Właśnie skończyłam czytać "Na wschód od Edenu". Czytało mi się długo, ale nie dlatego, że książka była nieciekawa. Wręcz przeciwnie. Podobała mi się, spodobał mi się sam pomysł wplecenia wątku fikcyjnego o rodzinie Trasków. Gdyby nie to, książka byłaby uboższa zarówno objętościowo, jak i pod względem przekazu.
Czytałam ją wolno, bo nie chciałam, by coś, co chciałam "zobaczyć", mi umknęło. Na okładce napisano, że jest to między innymi "alegoryczna przypowieść o walce dobra i zła w człowieku" - to prawda. Pewnego dnia koleżanka zapytała mnie, o czym jest ta książka. Nie potrafiłam jej jednoznacznie odpowiedzieć. Nie chcąc odbierać jej przyjemności z wgłębiania się w lekturę i streszczania wątków, odpowiedziałam, że bardzo dobrze jest tam zestawione dobro ze złem. Odpowiedziała coś w stylu "brzmi tak, jakbyś przeczytała to, co było napisane na okładce". Przyznałam, że tak było, ale wyjaśniłam, że naprawdę to dostrzegłam.
Zgadzam się z krm03, Steinbeck bardzo dokładnie przedstawił swoje postacie (jak i szczegóły otaczającej rzeczywistości). Czytając, łatwo było mi wyobrazić na przykład wyraz twarzy przebiegłej Kate. Uważam, że jest to najciekawsza postać w tej powieści, mimo, że była złą kobietą. I z pewnością, gdyby nie ta bohaterka, zło nie byłoby ukazane z taką siłą, wyrazistością. A czytając o jej najpodlejszych występkach, miałam dreszcze i myślałam w duchu: "kryminał", mimo, że ta książka jest zaliczana do klasyki, która kojarzy mi się z wewnętrznym spokojem.
Powieść dała mi bardzo dużo do myślenia, aż trudno to wszystko zebrać. Nie przepadam za nawiązaniem do wątków biblijnych w literaturze, na co wskazuje już sam tytuł, jednak to nie jest takie jednoznaczne. Hm. Trzeba przemyśleć.
Dodam, że nie spodziewałam się takich wrażeń. Cieszę się, że tę książkę posiadam. Bez obaw polecam ją każdemu.