Pewnego dnia przeglądając książki w poszukiwaniu czegoś, co by przykuło moją uwagę, trafiłam na pozycję pod tytułem
„Okruchy dnia”. Nazwisko autora –
Ishiguro Kazuo – nic mi nie powiedziało, ale tytuł zaintrygował, skojarzył się z filmem, który oglądałam i bardzo przypadł mi do gustu. Krótki opis potwierdził, że to jest właśnie to. Dotychczas nie wiedziałam, że film powstał na podstawie powieści. Stwierdziłam, że chcę mieć i przeczytać. Trochę trwało, nim zdobyłam.
Podoba mi się minimalizm okładki, jest odpowiedni do tej powieści – mam wydanie z Albatrosa (duże litery, większa interlinia świetnie sprawdzają się w podróży).
Cieszę się, że mogłam przeczytać „Okruchy dnia”, przy okazji nabrałam chęci ponownego obejrzenia tego filmu.
Tak pokrótce: w historiach o bogaczach często się przewija służba różnego rodzaju, którą zazwyczaj się przedstawia z punku widzenia tych bogaczy, a sami służący są wspominani mimochodem, gdzieś we tle. Tym razem jest odwrotnie, gdyż „Okruchy dnia” opowiadają o kamerdynerze, panie Stevensie i jak to wygląda z jego punktu widzenia. Dzięki narracji pierwszoosobowej świat jest widziany wyłącznie oczami Stevensa, co znacząco wpływa na odbiór jego opowieści. Historia w zasadzie koncentruje się na kilku dniach z jego życia, a właściwie na podróży, której się podejmuje w nadziei, że będzie mógł uzupełnić brakujący personel w Darlington Hall, a przy okazji spotkać dawną gospodynię, pannę Kenton. W czasie tej podróży wspomina dawniejsze czasy. Podoba mi się sposób, w jaki Kazuo ukazał te wspomnienia, wydają się takie realne, szczególnie w chwili, gdy Stevens waha się, gdy nie jest pewien, jak to dokładnie było. Zaintrygował mnie główny bohater.
Po „Okruchach dnia” mam ochotę przeczytać coś jeszcze Kazuo, myślę, że warto.
Zapraszam do dyskusji.
