Na razie przeczytałam dwa tomy.
Nie podobają mi się zwroty autora do czytelnika, sposób opisywania itp. (nigdy tego nie znosiłam i raczej staram się unikać, jeśli mogę). Poza tym razi mnie i odstręcza nazywanie bohatera biedaczkiem itp. i w ogóle sugerowanie, po której stronie powinna być sympatia czytelnika. Irytowały mnie rozmowy zakochanych par - były sztuczne i takie patetyczne, w pewnym momencie zaczęłam przeskakiwać tekst, bo nie mogłam tego znieść (wolę już romanse, przynajmniej bywają zabawne). Trochę zdumiewa mnie łatwość, z jaką Monte Christo udawało się osiągnąć kolejne cele, bez przeszkód, czy nieprzewidzianych wypadków. Widocznie autor uznał, że mu się należy po tym, co przeszedł.
Sama intryga jest ciekawa, w niektórych momentach nieprzewidywalna...
I z lekka mi żal, że III tom będę miała dopiero w następnym tygodniu, trochę ciekawi mnie, jak to się skończy, z filmu pamiętam jedynie jakiś pojedynek w ruinach.