Wkurza mnie klasyfikowanie książek.
Heh, mnie też to wkurzało, bo jak na złość bardzo lubiłam książki przeznaczone dla chłopców

"Dziwne losy Jane Eyre" - co to za książka! Pamiętam, że jak pierwszy raz ją przeczytałam, to długo nie mogłam dojść do siebie i wrócić do rzeczywistości. A było to w ferie zimowe wiele, wiele lat temu.

Wymyśliłam sobie wówczas idealną miłość; było to zdaje się połączenie "Quo vadis", "Przeminęło z wiatrem", "Dziwnych losów Jane Eyre" i być może, "Ogniem i mieczem". He he he, człowiek młody był i głupi.
Popularność tej książki moim zdaniem polega na tym, że odpowiada ona na ukryte głęboko i może nawet nie uświadomione pragnienie przeżycia przygody, romansu. A to stało się udziałem Jane. Biedna sierota, nauczycielka, poznała bogatego pana Rochestera, który ukrywa pewną tajemnicę. Zakochują się w sobie, ale...
Bardzo też podoba mi się styl, jakim ta książka została napisana. Nie umiem jednak sprecyzować konkretnych cech tego stylu..po prostu mi się spodobał

"Vilette" autorstwa Charlotte Bronte powiedziałabym, nie dorasta do pięt "Dziwnym losom...". Autorka trochę za bardzo się rozpisuje nad uczuciami bohaterki, używa mnóstwa porównań, zobrazowań, nazbyt rozwodzi się nad szczegółami. Uważam też, że akcja została źle rozplanowana; za dużo jest na początku wstępnych wydarzeń, za wiele poświęcone pobocznemu wątkowi doktora Johna, zaś za mało o najważniejszych wydarzeniach, które znajdują swe rozwiązanie dopiero na samym końcu. Generalnie strawna książka, można nawet się wciągnąć; jedynie w porównaniu do "Dziwnych losów..." wypada słabiej...
Czytaliście może "Dziwne losy Adelki"? Ja owszem, zaczęłam, lecz nie udało mi się tego skończyć, nie dałam rady. Zbyt mnie znudziło, a mało której książce udaje się tego dokonać. Ramy czasowe zawierają się w czasach romansu pana Rochestera z Celiną Varens, potem zaś przedstawiają w niekorzystnym świetle Jane Eyre, szaloną żonę Edwarda pokazują jako kobietę skrzywdzoną przez niego... i tak dalej. Wszystko na odwrót niż "Dziwne losy Jane Eyre". Odczułam to poniekąd jak profanację bardzo lubianej książki. Nie polecam.