Monika i Luka mieszkają razem, są wieloletnimi przyjaciółkami, znają się, jak łyse konie. Luka pracuje w redakcji lokalnej gazety, Monika jest pielęgniarką w szpitalu. Żyją sobie spokojnie, jednakże do czasu… Pewnego dnia znajdują zwłoki kobiety, która wynajmowała sąsiedni dom. Do akcji wkracza wtedy Łukasz, policjant, który okazuje się być ich dawnym znajomym z liceum. Wspólnie próbują wyjaśnić zagadkę – zbrodnia czy wypadek? Co się działo, ciągle dzieje na sąsiedniej posesji?
Oprócz nieoficjalnej pomocy w śledztwie, dziewczyny borykają się również z różnorakimi wydarzeniami w miejscach pracy. W związku z przykrościami, które im się przydarzają przydatna okazuje się pomoc właśnie Łukasza oraz Janusza – jednego z lekarzy. Dzięki temu cała czwórka ma okazję lepiej się poznać. A co z tego wyniknie? Jak skończy się śledztwo? Czy dziewczyny zostaną w swoich miejscach pracy? Czy sąsiad przeżyje?
Z przyjemnością napiszę, że książka przypadła mi do gustu, uważam ją za dobry debiut. Nie należy może ona do kategorii „literatury wysokiej”, ale – całe szczęście – nie wszystkie książki muszą

Autorka stworzyła sympatyczną powieść – po ludzku fajni bohaterowie, ciekawe wydarzenia, duża doza poczucia humoru. Mam bardzo mocne wrażenie, że Pani Małgorzata wzorowała się w dużej części na stylu książek Pani Joanny Chmielewskiej (szczególnie na tych wczesnych). Na początku trochę mnie to drażniło, ale tylko na początku

Może nie zdarzyło mi się śmiać w głos, jak przy czytaniu na przykład „Wszystko czerwone” czy „Całe zdanie nieboszczyka”, ale zdarzyło mi się chichotać, a to już osiągnięcie, bo od jakiegoś czasu żadna książka się tym pochwalić nie może. Akcja wciągnęła mnie, nie mogłam się doczekać, by móc udać się na sofę i czytać dalej. Polubiłam bohaterów i myślę, że można byłoby pociągnąć tą historię dalej

Oczywiście, można by się było przyczepić do kilku szczegółów, ale po co? Fajna, lekka, zabawna książka, która może umilić wakacje. Uważam, że to dobry start i będę śledzić dalszy rozwój autorki
