...że czytanie to w dzisiejszych czasach coś postrzegane jako dziwactwo. I mamy tu pytanie: dziwactwo w ogólności? Czy tylko w oczach drechów i różowych panienek?
Myślę, że tak źle to nie jest. Są tacy, którzy czytają, jest to ich pasją i nieustannie męczą nią innych.

Np. chłopak od komiksu, o którym wspomniała murietka. Jest pewna grupa ludzi, którzy czytają co nieco, ale się z tym nie afiszują, żeby nie narażać się na szydercze spojrzenia i pokpiwanie
drechów i
różowych panienek. Pewna grupa ludzi nie czyta, ale książki są im po prostu obojętne, nie przeszkadza im to, że czytają inni. Miałem na studiach kolegę, bardzo dobrze się uczył, inteligentny człowiek, ale książek nie czyta w ogóle. Skierował swoje zainteresowania na zupełnie inne tory. Tak wybrał, ale przecież nie można zaliczyć takiego człowieka do tej najgorszej grupy nie czytających.

No i są ci ostatni, cwaniacy, imprezowicze, tacy, co lubią być na wierzchu, na każdy temat mają swoje "najlepsze zdanie". Ci zwykle są najbardziej widoczni i takich najbardziej w kontekście tematu nie lubię. Sami nie czytają, udają nowoczesnych, ale jeszcze kpią z innych, którzy jednak lubią książki i nie widzą w nich najbardziej nudnego zajęcia na świecie.
Sa tacy, którzy śmieją się z gry w szachy. Sławny zwrot "refleks szachisty".

A przecież szachy to czysta logika. Trzeba być naprawdę mądrym i inteligentnym żeby dobrze opanować tę królewską grę. A tymczasem są tacy, którzy się z szachistów śmieją.
Może to jest tak, że jak ktoś sam nie umie to łatwiej wyśmiać tych, którzy umieją niż docenić ich. Na piwo pójść - myśleć dużo nie trzeba. Przeczytać 700 stronicową książkę - to i czas trzeba poświęcić, wykazać się cierpliwością i skupieniem. I zrozumieć co się czyta. To trudniejsze.
