Nie wiem, czy powinnam odświeżać temat, ale po prostu potrzebuję napisać słowo o tej książce.
"Nostalgia Anioła" to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w życiu. Żadna powieść nie wywołała we mnie tylu emocji. Po książkę sięgnęłam zupełnie przypadkiem szukając mbooka książki pani Agathy Christie [skończyło się na tym, że w końcu stwierdziłam, że muszę przeczytać Nostalgię, więc książkę pani Christie sobie odpuściłam]. Zdecydowanie nie żałuję przeczytania tejże książki...Akcja powieści rozgrywa się w latach siedemdziesiątych, ale lektura nadal jest aktualna, co rusz słyszymy o kolejnych gwałtach i morderstwach. To okropne, że takie rzeczy się dzieją. Alice Sebold bardzo trafnie, moim zdaniem, opisała cierpienie Susie, jak i jej bliskich po jej śmierci. Nie umiem nawet sobie wyobrazić, co ja bym czuła, gdybym już tak naprawdę na zawsze musiała opuścić ziemię i to w tak okrutny sposób...Nawet nie chcę o tym myśleć.
"Franny, moja wprowadzająca, została naszą przewodniczką. Franny była dość stara - po czterdziestce - i mogłaby być naszą matką. Trochę to trwało, zanim zdałyśmy sobie z Holly sprawę, że tego właśnie pragnęłyśmy najbardziej: naszych mam".
Przypuszczam, że czułabym to samo, co Holly i Susie...Zresztą, moje rozważania nie są ważne.
Wracając do samej powieści, jak już wspomniałam wcześniej, książka nigdy nie wywołała u mnie aż tylu emocji...Od gniewu, kiedy Harvey zgwałcił Susie do płaczu i wzruszenia wyobrażając sobie cierpienie najbliższych.
Średnio podobał mi się fragment, kiedy Susie na kilka chwil wróciła na ziemię...Nie wiem, czemu, jakoś nie przypadło mi to do gustu.
***
Jeżeli ktoś szuka książki, to w jednej księgarni [i nie tylko] ją mają. Sama dopiero niedawno ją zdobyłam.
***
Przepraszam, że bez ładu i składu, ale późno się zrobiło i nie idzie mi wymyślanie mądrych, sensownych zdań.