Każdego, kto miał kiedykolwiek styczność z literaturą spod ręki Philipa Zimbardo, emerytowanego profesora psychologii, nie trzeba zapewne do tej pozycji zachęcać.
Z tego też powodu, recenzja ta jest skierowana do tych, którzy jeszcze nie mieli przyjemności obcowania z inteligencją, skromnością, wiedzą i zmysłem obserwacji autora.
Absolutną i niezaprzeczalną wartością książki jest to, iż ukazano w niej ogołoconą ze wszystkich sztucznych upiększeń prawdę o naturze człowieka.
Prawda o tym, że każdy z nas jest zdolny do okrutnych czynów, do torturowania swojego bliźniego, a czasem nawet zadawania mu śmierci.
I nie ma tu znaczenia płeć, wykształcenie, usposobienie czy wykonywany zawód.
Zimbardo uzasadnia, że w każdym z nas istnieje mroczny potencjał do bycia okrutnym tyranem.
Świadomość tego uderza człowieka, niczym obuchem, w głowę, często gwałcąc wręcz, tak misternie i troskliwie budowaną pozytywną samoocenę.
Po lekturze nigdy już nie powiemy sobie "Ja bym tak nigdy nie zrobił/zrobiła".
Chyba, że nie cenimy prawdy o nas samych i wolimy przeglądać się w krzywym, kłamliwym zwierciadle własnej osobowości.
Ale prawda o naturze człowieka, którą Zimbardo tak bezkompromisowo odkrywa jest najzwyklej w świecie niezaprzeczalna.
Duża część treści opiera się na szczegółowym opisie Stanfordzkiego eksperymentu więziennego, którego autor był twórcą.
Nie będę opisywał czym był eksperyment i jak przebiegał, bo taką wiedzę można zaczerpnąć choćby z Internetu.
To, co zwraca uwagę u Zimbardo, to analityczne relacje z eksperymentu, dzień po dniu.
Sami stajemy się świadkami i biernymi obserwatoriami tego, jak zwykli ludzie - studenci uczestniczący w eksperymencie, zmieniają się w oprawców i tyranów przekraczając kolejne bariery w poniżeniu i upodleniu drugiego człowieka (swoich uczelnianych kolegów!).
Drogę w mrok duszy strażników więziennych oraz rozpacz i poniżenie więźniów przebywamy z nimi wspólnie.
Jak można się domyślić, nie jest to droga miła ani przyjemna, ale odkrywająca trudną i drażliwą prawdę o nas samych, tak więc - bezcenna.
Efekt Lucyfera to także wyjaśnienie przyczyn patologii, zaistniałej w irackim więzieniu Abu Ghraib, w którym to oddelegowani do pełnienia funkcji strażników więziennych żołnierze, znęcali się nad więźniami.
Gdy cała sprawa wyszła na jaw, Zimbardo składał zeznania w obronie jednego z oskarżonych żołnierzy, dzięki czemu materiały, do których miał dostęp pozwoliły mu na bardzo dokładną analizę zjawisk, jakie doprowadziły do tamtych wynaturzeń. Na początku może dziwić fakt, że Zimbardo był po stronie obrony, ale po lekturze momentalnie zrozumiemy dlaczego.
To, co autor chce nam uświadomić na kartach książki, to właśnie znaczenie kontekstu sytuacyjnego i wpływu sił społecznych, pod wpływem których często my sami możemy postąpić w sposób uprzednio przez nas postrzegany jako nieludzki.
Dlatego sam czyn nie może być sprawiedliwie osądzany, bez dogłębnego zrozumienia środowiska, w którym zaistniał.
Zimbardo podkreśla, iż toksyczne systemy środowiskowe, w których rodzą się patologie, takie jak w Abu Ghraib, nie powstają same z siebie.
Ktoś jest odpowiedzialny za ich stworzenie, czy to świadomie czy przez zaniedbanie.
To sprawia, że Zimbardo bardzo ostro rozprawia się z przełożonymi obwinionych żołnierzy, politycznymi przywódcami, nawet z ówczesnym prezydentem USA Gorge'm W.
Bush'em oraz wiceprezydentem Dickiem Cheneyem, oskarżając ich o ciche, a czasem w pełni świadome, przyzwolenie na torturowanie więźniów w Abu Ghraib
Z lektury "Efektu lucyfera" płynie dla czytelnika wiedza, której wagi nie sposób przecenić. Przede wszystkim o tym, że w każdym z nas drzemie 'ciemność'. Nawet najłagodniejsza znana nam osoba, jest zdolna do okrutnych zachowań wobec drugiego człowieka. Świadomość, którą czytelnik uzyskuje po przeczytaniu książki sprawia, że otaczający nas, brutalny świat, staję się odrobinę bardziej zrozumiały i czytelny. Z kolei my sami, usłyszawszy w mediach sensacyjne doniesienia o brutalnych i bezlitosnych czynach, nie jesteśmy już jedynie oburzonymi sędziami ludzkich serc, ale na uwadze zaczynamy mieć także warunki i kontekst w jakich ta brutalność i okrucieństwo miały miejsce.
Z kart książki otrzymujemy także praktyczne wskazówki, jak samemu nie stać się ofiarą, a jeśli to nie jest możliwe, to chociaż jak utrudnić potencjalnemu oprawcy deindywidualizcję naszej osoby, co w krytycznych momentach może pomóc nam zachować zdrowie, lub co ważniejsze, życie.
Na szczęście, obok ponurego obrazu ludzkiego usposobienia, można dostrzec także i światło.
Człowiek nie zamienia się w 'bestię' bez powodu. By tak się stało, muszą zajść dramatyczne zmiany w jego otoczeniu oraz pojawić się pośrednie lub bezpośrednie formy psychicznego nacisku.
Właśnie dzięki tej książce możemy je zidentyfikować, zanalizować, zrozumieć i co najważniejsze bronić się przed nimi.
Co więcej -mechanizm wpływu psychologicznego można wykorzystać na korzyść społeczeństwa i przy sprzyjających okolicznościach sprawić, by zwykli ludzie byli zdolni do chwalebnych, heroicznych czynów, w naszej kulturze nadających im znamiona bohaterów.
Książka autorstwa Phillipa Zimbardo wywarła mnie ogromne wrażenie.
Chociaż może dosadniej było by powiedzieć, że po przeczytaniu jej doznałem szoku.
Choć minęło już sporo czasu od jej ukończenia, za każdym razem gdy wracam myślą do tamtych treści, nachodzą mnie przemyślenia prowadzące do wniosków, które wyciągnąłem, gdy po raz pierwszy miałem ją w ręku.
Można by więc stwierdzić, że wciąż przeżywam ją na nowo.
Czy polecam tę książkę ?
To mało powiedziane!
Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto ceni i bezkompromisowo dąży do prawdy o sobie, o drugim człowieku, o ludzkiej naturze.
Kto pragnie myśleć o sobie jako o dojrzałym członku ludzkiej społeczności.
Jeżeli zaliczasz się do takich osób, "Efekt Lucyfera" nie jest dla Ciebie lekturą polecaną, ale pozycją obowiązkową!