Ja z feministkami (jak i z lewakami) mam jeden problem - mianowicie razi mnie ich nietolerancja wobec odmiennych poglądów. Naprawdę są kobiety, które chcą wyjść za mąż, radzić dzieci, stać przy garach, nie mają ambicji zawodowych - dlaczego miałabym im tego zabraniać? Ludzie są leniwi, wielu obojga płci chętnie skorzysta z opcji nie chodzenia do pracy. A feministki i lewicowcy od razu takich od nieuświadomionych, spętanych normami społecznymi, czy wręcz idiotów.
Feminizm jako taki zakłada:
1) równość kobiety i mężczyzny
2) prawo kobiety do decydowania o sobie i swoim życiu bez całej kulturowej nagonki - i to oznacza, że kobieta może sobie rodzić dzieci i siedzieć w domu jeśli czyni ją to szczęśliwą i nikt nie ma prawa wyzywać jej od pozbawionej ambicji kretynki, tak samo jak nikt nie ma prawa opowiadać kiepskich dowcipów o tym, że karierowiczka jest karierowiczką tylko dla tego, że nie ma szans jako "prawdziwa kobieta".
Problem polega na tym, że co tu dużo ukrywać, parę wariatek poszło stanowczo za daleko i wyszło, co wyszło. Wbrew popularnym poglądom wojujący feminizm nie ma nic wspólnego z feminizmem.
[a tak w ogóle, Szczęśliwiec, +1 za ten post, same mądre rzeczy, tak!]
Kiedyś to żyłam w przeświadczeniu, że każdy jest feministą lub feministką, bo w końcu idea, że ludzie są równi i zamiast komentować czyjeś życie możesz po prostu zająć się własnym, nie wymaga posiadania szczególnych zdolności intelektualnych do pojęcia, ale potem zobaczyłam, co ludzie wypisują w internecie i no cóż...
Wracając jednak do tematu samych książek, ostatnio, przypadkiem, przeczytałam tytuł
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, z założenia bardzo feministyczny, bo opowiadający o radzieckich kobietach, które brały udział w II wojnie światowej. I z tych wspomnień wychodzą naprawdę ciekawe rzeczy: to, że takich kobiet było mnóstwo, ale nikt do tej pory nie usłyszał ich historii, bo nikogo ona w zasadzie nie obchodziła, jak często mężowie tych kobiet robili im powtórki przed spotkaniem z autorką, żeby ich żony opowiadały z góry przyjętą wersję historii, a nie własne przeżycia (!), to, z jaką nienawiścią i niezrozumieniem spotykały się te dziewczyny (nie zawsze) po powrocie do domu, jak to były
inne, bo ośmieliły się zrobić coś uważanego za niekobiece, a przecież jak to tak można...