To, co tu napisałam, to bardzo luźna opinia na temat książki „Zanim Cię znajdę”.
Od dawna chciałam ją przeczytać, ale zwykle odkładałam to na „kiedyś”. W końcu to „kiedyś” nadeszło.
„Zanim Cię znajdę” jest pierwszą książką Irvinga, jaką przeczytałam. Już w trakcie lektury wiedziałam, że będę chciała w przyszłości sięgnąć po inne tytuły tego autora. („Świat według Garpa” czeka, aż gapowaty czytelnik zwróci książkę bibliotece i zapłaci wciąż rosnącą karę.)
Nie będę zdradzać fabuły, myślę, że te kilka zdań na okładce na temat treści książki wystarczy. Napiszę jedno: można być zaskoczonym i to nie tylko pod koniec.
„Zanim Cię znajdę” czytało mi się wolno (chciałoby się powiedzieć, że to zrozumiałe, patrząc na taką objętość i czcionkę, ale przecież wiemy, że są takie książki „cegły”, które się pochłania w mig).
Podczas lektury tej książki towarzyszyło mi wiele znanych emocji: radość, znużenie, zdenerwowanie, zniesmaczenie… tak jak i w życiu. Od połowy zaczęłam się wciągać w fabułę i potrafiłam czytać kilka rozdziałów naraz, co było moim ogromnym osiągnięciem, gdyż ogólnie ostatnio ciężko mi się skoncentrować. Gdy dotarłam do ostatniego zdania, na mojej twarzy zagościł uśmiech. Byłam z siebie dumna, że przeczytałam do końca – moja siostra nie dotrwała, zrezygnowała na ostatnich stu stronach.
Ciekawostką jest to, że zbliżając się do końca lektury dopiero zauważyłam, co jest przedstawione na okładce. Wcześniej było to dla mnie rozmazane tło.
Ogólnie warto chociaż spróbować przeczytać tę książkę. Podyskutowałabym o niej z kimś, kto ją czytał. Uznałam, że wątek nie musi dotyczyć tylko jednego tytułu, może ktoś z Was czytał coś innego?