Dobra, rozgadam się tu o filmach, ale dodam, że może ta moja wypowiedź zachęci do przeczytania książek.

Kilka dni temu obejrzałam film "Na wschód od Edenu" (z 1955 r.). Bardzo mi się spodobał. Polecam tym, którzy nie oglądali, a książkę czytali już jakiś czas temu.
Co prawda, wiele dość ważnych wątków zostało pominiętych i nie widać było tego wyraźnego rozgraniczenia między tym dobrym, a tym złym (mam tu na myśli braci), jednak warto obejrzeć chociażby dla tej scenerii. Podobało mi się to, jak młodzież okazywała swoje emocje: radość, zdenerwowanie, panikę... a najbardziej pewnie zapadnie mi w pamięci taki szczegół, jak ich bieganie - bo w podskokach.

I przeczytałam drugi raz "Myszy i ludzie". Też potem obejrzałam film. Gdzieś w internecie wyłapałam w czyjejś wypowiedzi na temat tej książki słowo "niepełnosprawność". Oczywiście określało ono Lenniego. Pod takim kątem o tym nie myślałam... i dodam, że nawet mi do głowy nie przyszło, by określić to niepełnosprawnością. To słowo jest takie... współczesne. Moim zdaniem nie pasuje do odbioru tej książki. Nie tutaj. Ciekawe, jakie jest Wasze zdanie na ten temat.
W filmie natomiast (z 1992 r.) też w sumie tak do końca nie widać tego, że np. George jest sprytny - jest raczej normalny, przeciętny. No i też można przyczepić się do wzrostu, bo Lennie jest wysoki, a George niski. W książce to ma później sens, bo Curley przyczepił się do Lenniego głównie z tego powodu, że jest on od niego wyższy... Widziałam kawałek starszego filmu (z 1939 r.) i wydaje mi się, że tamta wersja jest bliższa książce niż ta nowsza.