Córki byłych wiceprezydentów nie powinny brać się za pisanie... Książka wpadła mi w ręce przez przypadek. W bibliotece nie mogli odnaleźć tego, co chciałam.
Niby to miało być coś na kształt Bridget Jones, ale nie wyszło. Już sama BJ była zdrowo naciągana, ale Sammy to totalna porażka. Bo rzecz jest o dziewczynie, która pracuje dla senatora. Życie pełne stresu, na dodatek sama też jest zdrowo szurnięta (przyjaźni się z telemarketerami i dzwoni do nich po radę, co dzień coś świętuje, przeżywa ze łzami kolejne zgony kolejnych rybek, etc.). A wszystko i tak skupia się na życiu uczuciowym. Banalnie. Nudno. Obchodzić szerokim łukiem.
Najgorsze jest to, że ja nie mogę po prostu rzucić książki, jak mi nie pasuje...