Literaturę Holocaustu znałam głównie ze szkoły. Czytałam Borowskiego, czytałam "Zdążyć przed Panem Bogiem" i pewnie jak na każdym, kto te książki poznał, wywarły na mnie mocne, jedyne-w-swoim-rodzaju wrażenie.
Niedawno czytałam Medaliony Nałkowskiej. Spadły na mnie z półki przy okazji robienia porządków, nawet nie wiedziałam, że mamy w domu własny egzemplarz. Ale skoro już spadły, to przeczytałam. Bardzo mi się podobała ich forma, krótkie, zwięzłe opowiadania, praktycznie prezentujące kilka obrazów, jakby migawek z tego, co się stało... i ta forma naprawdę działa. Bo więcej nie potrzeba. Człowiek zostaje z tymi obrazami w głowie i... no właśnie.
"Złodziejkę książek" mam i czeka na półce na swoją kolej. Ciągnie mnie do niej, ale na podstawie opinii innych ludzi doszłam do wniosku, że chcę przeczytać ją w spokoju i skupieniu, a obecnie nie bardzo mam ku temu sposobność. Tak więc czekamy, ja i ona.