Powieścią Bolesława Prusa, którą najbardziej lubię jest bez wątpienia "Faraon". Ogólnie lubię czytać o Starożytnym Egipcie, ale Prus oprócz lubianej przeze mnie tematyki stworzył także świetną opowieść, ciekawych bohaterów, z którymi się zżyłem podczas lektury. Książka, jeśli dobrze pamiętam, jest lekturą w gimnazjum. I dzięki temu się z nią zetknąłem. Brat jak był w gimnazjum wypożyczył, ale jakoś czytać mu się nie chciało. Za to ja, nie mając co czytać nie miałem oporów by sięgnąć po Faraona. I od tamtej pory książka zalicza się do moich ulubionych.
Poniżej przytoczę Wam tekst, który napisałem nie tak dawno temu. Po drugiej lekturze Faraona. Myślę, że jest to spojrzenie bardziej wyważone do tego z mojej pierwszej lektury. Posłuchajcie:
Dawno temu, po pierwszej lekturze "Faraona" napisałem tekst, w którym trochę sobie ponarzekałem na kapłanów i ich rolę w Egipcie. Czytając go ponownie mam wrażenie, że napisany został pod wpływem emocji po przeczytaniu powieści. Zabrakło mi trochę refleksji i spokojniejszego i pełniejszego spojrzenia na powieść Prusa. Wtedy nie znałem zakończenia powieści i czytałem, aby dowiedzieć się jak skończy się walka z kapłanami. Czytając niedawno już znałem wynik, mogłem więc skupić się bardziej na pytaniu, dlaczego tak się stało i czy dało się tego uniknąć?
Ramzes oczywiście mógł zwyciężyć, była na to szansa, jednak moim zdaniem niewielka. Jego porywczość i ślepa wiara w armię, przy jednoczesnym lekceważeniu kapłanów, a zwłaszcza ich mądrości, praktycznie przekreślała jego szansę. Kapłani mieli wielką siatkę szpiegów, nawet w armii faraona. Gdy Tutmozis wydał rozkaz ataku na świątynie Ptah, 3/4 jego żołnierzy odmówiło, gdyż było na żołdzie kapłanów. Sam Tutmozis zginął z ręki obłudnego Eunany. Kapłani opanowali sztukę przesyłania wiadomości na odległość, w ciągu paru godzin mogli dostać wiadomość z drugiego końca Egiptu. Informacja, jak wiadomo, jest potężną bronią. Nabrałem podczas lektury nieco szacunku do Herhora. Nie przepadałem za nim, gdyż był głównym przeciwnikiem Ramzesa, ale jednocześnie był niewątpliwie mądrym człowiekiem z wielkim doświadczeniem w rządzeniu państwem. Była taka scena w której Herhor mówi, że mimo panowania młodego faraona to on, nawet odsunięty od łask, nadal rządzi państwem.
- Jednak rządzi...
- Co to za rządy, Pentuerze! - odparł z uśmiechem arcykapłan. - Pootwierał nowe szkoły wojskowe, pomnożył liczbę pułków, zbroi cały naród, obiecuje święta pospólstwu... Ale jak on to wykona?... Trzymasz się z daleka od niego, więc nic nie wiesz; lecz ja zapewniam cię, że on wydając rozkazy wcale nie zastanawia się, kto to zrobi? czy są środki? jakie będą następstwa?..
Tobie się zdaje, że on rządzi. To ja rządzę, ja ciągle rządzę, ja, którego on wypędził od siebie...
Ja robię to, że dziś mniej wpływa podatków do skarbu, ale ja też zapobiegam buntowi chłopstwa, który już by wybuchnął; ja sprawiam, że nie porzucono robót przy kanałach, groblach
i gościńcach. Ja w końcu już dwa razy powstrzymywałem Asyrią od wypowiedzenia nam wojny, którą ten szaleniec wywołuje wojskowymi rozporządzeniami...
Muszę jednak przyznać, iż jego rządy są tak szkodliwe dla Egiptu, że gdyby Ramzes miał brata albo gdyby Nitager był młodszy, już usunęlibyśmy dzisiejszego faraona..
Herhor znał się na rządzeniu państwem, Ramzes miał dużo dobrych chęci, ale nie miał ani wiedzy ani doświadczenia. Wydawał pieniądze, a jak mu zabrakło kazał zawoływać Hirama by pożyczyć od niego, nie zastanawiając się jednak skąd weźmie środki by mu oddać. Jednocześnie Fenicjanie brali w zastaw majątki królewskie co równocześnie zmniejszało wpływy do skarbu. W słowach Herhora jest lekceważenie faraona, ale jednocześnie wiele racji.
Z rozważań Pentuera dowiadujemy się jak nierówne były siły obu obozów, kapłanów i faraona.
Rada mogła rachować ledwo na parę tysięcy stronników, na swoje skarby i niesłychanie mądrą organizacją. Siły najzupełniej nierówne, ale wynik walki - bardzo wątpliwy.
Dodatkowo na niekorzyść młodego Ramzesa działa to, że nie szanował wiedzy, a wręcz drwił z niej. Przykład, rozmowa Pentuera z Menesem.
- W miesiącu Paofi. Pisałem o tym do faraona myśląc, że w zamian złoży jaką ofiarę dla naszej zaniedbanej świątyni. Ale on odczytawszy list wyśmiał mnie i kazał memu posłańcowi zanieść tę nowinę do Herhora...
- A Herhor?
- Dał nam trzydzieści miar jęczmienia. Ten jeden człowiek w Egipcie szanuje mądrość; ale młody faraon jest lekkomyślny.
A ja ci mówię, że on jest lekkoduch - odparł rozdrażniony Menes. - Dwa miesiące temu posłałem mu wielki plan ulżenia pracy chłopom i... także wyśmiał mnie!... To nieuk i pyszałek.
Herhor wiedział co znaczy wiadomość o zaćmieniu słońca. Była to potężna broń. Ramzes, gdyby potraktował ją poważnie, mógłby obronić się przed przedstawieniem kapłanów i nie dać się wciągnąć w zasadzkę.
Menes nie pojawia się zbyt często na kartach "Faraona" jednak jest moim ulubionym bohaterem z tej książki. Sam Herhor go podziwiał.
No, idź już, idź i pozdrów ode mnie Menesa. Pamiętaj też, że umiem być wdzięcznym, co stanowi wielką tajemnicę władzy. Powiedz Menesowi, że spełnię każdą jego prośbę, byle mi na przykład nie kazał wyrzec się tronu...
Mimo wszystko, Ramzes, nawet jeśli nie wygrałby tej walki nadal miał szansę na długie rządzenie. Ułożyłby się z kapłanami. Ja przeszkodzie stanęła mu zwykła ludzka nienawiść, stary Mefres nigdy nie zapomniał zniewagi i gotów był za to zabić faraona niż widzieć go szczęśliwego. Udało mu się to, choć sam także przypłacił to życiem.
Druga lektura Faraona rzuciła światło na wiele wydarzeń, które wypadły mi z pamięci dawniej. Fragmenty, które przytoczyłem wydają mi się ważne dla zrozumienia, dlaczego tak, a nie inaczej potoczyły się losy młodego władcy. Są jeszcze inne, ale już ich tu przytaczał nie będę.
Można mieć do młodego władcy sympatię, za to, że był odważny, za to, że chciał poprawić dolę chłopów i uratować państwo egipskie. Tego wszystkiego mu odmówić nie można, dzięki swoim zaletom zdobył sympatię wielu czytelników Prusa. Jednocześnie patrząc bardziej obiektywnie, mniej emocjonalnie, biorąc pod uwagę szersze pole widzenia, porażka Ramzesa wydaję się być uzasadniona. I choć nie zmieniłem obozu i moja sympatia do Ramzesa nie wygasła, teraz wyraźniej dostrzegam, że jego klęska nie była li tylko dziełem przypadku związanego z zaćmieniem słońca. Właściwie to nawet nie był przypadek. To kapłani tak pokierowali zdarzeniami, by ofensywa na świątynie odbyła się dokładnie 20 Paofi, co potwierdza także Hiram, kiedy wrócił z Pi-Bast z listami dowodzącymi zdrady Herhora. Kapłani w tłumie mieli swoich agentów, którzy sfingowali atak na świątynie, tak by odpowiedniej chwili zainscenizować gniew bogów.
Nie uczyniliby tego, bez wielkiej siatki szpiegowskiej i wielkich wpływów w każdym niemal miejscu.
Nawet królowa Nikotris była z nimi w zmowie, Eunana, kapłan Seta, który przyszedł do pałacu po śmierci mistrza.
Ramzes wprawdzie miał na swoje usługi nie mniej sprawny wywiad fenicki, ale niczym ponad to nie mógł się pochwalić.