Coś w tym jest, że są takie książki, które muszą poczekać na ten właściwy moment.

Z mojego punktu widzenia literatury iberoamerykańskiej nie da się wrzucić do jednego worka, podoba mi się właśnie ta różnorodność... w sensie, że ten sam autor, a pisze tak różne książki. Przykładem jest właśnie Marquez i jego "Sto lat samotności" oraz "Miłość w czasach zarazy". Gdybym nie wiedziała, że obie są napisane przez jedną i tę samą osobę, to możliwe, że tego bym tak nie doceniała.
Ostatnio mam wielką chęć do powrotu do "Stu lat samotności".

Poza tym chyba ogólnie nie przemawia do mnie szczególnie literatura ibero (proszę nie bić
), ale może po prostu nie trafiłam jeszcze na te właściwe książki.
Wybór jest dość różnorodny, myślę, że po iluś tam próbach trafisz na coś, co Ci przypadnie do gustu.
