka uśmiechnęła się w duchu- chytrze i bezwzględnie. Pomoc dla Selkara- oczywiście! Ale czemu od razu za darmo…
-Skoro tak… mogę poszukać adresu… Ale…Czy jest przewidziane jakieś znaleźne? W końcu pomagać Ci się odnaleźć?
Skrzat przekrzywił głowę i porozumiewawczo mrugnął.   
- A to się misiaczku…Pardon…Psze Pani, da załatwić- zamknął oczy i przez chwilę kiwał się w przód i w tył-Szefunio widzę jakiś drętwy. To chyba rodzina z Babą Jagą. O, pech- teściowa jutro wpadnie z wizytą. Zostanie tydzień. Żona  poleci na zakupy, oj chyba karty nie wystarczy… I dentysta, za dwa dni będzie musiał go odwiedzić. A w papierach-zmiany. Ktoś tu chyba awansuje?- łypną szelmowsko na Emilkę- W końcu trza se pomagać!
Emilia ochoczo podała adres i obiecała odwiedzić Jana na stronie księgarni. Pomachała skrzatowi i uśmiechnęła się z aprobatą. „No i warto pomagać!”


Offline derawel

  • Admin
  • *
  • Wiadomości: 581
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #21 dnia: Październik 12, 2011, 01:50:51 pm »
Książki otrzymują:
  • SirCaptain
  • Vicky
  • czarownicujaca
  • enskai
  • Gwynbleidd

Prosimy zwycięzców, w takiej kolejności jak wyżej, o podanie w tym temacie nagrody, którą wybierają. Następnie o kontakt poprzez PW z derawelem i podanie adresu do wysyłki (wraz z numerem telefonu) lub informację o chęci odbioru książki w naszej księgarni w Białymstoku.

Użytkownik, któremu aktualnie przypada prawo wyboru ma tydzień na zadecydowanie jaką książkę chce otrzymać. Jeżeli tego nie zrobi, wypada z kolejki, a prawo wyboru otrzymuje następna osoba.

Osoby, które przegapiły swoją kolejkę mogą się zgłaszać do mnie na PW.

Zwycięzcy mają 5 tygodni na zgłoszenie się po nagrodę. Jeżeli w tym terminie nie otrzymamy żadnej wiadomości, nagroda przepada!

Gratulujemy wszystkim!

Offline SirCaptain

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #22 dnia: Październik 12, 2011, 04:35:34 pm »
Dziękuję bardzo za wyróżnienie i poproszę ,,Wichry Archipelagu'' Beaulieu Bradley P.  :)

Offline Vicky

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 17
  • Płeć: Kobieta
  • "We don't need a reason to help people"
    • Zobacz profil
    • Mercy In Your Eyes
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #23 dnia: Październik 12, 2011, 06:14:48 pm »
Ja również bardzo dziękuję i wybieram tą samą pozycję - ,,Wichry Archipelagu'' Beaulieu Bradley. Niezmiernie się cieszę, że są aż dwie.
Moje recenzje i opowiadania: http://miye.eu/

Offline czarownicujaca

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 26
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #24 dnia: Październik 12, 2011, 06:20:55 pm »
Ja również dziękuję za przyznanie mi jednej z książek, gratuluje pozostałym, i - ponieważ nie ma już trzecich "Wichrów..."  ;) - poproszę o "Ziemia, powietrze, ogień i... budyń" Toma Holta.

Offline enskai

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #25 dnia: Październik 12, 2011, 08:50:42 pm »
Bardzo dziękuję za wyróżnienie. Przyznaję, że tak jak moim poprzednikom spodobały mi się "Wichry", jednak cieszę się, że mogę wybrać inną ciekawą książkę - "Wezwanie Ziemi" Carda.
Z pozdrowieniami,
Enskai

Offline Gwynbleidd

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 25
  • Płeć: Mężczyzna
  • Darkness is so dark...
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #26 dnia: Październik 12, 2011, 08:55:11 pm »
Ciesze się, że znalazłem się w gronie zwycięzców! Wygląda na to, że została tylko jedna pozycja - "Ziemia, powietrze, ogień i... budyń" Toma Holta. Chociaż, tak jak poprzednikowi, spodobało mi się "Wezwanie Ziemi".
"Umysł potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia."
"Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoją słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie."

Tyrion Lannister

Offline monikaa86

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 25
  • Płeć: Kobieta
  • Książki - miłość życia.
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #27 dnia: Październik 20, 2011, 04:44:11 am »
Gratulacje dla zwycięzców:) Stanęli na wysokości zadania:)
A swoją drogą był to bardzo fajny konkurs ("taki z jajem" :) ) i mam nadzieję, że jeszcze podobne się pojawią. Sama miałam ochotę wziąć udział, niestety natłok obowiązków nie pozwolił :(

Offline SirCaptain

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Trzeci konkurs urodzinowy!
« Odpowiedź #28 dnia: Październik 20, 2011, 06:02:00 pm »
Doszły już do mnie ,,Wichry Archipelagu'' i jestem bardzo zadowolony  <grin>