Faktycznie całego klimatu Iberoamerykańskiego jest tam jak na lekarstwo, zwłaszcza, że prawie połowa powieści rozgrywa się w Paryżu w kręgach tamtejszej wielokulturowej bohemy. A zgodzę się iż przez niektóre fragmenty ciężko przebrnąć, ale w sumie "Ulisses", "Proces", "Sto lat samotności" czy nawet "imię róży" wcale nie są prostsze w odbiorze.