Autor Wątek: Najlepsza załoga Słonecznego, tom 2 - Oleg Diwow  (Przeczytany 307 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline grzechu81

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Najlepsza załoga Słonecznego, tom 2 - Oleg Diwow
« dnia: Grudzień 05, 2010, 08:07:00 pm »
Do sięgnięcia po "Najlepszą załogę słonecznego" skusiły mnie dwie
rzeczy. Niedorzecznie niska cena oraz prosta, choć rzucająca się w oczy,
okładka wydawnictwa "Fabryka Słów". Teraz wiem, że kierowanie się
takimi trywialnymi kryteriami przy wyborze lektury to poważny błąd.

"Najlepsza załoga..." zamiast dostarczyć mi oczekiwanej rozrywki,
wprowadziła mnie raczej w lekką frustrację i rozczarowanie. Były po
temu dwa proste powody:

Ujmując zagadnienie niewybrednie - książka jest przegadana.
Odniosłem wrażenie, jakgdyby autor rozmiłowany był w pisaniu dialogów.
Niby trochę zabawnych, niby wyjaśniających charakterystykę postaci, a
jednak po pewnym czasie chciało by się krzyknąć gromko do bohaterów
powieści: "Przestańcie gadać i zróbcie coś!. Opisywany problem potęguje
fakt, że często autor naprawdę nas zaciekawia intrygująco
rozwijając ten czy inny wątek i już... już chciało by się wiedzieć co
dalej... gdy znienacka atakuje nas pokaźnych rozmiarów dialog nie
wnoszący wiele do fabuły, a jedynie skutecznie gaszący czytelniczy
zapał. Żeby oddać prawdę - nie twierdzę, że dialogi są złe czy nudne. Bo
tak nie jest. Po prostu mogło by być ich mniej - powieść mogła by na
tym jedynie zyskać.

Wątek "Obcych". Już od pierwszych stron, gdy się o nich dowiadujemy,
rozpaleni jesteśmy ciekawością. Diwow bez wątpienia wie, jak
przyciągnąć czytelnika poprzez odkrywanie coraz to nowszych tajemnic, dotyczących
kosmitów. I tu pojawia się problem. Chociaż cała fabuła powieści
obfituje w ciekawe pomysły tyczące się świata przyszłości, w której
ludzkość skolonizowała Marsa i Wenus, to właśnie konflikt z obcymi
prezentuje się jako najbardziej intrygujący. A jednak, co w moim
przekonaniu jest prawdziwie, okrutnym posunięciem zdaje się być następujący zabieg autora: po początkowym
zaciekawieniu czytelnika tematem, na następnych kartach powieści nie
dostajemy już w wątku obcych niczego więcej, co nadawało by się do
sytej, satysfakcjonującej, czytelniczej konsumpcji. Innymi słowy -
temat po prostu się urywa! To tak jakby pokazać małemu dziecku
smacznego cukierka, na widok którego już zaczęło się oblizywać, a potem
bezlitośnie schować go za pazuchą i nigdy więcej nie pokazać.

Uwielbiam fantastykę. Nie zaliczam się, co prawda, do zacnego grona
wytrawnych jej koneserów, czy wybitnych znawców, ale gdy mam do wyboru
SF versus inne gatunki literackie - z góry wybieram to pierwsze.
Niejednokrotnie jestem wręcz zachwycony wyobraźnią i pomysłowością
pisarzy. Uwielbiam uczucie pasji, gdy nie jestem w stanie oderwać się
od powieści, gdy na każdej kolejnej stronie celebruję talent pisarski
twórcy.

Żadne z tych ubogacających wrażeń nie było moim udziałem podczas
lektury "Najlepszej załogi słonecznego". Dla mnie to pozycja
poprawnie napisana, ale przeciętna. Nie polecam
jej, bo nie odznacza się wystarczająco wysoką jakością, bym mógł to
szczerze zrobić. Moim zdaniem nie warto poświęcać jej czasu, gdy do wyboru
jest tyle innych wspaniałych pozycji z gatunku SF.