Książkę zakupiłam w Selkar z okazji Dnia Kobiet.
Zaczęłam czytać tego dnia, gdy zdarzyła się ta katastrofa, o której dużo się ostatnio mówi i o której kolejne pokolenia z pewnością będą się uczyć m.in. na lekcjach historii. (Cóż za zbieżność tematów...)
Posiadam wydanie z 2010 roku (Wydawnictwo Literackie), w miękkiej okładce. Po noszeniu w torebce jeden róg mi się
rozdwoił. Okładka jest raczej nietrwała... Mam nadzieję, że jak postoi przed długi czas na półce, to jakoś się rozprostuje, a jak nie, to może ją obłożę. Okładka jest czarna, dlatego efekty użytkowania są dość mocno widoczne.
Przytaczam słowa z okładki:
Zaskakująco aktualna i bardziej wciągająca niż wiele współczesnych powieści, inspiruje kolejne pokolenia czytelników i artystów: jej ekranizacja z 1963 r. stała się klasyką kina, na motywach książki zrealizowano kultowy serial "Zagubieni", do jej wątków nawiązywano w serialach "Simpsonowie", "South Park" czy "Włatcy móch", a hołd książce w swoich utworach oddali m.in. Stephen King oraz zespoły U2, Iron Maiden i The Offspring.Gdybym je wcześniej przeczytała, nie przekonałyby mnie. Sięgnęłam po "Władcę much" dlatego, że koleżanka tę książkę bardzo mi polecała.
Dlaczego ta informacja z okładki z mojego punktu widzenia nie jest przekonywująca? Widziałam może jeden odcinek serialu "Zagubieni" - beznadzieja. To było przewidywalne, no i strasznie raziły mnie niedopracowane szczegóły. Słyszałam o "Włatcy móch", ale nie mam zamiaru tego oglądać - odstrasza mnie już tytuł i cała ta animacja. "Simpsonów" oglądałam bardzo dawno, pamiętam tylko nazwę. Nazwy tych zespołów są dla mnie neutralne. Jeden plus, że zostało wymienione nazwisko Kinga (nie jestem jakąś specjalną fanką jego twórczości, ale jakieś tam pojęcie o nim mam).
Ekranizacji książki jeszcze nie widziałam - ma dobre oceny.
Odnośnie samej lektury, napiszę tak... trzeba uważnie czytać, nie nadaje się raczej na podróże, bo temat jest trudny, podczas lektury stawia się wiele pytań, na które można sobie odpowiedzieć po głębszych przemyśleniach, najlepiej w ciszy i spokoju.
Czytałam ją w złym momencie.
Ale ją mam, będzie stała na półce, na pewno za jakiś czas ponownie po nią sięgnę, bo uważam, że warto się czasem zatrzymać, zastanowić.
I jeszcze kilka słów dotyczących treści. Ta książka moim zdaniem nie jest do końca przewidywalna. Mam na myśli przedostatni rozdział, no i trochę ostatniego. Tu nie ma tak, że wszystko się dobrze kończy. Jakaś trauma pozostaje.
I taka mała informacja do Pani sprzedającej w Selkar. Warto. Tylko lepiej wcześniej ją obłożyć, by nie uległa zniszczeniom.
