"Mury Hebronu" jest to specyficzna książka, bo fabuła rozgrywa się w więzieniu. Styl napisania pasuje do tejże tematyki, gdyby Stasiuk w inny sposób chciał to napisać, to książka nie miałaby takiego charakteru, jaki ma.
Zniesmaczyły mnie konkretne fragmenty z fabuły. (Nie chcę zdradzać szczegółów.) No, ja rozumiem, że literatura współczesna, że tematyka więzienna, ale moim zdaniem mógł darować te najgorsze, najbardziej wulgarne, niesmaczne fragmenty... Ta książka była na liście lektur, z "wiedzy" których był przeprowadzony egzamin. Nie spodziewałam się, że będę czuła taki wstręt do lektury... całe szczęście, że nie wylosowałam pytania dotyczącego tejże książki.
Bardotkę pamiętam do dziś... i nie mogę zapomnieć.

Najpierw czytałam "Mury Hebronu", później "Opowieści galicyjskie".
Gdy skończyłam tą pierwszą, to strasznie się bałam, że druga będzie podobna... że mnie znowu coś porządnie zniesmaczy. Jednak okazało się, że te opowiadanka są zupełnie, ale to zupełnie inne! I w ogóle mnie od nich nie odrzucało.

Trzeba panu Stasiukowi przyznać, że potrafi tak poróżnić swoje dzieła, tzn. nie pisze wciąż o tym samym.