Znam, czytałam... najbardziej lubię "Dzieci z Bullerbyn" i "Pippi Pończoszankę"... Te, które wymieniłaś, też znam, jednak bardziej mi przypadły do gustu te dwie wspomniane przeze mnie.
Podoba mi się jej styl, trafiał do mnie. Czytając "Dzieci z Bullerbyn" aż chciało się tam z nimi być. Najbardziej zapadł mi w pamięci sposób przekazywania sobie przesyłek: sznureczek i "jedziemy".
A Pippi już za samo imię zyskała u mnie sympatię.
I książki te czytałam już sama. 
To tak jak ja, oprócz "Dzieci..." i "Pippi Pończoszanki" przeczytałam "Braciszek i Karlsson z dachu", "Rasmus, Pontus i pies Toker", "Madika z Czerwcowego Wzgórza", "Pippi wchodzi na pokład" , "Pippi na Południowym Pacyfiku", "Lotta z ulicy Awanturników", "Madika i berbeć z Czerwcowego Wzgórza" oraz "Braci Lwie Serce". Wszystkie książki praktycznie połykałam, nie chciałam się przez to uczyć bo czytając zapominałam o Bożym świecie. W końcu doszło do tego, że mama zabierała mi książki żeby mnie nie nęciły i żebym się uczyła (i robi to do tej pory) ale wie, że mojej pasji czytania w domu nie pobije nikt i w racji wakacji zarywam noce bo czytam do samego bladego świtu
Co do "Dzieci z Bullerbyn" to mam sentyment bo to była pierwsza książka którą w ciągu dnia przeczytałam od początku do końca aż dwa razy i to będąc w 2 klasie podstawówki, gdzie dzieci jeszcze niezbyt dobrze czytają.
A co do "Pippi" to zawsze chciałam być taka jak ona
