W Sztokholmie ginie dwóch wysoko postawionych biznesmenów. Byli oni członkami licznych rad nadzorczych, bardzo bogaci, grali w golfa, żeglowali, należeli do tajnych bractw, mieli rodziny i kochanki. Nie odstawali zbytnio od schematu i dlatego blady strach padł na im podobnych. Sztokholmski wydział kryminalny postanowił utworzyć specjalną jednostkę, trochę ponad prawem, z mozliwościami wykonywania działań niestandardowych, a wszystko po to, żeby złapać mordercę.
Schemat intrygi wydaje się być intrygujący, prawda? A mimo wszystko nie wciągnęła mnie ta książka tak, jak spodziewałam się tego po blurbie. W powieści był klimat marazmu, jakiegoś pełzania w smole, główny bohater właściwie sam nie wiedział, czego chce. Czy chce romansu czy chce żony? Wyjechał z małego miasteczka do Sztokholmu chyba z ulgą? A śledztwo miało być intrygujące, z żalem jednak stwierdzam, ze nie było. Przez większość książki miałam wrażenie, ze policjanci gonią własny ogon.
Za co w takim razie dałam 4? Bo wydaje mi się, że ten nastrój powieści oddaje klimat Skandynawii - ludzie się nie spieszą, nie podejmują pochopnych decyzji, emocje nie buchają z nich wszystkimi porami - to jaki ma być skandynawski kryminał? Dotychczas przeczytałam ich kilka, nie tak znowu dużo, żeby uważać się za eksperta, ale z tych kilku płynie spokój, mglistość, niezdecydowanie. Sprawy same się rozwiązują albo spokojny policjant, ewentualnie policjantka drogą dedukcji dochodzą do rozwiązania zagadki. Moje wnioski nie są wiążące:)
Generalnie książka jest dobra, myślę, że miłośnicy kryminałów mogą być zadowoleni z lektury. Wątek osobisty dodaje kolorytu całości, pozostaje otwarty i już choćby z ciekawości, jak potoczą się losy Paula, chciałabym przeczytać kolejne tomy.