Autor Wątek: Król z żelaza - Maurice Druon  (Przeczytany 331 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kalio

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Czytam więc jestem
Król z żelaza - Maurice Druon
« dnia: Październik 14, 2010, 07:04:26 am »
Filip Piękny, ów sławny król Francji, który zlikwidował Zakon Templariuszy, zostaje przeklęty przez Mistrza Zakonu. Jest to ogólnie znany fakt i czytałam o nim już nie raz. Również legenda na temat śmierci króla - polowanie, pogoń za jeleniem, niewyjaśniona śmierć jego i Nogareta, strażnika pieczęci królestwa, są faktami, nad którymi łamią sobie głowy badacze historii. Słyszałam o nich już wcześniej i dlatego właśnie z takim zainteresowaniem czytałam pierwszy tom cyklu Królowie Przeklęci. Bo zaczęło się naprawdę fascynująco.

Filip IV Piękny w porozumieniu z Nogaretem i papieżem Klemensem V (pierwszym papieżem okresu "niewoli awiniońskiej") doprowadzili do upadku Zakonu Templariuszy. Motywy mieli trywialne - chęć zagrabienia majątku Zakonu. Ich projekt zakończył się sukcesem, ale Jakub de Molay, Wielki Mistrz, płonąc już na stosie, rzucił klątwę na całą trójkę. Przepowiedział, że umrą oni w ciągu roku. Przeklął też cały ród Filipa do trzynastego pokolenia. To jest fakt. Początkowo król i jego sekretarz nie przejęli się słowami skazańca, ale gdy po miesiącu dostali wiadomość z Awinionu, że papież nie żyje, w ich sercach zagościł niepokój.
Reszta przepowiedni, przynajmniej ta dotycząca Nogareta i Filipa, też się sprawdziła. Dziwne? Niesamowite? Niemożliwe? A jednak. Reszta cyklu będzie zapewne o reszcie rodu, a już w pierwszym tomie mamy sprawę synów królewskich i ich żon oskarżonych o cudzołóstwo. Zaczyna się nieźle. Ród królewski zaczyna mieć poważne kłopoty.

Kilka lat temu, gdy przymierzałam się do przeczytania tego cyklu, rozmawiałam na jego tema z kolegą historykiem i on powiedział, że Druona czytało mu się ciężko, że trudny język itd. Porównałam tamto tłumaczenie sprzed lat (Joanny Skórnickiej) i obecne (Adriany Celińskiej) i rzeczywiście, muszę koledze przyznać rację. Z tym że dawniejsze tłumaczenie ma inny klimat - więcej jest zwrotów staropolskich, inna składnia, słownictwo, styl języka. Tłumaczenie pani Celińskiej bardziej odpowiada współczesnemu językowi polskiemu i może dlatego łatwiej się je czyta? Ja nie będę oceniała, które jest lepsze, a które gorsze, bo one są po prostu bardzo różne i podejrzewam, że oba tłumaczenia znajdą swoich zwolenników.
W każdym razie książka jest bardzo, bardzo dobra. Opiera się na faktach, ukazuje postaci historyczne w ich ludzkim wydaniu.
Jedna rzecz tylko mi przeszkadzała - zbyt mała czcionka. Dlatego czytało mi się ciężko, ale piękna okładka - twarda oprawa i obraz króla w prawdziwej koronie wynagrodziły mi trud czytania tych maleńkich literek.